Półfinał na zero; Barça - Man Utd 0:0

Looky

23 kwietnia 2008, 20:08

Brak komentarzy
Mecz gigantów zakończył się bez bramek. W środowy wieczór Barcelona, po całkowitym zdominowaniu pola gry i oddaniu inicjatywy przez Manchester, nie potrafiła zdobyć bramki gwarantującej jej komfort w rewanżu na Old Trafford. Mistrz Anglii zagrał zachowawczo, często broniąc się dziewięcioma zawodnikami, co, jak się okazało, wystarczyło na bijącą głową w mur Barçę. Gra podopiecznych Rijkaarda nie wyglądała źle, tyle że mnóstwo było niedokładności, a akcje zmierzające w kierunku bramki Van der Sara okazały się zbyt wolnymi, aby móc zaskoczyć pewnie grającą defensywę gości.

Ronaldo nie czaruje

To właśnie Cristiano miał być katem Dumy Katalonii. Portugalczyk stanął przed ogromną szansą już w 2. minucie kiedy arbiter podyktował rzut karny dla United za ewidentne zagranie ręką Milito. Z jedenastu metrów Portugalczyk trafił jednak w słupek i można powiedzieć, że na tym skończyło się zagrożenie z jego strony w całym spotkaniu.

Barça przejęła inicjatywę, ale grała wolno, bez pomysłu, na stojąco chcąc jednym dobrym podaniem otworzyć sobie drogę do bramki przeciwnika. W 11. minucie Iniesta podawał do Eto'o, lecz ten nie doszedł do piłki. Po chwili znów Kameruńczyk stanął przed szansą, jednak tym razem odegraną przez niego piłkę wybili obrońcy MU.

Goście czy z własnej woli czy też bardziej z niemocy nie potrafili dobrze rozegrać piłki na własnej połowie, toteż Barça po każdej stracie przejmowała ją w środku pola i... dalej biła głową w mur. Tymczasem w 29. minucie wzdłuż własnego pola karnego fatalnie zagrał Iniesta, piłkę przejął wybiegający przed Valdésa Ronaldo, który starł się "brak w bark" z Márquezem. Sędzia tym razem pozostał niewzruszony i mimo soczystej gestykulacji Portugalczyka tym razem jedenastki nie podyktował. Słusznie zresztą.

Posiadanie piłki to zdecydowana przewaga Barçy, lecz nijak nie przekładało się to na okazje bramkowe. Do końca pierwszej połowy próbował jeszcze Eto'o, lecz brakowało mu szybkości i Ferdinand na zmianę z Brownem rozbijali próby jego strzałów lub ataku. Pierwsza, bezbarwna połowa zakończyła się wynikiem 0:0.

Lepiej, ale daleko od ideału

Drugie 45 minut Barcelona rozpoczęła z mocnym postanowieniem poprawy i można powiedzieć, że nawet jej się to udało. W 49. minucie z dystansu strzelał bardzo dobrze grający Zambrotta, lecz Van der Sar był na posterunku. Chwilę później znakomitą sytuację miał Eto'o, który po dograniu Messiego i zgubieniu Ferdinanda odgrywał do Argentyńczyka i temu spod nóg piłkę wybili defensorzy gości. W 51. minucie ponownie w doskonałej sytuacji znalazł się Eto'o, lecz tym razem trafił tylko w boczną siatkę. W odpowiedzi, podobną szansę dla MU miał Carrick i wykończył ją podobnie jak Kameruńczyk.

W 60. minucie strzałem zza pola karnego popisał się Xavi, na posterunku był jednak bramkarz Manchesteru. Po chwili Rijkaard zdjął z boiska nieźle grającego Messiego, za którego wszedł Bojan mający ożywić poczynania ofensywne Dumy Katalonii. Nie ożywił.

Na kwadrans przed końcem z własnej połowy wyszedł w końcu zespół Manchesteru. Ronaldo nie opanował jednak piłki i do ataku znów ruszyła Barca. Na boisku pojawił się Henry i to właśnie on w 83. minucie strzałem z dystansu sprawił problemy Van der Sarowi, który dość niefortunnie sparował piłkę wzdłuż linii końcowej. Po pięciu minutach jeszcze raz Francuz, tym razem z rzutu wolnego, starał się zaskoczyć Holendra. I tym razem bez powodzenia. Skończyło się na Barça 0, MU 0.

Czas umierać?

Nie, bo choć gra nie napawała dziś nadmiernym optymizmem i choć trzeba zdać sobie sprawę, że MU zagrał słabo bo nastawił się na wynik 0:0, w rewanżu na Old Trafford drużyna Rijkaarda wciąż szanse ma spore. Dziś mimo całkowitej dominacji, posiadania piłki na poziomie 65% i 16 strzałów na bramkę przeciwnika, spotkania wygrać sie nie udało i to Anglicy urastają do rangi faworyta do awansu. Urastają też dlatego, że w środę postawili na zachowawczy futbol, futbol w stylu Liverpoolu, którego mało kto się spodziewał.

W zespole Barçy na wyróżnienie z pewnością zasłużyli Zambrotta i Toure. Nieźle zagrał Deco, pretensji nie można mieć także do Messiego. Niestety tej drużynie wciąż wiele brakuje, aby Culés nie musieli obawiać się o jej występy. Mimo tego kibice stanęli wreszcie na wysokości zadania, przez cały mecz dopingując swoich, a po końcowym gwizdku żegnając ich oklaskami. Bo 0:0 w istocie nie jest złym rezultatem. Nawet jeśli United ma teraz większe szanse na awans, to nie taki diabeł straszny jak go malują. Aby awansować nie trzeba nawet wygrać, trzeba strzelić bramkę. Oby sobotni mecz z Deportivo pomógł naszym piłkarzom odzyskać skuteczność.

Statystyki:

Barcelona Manchester
0Gole0
1Zółte kartki1
0Czerwone kartki0
8Strzały celne1
8Strzały niecelne4
12Faule20
8Rzuty rożne3
0Spalone3
42' 39''Posiadanie piłki (czas)26' 10''
61%Posiadanie piłki (%)39%


Barcelona: Valdés; Zambrotta, Márquez, Milito, Abidal; Toure, Xavi, Deco; Iniesta, Eto'o, Messi.

Manchester: Van der Sar, Brown, Ferdinand, Evra, Carrick, Hargreaves, Park, Scholes, Rooney, Ronaldo, Tevez.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze