Okiem Johana Cruyffa. Pep nie spieszy się z canteranos
Następujący artykuł jest tłumaczeniem cotygodniowego felietonu Johana Cruyffa dla El Periódico. Oryginał został opublikowany 15.11.2010.
"Busquetsy" i "Pedra" nie trafiają się co roku. Nie każdy piłkarz Barçy B zostanie graczem pierwszego składu. Idzie tu o gotowość młodego piłkarza, odpowiednie przygotowanie. Potrzeba czasu, by młody canterano był gotów. To dlatego Guardiola oszczędnie operuje minutami zawodników takich, jak Fontàs i Thiago. Wprowadzenie ich do zespołu zbyt wcześnie może okazać się bardzo złym pomysłem*. Ma to swoje uzasadnienie.
Dwa żywioły
Zazwyczaj po ostatnim gwizdku sędziego, trener rywali Barcelony podkreśla jedną rzecz. Nieważne, czy przeciwnicy wygrali, zremisowali czy przegrali. Nieważne, czy grali dobrze czy źle. Wszyscy mówią jedno: "Graliśmy z najlepszą drużyną świata". Może brzmi banalnie, bo łatwo i wygodnie się tym usprawiedliwić... Ale nabiera wiarygodności, im częściej to słyszymy. A słyszymy to cały czas. I tu właśnie leży sedno całej sprawy. Barça jest najlepszą drużyną świata. Nie gwarantuje to, że wygra wiosną wszystko. Ba, nie gwarantuje nawet, że Barcelona wygra cokolwiek. Być może piłka nożna to jedyny sport, gdzie najlepszy może zostać z niczym.
W meczu z Villarrealem mogliśmy zauważyć jeden szczegół. Im lepszy jest przeciwnik, im bardziej chce grać - tym lepiej dla Barçy. Bo tak naprawdę ta gra to spójna całość tworzona przez sumę małych szczególików. To one tworzą Blaugranę wielką drużyną, nie żaden przypadek. Podopieczni Guardioli mają podstawy taktyczne czy techniczne, które wyróżniają zespół wśród innych, ale mają także indywidualną magię graczy, z Leo Messim na czele.
Tak naprawdę, istotą jest połączenie dwóch żywiołów: tego, co wspólne, i tego, co indywidualne. Praktycznie nikt nie prezentuje tych dwóch czynników naraz. Na przykład, Villarreal to ekipa, która - tuż po Barcelonie - jest dziś najlepiej poruszającym się na boisku zespołem Hiszpanii. Ale brak tutaj czynnika indywidualizmu, brak takiej akumulacji wybitnych graczy, z których każdy może przesądzić o wyniku. Dysponuje tym Guardiola.
Barceloński przykład do naśladowania
Real Madryt to inna sprawa. Nie ma jeszcze tej spójności w grze, porozumienia i zaufania między poszczególnymi graczami - byśmy mogli nazwać tę drużynę ekipą na "szóstkę". Dlatego gracze Realu częściej i chętniej grają indywidualnie.
Barça jest dziś wielkim przykładem dla innych. Tym, co najbardziej przykuwa moją uwagę i z czego jestem najbardziej dumny, to wiara, jaką pokłada się w wychowanków. Gdybym sam miał teraz 18, 19 czy 20 lat i byłbym zawodnikiem Barçy B (albo jeszcze młodszy i grał w Juvenil A czy B), byłbym szczerze zachwycony. Trener postawił na tak zwaną "krótką ławkę", zapewniając jednak, że ma stale oko na canterę.
Wiemy, że nie jest to ślepa wiara, ponieważ mamy doskonałe przykłady Pedro czy Busquetsa. "Z Tercera do Primera División" brzmi niemal, jak "z pucybuta do milionera". Tym bardziej nie jest to wiara ślepa, bo Pep to trener, który jest w stanie zagrać finał Ligi Mistrzów wyjściowym składem siedmiu wychowanków la Masía. A ósmego wprowadzić na ostatnie chwile.
Wychowanków wprowadzaj zależnie od okoliczności
Kiedy inni szkoleniowcy zamartwialiby się przed takim meczem, jak z Villarrealem, że dysponują tylko czternastoma zawodnikami, ja, jako trener stawiający na wychowanków, widziałbym ogromną szansę. Oczywiście, Guardiola nie wystawił w sobotę Fontasa (z powodu nieobecności Milito i Piqué), ale wykorzystał Abidala. W końcu Rossi i Nilmar potrafią każdemu obrońcy, nawet temu z wyjściowego składu, zgotować zły dzień. Tutaj Guardiola postawił na doświadczenie.
