Sandro Ramírez to wychowanek Barçy, któremu nigdy nie udało przebić się na dobre do wyjściowego składu. Przez lata tułał się po wypożyczeniach, by powrócić do Las Palmas, gdzie grał jeszcze jako dziecko. Dziś Hiszpan jest ważnym elementem układanki Diego Martíneza, a w najbliższą sobotę postara się powstrzymać swój były klub.
31 sierpnia 2014 roku Luis Enrique wpuścił na boisko młodego wychowanka: Sandro Ramíreza, dla którego był to pierwszy występ w oficjalnym meczu w barwach Barcelony. Napastnik strzelił wówczas bramkę w 82. minucie i pozwolił Barçy wygrać remisowe spotkanie na Estadio Ceramica, wlewając w serca kibiców nadzieję, że nie będzie tylko kolejnym zmarnowanym talentem, który nigdy nie będzie w stanie przebić się w tak wielkim klubie.
"Zawsze to powtarzałem, gdy grałem przeciwko nim. Gra przeciwko Barcelonie jest zawsze wyjątkowa, ponieważ dali mi wszystko, wychowali mnie jako piłkarza i jako osobę. Dali mi wszystko, kiedy tam byłem" - mówił Sandro na konferencji prasowej, zapytany o uczucia wobec swojej byłej drużyny. "Dominują w wielu aspektach gry, mają posiadanie, bardzo szybko odbierają piłkę, stosują fazy przejściowe, wykonują wiele zmian kierunku... są jedną z największych drużyn na świecie, zmienili się wraz z nowym trenerem, robią rzeczy, których nie robili wcześniej, ale musimy wierzyć w siebie. Rywalizowaliśmy jeden na jednego z wielkimi drużynami w tym sezonie i mamy taki sam pomysł na Barcelonę" - wytłumaczył napastnik.
Z wypowiedzi 29-latka przebijał się szacunek i sentyment do Barçy, w której Sandro spędził siedem lat, wliczając w to kategorie młodzieżowe. Z obecnego składu Barcelony hiszpański napastnik miał okazję dzielić szatnię tylko z Ter Stegenem, który z powodu kontuzji nie będzie mógł wystąpić przeciwko swojemu staremu koledze.
Komentarze (3)