Cubarsíemu się upiekło - tak można podsumować wczorajszy występ młodego obrońcy, który nie znalazł się w ogniu krytyki dzięki nieprawdopodobnemu pudłu Roberta Lewandowskiego i świetnej dyspozycji Joana Garcíi. Nie można jednak zignorować faktu, że 18-latek od kilku miesięcy znacząco obniżył loty i nie daje już tej pewności, co w zeszłym sezonie.
W trakcie ubiegłorocznych rozgrywek skład osobowy pary stoperów w Barçy nie podlegał dyskusji - Iñigo Martínez i Pau Cubarsí świetnie się uzupełniali i doskonale radzili sobie z zakładaniem pułapek ofsajdowych. Oczywiście Barcelona traciła wiele bramek, ale to nieuniknione przy tak wysoko ustawionej linii defensywy. Obaj Hiszpanie mieli kluczowy wkład w zdobycie krajowego trypletu i wydawało się, że Hansi Flick nie będzie musiał przeprowadzać żadnych roszad na tej pozycji. Rzeczywistość okazała się jednak dla niego dużo bardziej brutalna.
9 sierpnia Barcelona w oficjalnym komunikacie potwierdziła odejście Iñigo Martíneza do Al Nassr. Chociaż sam 34-latek zarzekał się, że to on podjął decyzję o przejściu do Arabii Saudyjskiej, to wielu kibiców nie uwierzyło w te tłumaczenia, dopatrując się przyczyn podjęcia takiego kroku w trudnej sytuacji finansowej Barçy, która musiała znaleźć jakiś sposób na rejestrację wszystkich piłkarzy. Utrata Baska w teorii nie musiała oznaczać jeszcze tragedii - w odwodzie czekali Ronald Araujo i Andreas Christensen, a na środku można też "upchnąć" Erica Garcíę, ale praktyka pokazała, jak ważnym wzorem dla Cubarsíego był Iñigo Martínez.
Obaj stoperzy grali obok siebie w 51 pojedynkach, z czego pierwszym z nich był ten z Deportivo Alavés, który miał miejsce w lutym 2024 roku. Niedługo później ich współpraca zaczęła przynosić wymierne owoce, a bilans meczów mówi sam za siebie: 38 zwycięstw, 5 remisów i 8 porażek, kiedy Cubarsí i Iñigo Martínez występowali razem. Barça straciła w tych spotkaniach 62 bramki, strzeliła 139 i osiągnęła średnią punktów na wyśmienitym poziomie 2,33. Na 4068 minut, które Pau Cubarsí spędził na murawie podczas pobytu Baska w klubie, przez aż 3705 towarzyszył mu właśnie starszy kolega.
Generał wysłany na emeryturę na tydzień przed rozpoczęciem wojny - pisał Michał Gajdek na łamach naszego portalu, kiedy odejście Iñigo zostało oficjalnie potwierdzone. Nikt wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego, że oprócz dyrygowania linią obrony, 34-latek był też nauczycielem dla Pau Cubarsíego. 18-latek wydaje się ciągle rozkojarzony i raz po raz przytrafiają mu się amatorskie wręcz błędy. Wystarczy spojrzeć tylko na ostatni mecz z Atlético Madryt: gol autorstwa Baeny padł tylko dlatego, że Cubarsí zaspał i złamał linię spalonego. W 31. minucie prawie popisał się "asystą" zagrywając Baenie piłkę głową i tylko genialny refleks Joana Garcíi uratował Barçę. W trakcie meczu wyjazdowego z Chelsea raz po raz dawał się objeżdżać Estêvão, a po jednej z takich akcji Brazylijczyk trafił do siatki. Uczciwie rzecz biorąc, gdyby taki poziom prezentował Ronald Araujo to kibice domagaliby się jak najszybszej sprzedaży Urugwajczyka. Cubarsí może jednak liczyć na taryfę ulgową z racji swojego młodego wieku i statusu wychowanka.
Oczywiście jestem bardzo daleki od namawiania do pozbycia się 18-latka. W trakcie swojej wciąż krótkiej kariery wielokrotnie udowodnił, że "ma papiery" żeby zostać jednym z najlepszych środkowych obrońców na świecie. Sposób, w jaki wyprowadza piłkę przywodzi na myśl bardziej wytrawnego środkowego pomocnika niż obrońcę. Cubarsí ma też tę zaletę, że w przeciwieństwie do Araujo czy Christensena nie załamuje się psychicznie i potrafi wyjść i zagrać swoje w meczach o największej wadze. Półfinał Ligi Mistrzów? Nie ma problemu. Finał Pucharu Króla przeciwko odwiecznemu rywalowi? Proszę bardzo. Nie sposób jednak nie zauważyć, że od chwili odejścia Iñigo Martíneza nastolatek stracił dużo ze swojej pewności i dokładności. Dopóki Barcelona nie dokona transferu pokroju Nico Schlotterbecka być może krótki odpoczynek na ławce rezerwowych pomógłby wrócić mu na dobre tory?
Komentarze (31)