Utrata Márqueza i przymusowe odejście Czyhryńskiego plus absencja Milito - i rodzi się spory problem. Ale Pep jest mądry**. Miał na względzie klasę przeciwnika, z jakim przyjdzie mu grać i znalazł wyjście z tej sytuacji, które na pierwszy rzut oka wydaje się problmatyczne, ale ostatecznie okazuje się znakomitym rozwiązaniem.
W pierwszym składzie są Piqué, Puyol i Milito. Jeden ma kontuzję, drugi jest zawieszony, gramy z trzecią drużyną ligi. Opcja Abidala na środku istnieje zawsze, była już wykorzystywana w tym sezonie. Czy w tej konkretnej sytuacji, potrzebujesz kombinować z innym środkowym obrońcą, nawet jeśli Abidal wolałby pewnie grać na lewej stronie? Pep uznał, że nie. W końcu jest mądry.
Owszem, mister ma w szeregach wychowanków jedną, dwie czy może nawet trzy "opcje" na środek obrony. To trzeci rok, gdy na ławce trenerskiej odważnie rozdziela minuty gry pomiędzy wychowanków - przez te lata Guardiola dojrzał do zrównoważonego zarządzania zasobami cantery. To podziwu godna filozofia: kształtować i motywować (bezcenna jest tu współpraca Lucho) canteranos, by stale nabierali doświadczenia i umiejętności. A wystawiać ich wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności.
Głos doświadczenia
Jeśli jesteś wychowankiem i chcesz z całego serca dostać się do pierwszej drużyny, lecz masz jakieś wątpliwości (na przykład: czy Twoja przyszłość nie czeka Cię poza Barceloną?), zapytaj Guardiolę. Mówię to ze względu na Nolito. Wiek (24 lata), kończący się kontrakt i jego rola w Barçie B. Cóż, rozumiem, że chce wiedzieć już dziś, kiedy będzie grał więcej w pierwszej drużynie i czy Pep widzi tu jego przyszłość.
Moja rada? Zapytaj ludzi z doświadczeniem większym niż Twoje. Ale nie swojego agenta. Niech zapyta Guardioli, jeśli jeszcze tego nie zrobił. I jeśli Pep powtórzy - co już powiedział - żeby Nolito walczył o miejsce, na opuszczenie Barcelony zawsze jest czas, ja odnowiłbym kontrakt z zamkniętymi oczami. Bo jeśli Guardiola myslałby inaczej, w jakiejś prywatnej rozmowie z pewnością powiedziałby mu: "Poszukaj sobie innego klubu".
Pośpiech to najgorszy doradca
Ciekawy przypadek to Thiago. Podpisał kontrakt na rok, z możliwością przedłużenia na dwa lub trzy pod warunkiem, że będzie członkiem pierwszego zespołu. Tak będzie tylko wtedy, gdy zdecyduje tak Pep. Gdy trener uzna, że to już właściwy czas. A jeśli miałby czekać kolejny rok, musi czekać. Ma 19 lat. Dokąd mu się tak spieszy? Ja zacząłem grać w Barcelonie mając lat 26! W różnych klubach grałem do 37. urodzin i wcale nie szło mi tak źle. On ma 19-stkę na karku i już myśli, że jest późno? Dostać się do pierwszej drużyny to jedno. Ale utrzymać się w niej - to jest dopiero wyzwanie***.
Czy ktoś myśli, że Pep mógłby pominąć młodego wychowanka? Ja nie. Czy ktokolwiek mógłby podejrzewać Guardiolę o brak wiary w canterę? Wręcz przeciwnie. On zrobił ze szkółki znak firmowy klubu. Godny naśladowania punkt odniesienia dla wszystkich.
* Cruyff jawnie nawiązuje do przypadku Giovaniego dos Santosa.
** Cruyff używa tu słowa "listo", które zależnie od kontekstu i intencji autora oznaczać może: "mądry", "inteligentny", "sprytny", "cwany" bądź "bystry".
*** I znów nasuwa się skojarzenie z dos Santosem. Nie ma w tym żadnej złośliwości, chodzi jedynie o żywy przykład, gdy piłkarz wszedł do pierwszego składu ewidentnie za szybko.
