Luis Díaz? Nie, dziękuję

Przemek Walczak

17 czerwca 2025, 17:30

37 komentarzy

Fot. Getty Images

Po potwierdzeniu transferu Joana Garcíi przed dyrekcją sportową Barcelony pozostanie jeden bardzo istotny wybór: transfer Luisa Díaza lub Nico Williamsa, o ile Barçę będzie stać na któregokolwiek z nich. Nie mam wątpliwości, że jeśli jesteśmy w stanie pozyskać gwiazdę do linii ataku, to nie ma na ten moment lepszego wyboru niż młodszy z braci Williams.

Kiedy pisałem o transferze Daniego Olmo stałem po stronie mniejszości kibiców, która uważała go za sensowny. Ostatecznie Hiszpan "dowiózł" liczby, ale krytycy też znajdą swoje argumenty, wskazując na problemy z kontuzjami i słabszą dyspozycję w kluczowej fazie sezonu. Teraz sytuacja wydaje się być zgoła inna. Czytając komentarze sympatyków Barçy odnoszę wrażenie, że ogromna większość preferuje Nico Williamsa przed Luisem Díazem, a ja tym razem z większością się zgadzam.

Zacznijmy od tego, że Kolumbijczyk to naprawdę bardzo dobry piłkarz. Liverpool kupując go za 54 miliony euro z FC Porto zrobił świetny interes, pozyskując skrzydłowego na lata. 28-latek potrafi też robić różnicę, co udowodnił solową akcją w meczu reprezentacji Kolumbii z Argentyną, kiedy w pojedynkę wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Dlaczego nie chciałbym więc Díaza w Barcelonie?

Po pierwsze dlatego, że Barça Hansiego Flicka jest młodą ekipą, złożoną z piłkarzy, którzy w większości nie osiągnęli jeszcze wiele w piłce. Kolumbijczyk ma 28 lat, jest w bardzo dobrym wieku dla zawodnika, ale mówimy tu o piłkarzu z Ameryki Południowej, a pochodzący stamtąd gracze nie słyną z długich karier, a raczej z szybkiego wspinania się na wysoki poziom i równie szybkich upadków. Po drugie Luis Díaz jest bardzo utytułowanym piłkarzem, który ma na koncie Mistrzostwo Anglii, FA Cup, dwa Puchary Ligi Angielskiej i kilkanaście innych trofeów. Można mieć pewne obawy, czy będąc przed trzydziestką wykrzesa z siebie jeszcze więcej.

Klauzula Nico Williamsa wynosząca niecałe 60 milionów jest bardzo niska jak za gracza tej klasy; głównym problemem jest brak chęci Athletiku na jakiekolwiek negocjacje, a więc konieczność zapłaty całości, bez amortyzacji kosztów na przyszłe lata. Jeżeli to jest argument przeciwko Hiszpanowi, to jak mamy patrzeć na sytuację gracza Liverpoolu? The Reds również nie zamierzają z nikim negocjować i stawiają zaporową cenę w wysokości 80 milionów euro. Nawet jeżeli odliczymy od tego kilka milionów, które wynegocjowałaby Barca, to musimy pamiętać o wysokim wynagrodzeniu dla samego zawodnika. Tym samym przy pięcioletnim kontrakcie zostajemy z wydanymi grubo ponad 100 milionami euro i piłkarzem, którego nie będzie się dało już sprzedać. 

Liverpool ma za sobą świetny sezon, w którym zdominował Premier League. Díaz rozegrał 50 spotkań, w trakcie których strzelił 17 goli i zanotował 8 asyst. To są dobre liczby, ale czy robią spektakularne wrażenie? Obawiam się sytuacji, w której Barça ściąga do drużyny bardzo drogiego piłkarza, który nie będzie w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności w kluczowych momentach. Potrzebujemy gracza podobnego do Lamine Yamala i wszyscy znamy jego nazwisko. Jeżeli już ryzykować takimi pieniędzmi, to tylko za młodego piłkarza, który najlepsze ma jeszcze przed sobą. W innym wypadku lepiej skupić się na wzmocnieniu boków obrony, gdzie na rynku jest wiele tańszych i pewniejszych opcji. Kupowanie gwiazdy na siłę skończy się tak, jak w przypadku Dembélé czy Coutinho. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (37)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze