Pozostał tylko cud?
Pozostał tylko cud - komentuje hiszpańska prasa porażkę Barcelony z Liverpoolem 1:2 w 1/8 finału Ligi Mistrzów. - Cud zdarzył się na Camp Nou - odpowiada pomocnik "The Reds" John Arne Riise.
- To przeznaczenie sprawiło, że Craig Bellamy i ja strzeliliśmy gole Barcelonie - wyjaśnia Riise, który tydzień przed środowym meczem pobił się z Walijczykiem na zgrupowaniu w Portugalii.
Zdruzgotany Rijkaard
Słowa "bezradność" i "cud" przewijają się w komentarzach niemal każdego hiszpańskiego dziennika. "Tak bezradnej Barcelony, popełniającej tyle błędów, na Camp Nou jeszcze w tym stuleciu nie oglądano. Przed rewanżem pozostaje tylko wierzyć w cud" - napisał kataloński "Sport". "Cudem byłoby, gdyby Ronaldinho, Deco i reszta wystąpili w pełni formy. W przeciwnym razie z silniejszymi fizycznie zawodnikami Liverpoolu nie mają szans" - dodaje "El Mundo Deportivo".
Wychodząca w Madrycie "Marca" podkreśla, że dodatkowym upokorzeniem dla Barcelony jest to, że za porażką stoi madridista, czyli trener Rafael Benitez, który w przeszłości prowadził młodzieżowe drużyny Realu Madryt. Dziennik nie daje Katalończykom żadnych szans w rewanżu i przypomina, że Barça jeszcze nigdy w historii europejskich pucharów nie odrobiła straty po porażce na własnym boisku.
- Musiałby to być w naszym wykonaniu naprawdę wielki wieczór. Musiałoby nam wszystko wychodzić. Mamy przed sobą 90 minut, zobaczymy, jak będzie - stwierdził smętnie trener Frank Rijkaard, dodając, że od objęcia zespołu w 2003 r. jeszcze nie czuł się tak zdruzgotany.
Pewnie dlatego Rijkaard, który dotąd nie krytykował publicznie swoich zawodników, tym razem nie stanął po ich stronie. - To fatalne, kiedy trener nie rozumie, co jego piłkarze wyprawiają na boisku. Zawiódł nie jeden zawodnik czy paru, ale wszyscy. O katastrofie przesądził gol, który straciliśmy przed przerwą. W jakiś sposób poraził nas i mentalnie, i fizycznie. Odebrał siły, pomysły, rozeznanie na boisku. Nikt już nie grał dobrze. Za to piłkarzom Liverpoolu dodał pewności siebie i wiary - stwierdził trener Barçy, która dopiero drugi raz w historii przegrała na Nou Camp z drużyną z Wysp. Poprzednio w 1976 r. również z Liverpoolem.
"Jedyna nadzieja w Eto'o" - napisał "Sport" i dodał, że w meczu z Liverpoolem to napastnicy Javier Saviola i Eidur Gudjohnsen oraz Kameruńczyk znaleźli się na niewłaściwych miejscach. Pierwsi dwaj razili bezradnością na boisku. Eto'o, zakrywając co chwila twarz rękami, siedział w loży VIP-ów, gdzie wysłał go Rijkaard, który uznał, że trzykrotny najlepszy piłkarz Afryki po kontuzji nie jest gotowy do gry.
Supertaktyk Benitez
Angielska prasa zastanawia się, dlaczego z dwóch klubów, którymi targnęły w ubiegłym tygodniu skandale (Eto'o obraził się na Rijkaarda i Ronaldinho, bo trener zdradził, że Kameruńczyk odmówił wejścia na boisko w meczu ligowym), to Liverpool wyszedł ze swego zwycięsko. Komentator "Timesa" uważa, że "The Reds" zatriumfowali jako drużyna, bo przewinienie na obozie w Portugalii było wspólne (Benitez ukarał za "nocne spóźnienie" 15 zawodników). W dodatku Craig Bellamy połamał wprawdzie kij golfowy na nogach Johna Arne Riise (zapłacił za to 80 tys. funtów kary), ale obaj zagrali w meczu, obaj zjednoczyli się we wspólnym celu. Tymczasem Rijkaard nie pozwolił skonfliktowanemu z Ronaldinho Eto'o usiąść nawet na ławce rezerwowych.
"W drużynie nie wszyscy muszą się kochać, żeby odnosić sukcesy. Jak w filmie Alana Parkera »The Commitments «, członkowie zespołu rockowego mogą na siebie warczeć i się nienawidzić, ale potem wychodzą na scenę i grają jak jeszcze nigdy w życiu. Razem. Rijkaard zrobił z Eto'o Yoko Ono" - napisał w "Timesie" Simon Barnes, nawiązując do historii rozpadu The Beatles.
- Obaj z Bellamym mieliśmy trudny tydzień, ale w meczu udało nam się zapomnieć o kłopotach. Nie zdenerwowało mnie nawet to, gdy Craig wykonał po golu gest uderzenia kijem golfowym. Wybaczam mu - powiedział Riise na łamach "Guardiana". Dodał, że zwycięstwo to wielka zasługa Beniteza, kory jest największym taktykiem z obecnych trenerów. Hiszpan istotnie ma patent na Barcelonę - jako szkoleniowiec Valencii nie przegrał na Camp Nou żadnego z trzech ligowych spotkań.
- Robota jeszcze nie jest skończona, dlatego żadnych gratulacji - stwierdził Benitez. - Bardzo się cieszę z bramek Craiga i Johna. To oczywiście przypadek, a nie przeznaczenie, że to właśnie oni strzelili gole. Naprawdę ciężko pracowali na zgrupowaniu w Portugalii i to było widać na boisku - zakończył trener "The Reds".