[źródło: El Periódico]
"Busquetsy" i "Pedra" nie trafiają się co roku. Nie każdy piłkarz Barçy B zostanie graczem pierwszego składu. Idzie tu o gotowość młodego piłkarza, odpowiednie przygotowanie. Potrzeba czasu, by młody canterano był gotów. To dlatego Guardiola oszczędnie operuje minutami zawodników takich, jak Fontàs i Thiago. Wprowadzenie ich do zespołu zbyt wcześnie może okazać się bardzo złym pomysłem*. Ma to swoje uzasadnienie.
Dwa żywioły
Zazwyczaj po ostatnim gwizdku sędziego, trener rywali Barcelony podkreśla jedną rzecz. Nieważne, czy przeciwnicy wygrali, zremisowali czy przegrali. Nieważne, czy grali dobrze czy źle. Wszyscy mówią jedno: "Graliśmy z najlepszą drużyną świata". Może brzmi banalnie, bo łatwo i wygodnie się tym usprawiedliwić... Ale nabiera wiarygodności, im częściej to słyszymy. A słyszymy to cały czas. I tu właśnie leży sedno całej sprawy. Barça jest najlepszą drużyną świata. Nie gwarantuje to, że wygra wiosną wszystko. Ba, nie gwarantuje nawet, że Barcelona wygra cokolwiek. Być może piłka nożna to jedyny sport, gdzie najlepszy może zostać z niczym.
W meczu z Villarrealem mogliśmy zauważyć jeden szczegół. Im lepszy jest przeciwnik, im bardziej chce grać - tym lepiej dla Barçy. Bo tak naprawdę ta gra to spójna całość tworzona przez sumę małych szczególików. To one tworzą Blaugranę wielką drużyną, nie żaden przypadek. Podopieczni Guardioli mają podstawy taktyczne czy techniczne, które wyróżniają zespół wśród innych, ale mają także indywidualną magię graczy, z Leo Messim na czele.
Tak naprawdę, istotą jest połączenie dwóch żywiołów: tego, co wspólne, i tego, co indywidualne. Praktycznie nikt nie prezentuje tych dwóch czynników naraz. Na przykład, Villarreal to ekipa, która - tuż po Barcelonie - jest dziś najlepiej poruszającym się na boisku zespołem Hiszpanii. Ale brak tutaj czynnika indywidualizmu, brak takiej akumulacji wybitnych graczy, z których każdy może przesądzić o wyniku. Dysponuje tym Guardiola.
Barceloński przykład do naśladowania
Real Madryt to inna sprawa. Nie ma jeszcze tej spójności w grze, porozumienia i zaufania między poszczególnymi graczami - byśmy mogli nazwać tę drużynę ekipą na "szóstkę". Dlatego gracze Realu częściej i chętniej grają indywidualnie.
Barça jest dziś wielkim przykładem dla innych. Tym, co najbardziej przykuwa moją uwagę i z czego jestem najbardziej dumny, to wiara, jaką pokłada się w wychowanków. Gdybym sam miał teraz 18, 19 czy 20 lat i byłbym zawodnikiem Barçy B (albo jeszcze młodszy i grał w Juvenil A czy B), byłbym szczerze zachwycony. Trener postawił na tak zwaną "krótką ławkę", zapewniając jednak, że ma stale oko na canterę.
Wiemy, że nie jest to ślepa wiara, ponieważ mamy doskonałe przykłady Pedro czy Busquetsa. "Z Tercera do Primera División" brzmi niemal, jak "z pucybuta do milionera". Tym bardziej nie jest to wiara ślepa, bo Pep to trener, który jest w stanie zagrać finał Ligi Mistrzów wyjściowym składem siedmiu wychowanków la Masía. A ósmego wprowadzić na ostatnie chwile.
Wychowanków wprowadzaj zależnie od okoliczności
Kiedy inni szkoleniowcy zamartwialiby się przed takim meczem, jak z Villarrealem, że dysponują tylko czternastoma zawodnikami, ja, jako trener stawiający na wychowanków, widziałbym ogromną szansę. Oczywiście, Guardiola nie wystawił w sobotę Fontasa (z powodu nieobecności Milito i Piqué), ale wykorzystał Abidala. W końcu Rossi i Nilmar potrafią każdemu obrońcy, nawet temu z wyjściowego składu, zgotować zły dzień. Tutaj Guardiola postawił na doświadczenie.
