Za problemy finansowe Barcelony główną winę ponosi okres obostrzeń związanych z pandemią, które doprowadziły do zamknięcia stadionów i izolacji kibiców. Klub zarządzany wówczas przez Bartomeu był bardzo blisko, żeby sięgnąć dna, ale pięć lat później wraca na prostą.
Ponieważ Barça nie była w stanie wypłacić całości pensji piłkarzom, rozpoczęła z nimi negocjacje dotyczące przełożenia i redukcji płatności. Pełna kwota odroczonych wynagrodzeń wyniosła 121,7 miliona euro, na co złożyło się 42,9% stałych pensji piłkarzy oraz 100% premii zapisanych w kontraktach. Zawodnicy zgodzili się otrzymać należne im pieniądze na przestrzeni pięciu kolejnych lat co oznacza, że w czerwcu bieżącego roku Barcelona pozbyła się długów z tego tytułu.
Ostatnia rata wyniosła 16 milionów euro i trafiła do 20 byłych piłkarzy Barcelony, dziewięciu zawodników Barçy Atlétic oraz czterech członków sztabu Ronalda Koemana. Pomimo złych relacji Holendra z zarządem trener przed odejściem zgodził się poczekać na wypłatę jego pensji w ratach, udowadniając przywiązanie do klubu. Konflikt pomiędzy Laportą a Koemanem został zresztą w tym tygodniu zażegnany, kiedy panowie spotkali się na polu golfowym.
Według medialnych informacji, Barcelona najwięcej była dłużna Leo Messiemu - około 47,6 miliona euro. Drugi na liście był Samuel Umtiti (niespełna 10 milionów euro z pensji wynoszącej 23,1 miliona), a dalej znajdziemy Sergio Busquetsa, Antoine Griemzanna, Jordiego Albę i Coutinho (kolejność nazwisk odpowiada wysokości wynagrodzenia). Warto docenić fakt, że piłkarze zgodnie poszli klubowi na rękę i pomogli mu w krytycznym momencie zgadzając się na późniejszą spłatę za zobowiązania kontraktowe. Barça stawia kolejny krok naprzód na drodze do wyjścia z długów.
Komentarze (91)