Po spotkaniu z Gironą znów wiele mówi się o sprawach sędziowskich. Gdy popełniane są klarowne błędy, trzeba na nie zwracać uwagę, ale nie może to jednak całkowicie przesłonić tego, że Barcelona gra ostatnio gorzej i wiele z jej problemów to niestety również efekt spraw z przeszłości, nierozwiązanych do tej pory. To właśnie powinno być priorytetem w dyskusjach dotyczących obecnej sytuacji Blaugrany.
Sędziowanie w Hiszpanii, jakie jest, każdy widzi, i nie ma co się nad tym tematem szczególnie pochylać. Wolałbym skupić się na rzeczach, które Barcelona może, a wręcz powinna poprawić, bo na arbitraż drużyna Hansiego Flicka nie ma żadnego wpływu. A faktem pozostaje, że maszyna niemieckiego szkoleniowca ostatnio działa dużo gorzej i niezależnie od tego, co będą robili sędziowie, z takim poziomem gry jak w ostatnich dwóch meczach, Barça nie ma czego szukać w kontekście walki o trofea. Co jest zatem do poprawy?
Krucha defensywa
Ta kategoria problemu jest bardzo złożona. Zaczyna się bowiem od ataku. Nie ma co ukrywać, że pressing Barcelony nie wygląda ostatnio najlepiej. Zawodnicy będący z przodu są spóźnieni, nieskoordynowani. Ten element zdecydowanie musi wyglądać lepiej, bo to podstawa całego funkcjonowania drużyny w defensywie.
Skoro jednak widać gołym okiem, że ten pressing nie działa, to tym bardziej trzeba się zreflektować i zrewidować zbyt wysoko ustawioną linię obrony. Odnoszę zresztą wrażenie, że po dużej krytyce defensywy Barcelony rzeczywiście została ona we wcześniejszych tygodniach przesunięta chociaż nieco niżej w większych fragmentach spotkań. Zwracał na to uwagę m.in. Robert Lewandowski w wywiadzie dla Piłki Nożnej. W efekcie zdarzyła się Blaugranie nawet seria spotkań z czystym kontem. Teraz jednak znów wydaje się, że defensorzy częściej ustawiają się w okolicach połowy boiska. Co naraża zespół na ryzyko, dając korzyści niewspółmierne do zagrożeń.
Nie chcę rozdmuchiwać tego tematu, wielokrotnie już poruszanego na tych łamach. Utrzymuję swoje stanowisko, że można grać wysoko, aby zacieśnić szyki drużyny, zwłaszcza gdy próbuje się pressować rywala, ale nie zawsze trzeba ustawiać się aż na połowie boiska. Nawet przesunięcie kilka metrów w tył mogłoby zmniejszyć zagrożenie na wypadek szybkiego ataku rywala. Nie mówiąc o sytuacjach, gdy akcja jest już przeniesiona niżej, nawet na połowę Barcelony, a linia i tak ustawia się bardzo wysoko, dając rywalom przestrzeń. W takich okolicznościach, przy takim skomasowaniu piłkarzy, próby łapania na spalone są wręcz skazane na niepowodzenie, a ekipa Flicka tym bardziej się odkrywa, zapraszając przeciwnika w swoje pole karne.
Linia powinna być bardziej umiarkowana. Nie chodzi o to, żeby zaraz stanąć we własnym polu karnym, ale chociaż trochę wypośrodkować tę posuniętą do skrajności (i granic absurdu…) defensywę. Podobnie próby łapania na ofsajdy powinny być dostosowane do okoliczności, a nie stosowane niemal każdorazowo.
Indywidualna dyspozycja to kolejny temat, choć odnoszę wrażenie, że przy takim systemie bronienia w zasadzie każdy obrońca ma coś na sumieniu. Ten styl po prostu nie sprzyja dobrej grze defensorów, utrudnia im zadanie, bezwzględnie wyolbrzymia ich słabości. Ostatnio jest to nawet udziałem chwalonego w tym sezonie Erica Garcíi. Mimo bramki we wczorajszym meczu znów wiele błędów popełniał też Pau Cubarsí. Niestety 18-latek nie ma odpowiedniej dynamiki do szybkiego przerywania ataków i bardzo powoli odbudowuje pozycję. Fakt, że alternatywą jest Ronald Araujo, a na bokach mamy nieprzekonującego w kolektywnym bronieniu Alejandro Balde oraz mającego momenty dekoncentracji Julesa Koundé, pozostawia po sobie kiepski krajobraz sytuacji. A skoro tak, to trzeba zrobić coś, żeby te braki defensorów próbować minimalizować, a nie je wyolbrzymiać.
Kondycja fizyczna
Flick sam przyznawał podczas ostatniej konferencji, że piłkarze mogą być zmęczeni. Pytanie, czy da się to jakoś poprawić. Natomiast w tej sytuacji na pewno nie pomaga utrzymywanie wąskiej rotacji. To jest stały temat u Hansiego Flicka, materiał na oddzielny tekst z danymi liczbowymi, na co tutaj zabraknie miejsca ze względu na rozmiar artykułu. Natomiast dla przykładu warto zwrócić uwagę, że Lamine Yamal i Dani Olmo grali od pierwszej minuty w ostatnich 7 meczach w ciągu 23 dni. Nie można się dziwić, że piłkarzom brakuje potem świeżości. Zwłaszcza gdy nie są wykorzystywane okazje, podczas których rzeczywiście mogliby odpocząć.
Ta eksploatacja może potem oczywiście przyczyniać się do kontuzji. Mieliśmy z tym do czynienia już w poprzednim sezonie. Teraz Raphinha wrócił po urazie i od razu zagrał w wyjściowym składzie. Może lepszym wyjściem byłoby wpuszczenie go z ławki, zwłaszcza gdy nie ma zbyt wielu opcji z ławki, aby odmienić losy rywalizacji?
Wąska kadra i brak rotacji
Inna sprawa, że Flick ma niewielkie pole manewru, zwłaszcza przy absencjach. Dlatego tym bardziej uparcie powtarzałem, że powinien chociaż próbować przygotować zespół na wypadek takich problemów. Ograć trochę Toniego Fernándeza, dać więcej minut Roony’emu, który zdążył zardzewieć przez ostatnie tygodnie, gdy było sporo okazji do występów. Zamiast tego mieliśmy ciągłą grę napastników, którym potem brakuje świeżości lub mają problemy fizyczne. La Masia tyle razy ratowała zespół, że można jej chociaż okazać minimum zaufania.
Można grać wąską rotacją, tylko że wtedy pozostaje wyłącznie narzekanie, że nie ma kim grać, gdy ktokolwiek wypadnie ze składu. To nie jest konstruktywne rozwiązanie. Znowu wracamy do schematu, że gdy pojawia się konieczność gonienia wyniku, na boisku pojawiają się piłkarze defensywni, bo nawet na ławce nie ma nikogo więcej. Na marginesie - po co było to pozyskanie João Cancelo, skoro nie wchodzi on z ławki w takich sytuacjach? Korekty przy gorszym układzie boiskowym pozostawiają zresztą wiele do życzenia nie tylko w wymiarze indywidualnym, ale też kolektywnym - sposobu gry i dostosowania się do tego, co oferuje rywal.
Problemy ze skutecznością
Ten temat też wraca co jakiś czas. Barcelona musi być bardziej zabójcza pod polem karnym rywala. Ostatnie dwa mecze to xG na poziomie 4,55, przy zaledwie jednej zdobytej bramce. Jak już masz te problemy w obronie, to przy tak fatalnej skuteczności zwyczajnie nie masz czego szukać w rywalizacji. I to wcale nie na najwyższym poziomie, jak się okazuje. Barça Flicka wygrywała, bo potrafiła te kłopoty w defensywie maskować strzelanymi golami. Gdy brakuje skuteczności, siłą rzeczy pojawia się poważny problem.
W tym roku na 33 gole zespołu tylko 8 było udziałem środkowych napastników – Roberta Lewandowskiego lub Ferrana Torresa. Biorąc pod uwagę specyfikację tych graczy, zwyczajnie muszą oni dostarczać goli. Tymczasem w ostatnich dwóch meczach byli oni niemal całkowicie bezproduktywni. Trzeba wymagać dokładności strzeleckiej również od Lamine Yamala, Raphinhi czy Marcusa Rashforda, i choć ci gracze realizują więcej zadań niż wymienione "9", powinni mieć lepszą decyzyjność w kluczowych momentach.
Niezrównoważony środek pola
Muszę przyznać, że nie podoba mi się kształt środka pola Frenkie de Jong – Dani Olmo – Fermín López. Najdalej od mającej braki linii obrony jest piłkarz najszybszy i potrafiący najlepiej powalczyć z rywalami z tego trio, czyli ostatni z wymienionych. Ten brak twardego pomocnika kasującego akcję, wspomagającego kolegów, odbudowującego pozycję, jest aż nadto widoczny. Dani Olmo potrafi świetnie podać, znakomicie minąć rywala, ale nie jest organizatorem gry, nie jest tytanem w fizycznych starciach w obronie i nie ustawia się jak typowa „8”, którą raczej nigdy nie był. Za to może być zabójczy pod bramką rywala, od której jest oddalony przez ustawienie wyżej Fermína. Zaznaczam, że nie jest to krytyka personalna Olmo, ale raczej jego wykorzystywania.
O ile „problem Olmo” i gorszej kontroli gry, braku "pauzy", można załatwić po powrocie Pedriego, to ten brak defensywnego pomocnika będzie dalej odbijał się czkawką. Frenkie de Jong ma wiele zalet, ale to nie jest typowa destrukcyjna „6”, której Barcelonie brakowało, brakuje i będzie brakować w tej strefie. Barça nie ma odpowiedniej równowagi w środku pola i przekłada się to na różne aspekty jej funkcjonowania. Niestety pod nieobecność Kanaryjczyka w ostatnich dwóch spotkaniach również w zakresie powstawania chaosu na boisku.
Trzeba spojrzeć na siebie i wyciągnąć wnioski
Warto jednak na koniec przypomnieć, że Barcelona jeszcze całkiem niedawno wygrała 17 z 18 meczów, zdobywając po drodze Superpuchar Hiszpanii. Krytyka zespołu za ostatnie mecze i wątpliwości co do poszczególnych problemów są zasadne, ale chyba też popadanie w jakieś depresyjne nastroje byłoby przedwczesne. Oby tylko Barça nie próbowała zrzucać pełnej winy na okoliczności zewnętrzne, tylko przeprowadziła sumienną samokrytyczną analizę i naprawiła chociaż część problemów, z którymi się zmaga. Być może taki zimny prysznic wyjdzie jej na dobre. Najgorsze, co można zrobić w tej sytuacji, to przekonywać samych siebie, że jest źle tylko dlatego, że jesteśmy okradani. Barcelona musi skupić się na sobie i słowa Flicka z ostatniej konferencji prasowej raczej dają promyk nadziei, że nie będzie w tym zakresie szukania wymówek.
Komentarze (40)