Utrata Márqueza i przymusowe odejście Czyhryńskiego plus absencja Milito - i rodzi się spory problem. Ale Pep jest mądry**. Miał na względzie klasę przeciwnika, z jakim przyjdzie mu grać i znalazł wyjście z tej sytuacji, które na pierwszy rzut oka wydaje się problmatyczne, ale ostatecznie okazuje się znakomitym rozwiązaniem.
W pierwszym składzie są Piqué, Puyol i Milito. Jeden ma kontuzję, drugi jest zawieszony, gramy z trzecią drużyną ligi. Opcja Abidala na środku istnieje zawsze, była już wykorzystywana w tym sezonie. Czy w tej konkretnej sytuacji, potrzebujesz kombinować z innym środkowym obrońcą, nawet jeśli Abidal wolałby pewnie grać na lewej stronie? Pep uznał, że nie. W końcu jest mądry.
Owszem, mister ma w szeregach wychowanków jedną, dwie czy może nawet trzy "opcje" na środek obrony. To trzeci rok, gdy na ławce trenerskiej odważnie rozdziela minuty gry pomiędzy wychowanków - przez te lata Guardiola dojrzał do zrównoważonego zarządzania zasobami cantery. To podziwu godna filozofia: kształtować i motywować (bezcenna jest tu współpraca Lucho) canteranos, by stale nabierali doświadczenia i umiejętności. A wystawiać ich wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności.
Głos doświadczenia
Jeśli jesteś wychowankiem i chcesz z całego serca dostać się do pierwszej drużyny, lecz masz jakieś wątpliwości (na przykład: czy Twoja przyszłość nie czeka Cię poza Barceloną?), zapytaj Guardiolę. Mówię to ze względu na Nolito. Wiek (24 lata), kończący się kontrakt i jego rola w Barçie B. Cóż, rozumiem, że chce wiedzieć już dziś, kiedy będzie grał więcej w pierwszej drużynie i czy Pep widzi tu jego przyszłość.
Moja rada? Zapytaj ludzi z doświadczeniem większym niż Twoje. Ale nie swojego agenta. Niech zapyta Guardioli, jeśli jeszcze tego nie zrobił. I jeśli Pep powtórzy - co już powiedział - żeby Nolito walczył o miejsce, na opuszczenie Barcelony zawsze jest czas, ja odnowiłbym kontrakt z zamkniętymi oczami. Bo jeśli Guardiola myslałby inaczej, w jakiejś prywatnej rozmowie z pewnością powiedziałby mu: "Poszukaj sobie innego klubu".
Pośpiech to najgorszy doradca
Ciekawy przypadek to Thiago. Podpisał kontrakt na rok, z możliwością przedłużenia na dwa lub trzy pod warunkiem, że będzie członkiem pierwszego zespołu. Tak będzie tylko wtedy, gdy zdecyduje tak Pep. Gdy trener uzna, że to już właściwy czas. A jeśli miałby czekać kolejny rok, musi czekać. Ma 19 lat. Dokąd mu się tak spieszy? Ja zacząłem grać w Barcelonie mając lat 26! W różnych klubach grałem do 37. urodzin i wcale nie szło mi tak źle. On ma 19-stkę na karku i już myśli, że jest późno? Dostać się do pierwszej drużyny to jedno. Ale utrzymać się w niej - to jest dopiero wyzwanie***.
Czy ktoś myśli, że Pep mógłby pominąć młodego wychowanka? Ja nie. Czy ktokolwiek mógłby podejrzewać Guardiolę o brak wiary w canterę? Wręcz przeciwnie. On zrobił ze szkółki znak firmowy klubu. Godny naśladowania punkt odniesienia dla wszystkich.
* Cruyff jawnie nawiązuje do przypadku Giovaniego dos Santosa.
** Cruyff używa tu słowa "listo", które zależnie od kontekstu i intencji autora oznaczać może: "mądry", "inteligentny", "sprytny", "cwany" bądź "bystry".
*** I znów nasuwa się skojarzenie z dos Santosem. Nie ma w tym żadnej złośliwości, chodzi jedynie o żywy przykład, gdy piłkarz wszedł do pierwszego składu ewidentnie za szybko.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (16)