Czas Ter Stegena minął - kto powinien zostać nowym kapitanem FC Barcelony?

Dawid Lampa

27 grudnia 2025, 12:30

42 komentarze

Fot. Getty Images

Problem opaski kapitańskiej w FC Barcelonie urósł minionego lata do takich rozmiarów, że potrzebna była interwencja klubu. Zabierano i oddawano tytuł pierwszego "dowódcy" zespołu Marcowi-André ter Stegenowi, a ostatecznie... nic się nie zmieniło. Choć Niemiec jest postrzegany już bardziej jako wróg przez kibiców, może dalej z dumą nosić opaskę kapitańską na ramieniu. Jednak w zespole o takim kalibrze nie powinno to wyglądać w ten sposób, a przemodelowanie hierarchii to jedna ze spraw, za które trzeba się jak najszybciej zabrać.

Kapitan-widmo

Choć, eufemistycznie mówiąc, nie jest to korzystna sytuacja dla FC Barcelony, nikt w klubie nie chce postawić sprawy jasno, żeby pokazać, kto tak naprawdę rządzi. Okazja ku temu nadarzyła się minionego lata, kiedy to aktualny kapitan, Marc-André ter Stegen walczył otwarcie z klubem (również w mediach) w sprawie długości pauzy związanej ze swoją kontuzją. Barça w oficjalnym komunikacie zabrała Niemcowi przywilej bycia kapitanem zespołu, co było swego rodzaju szantażem, który ostatecznie okazał się skuteczny, gdyż Ter Stegen "oddał się w ręce klubu" w związku z kontuzją. Po tym, przywrócono stałą hierarchię, tj. niemiecki bramkarz pozostał kapitanem, a Barcelona cofnęła zawieszenie opaski. 

To było błędne podejście. Już w tamtym momencie wiadomym było, że uraz wykluczy Ter Stegena na długo, przez co pierwszego kapitana nie będzie na boisku. Dodatkowo, znana była także decyzja Hansiego Flicka co do stawiania na Joana Garcíę. Sprawa wygląda więc tak, że choć pierwszym kapitanem zespołu pozostał Ter Stegen, tak nie ma on realnego wpływu na drużynę. A nawet jeśli niemiecki golkiper znajduje się na boisku, jego impakt również nie jest wyczuwalny - stanie w bramce i bycie osobą o dość ograniczonych cechach wolicjonalnych nie pomaga w pokazywaniu tego, że jest się realnym liderem zespołu.

Realny lider

Nie kontynuując znęcania się nad Ter Stegenem (gdyż dostaje mu się już wystarczająco ze wszystkich stron), warto byłoby rozejrzeć się za kimś, kto mógłby go zastąpić w roli przywódcy zespołu Barcelony. W normalnych klubach szukalibyśmy zmian naturalnie - przez awans drugiego czy trzeciego kapitana... Tutaj natrafiamy jednak na przeszkodę w postaci kolejnych nazwisk nienadających się całkowicie do tej roli. Gdyby na Ronalda Araujo, czy Frenkiego de Jonga spadła odpowiedzialność bycia pełnoprawnym liderem zespołu, sytuacja stałaby się bliźniaczopodobna do tej z Ter Stegenem.

Obaj są zawodnikami, którzy w żaden sposób nie potrafią, kolokwialnie mówiąc, złapać kolegów "za twarz" i wyzwolić w nich chęci pójścia za nimi na wojnę. Czy ktoś z nas wyobraża sobie Araujo lub De Jonga w takiej scenerii? Przewiduję odpowiedź - nie. Wielkie zespoły znane są z wielce oddanych kapitanów. Jeśli Barcelona takich nie znajdzie, będzie musiała opierać się na "kapitanach bez opaski", o których pisano już jakiś czas temu. Przez zwracanie uwagi na staż w klubie, hierarchia jest źle skonstruowana, gdyż zawodnicy, którzy zasiedzieli się w Barçy, a nie mają realnego, dużego wpływu swoją formą na wyniki (chodzi o ww. trójkę), są kapitanami, w żaden sposób na to nie zasługując. 

Kto zasłużył?

