Jak manipulować danymi, czyli o żonglerce statystykami przez Real Madrid TV

Dariusz Maruszczak; Michał Gajdek

17 września 2025, 14:30

RMTV, Transfermarkt

91 komentarzy

Fot. Getty Images

Real Madryt kontynuuje swoją wojnę przeciw hiszpańskiemu arbitrażowi, o czym świadczy przygotowywanie raportu w tej sprawie, który ma trafić do FIFA. Nieustannie działa również za pośrednictwem klubowej telewizji, która opublikowała kolejny materiał, mający rzucić określone światło na rzekome faworyzowanie Barcelony i szkodzenie Los Blancos.

Nim przejdziemy do omawiania konkretnych argumentów, na wstępie chcemy wyjaśnić jedną rzecz. Ten artykuł polega na "wczuciu się" w perspektywę klubowej telewizji, tak by pokazać, jak łatwe jest stworzenie takiej propagandy w którąkolwiek stronę, a ile pracy później potrzeba, żeby ją podważyć. Nie jest naszym celem przekonanie kogokolwiek o istnieniu jakiegoś spisku, z prostego powodu - bo w niego nie wierzymy.

Zaczynamy zatem zabawę. 

Saldo czerwonych kartek

W materiale RMTV widzimy serię różnych grafik. Pierwsza z nich dotyczy „salda czerwonych kartek” w XXI wieku, czyli bilansu wykluczeń piłkarzy danego klubu i jego rywali. W przypadku Barcelony rezultat wynosi +65, czyli o tyle więcej czerwonych kartek otrzymali przeciwnicy katalońskiej ekipy niż ona sama, a w Realu Madryt jest to -2. Porównuje się to z sytuacją w Lidze Mistrzów, gdzie bilans Barçy to +12, a Los Blancos +13. Narrator dodaje, że Królewscy rozegrali w tych rozgrywkach 31 meczów więcej od Blaugrany.

Dane zostały następnie podzielone na dwa okresy w LaLidze - lata 1989-2004 i 2004-2018. W tym pierwszym Barcelona miała bilans +22, a Real +20. Z kolei w drugim etapie jest przepaść: +49 dla Katalończyków i -1 dla ekipy z Madrytu. Podkreśla się, że właśnie od 2004 roku płatności dla Negreiry wzrosły dziewięciokrotnie.

Rzecz jasna, tak znaczące różnice na pierwszy rzut oka mogą budzić wątpliwości. Czy na podstawie tylko suchej, globalnej liczby czerwonych kartek można jednak wyciągać wnioski?

Przede wszystkim, w tych danych brakuje jakiegokolwiek kontekstu. Pomińmy elementy subiektywne, takie jak "słuszność" kartek - co do tego zawsze będą istniały dyskusje. Jednak chyba wszyscy możemy się zgodzić, że nie wszystkie czerwone kartki są sobie równe. Czym innym jest kartka otrzymana w pierwszym meczu sezonu, a czym innym już po jego rozstrzygnięciu. Inną wagę ma gra w dziesiątkę od 30 minuty meczu, a inną - od 89 minuty. Podobnie, większą "pomocą" jest granie w przewadze od stanu 0:0, niż dopiero od 3:0. Klubowa telewizja nie rozróżnia tych sytuacji, wrzucając wszystkie wykluczenia do jednego worka. 

Podane przez RMTV informacje nie uwzględniają też diametralnie odmiennego sposobu gry obu zespołów w analizowanym okresie. Barcelony zakładającej utrzymywanie się w posiadaniu piłki, wyprofilowanej na technikę kosztem fizyczności, często oskarżanej na przestrzeni lat o „zbyt miękką” grę, z próbującym wygrać „za wszelką cenę” Realem, zwłaszcza pod wodzą José Mourinho stawiającym na dużą agresję w poczynaniach.

Najlepszym obrazem tego jest fakt, że za sporą część różnicy w bilansie obliczonym przez RMTV odpowiadają kartki w bezpośrednich meczach. Tylko Sergio Ramos wylatywał z boiska aż w pięciu Klasykach, w tym czterech ligowych. Efekt w statystykach? 10 kartek różnicy w bilansie biorącym pod uwagę wszystkie rozgrywki (+5 kartek otrzymanych przez Real oraz +5 kartek otrzymanych przez przeciwników Barcelony). Dodając do tego fakt, że Ramos jest rekordzistą LaLigi w liczbie czerwonych kartek (21, w tym 20 w barwach Realu), same tylko jego interwencje odpowiadają za 24 wykluczenia różnicy w ligowym bilansie między Barceloną a Realem według metodologii Real Madrid TV (20 kartek dla Realu i jednocześnie 4 dla przeciwnika Barcelony). Zakładamy, że klubowa telewizja Los Blancos policzyła te kartki w bilansie podwójnie - nie podano informacji, by było inaczej. Poprzestano na rzuceniu robiącej wrażenie, globalnej liczby. 

Niekiedy zaś kartki w bezpośrednich starciach Realu z Barceloną wynikały z czystej frustracji, były ewidentne i nie miały żadnego znaczenia dla przebiegu meczu. Dobrym przykładem będzie tu sytuacja, gdy przy stanie 0:4 na Santiago Bernabéu łagodny przecież z reguły Isco postanowił skopać Neymara bez piłki.

Czy ktoś o zdrowych zmysłach tę kartkę zakwestionuje? A przecież tylko ona odpowiada za różnicę 2 wykluczeń w bilansie RMTV. Dla wyobrażenia skali - gdyby taka sytuacja miała miejsce co sezon (co rzecz jasna - na szczęście - nie miało miejsca), to tylko na tej podstawie na przestrzeni 20 sezonów mówilibyśmy o różnicy 40 czerwonych kartek w bilansie obliczanym przez RMTV. 

Brak osadzenia danych w określonym kontekście to zatem niewątpliwie główna słabość tych rozważań. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że przez cały wskazany okres (2004-2018) Barcelona korzystała z usług nie tylko Negreiry, ale i przede wszystkim najlepszego piłkarza w historii - Lionela Messiego. Wystarczy sobie przypomnieć, jak Argentyńczyk był traktowany choćby w starciach z Realem Madryt, by zrozumieć, skąd może wziąć się różnica w bilansie czerwonych kartek.

A przecież Real Madryt tak naprawdę mógłby mieć tych kartek dużo więcej. Z gry na granicy przepisów znany był choćby Casemiro, który w 222 meczach LaLigi nie otrzymał jednak ani jednej bezpośredniej czerwonej kartki, co dla postronnych obserwatorów może być szokujące. Dziwnym trafem już w pierwszym sezonie po przejściu do Premier League aż dwukrotnie wylatywał w taki sposób z boiska. Czy ta dana nie jest "anomalią statystyczną"? 222 mecze w barwach Realu - ani jednej bezpośredniej czerwonej kartki. Odejście z Madrytu - dwie bezpośrednie czerwone kartki praktycznie jedna po drugiej (odstęp jednego meczu). Co na odwrotny przypadek powiedzieliby śledczy z klubowej telewizji? 

Powoli już chyba widać, że odpowiednio dobierając dane, możliwe jest praktycznie dowolne manipulowanie tezą. Biorąc pod uwagę liczby w Lidze Mistrzów pokazane przez RMTV, równie dobrze można by odwrócić ich rozważania i zapytać dlaczego, przy tak dużej różnicy w charakterystyce obu klubów, akurat w Lidze Mistrzów nie ma między nimi takiego dystansu? Czyżby gracze Realu byli tam traktowani łaskawiej, w okresie święcenia największych sukcesów? Oczywiście nie chcemy forsować takiej tezy, a jedynie pokazać, że dane można sobie swobodnie obracać w zależności od narracji, jeżeli nie rozważa się konkretnych sytuacji, tylko wybrane masowe liczby.