[źródło: gazeta.pl]
- To przeznaczenie sprawiło, że Craig Bellamy i ja strzeliliśmy gole Barcelonie - wyjaśnia Riise, który tydzień przed środowym meczem pobił się z Walijczykiem na zgrupowaniu w Portugalii.
Zdruzgotany Rijkaard
Słowa "bezradność" i "cud" przewijają się w komentarzach niemal każdego hiszpańskiego dziennika. "Tak bezradnej Barcelony, popełniającej tyle błędów, na Camp Nou jeszcze w tym stuleciu nie oglądano. Przed rewanżem pozostaje tylko wierzyć w cud" - napisał kataloński "Sport". "Cudem byłoby, gdyby Ronaldinho, Deco i reszta wystąpili w pełni formy. W przeciwnym razie z silniejszymi fizycznie zawodnikami Liverpoolu nie mają szans" - dodaje "El Mundo Deportivo".
Wychodząca w Madrycie "Marca" podkreśla, że dodatkowym upokorzeniem dla Barcelony jest to, że za porażką stoi madridista, czyli trener Rafael Benitez, który w przeszłości prowadził młodzieżowe drużyny Realu Madryt. Dziennik nie daje Katalończykom żadnych szans w rewanżu i przypomina, że Barça jeszcze nigdy w historii europejskich pucharów nie odrobiła straty po porażce na własnym boisku.
- Musiałby to być w naszym wykonaniu naprawdę wielki wieczór. Musiałoby nam wszystko wychodzić. Mamy przed sobą 90 minut, zobaczymy, jak będzie - stwierdził smętnie trener Frank Rijkaard, dodając, że od objęcia zespołu w 2003 r. jeszcze nie czuł się tak zdruzgotany.
Pewnie dlatego Rijkaard, który dotąd nie krytykował publicznie swoich zawodników, tym razem nie stanął po ich stronie. - To fatalne, kiedy trener nie rozumie, co jego piłkarze wyprawiają na boisku. Zawiódł nie jeden zawodnik czy paru, ale wszyscy. O katastrofie przesądził gol, który straciliśmy przed przerwą. W jakiś sposób poraził nas i mentalnie, i fizycznie. Odebrał siły, pomysły, rozeznanie na boisku. Nikt już nie grał dobrze. Za to piłkarzom Liverpoolu dodał pewności siebie i wiary - stwierdził trener Barçy, która dopiero drugi raz w historii przegrała na Nou Camp z drużyną z Wysp. Poprzednio w 1976 r. również z Liverpoolem.
"Jedyna nadzieja w Eto'o" - napisał "Sport" i dodał, że w meczu z Liverpoolem to napastnicy Javier Saviola i Eidur Gudjohnsen oraz Kameruńczyk znaleźli się na niewłaściwych miejscach. Pierwsi dwaj razili bezradnością na boisku. Eto'o, zakrywając co chwila twarz rękami, siedział w loży VIP-ów, gdzie wysłał go Rijkaard, który uznał, że trzykrotny najlepszy piłkarz Afryki po kontuzji nie jest gotowy do gry.
Supertaktyk Benitez
Angielska prasa zastanawia się, dlaczego z dwóch klubów, którymi targnęły w ubiegłym tygodniu skandale (Eto'o obraził się na Rijkaarda i Ronaldinho, bo trener zdradził, że Kameruńczyk odmówił wejścia na boisko w meczu ligowym), to Liverpool wyszedł ze swego zwycięsko. Komentator "Timesa" uważa, że "The Reds" zatriumfowali jako drużyna, bo przewinienie na obozie w Portugalii było wspólne (Benitez ukarał za "nocne spóźnienie" 15 zawodników). W dodatku Craig Bellamy połamał wprawdzie kij golfowy na nogach Johna Arne Riise (zapłacił za to 80 tys. funtów kary), ale obaj zagrali w meczu, obaj zjednoczyli się we wspólnym celu. Tymczasem Rijkaard nie pozwolił skonfliktowanemu z Ronaldinho Eto'o usiąść nawet na ławce rezerwowych.
"W drużynie nie wszyscy muszą się kochać, żeby odnosić sukcesy. Jak w filmie Alana Parkera »The Commitments «, członkowie zespołu rockowego mogą na siebie warczeć i się nienawidzić, ale potem wychodzą na scenę i grają jak jeszcze nigdy w życiu. Razem. Rijkaard zrobił z Eto'o Yoko Ono" - napisał w "Timesie" Simon Barnes, nawiązując do historii rozpadu The Beatles.
- Obaj z Bellamym mieliśmy trudny tydzień, ale w meczu udało nam się zapomnieć o kłopotach. Nie zdenerwowało mnie nawet to, gdy Craig wykonał po golu gest uderzenia kijem golfowym. Wybaczam mu - powiedział Riise na łamach "Guardiana". Dodał, że zwycięstwo to wielka zasługa Beniteza, kory jest największym taktykiem z obecnych trenerów. Hiszpan istotnie ma patent na Barcelonę - jako szkoleniowiec Valencii nie przegrał na Camp Nou żadnego z trzech ligowych spotkań.
- Robota jeszcze nie jest skończona, dlatego żadnych gratulacji - stwierdził Benitez. - Bardzo się cieszę z bramek Craiga i Johna. To oczywiście przypadek, a nie przeznaczenie, że to właśnie oni strzelili gole. Naprawdę ciężko pracowali na zgrupowaniu w Portugalii i to było widać na boisku - zakończył trener "The Reds".
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)