Dziś mija dokładnie 30 lat od pamiętnej ostatniej kolejki sezonu 1991/92, w której Barcelona rzutem na taśmę zdobyła mistrzostwo Hiszpanii dzięki wygranej Tenerife z Realem Madryt.
To Królewscy byli liderem tabeli przed ostatnią serią spotkań, w której mieli zmierzyć się z Tenerife. Rywalem Barçy był z kolei Athletic. Popołudnie nie rozpoczęło się najlepiej, ponieważ Real stosunkowo szybko wyszedł na prowadzenie 2:0 i nic nie wskazywało na późniejszą remontadę. Kontaktowego gola strzelił Quique Estebaranz, który tak wspomina to starcie: - ta końcówka ligi jednych skrzywdziła, a innych uszczęśliwiła. Znajdowaliśmy się w środku tabeli i zawsze przypominają nam o wygranej z Realem, ale kilka kolejek wcześniej pokonaliśmy też Barçę i Valencię.
Podczas gdy Barcelona spokojnie prowadziła 2:0 po dublecie Christo Stoiczkowa, w meczu na Teneryfie zaczęło się robić gorąco. Villarrolla otrzymał czerwoną kartkę i Tenerife grało z przewagą jednego piłkarza. Najpierw w 77. minucie doprowadziło do remisu po bramce samobójczej Ricardo Rochy, a minutę później ponownie zaskoczyło przeciwnika, wychodząc na prowadzenie. Wynik utrzymał się do końca, a mistrzostwo powędrowało do Barcelony. Dzięki temu Dream Team Johana Cruyffa zapisał na swoim koncie dublet, ponieważ wcześniej triumfował też w Lidze Mistrzów.
Co ciekawe, rok później doszło do bardzo podobnej sytuacji, co wspomina Estebaranz: - Valdano odmienił naszą [Tenerife] grę. Przyszedł na osiem kolejek przed końcem sezonu i sprawił, że uwierzyliśmy, że byliśmy dobrą drużyną. Widzieliśmy to jeszcze mocniej w kolejnym sezonie, w którym awansowaliśmy po raz pierwszy do europejskich pucharów, wygrywając z Realem, który kolejny raz walczył o mistrzostwo.
Komentarze (3)