RMTV jest tego rzecz jasna w pełni świadoma.  Nie bez powodu skupia się też głównie na ostatnich latach. Dane historyczne są oczywiście trudniejsze do pozyskania, bowiem portale statystyczne powstały stosunkowo niedawno - a przez to trudniej zweryfikować informacje podane przez klubową telewizję i podważyć manipulację. 

Tym niemniej, czy wiecie, że według statystyk na portalu Transfermarkt Barcelona miała w całej historii LaLigi o 29 bezpośrednich czerwonych kartek więcej od Realu (mając dokładnie tyle samo żółtych kartek)? Czy - podążając za "logiką" klubowej telewizji - ma to świadczyć o tym, że to Katalończycy byli poszkodowani w większym stopniu w skali dziejów rozgrywek?

Podążmy zatem dalej śladem RMTV i weźmy pod uwagę okres kilkunastu sezonów.  Weźmy dane od sezonu 1974/75 do kampanii 1987/88. Barçy pokazano wówczas 44 czerwone kartki, a Realowi - 31. Czy sam fakt otrzymania więcej kar tego typu musi nam coś pokazywać? Autorzy RMTV nie wyjaśnią takich zagwozdek. Zwyczajnie biorą dane z wygodnego dla nich okresu, który z różnych względów (styl gry, posiadani piłkarze) mógł wykazywać większe niż zazwyczaj różnice statystyczne.

Podsumowując - "metodologia" RMTV polega na wymyśleniu tezy, a dopiero następnie wsparciu ją "odpowiednimi" danymi. Dobrze będzie to widoczne na kolejnym przykładzie.

Saldo goli anulowanych przez VAR

W materiale nie zabrakło bowiem też stałego elementu krytyki Real Madrid TV – goli anulowanych przez VAR.

Wątek ten powraca dosłownie co kilka tygodni, czy to w nieoficjalnych, czy oficjalnych madryckich mediach. Ani Real Madrid TV, ani dziennikarze ze stolicy Hiszpanii nadal najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego, że taka statystyka goli anulowanych przez VAR (37 bramek anulowanych Realowi, 14 Barcelonie) pokazuje przede wszystkim to, że sędziowie boiskowi popełnili aż 23 błędy bramkowe więcej na korzyść Los Blancos, które następnie należało zweryfikować.

Co za tym idzie, raczej nie powinno to stanowić dowodu na rzekomy spisek sędziowski mający na celu faworyzowanie Barcelony. Karkołomne byłoby przecież stawianie tezy, że arbiter z boiska (który jest krytykowany, i słusznie, w ogólnej narracji) ocenia sytuację lepiej niż wideoweryfikacja (zwłaszcza przy spalonych) lub ten sam sędzia główny mogący spojrzeć spokojnie na akcję z możliwością jej zatrzymania i zobaczenia z różnych perspektyw. VAR nie jest idealny, ale z pewnością posiadanie takiego narzędzia potrafi chociaż minimalizować błędy "ludzkiego oka".

Tymczasem, RMTV zdaje się twierdzić, że sędziowie z boiska podejmują prawidłowe decyzje... a następnie ich koledzy na VARze "przekręcają" mecze na korzyść Barcelony i niekorzyść Realu Madryt. Teza ta jest tym bardziej kuriozalna, biorąc pod uwagę, że przecież aż do tego sezonu, jako sędziowie główni oraz sędziowie VAR występowali ci sami arbitrzy. Podążając za logiką RMTV trzeba by uznać, że mają oni swoiste rozdwojenie jaźni - jako sędziowie główni sędziują "uczciwie" (uznają bramki Real Madryt), a jako sędziowie VAR - nieuczciwie (anulują bramki Realowi).

Warto tu przypomnieć sytuację z ligowego El Clásico na Camp Nou w sezonie 2022/23, gdy VAR anulował zdobytą ze spalonego bramkę Marco Asensio. Carlo Ancelotti grzmiał wówczas: "Nie wygraliśmy, ponieważ... był spalony, co do którego wciąż mamy wątpliwości". RMTV do dziś promuje teorię o "ukradzionej" wówczas lidze, choć do spalonego nie może być wątpliwości.

