Będzie to pierwsze El Clásico z publicznością, która wróciła na trybuny po zniesieniu ograniczeń. To spory impuls dla stadionowego biznesu, który chce się reaktywować, aby wygenerować 119 milionów euro przychodu w tym sezonie. W kampanii 2019/20 Barça zarobiła na swoim stadionie 162 miliony euro. Pandemia spowodowała jednak zamknięcie trybun dla publiczności, co oznaczało nie tylko straty związane z dniem meczowym, ale także spadek przychodów z cateringu i klubowego sklepu. Dlatego właśnie przychody z poprzedniego sezonu wyniosły zaledwie 25 milionów euro.
Klub koniecznie potrzebuje ożywienia gospodarczego i w tym celu ma właśnie pomóc wzrost dochodów z Camp Nou po tym, jak udostępniono kibicom 100% miejsc. Barça szacuje, że zarobi na swoim stadionie w tym sezonie 119 milionów euro – o 94 miliony więcej niż w poprzednim.
Odkąd katalońskie Generalitat zezwoliło na pełne otwarcie stadionów, Barcelona rozegrała na Camp Nou dwa spotkania: z Valencią oraz z Dynamem Kijów. W żadnym z nich nie udało się jednak osiągnąć choćby połowy pojemności stadionu (odpowiednio 47 317 i 45 968 kibiców). W minionych latach taka sytuacja była nie do pomyślenia. W poprzednim meczu przeciwko Valencii na stadionie Barçy na trybunach zasiadło aż 81 617 widzów, czyli niemal dwukrotnie więcej niż w ostatni weekend.
Tylko dwa mecze z mniejszą liczbą kibiców
Obecna frekwencja jest niezwykle niska. Aby dodać kontekstu, można przypomnieć, że w ciągu ostatnich pięciu lat tylko dwa mecze zgromadziły mniej fanów. Były to spotkania rozgrywane w ramach Pucharu Króla przeciwko Leganés i Levante. W obu meczach na trybunach zasiadło mniej niż 45 tysięcy kibiców. We wszystkich pozostałych spotkaniach ta liczba za każdym razem była przekraczana.
Zanim władze zgodziły się na pełną pojemność stadionów, pojawiały się już znaki, że frekwencja nie wygląda najlepiej, ponieważ kibice nie potrafili zbliżyć się ani razu do ustalonego limitu na poziomie 40% wszystkich miejsc. Znaczące było spotkanie z Bayernem Monachium, które mimo potencjału Bawarczyków oraz atrakcyjności spotkania nie zgromadziło maksymalnej liczby widzów.
Pytanie brzmi, dlaczego taka sytuacja ma miejsce w Barcelonie. Joan Laporta zaprezentował swoja wersję wydarzeń podczas konferencji prasowej z okazji nowej umowy Ansu Fatiego. - Pandemia Covid-19 przyzwyczaiła ludzi do pewnych nawyków. Jeden z nich to brak konieczności udania się na stadion z powodów zdrowotnych. Ciężko będzie to odwrócić. Jak tylko ludzie poczują się bezpieczniej i ta przeklęta pandemia się zakończy albo ryzyko będzie minimalne, znów będziemy mieli dobrą frekwencję. Kwestia turystyki również jest zauważalna na stadionie. Potrzebujemy powrotu turystów na Camp Nou ze względu na doping, jaki dają piłkarzom, a także dlatego, że im więcej ich przychodzi, tym większe przychody generuje klub – podsumował Laporta.
Spadek liczby turystów
Kwestia turystyki jest bardzo ważna, ponieważ system wolnych miejsc siedzących funkcjonował w klubie bardzo dobrze. Socios zwalniali swoje miejsca, z których większość była wykupywana przez turystów odwiedzających Barcelonę i Katalonię. Według oficjalnych danych turystyka w Katalonii spadła aż o 80%, co ma bezpośredni wpływ na frekwencję na Camp Nou.
Zaproszenie Ansu Fatiego
Jasne jest, że Barcelona potrzebuje „reaktywacji” swojego stadionu i wyjścia ze stanu letargu, w którym się znajduje. Zarówno Joan Laporta, jak i Ansu Fati zgodzili się co do znaczenia kibiców wspierających zespół na Camp Nou. – Kibice są wszystkim. Naszą wielką motywacją jest gra dla nich. Chcemy, żeby byli z nami na boisku. Pełne Camp Nou to dodatkowa motywacja. Podoba nam się to, że ludzie nas wspierają – skomentował Ansu.
Odzyskanie Camp Nou
Blaugrana musi jak najszybciej odzyskać swoje przychody z dnia meczowego ze względu na poważną sytuację finansową. To wszystko właśnie zaczyna się od maksymalnego wypełnienia Camp Nou podczas meczu przeciwko odwiecznym rywalom.
W tym sezonie klub udostępnił 26 tysięcy miejsc dla socios z listy oczekujących, którzy nie posiadają karnetu sezonowego. Ponadto zdecydowano się zorganizować „mozaikę” na całym stadionie z nadzieją, że trybuny będą pełne. Slogan na bocznej trybunie będzie brzmiał: „Barca, ara i sempre” („Barça teraz i zawsze”). Razem z nim będzie widniało zdjęcie zawodników w kole naradzających się przed meczem. Ponadto za bramkami będzie żółty napis „Som-hi culérs” („Jazda, culés!”). Wszyscy mają nadzieję, że będzie to scena dla wielkiego spotkania w wykonaniu podopiecznych Ronald Koemana.
Komentarze (4)