"Jeśli oglądasz mecz, nie widzisz Busquetsa; jeśli oglądasz Busquetsa, widzisz cały mecz." Tak Busiego opisał kiedyś Vicente del Bosque, były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, która w 2010 roku wygrała piłkarskie Mistrzostwa Świata w Republice Południowej Afryki. Ten sam szkoleniowiec stwierdził też: "Gdybym znów był zawodnikiem, chciałbym być jak Busquets."
W podobnym tonie na temat katalońskiego pomocnika wypowiadali się także m.in. Pep Guardiola, Luis Enrique i Xavi. Klasę Busiego doceniają również wielcy rywale, tacy jak Luka Modrić, Dani Carvajal, Jamie Carragher i Raúl García. Być może ważniejszym dowodem wielkości Sergio jest jednak to, że od momentu debiutu w pierwszej drużynie Barcelony około 15 lat temu żaden zawodnik nie wygrał z nim walki o wyjściowy skład. Nikt nie był nawet blisko. Więcej: tak świetny piłkarz jak Yaya Touré (spójrzcie choćby na jego statystyki i najlepsze zagrania z sezonu 2013/14 w Manchesterze City…) został w pewnym stopniu poświęcony przez Pepa, by młody Busquets mógł otrzymywać więcej czasu na boisku. Z kolei podstawowy defensywny pomocnik silnego Liverpoolu, Javier Mascherano, przeszedł do Barçy i… stał się środkowym obrońcą. Z kolei Alexa Songa i innych, zwykle „młodych-zdolnych” samperów, można wspominać jedynie w celach humorystycznych.
Wybitne statystyki
Skupmy się na chwilę na matematyce. Jeśli chodzi o rozegrane mecze Busquets ma ich obecnie 719 w samej Barcelonie - jest trzecim piłkarzem z największą liczbą występów w klubie. Wyprzedzają go tylko Messi i Xavi.
Trofea? Proszę bardzo: 9 Mistrzostw Hiszpanii, 7 Pucharów Króla, 7 Superpucharów Hiszpanii, 3 Ligi Mistrzów, 3 Superpuchary Europy i 3 Klubowe Mistrzostwa Świata. Łącznie 32 zdobyte trofea w bordowo-granatowej koszulce. Nie należy zapominać o Mistrzostwie Świata (2010) i Europy (2012) z reprezentacją Hiszpanii, co ostatecznie daje liczbę 34 pucharów. Żaden inny defensywny pomocnik z pięciu najsilniejszych lig europejskich nie zdobył ich w swojej karierze więcej. Nie ma tam też obecnie zawodnika, który gra dla obecnego zespołu dłużej niż Sergio.

Ale zaraz, zaraz, czy pisanie o tak ogólnych liczbach, by podsumować karierę tak genialnego piłkarza, dużo nam o nim powie? Mógłbym jeszcze podać, ile nasz Busi zdobył bramek czy zaliczył asyst, ale jakie to ma znaczenie, w przypadku kogoś, kto, jak stwierdził Del Bosque, wykonuje na boisku niemal n-i-e-w-i-d-o-c-z-n-ą dla przeciętnego kibica pracę?...
Niepoliczalna wielkość
Napiszmy zatem o wrażeniach, emocjach i estetyce. Ale wiecie co? Pozwólmy najpierw przemówić obrazom i dźwiękom.
To rzecz jasna mikroskopijnych rozmiarów wycinek kariery Busiego, aczkolwiek w świetny sposób ukazujący, z jakim GIGANTEM mieliśmy do czynienia. Mogliśmy oglądać kogoś, kto skromnym balansem ciała potrafił wyprowadzić w pole trzech rywali. Nie miało znaczenia, czy Barça podejmowała Real Madryt czy UD Las Palmas - Busquets zawsze był gwarancją stalowych nerwów, zimnej krwi i chirurgicznej precyzji w wyprowadzaniu futbolówki. Zbieranie przez niego tzw. drugich piłek na połowie rywala i przede wszystkim zagrania, wdzięcznie nazwane przez kogoś "pinokio passes", już zawsze będą mi się kojarzyć z Sergio. Urodzony w Badia del Vallès i stroniący od skandali, a nawet drobnych kontrowersji w mediach społecznościowych piłkarz to fenomen także pod tym względem, że w coraz bardziej fizycznym i niekiedy brutalnym futbolu radził sobie wyjątkowo dobrze, mimo, delikatnie rzecz ujmując, przeciętnych warunków fizycznych. Busi od dawna waży przecież zaledwie 76 kg przy 189 cm wzrostu.