Liczba rzutów karnych przeciw

Kolejnym dowodem na szkodzenie Realowi mają być zdaniem RMTV odgwizdane rzuty karne "przeciw" w ostatnich 10 sezonach w LaLidze i Lidze Mistrzów. Podkreśla się, że Barça miała serię 78 spotkań ligowych bez jedenastki na jej niekorzyść między lutym 2016 roku, a marcem 2018 roku.

 

Co bardziej spostrzegawczy czytelnicy zauważyli już, że o ile w przypadku czerwonych kartek oraz goli anulowanych przez VAR klubowa telewizja Realu Madryt podała statystykę sald (czyli sumę wyników "dla" i "przeciwko"), tak już w przypadku rzutów karnych zajmuje się jedynie jedną jej częścią - rzutami karnymi przeciw.

Odpowiedź, czemu tak się stało, jest banalnie prosta - to na korzyść Realu Madryt sędziowie najczęściej dyktują rzuty karne. Sami zatem uzupełniliśmy dane, które RMTV celowo ominęła i sprawdziliśmy te statystyki na portalu Transfermarkt. Począwszy od sezonu 2000/2001 do zakończenia sezonu 2024/25, na rzecz Realu Madryt podyktowano 220 rzutów karnych, a na korzyść FC Barcelony - 182. 

Jak się okazuje, nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł. Hiszpański dziennikarz, Isaac Fouto, podał liczby, z których wynika, że stołeczny klub ma nie tylko przewagę w otrzymanych rzutach karnych (wg Fouto, 218 vs 190 w XXI wieku), ale też... w całościowym bilansie. Zgodnie z przedstawionymi przez niego obliczeniami Real Madryt posiada saldo +105, zaś Barça +90.

Odpowiedź, czemu w jednym przypadku klubowa telewizja Realu podaje salda, a w innym tylko jeden ich element składowy (rzuty karne przeciw) staje się oczywista. Zwraca na to uwagę nawet zadeklarowany madridista Javier Tebas

W tym kontekście można również spytać, dlaczego Real Madrid TV stosuje tak różne przedziały czasowe, zamiast skupić się na jednym okresie, przykładowo - czasie płatności na rzecz Negreiry. Można wręcz odniesć wrażenie, że dla "dziennikarzy" RMTV XXI wiek raz trwa 14 lat (jak przy saldzie czerwonych kartek), a w innym już tylko 10 (jak przy statystyce rzutów karnych). Odpowiedź jest równie oczywista co poprzednio - zastosowano „korzystne” przedziały, aby móc przedstawić statystyki w odpowiednim dla swojej narracji świetle. W końcu w analogicznym okresie, jaki RMTV wzięło pod uwagę przy saldzie czerwonych kartek, tj. od sezonu 2004/05 do kampanii 2017/18, to na korzyść Realu odgwizdano 6 rzutów karnych więcej. RMTV musiała zatem zmienić okres na "ostatnie 10 lat", by pasował do tezy. 

Trofea

RMTV zdaje się także sugerować, że przedstawione przez nich dane stanowią dowód na wpływ arbitrów na rozstrzygnięcia w LaLidze. Barcelona łącznie wygrała 28 trofeów mistrzowskich, a Los Blancos – 36. Tymczasem w sezonach 2001/2002 – 2017/2018 Barça zdobyła dziewięć mistrzostw Hiszpanii przy sześciu takich sukcesach Los Blancos.

 

Narrator klubowej TV węszy spisek, że Blaugrana zdobyła ponad 32% swoich tytułów w tym stosunkowo krótkim okresie. Oczywiście pomija przy tym wszystkie aspekty sportowe związane z obiektywnie najlepszym etapem w historii Barcelony. Tym razem dla klubowej TV wygodne nie są już porównania do wyników w Lidze Mistrzów - a przecież to właśnie w tym okresie (a nawet węższym, w latach 2006 - 2015) Barça zdobyła aż 80% swoich Pucharów Europy.

Stosując logikę RMTV ("podejrzane, że większość trofeów zostało zdobytych w krótkim okresie") powinniśmy też chyba konsekwentnie pytać, czemu w blisko 70-letniej historii Pucharu Mistrzów Real Madryt wszystkie trofea zdobył w zaledwie 24 lata (1956 - 1966, 1998 - 2002 oraz 2014 - 2024), a w pozostałe ponad cztery dekady - zero. Skąd wzięły się okresy posuchy trwające najpierw 32 lata (od 1966 do 1998), a później 12 lat (od 2002 do 2014)? Czy gdybyśmy prowadzili klubową telewizję, powinniśmy sugerować, że to wtedy mieliśmy do czynienia z obiektywnym sędziowaniem, zaś w tych krótszych okresach, zakończonych trofeami - z wywołaną przez sędziów anomalią?

Oczywiście tak nie uważamy. Dla zdroworozsądkowo myślącej większości oczywiste powinno być, że futbol to różne cykle, a opieranie ich w całości na teoriach spiskowych, w oderwaniu od kontekstu sportowego, nie wydaje się rozsądne. Czasem odpowiedzi są banalnie proste - wskazany przez RMTV okres to zwyczajnie najlepszy historycznie czas FC Barcelony. O tym, że sukcesy zawdzięcza ona swoim własnym piłkarzom świadczy choćby fakt, że nie tylko sięgali po trofea ligowe, ale także międzynarodowe - i to zarówno z klubem (cztery Ligi Mistrzów z pięciu, które łącznie ma klub), jak i z reprezentacją (dwa mistrzostwa Europy oraz mistrzostwo świata Hiszpanii). No chyba, że La Roja również wygrała mundial w RPA dzięki Negreirze...  

Procent zwycięstw

Klubowa telewizja Realu zlustrowała też członków Komitetu Technicznego Arbitrów. Nie zabrakło wskazania, że podczas pracy jednego z nich, Davida Fernándeza Borbalana,w roli sędziego, Los Blancos wygrali tylko 57% swoich meczów, a Barcelona - 75%.

Tymczasem, takich przykładów w LaLidze jest więcej - i to w obie strony. Dla przykładu, z krytykowanym ostatnio przez Real Madrid TV Gilem Manzano, Barça zwyciężyła tylko w 62,7% pojedynków, a Królewscy - w 77,7%. W dodatku, w przypadku spotkań sędziowanych przez tego arbitra dosłownie wszystkie statystyki są "na korzyść" Realu - nie tylko procent zwycięstw, ale i żółte oraz czerwone kartki, a nawet rzuty karne. 

Jest to zatem jedynie kolejny przykład rzucania pozornie pasującymi statystykami bez kontekstu.

Sprawa Negreiry

Oczywiście takie wzmożenie w klubowej telewizji dzieje się w bezpośrednim związku ze sprawą Negreiry. Już w najbliższy czwartek, 18 września, wyjaśnienia mają złożyć jego syn, partnerka, Sandro Rosell, Josep Maria Bartomeu, a także Albert Soler i Oscar Grau.

Często można się przy tym spotkać z zarzutami, że postępowanie sądowe toczy się za wolno. Mało kto jednak bierze pod uwagę, że kolejne przedłużenia śledztwa dokonywane są na wniosek... Realu Madryt. Oczywiście stołeczny klub ma do tego pełne prawo, ale pojawia się pewien dysonans. Z jednej strony, klubowa telewizja grzmi, że sprawa powinna zostać natychmiast rozstrzygnięta, bo dowody na korupcję są wszędzie, a z drugiej prawnicy klubu przekonują, że nim sprawa trafi na wokandę, potrzebne jest... jej dokładniejsze zbadanie. 

