Wybacz, że w Ciebie wątpiłem, Raphinha!

Tomasz Jastrzębski

1 stycznia 2026, 06:00

46 komentarzy

Fot. ChatGPT

Kiedy przychodził do Barcelony w 2022 roku, nie wierzyłem, że będzie w stanie kiedykolwiek wejść na poziom, który prezentował w zeszłym sezonie. Wątpiłem też, że może być takim liderem i kapitanem, jakim jest w tym i sam nie wiem, która z tych niespodzianek jest dla mnie większa. 

Spowiedź szczera

Koniec roku, to dobry moment na refleksje, podsumowania, rankingi. Dziś chciałbym się podzielić z Wami moimi przemyśleniami i potrzebą, czegoś na kształt uderzenia się w pierś, bo czuję, że bardzo się myliłem w kwestii naszego Brazylijczyka. Zanim zaczniecie w komentarzach wyrażać swoją dezaprobatę względem moich, jak się okazało, bardzo mylnych predykcji, zrobię mały rachunek sumienia.

Rachunek sumienia

Zacznę od tego, skąd wzięło się moje niezbyt entuzjastyczne podejście do jego przyjścia. Oglądałem go regularnie w Leeds i nie była to postać wyróżniająca się w Premier League. Był zapewne najlepszym lub jednym z najlepszych w swoim zespole, ale nie brylował tak, jak jest to w przypadku niektórych piłkarzy w słabszych (z całym szacunkiem drużynach). Poza tym jego profil wydawał mi się bardzo “angielski” i nie widziałem w nim kolejnego Luisa Suáreza, który abstrahując od wszystkich jego wad charakterologicznych (które sprawiały, że nie chciałem go widzieć w Katalonii), pokazał już w Liverpoolu, że jego technika i poziom zrobią różnicę również w Barcelonie. To było jasne. “Angielskość” Raphy sprawiała, że bardziej widziałem go brylującego w Chelsea, które też się o niego ubiegało, niż u nas. 

Stąd też nie zaskakiwały mnie jego początki. Pierwszy sezon był bardziej niż w porządku, ale utwierdzał mnie w przekonaniu, że docelowo, to bardziej zawodnik na ławkę rezerwowych niż do pierwszego składu. Oczywiście liczby były niezłe, ale styl oraz wrażenia estetyczne wciąż pozostawiały wiele do życzenia. Drugi sezon, to coraz więcej frustracji i chociaż jego największy konkurent do gry na prawym skrzydle został sprzedany do PSG, to nie wykorzystał tej szansy, żeby pokazać, że to on jest tym, na którego Barça powinna postawić. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to żałowałem odejścia Dembélé, gdyż jego potencjał wydawał mi się znacznie większy niż Brazylijczyka. Chociaż moje nadzieje, że kiedykolwiek uda mu się ten potencjał zrealizować, topniały szybciej niż te, że Xavi będzie naszym Sir Alexem Fergusonem (tak - jestem romantykiem futbolu). A jednak, Francuzowi się udało, a mimo to uważam, że z perspektywy czasu, to Rapha jest tym zawodnikiem, który był bardziej potrzebny w stolicy Katalonii (a pomyśleć, że wielu z nas chciało go wymienić na Nico Williamsa…), i dał Barcelonie coś, czego Ousmane nie dałby nigdy, nawet grając tak dobrze, jak to miało miejsce przez pewną część poprzedniego sezonu. Chodzi o charakter i przywództwo.

To jasne, że Raphinha też nie ma się czego wstydzić jeśli chodzi o statystyki. Jego liczby w poprzednim sezonie były brutalne. Najlepsze ze wszystkich Brazylijczyków, którzy tu grali wcześniej. A przecież mówimy tu o Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho i Neymarze, żeby wymienić tych najbardziej znaczących. Ale upieram się, że to nie jest dla mnie najważniejsze. Mój odbiór piłki nie sprowadza się do statystyk. Nie ma co ukrywać, że dla atakującego nie są one bez znaczenia, ale są przecież zawodnicy w historii tego klubu, tacy, jak choćby Andrés Iniesta czy obecnie Pedri, którzy pomimo kiepskich liczb w klasyfikacji kanadyjskiej dawali, a w przypadku Kanaryjczyka, dają obecnie coś innego, co jest równie ważne. Zatem to, co jest dla mnie kluczowe w przypadku Raphinhi, to właśnie te rzeczy, których statystyki nie pokazują albo demonstrują je tylko częściowo (pozdrowienia dla Tomasza Ćwiąkały za „jego” skoki pressingowe). 

Żal za grzechy

Jak na statystyki przełożyć okrzyki wydawane podczas meczu? Albo wstawianie się za kolegami? A może mobilizowanie ich do pressingu? Te i wiele innych czynników są niepoliczalne, choć można bardzo szybko zauważyć ich brak, gdy Brazylijczyka nie ma na boisku. I właśnie ten wkład Raphy jest dla mnie najcenniejszy. Z całym szacunkiem do Pedriego i Lamine’a Yamal, których uważam za innych najważniejszych piłkarzy obecnego składu, to Raphinha jest moim wyborem, jeśli miałbym zdecydować, kto miał w upływającym roku największy wpływ na grę obecnej Barçy. Oczywiście ten sezon nie jest już tak dobry w wykonaniu byłego zawodnika Leeds. Przede wszystkim przez kontuzję, której doznał, a której leczenie się przedłużało, ale również przez to, jak wysoko zawiesił sobie poprzeczkę w poprzednim.

Jednakże w aspektach dotyczących jego dojrzałości i charakteru, wykonał kolejny krok naprzód. Rozczarowanie związane z kolejnymi nagrodami indywidualnymi nie popchnęło go do obrażania się na cały świat. Przyznał, że według niego było to niesprawiedliwe i choć o gustach się nie dyskutuje, to myślę, że wielu kibiców, nie tylko Barçy, może się z nim zgodzić. Słowa: „Piąte miejsce było zaszczytem, ale liczyłem na więcej. Jednocześnie nauczyło mnie to pokory i dystansu. Złota Piłka to wyróżnienie indywidualne, ale futbol to gra zespołowa. Patrząc na to, co osiągnąłem z Barceloną i Brazylią, wiem, że mam za co dziękować. To motywuje mnie, by dalej pracować i walczyć o szczyt.” pokazują, że można „porażkę” przyjąć z klasą i mogą być przykładem dla wszystkich młodych (beneficjentem z pewnością jest i będzie Lamine Yamal) zawodników. Właśnie takich słów oczkuję od kapitana i prawdziwego lidera.

Mocne postanowienie poprawy

Mógłbym takich cytatów przywołać bardzo dużo. Multum przykładów zarówno z klubu, jak i reprezentacji, ale moim zadaniem nie jest tu nikogo przekonać. Nie ma co wyważać otwartych drzwi. Wy, którzy poświęcacie swój czas, żeby to przeczytać, doskonale wiecie, kim stał się Raphinha. Z opaską czy bez – to on jest rzeczywistym kapitanem tego projektu, który nazywa się Barçą Hansiego Flicka. Chciałem tylko wyrazić pewne myśli, które od dłuższego czasu krążą mi po głowie, bo przecież ta ewolucja dokonała się już w zeszłym sezonie. Ale dopiero ten pokazuje, że nie był to tylko epizod, a coś stałego. Coś, co mam nadzieje, pozostanie już do końca kariery w Barcelonie. Być może znajdą się tacy, którzy mieli podobne wątpliwości i tak jak ja zmienili zdanie na temat Raphinhi. A może okaże się, że byłem w tym zwątpieniu odosobniony i tylko ja jeden wykazałem się takim brakiem wiary (moje imię zobowiązuje) naszego Brazylijczyka. Jeśli przewidzieliście, jak potoczy się ta historia – gratulacje. Ja biję się w pierś i choć wiem, że Rapha nigdy tego nie przeczyta, to proszę o wybaczenie. To wielka przyjemność tak się pomylić. Ze swojej strony obiecuję już w niego nie wątpić.

P.S. Jedynym możliwym zadośćuczynieniem w tej sytuacji, jest właśnie ten tekst.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (46)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze