Zwykle nie piszę felietonów na temat rywali Barcelony, ale sprawa tak szybkiego odejścia Xabiego Alonso i implikacje tej sytuacji dla Realu Madryt wzbudzają u mnie pewne przemyślenia, którymi chciałem się podzielić. Odnoszę wrażenie, że, mimo gorszych ostatnio wyników i wizerunku zespołu ze stolicy, finalnie zwolnienie trenera mówi wiele nie tylko o nim samym, ale i specyfice położenia Los Blancos.
Xabi przychodził do Realu jako pewny strzał. Piłkarz z dużą przeszłością w klubie, który w roli trenera szybko zaczął być ogólnoeuropejską sensacją. Bayer pod wodzą Xabiego zrobił historyczne wyniki, a Hiszpan sprawiał wrażenie szkoleniowca wyznaczającego trendy. Polowały na niego najlepsze kluby, a zwycięzcą okazał się ten z Madrytu. 44-latek miał uporządkować Real na swoją modłę, wprowadzić określoną filozofię po dość luźnym modelu zarządzania Carlo Ancelottiego. Nikt by się wtedy nie spodziewał, że ta przygoda potrwa raptem kilka miesięcy.
Początek był całkiem niezły. Co prawda Real doznał klęski w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata, ale pewne schematy czy wprowadzanie nowych twarzy zwiastowały pojawianie się nowej jakości na Bernabéu. Przez długi czas Los Blancos prowadzili w tabeli LaLigi, wygrywając też kolejne mecze w Lidze Mistrzów. Proces powoli postępował.
Utrata autorytetu w szatni
W pewnym momencie coś jednak zaczęło zgrzytać. Pojawiało się coraz więcej doniesień na temat trudnych relacji Xabiego z niektórymi piłkarzami czy ich roli w systemie (Rodrygo czy Fede Valverde). W przypadku Viníciusa konflikt był widoczny gołym okiem, zwłaszcza po zmianie Brazylijczyka w Klasyku. A przecież Real zwyciężył wtedy z Barceloną. Mimo otwartego buntu Viníciusa piłkarz nie został ukarany. To właśnie wtedy Xabi miał zacząć tracić autorytet w szatni.
Real wygrał jeszcze z Valencią po Klasyku, ale potem zwyciężył zaledwie w 2 z kolejnych 8 starć. Ten okres na tyle podkopał wizerunek Xabiego, że coraz częściej mówiło się o jego zwolnieniu. Wątpliwości wzbudzało też to, dlaczego trener zaczął stopniowo rezygnować ze swojej wizji na poziomie kadrowym i strategicznym. Jakby czuł, że przegrywa w starciu z zawodnikami, i zaczął sam się dostosowywać. Taka sytuacja ani nie mogła mu pozwolić na wdrażanie swoich idei, ani przynieść poważania graczy. I właśnie wtedy projekt stracił sens.
Kolejne pięć zwycięstw, w tym w derbach Madrytu, miało dać Xabiemu oddech. Rozstanie po finale Superpucharu świadczy jednak o tym, że posada trenera cały czas wisiała na włosku, a może wręcz, że klub tylko czekał na pretekst, aby rozstać się z 44-latkiem. Szybki komunikat dotyczący następcy Xabiego może świadczyć, że Real pracował nad alternatywą już wcześniej. Klub zapewne widział, że szkoleniowiec stracił szatnię, i najwyraźniej ocenił, że nie jest w stanie jej odzyskać. Sceny podczas celebracji stawiały wyraźne znaki zapytania co do autorytetu trenera u zawodników, choć niektórzy zapewne również wtedy traktowali to jako rozdmuchany problem.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to właśnie temat relacji z piłkarzami stoi za ostatecznym zwolnieniem Xabiego. Doniesienia o "szoku" w szatni można raczej włożyć tam, gdzie informacje sprzed raptem kilku godzin o mocnieszej pozycji Alonso w klubie - między bajki. Gdyby rzeczywiście tak było, a stosunki z graczami były lepsze, trener prawdopodobnie kontynuowałby misję. Wyniki nie były przecież dramatyczne, a sezon jest dopiero na półmetku.