Nie będzie zaskoczeniem, jeśli pierwszym zawodnikiem, który zostanie wytypowany do awansu, będzie Raphinha. Brazylijczyk zaskakuje kibiców swoim zaangażowaniem i oddaniem drużynie. Kiedy tylko ma okazję, pokazuje, że za kolegów w bordowo-granatowej koszulce wskoczyłby w ogień. Nie zwracając uwagi na poziom sportowy, po samej mowie ciała i zachowaniach na murawie, widać, że skrzydłowy z Brazylii jest kimś, kto rośnie z opaską na ramieniu. Zdarzyło mu się ją nosić przez nieobecności wyżej postawionych kolegów, a Barça bardzo dobrze wychodziła na posiadaniu tak zaangażowanego w sprawy zespołu piłkarza na boisku. Poniżej przykład kapitańskiego zachowania Raphinhi, który zawracał kolegów, by podziękowali kibicom za doping po meczu z Atlético (2 grudnia).

Jednocześnie - Raphinha jest zawodnikiem pierwszego składu, co przy wyborze kapitana również powinno mieć pewne znaczenie. Ciężko patrzy się na obraz zespołu, w którym pierwsi kapitanowie zespołu nie nadają się do tej funkcji zarówno patrząc na nich pod względem charakteru, jak i przez aktualny poziom sportowy. Marc-André ter Stegen i Ronald Araujo nie dojeżdżają poziomem do dyspozycji reszty piłkarzy Barcelony Hansiego Flicka, co jest faktem, a nie opinią. W jaki sposób tacy zawodnicy mogą mieć wpływ na zespół, będąc kapitanami?

W tle pojawiają się jeszcze inne opcje. Na podstawie sezonu 2025/26 można mówić o Ericu Garcíi jako o zawodniku, który oddaje całe serce i duszę za bordowo-granatową koszulkę Barcelony. Środkowy obrońca (choć w zasadzie ciężko przypisać go do konkretnej pozycji) pokazywanym zaangażowaniem oraz posłuchem w szatni, o czym pisały różne media, zasłużył sobie na skok w hierarchii Barçy. Jeśli wszystko będzie szło w dobrym kierunku - tak jak do tej pory - García z pewnością będzie rozważany w debacie o hierarchii kapitanów.

Rośnie również autorytet Pedriego. Choć Kanaryjczyk z natury jest cichy i stroni od blasku medialnych fleszy, na boisku stał się wyznacznikiem tego, jak ma grać FC Barcelona. To on jest punktem odniesienia dla innych piłkarzy, jeśli chodzi o elegancję i szyk w komunikacji na boisku (również tej z piłką przy nodze). Coraz częściej widzimy Pedriego mającego wpływ na kolegów, biorącego na siebie ciężar zarządzania emocjami w rozmowach z sędziami. Taki styl przywódczy od zawsze był w Barçy w cenie. 

Nie można także zapomnieć o kimś, kto, podobnie jak Raphinha, jest uosobieniem tego, czego brakuje pierwszym kapitanom Barcelony. Chodzi o Gaviego, który nigdy nie potrzebował opaski kapitańskiej na ramieniu, by terroryzować rywali, równocześnie motywując kolegów do walki. To zawodnik, który za herb Barçy oddałby zdrowie, ale teraz... niestety nie ma czego oddawać. Od dłuższego czasu Gavi więcej czasu spędza na rehabilitacjach i powrocie do pełni sił niż na boisku. Choć młody HIszpan stoi w pierwszym szeregu do pójścia w ogień za Barçę, najpierw musi być zdolny do gry, by można było o nim rozmawiać w jakimkolwiek, pozaurazowym kontekście.

Trzeba pamiętać, że powyższe rozważania pozostają jedynie w sferze dyskusji - nikt nie będzie w środku sezonu mieszał w tak ważnej kwestii, jaką jest hierarchia kapitanów. Jednak wraz z prawdopodobnie zbliżającym się odejściem Ter Stegena, temat będzie wracał w mediach, które również będą opowiadać się po jednej lub drugiej stronie. Kluczowym pytaniem pozostaje jednak nie to, kto zostanie kapitanem FC Barcelony po Marcu-André ter Stegenie, a kto, według Was, powinien nim zostać? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!

Ankieta

Nowym kapitanem Barcelony powinien zostać...

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (42)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze