Jaume Roures to producent filmowy, a także były już właściciel i prezes Mediapro, firmy odpowiedzialnej za produkcję audiowizualną w LaLidze. Roures jest także socio Barcelony, a w 2022 roku wziął udział w procesie dźwigni finansowych, poprzez wykup udziałów w Barça Studios - operacji, skutki której obserwujemy do dziś. W katalońskim dzienniku La Vanguardia w niedzielnym wydaniu opublikowany został jego felieton zatytułowany Niezbędna propozycja, którego tłumaczenie przedstawiamy.
***
Sytuacja ekonomiczna klubu wywołała w ostatnim czasie wiele zmartwień co do możliwości zagwarantowania modelu własności i uważam, że warto wykorzystać to, aby przedstawić postulaty w tym temacie, po tym jak wyraziłem już swoją opinię w niektórych mediach przed Świętami.
Propozycją nie jest przekształcenie klubu w sportową spółkę akcyjną (SAD): propozycja polega na zachowaniu dużej większości udziałów przez socios (np. 70-75%) poprzez klubową Fundację oraz sprzedaż na giełdzie 25-30% akcji. Moglibyśmy znaleźć dobry przykład w tym, co zrobiła Fundacja La Caixa w całym procesie transformacji bankowej.
Tym ruchem, osiągnęlibyśmy dwie rzeczy:
1. Natychmiastowo wyeliminować dług klubu, który w tym momencie nie pozwala na rywalizację.
2. Kontrolę finansów klubu wymaganą przez regulacje giełdowe, która wymuszają ostrożne i przejrzyste zarządzanie.
Kto mógłby zainwestować te 25-30%? Różni inwestorzy albo wierzyciele, którzy mogliby skapitalizować dług, który klub posiada w stosunku do nich. Ci mniejszościowi inwestorzy posiadaliby uprawnienia zwyczajowe w takich operacjach oraz zobowiązanie klubu do wypłaty dywidendy według rezultatów ekonomicznych (Bayern gwarantuje 75% dywidendy swoim trzem akcjonariuszom).
Wyeliminowanie długu spowodowałoby, że zniknęłyby odsetki i inne koszty poboczne. Ponadto, rozwiązany pozytywnie zostałby kluczowy temat zarządzania, bowiem musiałoby być ono weryfikowane przez organy kontroli finansowej, w pełni szczegółowy i przejrzysty sposób.
Jaka jest dziś wartość Barçy?
Rzeczywistą odpowiedź podyktuje jedynie rynek, ale możemy dokonać szacunków, na podstawie tego, co napisał Forbes o 5 miliardach euro, oraz na bazie tego, co działo się na piłkarskim rynku w ostatnich miesiącach.
25% akcji Manchesteru United, w przykrej sytuacji ekonomicznej i sportowej (nie wygrywa na boisku, w ostatnim sezonie stracił 133 miliony, a łącznie ma 1.4 miliarda strat) spowodowało inwestycję w wysokości 1.5 miliarda przez Ineos. Klub w ostatnim sezonie miał przychody na poziomie 670 milionów.
Chelsea została sprzedana za 5 miliardów euro z powodu inwazji na Ukrainę, a kumulowała więcej niż miliard euro strat oraz 618 milionów przychodów.
Nawet PSG, które w ostatnim sezonie miało 670 milionów przychodów (na pewno z pomocą Kataru), straciło 368, łącznie ma 1.01 miliarda strat i w dalszym ciągu odgrywa drugorzędną rolę w Europie, sprzedało 15% z wyceną na poziomie 4 miliardów euro.
To ewidentne, że spośród tych klubów tylko Manchester posiada markę i rozpoznawalność porównywalną do Barçy, ale te liczby pomagają nam umiejscowić debatę.
A dobrym przykładem tego, co proponuję, jest Bayern.
Klub posiada własność na poziomie 75%. Od 20 lat otworzył się na nowych akcjonariuszy, którzy zapłacili łącznie 275 milionów za 25%, a swoją obecnością w zarządzie pomagają w tym, aby klub miał 854 miliony przychodów, zarabiał 36 milionów (i oddawał 75%), miał 291 tysięcy socios i 4400 penyi. I zero długu. I nawet nie trzeba wspominać o ich wielkości sportowej.
To jasne, że w Katalonii nie ma firm o potencjale tych z Bawarii, ale to nie ma znaczenia, jeżeli wypuścisz na giełdę mniejszość akcji.
Ta debata jest ważna w aktualnej sytuacji. Obyśmy mogli ją odbyć na niezbędnej głębokości.
P.S. Jestem ciekawy, o jakiej strukturze prezes Realu Madryt mówił, że zbada ją, aby ochronić klub.
Komentarze (24)