Zwolnienie w połowie sezonu, z wynikami na poziomie Hansiego Flicka
Real przegrał Superpuchar, ale cały czas jest w grze o mistrzostwo Hiszpanii, tracąc zaledwie cztery punkty do Barcelony. W Lidze Mistrzów Real jest nawet wyżej od Katalończyków i bardzo możliwe, że znajdzie się w czołowej ósemce fazy zasadniczej. Jeżeli stawiasz na budowę wieloletniego projektu, taka sytuacja na poziomie wyników nie uprawnia do zwolnienia trenera, na którego polowałeś tak długi czas. Widać, że tam chodziło o coś więcej.
Spójrzmy zresztą na suche liczby. W pierwszych 34 meczach w Realu Xabi Alonso zanotował… identyczny wynik jak Hansi Flick na początku swojej pracy w Barcelonie! 24 zwycięstwa, cztery remisy i sześć porażek. Nawet MisterChip, kojarzony przez niektórych z Realem, uważa, że wszystko jest kwestią wiary lub nie w trenera. Z kolei według Opty Xabi wygrał 70% spotkań we wszystkich rozgrywkach, co jest szóstym najlepszym wynikiem w historii klubu.
Nie zamierzam poprzez te statystyki sugerować, że w Realu było ostatnio dobrze, ale odnoszę wrażenie, że Xabi poległ przede wszystkim na zarządzaniu grupą, a nie na osiąganych wynikach. Można je było przecież poprawić na bazie dalszej pracy. Gdy jednak nie ma tej więzi na linii trener - piłkarze, perspektywa poprawy staje się bardzo odległa. W tej sytuacji decyzja o zwolnieniu stawała się zrozumiała, jeżeli Florentino Pérez uznał, że nie da się już tego naprawić. W sumie tak właśnie się zapowiadało już od kilku tygodni.
Xabi nie jest jedynym problemem
Niektórzy kibice Los Blancos mogą w tej sytuacji odetchnąć z ulgą, licząc na nowe otwarcie i zmianę złej dynamiki. Tylko czy problem na pewno tkwi wyłącznie osobie samego trenera? Nie uważam, żeby to była do końca prawda. Przecież Xabi nie jest złym szkoleniowcem, co udowodnił w Bayerze. Oczywiście bez wątpienia nie poradził sobie jednak na poziomie zarządzania grupą, co też stanowi ważną część pracy trenerskiej. Pytanie brzmi, kto sobie poradzi...
Porównując ostatnie kadencje trenerów w Realu, odnoszę wrażenie, że w tym zestawie personalnym potrzebny jest na stanowisku ktoś o określonym profilu. Niekoniecznie wielki strateg, wyjątkowy piłkarski umysł przesuwający piłkarzy jak pionki na szachownicy. Wielkie gwiazdy, jakich dorobił się Real, nie pozwolą sobie na to. Carlo Ancelotti długo utrzymał się na fotelu szkoleniowca, bo potrafił wyrobić sobie relacje z zawodnikami, stosując raczej swobodniejszy model zarządzania od tego zaproponowanego przez Xabiego Alonso, którego analityczne metody, według doniesień, miały nie być w smak jego podopiecznym. Nawet jeśli za Włochem nie stała wyrafinowana filozofia, to jednak jego kadencja przyniosła klubowi wielkie sukcesy, choć w końcu projekt się wypalił, również w konfrontacji z błyskotliwą maszyną Hansiego Flicka, który, w przeciwieństwie do Xabiego, potrafił przekonać piłkarzy do swojej koncepcji.
Odnoszę wrażenie, że cała ta kilkumiesięczna przygoda Xabiego Alonso wiele mówi nam o problemach czy charakterystyce największego rywala Barcelony. Nie wiem, czy Álvaro Arbeloa okaże się świetnym trenerem, czy jedynie opcją tymczasową. Na pewno będzie musiał jednak zacząć od zbudowania dobrych relacji z zawodnikami, a powodzenie jego misji może zależeć od tego, na ile koncepcje strategiczno-taktyczne będą zgodne z dbaniem o indywidualne dobro zawodników. Być może to Xabi Alonso był tak nieudolny w tym zakresie, a być może to struktura wpływów niebezpieczenie dla Realu przechyliła się w klubie na korzyść piłkarzy.
Temat zwolnienia Xabiego Alonso padł również w naszym podcaście:
Komentarze (50)