Tę postawę trudno odczytać inaczej niż jako cyniczne, umyślne przedłużanie sprawy, by jak najdłużej korzystać z wywołanego nią zamieszania i móc rzucać wszem i wobec oskarżenia. Nie zrozumcie nas źle - sprawa Negreiry rzecz jasna jest skandaliczna i musi zostać rzetelnie wyjaśniona, ale wyróżnianie konkretnych statystyk i celowe bagatelizowanie innych trudno ocenić inaczej niż toporną propagandę mającą na celu deprecjonowanie najlepszej Barcelony w historii. Według forsowanej teorii, wygrywała ona "dzięki sędziom", bo przecież Real nigdy nie przegrywa na poziomie sportowym.

Podsumowanie

Pragniemy po raz kolejny wyraźnie podkreślić, że celem tego artykułu nie jest ani obrona systemu sędziowskiego, ani obracenie kota ogonem i przekonywanie kogokolwiek, że w Hiszpanii rzeczywiście istnieje spisek - lecz w drugą stronę.

Gdybyśmy chcieli to zrobić, to sami pokazalibyśmy inne anomalie statystyczne, np. salda rzutów karnych od czasów, gdy w męski futbol zaangażowana jest we władzach sędziowskich Yolanda Parga, prywatnie żona pracownika Realu Madryt, w czym RMTV nie widzi konfliktu ineresów.

Albo fakt, że Barça w całym mistrzowskim sezonie 2022/23 w 38 kolejkach otrzymała... dwa rzuty karne (przy dwunastu Realu).

Albo, że piłkarze piłkarze Realu już jako zawodnicy innych klubów tak wypowiedziali się o percepcji traktowania przez arbitrów: "Czy sędziowie traktowali mnie tak samo, gdy grałem w Realu? Wszyscy znają odpowiedź..." - Álvaro Morata po przejściu do Atlético; "Da się zauważyć, że szacunek sędziów do wszystkich zespołów nie jest taki sam, a teraz na tym cierpię. Mam nadzieję, że powoli wszystko będzie się wyrównywać i szacunek będzie taki sam dla Realu, dla Lens, czy dla Sevilli" - Sergio Ramos w Sevilli. 

Albo czemu w 50 golach Kyliana Mbappe dla Realu Madryt aż 10 stanowią te z jedenastu metrów (a przecież Francuz zdążył jeszcze zmarnować trzy jedenastki, a część karnych wykonywali jego koledzy). 

Wiemy jednak, że takie anomalie mogą występować, a żadne z przywołanych w tym artykule danych nie świadczą o istnieniu jakiegoś misternie zaplanowanego spisku. Nie chcemy się bezsensownie przerzucać konkretnymi sytuacjami i toczyć dyskusji, w których i tak nikt nikogo nie przekona. Nie mamy też zamiaru teraz reagować na każdą manipulację najsłynniejszej klubowej telewizji świata. Naszym celem jest jedynie uświadomienie na konkretnych przykładach, że choć liczby podawane przez Real Madrid TV mogą na pierwszy rzut oka robić wrażenie, to tak naprawdę mamy do czynienia ze starannym wyborem rodzaju danych oraz analizowanych okresów pod z góry upatrzoną tezę, z jednoczesnym pominięciem jakiegokolwiek kontekstu.

Ktoś spyta - i co w tym złego? Przecież od Real Madrid TV, jako klubowej telewizji, trudno oczekiwać obiektywizmu, gdyż nie taki jest jej cel. Rozumiemy, że nie będzie pokazywać błędów na korzyść Realu Madryt, czy na niekorzyść FC Barcelony, nie oczekujemy tego. Warto jednak, żeby konsekwentnie nie widzieć w niej "mesjanistycznego" narzędzia walki z systemem sędziowskim, działającego bezinteresownie i w interesie ogółu.

Wystarczy uczciwie przyznać, że nie chodzi tu o żadne "wspólne" dobro, a wyłącznie (co naturalne) o dobro Realu Madryt. RMTV wypełnia swoją rolę, promując narrację korzystną dla stołecznego klubu i - wykorzystując gigantyczną internetową społeczność fanów Królewskich - stanowi istotne narzędzie presji nakładanej na rządzących futbolem w Hiszpanii w celu wytworzenia nieuczciwej przewagi.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (91)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze