Barcelona uzyskała wczoraj od socios zgodę na aktywację dźwigni finansowych, które mają uzdrowić sytuację finansową klubu. Rozpaliło to wyobraźnię co do potencjalnych wzmocnień Blaugrany w lecie. Sytuacja nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać, a Barça nie stanie się z dnia na dzień kluczowym graczem na rynku transferowym.
Przede wszystkim Barcelona dopiero zyskała upoważnienie do sfinalizowania transakcji dotyczących sprzedaży 49,9% praw do Barça Licensing & Merchandising (BLM) oraz do 25% praw telewizyjnych. Negocjacje z inwestorami wciąż trwają i nie wiadomo, na jakich warunkach umowy zostaną zawarte. Barcelona podawała, że może otrzymać od 200 do 300 milionów za BLM i 200 milionów za 10% praw telewizyjnych, a zatem łącznie 500 milionów w przypadku sprzedaży całej puli, na którą zgodę wyrazili socios. Licząc obie dźwignie, Barça mogłaby dostać 700 milionów, a Joan Laporta przyznawał, że klub musi uzyskać minimum 600 milionów. Władze Dumy Katalonii podkreślają, że nie są do końca usatysfakcjonowane ofertami, a czas ucieka, ponieważ Blaugrana chciała uruchomić przynajmniej jedną z dźwigni przed 30 czerwca, aby nie odnotować strat w bieżącym okresie rozliczeniowym.
Pozytywny bilans w obecnym budżecie
Adria Soldevila z Goal.com tłumaczy, że Laporta mówił o co najmniej 600 milionach, ponieważ obecnie Barcelona ma ujemny kapitał własny na poziomie zbliżającym się właśnie do tej sumy, a musi być on dodatni, aby poprawić sytuację w zakresie limitu płacowego. Dlatego ważne jest, żeby aktywować jedną z dźwigni przed 30 czerwca, gdyż zakładane straty na ten sezon wynoszą 150 milionów euro, a jeśli nie uda się zakończyć kolejnych rozgrywek z zyskami, znów obniży się kapitał własny, który jest jednym z czynników wykorzystywanych przez LaLigę do ustalania limitu płacowego. Według dziennikarza Barça ma ofertę sprzedaży funduszowi inwestycyjnemu pierwszych 10% praw telewizyjnych za 200 milionów euro, dzięki czemu odnotowałaby zysk w obecnym okresie rozliczeniowym. To jednak nie wystarczyłoby do uzyskania swobody w zakresie limitu płacowego, ponieważ kapitał własny nadal byłby ujemny, choć sytuacja nieco by się poprawiła.
Wypracować dodatni kapitał własny
Dlatego też Barcelona nawet w przypadku pozytywnego bilansu w obecnym budżecie musiałaby uruchamiać kolejne dźwignie, aby poprawić sytuację. Drugą kluczową datą jest 31 lipca, kiedy to LaLiga ma wyliczyć limit wynagrodzeń na sezon 2022/2023. Barça musiałaby mieć wówczas zamknięte pozostałe dźwignie związane ze sprzedażą części BLM i reszty zatwierdzonych praw telewizyjnych. Gdyby udało się dopiąć umowy, 700 milionów dałoby Barcelonie swobodę finansową, a przy dodatnim kapitale własnym, sprzedaży graczy i obniżkach niektórych pensji (klub postara się o redukcję o 100-150 milionów, co jednak będzie niezmiernie trudne) łatwiej byłoby wejść na rynek, spełniając limit płacowy i bez stosowania się do ograniczeń dotyczących możliwości wykorzystania na wzmocnienia piłkarskie tylko części środków, które zostaną zaoszczędzone. Barça liczy, że do 31 lipca w drużynie zostaną tylko niezbędni zawodnicy, ale problemem mogą być też odroczone z poprzednich lat pensje, które szacowane są przez wiceprezydenta Romeu na 100 milionów euro.
Powiew normalności
Barcelona po aktywacji dźwigni finansowych nie stanie się więc nagle bogatym zespołem i nadal nie będzie w stanie pozyskiwać jednocześnie kilku wielkich gwiazd światowego futbolu. Przypomnijmy, że zadłużenie Blaugrany wynosi około 1,3 miliarda euro, a klub będzie musiał je spłacać i pilnować równowagi budżetowej oraz limitu wynagrodzeń. Barca powinna jednak móc normalnie funkcjonować i przeprowadzać operacje bez oglądania się na blokowanie rejestracji piłkarzy przez LaLigę. Na transfer czekają Andreas Christensen czy Franck Kessie, ale trzeba poczekać na ustalenie limitu płacowego, ponieważ organizacja Javiera Tebasa już wcześniej była krytykowana za swoje kryteria w tym zakresie. Soldevila dodaje, że w przypadku przedłużenia kontraktu Gaviego dopiero sprzedaż dźwigni lub zwolnienie miejsca w budżecie płacowym zrobi miejsce w pierwszej ekipie na jego umowę. Z oceną możliwości działania Barcelony na rynku trzeba więc poczekać do zamknięcia operacji zatwierdzonych przez socios i sprawdzenia, jak będzie wyglądał limit płacowy. Bez wspomnianych 600 milionów Barca miałaby związane ręce, ale nawet z nimi musi trzymać się dyscypliny finansowej i zapewne nie będzie miała pełnej swobody w działaniu na rynku.
Komentarze (8)