Na szczęście, zarówno dla niego, jak i Barcelony, Hiszpanii oraz całej piłki nożnej, Busquets jako młody zawodnik trafił do La Masii, czyli szkółki, w której historycznie postura piłkarza jest prawdopodobnie jedną z najmniej istotnych rzeczy. Najważniejsze są boiskowa inteligencja, umiejętność przewidywania kolejnych wydarzeń oraz odpowiedzialność taktyczna. A w tych dziedzinach Katalończyk nie miał sobie równych. Istnieje zresztą anegdotka, zgodnie z którą sam Leo Messi po ledwie kilku treningach z Busquetsem powiedział Guardioli, że ów wysoki piłkarz bardzo mu się podoba i chce zawsze występować z nim w jednej drużynie, nawet na treningach. Czy coś więcej trzeba dodawać?...
Przewracając strony w wywołującej uczucie nostalgii wielkiej księdze pt. "Kariera Sergio", trzeba na chwilę zatrzymać się przy rozdziale o wyjątkowym porozumieniu jakie Busi wytworzył z obecnym trenerem Blaugrany - Xavim Hernándezem i Don Andrésem Iniestą. Trio, czasem nazywane przeze mnie SIX, od pierwszych liter imion lub nazwisk wymienionych zawodników, było bez cienia wątpliwości wspaniałym darem od losu dla wszystkich culérs. Szczerze mówiąc, uważam, że osoby twierdzące, iż w historii futbolu istniało lepsze zestawienie linii pomocy niż Busquets-Xavi-Iniesta nie zasługują na wchodzenie z nimi w polemikę.
Porozumienie Busiego z Messim, też oczywiście nie należało do najgorszych. Poniżej najpiękniejsza asysta w historii ;)
Przyszłość
Wraz z zejściem ze sceny Sergio w Barcelonie kończy się pewna epoka. Odchodzi przecież ostatni piłkarz, który wyszedł na murawę Wembley w pierwszym składzie podczas finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United, wieńczącym piękny sezon 2010/11. Te czasy już nie wrócą, choć na zawsze pozostaną w naszych sercach, prawda?
https://x.com/ReshadRahman_/status/1655960384270999554
Jak z odejściem dowódcy środka pola poradzi sobie Xavi? Jestem przekonany, że świetnie. Skoro nie tak wcale długo po niespodziewanym i wyjątkowo bolesnym pożegnaniu największego piłkarza w historii Duma Katalonii potrafi wygrać ligę z kilkunastupunktową przewagą nad Sami-Wiecie-Kim, a do tego wytrzeć podłogę drużyną w białych koszulkach w Superpucharze - nie powinniśmy się szczególnie martwić. Choć prawdą jest, że po wielu meczach, w których Busquetsa brakowało, przez głowę przechodziła mi następująca myśl: "Czy Busi nie jest czasem nawet bardziej kluczowy dla Barçy niż Messi?"…
Bez względu jednak na to, jak będzie wyglądała gra Xavinety w kolejnych sezonach, wydaje mi się, że Sergio odchodzi w idealnym dla siebie i zespołu momencie. Jego ostatnie chwile będą przecież związane z podniesieniem pucharu za zdobycie LaLigi, które, kto wie, może zwiastować kolejną obfitą w sukcesy erę klubu jego (i mojego) życia, w co głęboko wierzę. Linia pomocy Frenkie-Pedri-Gavi, już niedługo zapewne wzmocniona jednym-dwoma crackami, wydaje się być gotowa na zrobienie wielkiego skoku naprzód bez swojego mentora. Pożegnanie wielkiego piłkarza łączy się też z pożegnaniem wspaniałego, acz wiekowego Camp Nou.
Culers, cieszmy się zatem tymi kilkoma pozostałymi meczami Sergio Busquetsa, bo drugiego takiego już nie zobaczymy. A 28 maja, z łzą spływającą po policzku, po raz ostatni w Świątyni Futbolu krzyknijmy:
gràcies per tot, Busi!
Komentarze (68)