Pięć wniosków po meczu z Atlético

Michał Gajdek

4 marca 2026, 11:04

39 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelonie nie udało się dokonać remontady i mimo zwycięstwa 3:0 odpadła w półfinale Pucharu Króla z Atlético. Z czego zapamiętamy to spotkanie?

1. Dwumecz składa się z dwóch meczów

Na początek mamy dla Was ten jakże odkrywczy wniosek. Mówiąc o wczorajszym starciu, zwyczajnie nie sposób jednak nie wrócić do tego, co wydarzyło się na Metropolitano kilka tygodni temu. Pierwsza połowa meczu w Madrycie była najgorszą za kadencji Hansiego Flicka i jedną z gorszych, jakie widzieliśmy w najnowszej historii FC Barcelony. Mimo, że dwumecz trwa co najmniej 180 minut, to przy utracie czterech bramek w przeciągu 45 z nich, trudno myśleć o korzystnym ostatecznie rezultacie.

Piłkarze Barçy sami zgotowali sobie ten los – wczoraj dali z siebie wszystko, ale okazało się to niewystarczające właśnie przez tragiczną postawę w Madrycie. Mimo, że najczęściej pojawiającym się po meczu słowem jest „duma” – co jest w pełni zrozumiałe - to zwycięstwo na Camp Nou może się odbić Blaugranie czkawką. Wczorajszy mecz kosztował fizycznie dużo całą drużynę, a w dodatku Hansi Flick stracił boki obrony – urazów doznali zarówno Alejandro Balde, jak i Jules Koundé.

Podsumowując, trudno mieć do drużyny jakiekolwiek pretensje związane ze wczorajszym występem. Jak najbardziej jednak zasadna jest krytyka postawy w dwumeczu ogółem. Pozostaje liczyć na to, że piłkarze wyniosą z tego cenną lekcję – trudno awansować do kolejnej rundy, jeżeli 25% rywalizacji oddaje się praktycznie walkowerem. Co ciekawe, możliwe, że już za nieco ponad miesiąc piłkarze Barçy będą się mogli zrewanżować właśnie podopiecznym Diego Simeone. A tam to Argentyńczyk w przeszłości miał patent na Blaugranę.

2. Obrona na wysokości zadania

Przy ocenie szans na dokonanie remontady wiele osób (w tym wyżej podpisany) twierdziło, że o ile wierzy w strzelenie przez podopiecznych Hansiego Flicka wystarczającej liczby bramek, to jednocześnie do awansu może zabraknąć jakości z tyłu.

Jak się okazało, te obawy były nieuzasadnione. Barça nie dawała Atlético chwili wytchnienia, przez co goście praktycznie nie docierali pod bramkę Joana Garcíi. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie podopieczni Diego Simeone oddali zaledwie po jednym celnym strzale. Dobra postawa golkipera Blaugrany nie jest zaskoczeniem, natomiast świetny występ Gerarda Martína oraz João Cancelo wcale nie był oczywistością.

Przede wszystkim trzeba jednak wyróżnić jedno nazwisko – Pau Cubarsí. Nastolatek przypomniał, czemu nie jest aberracją stwierdzenie, że ma potencjał, by kiedyś być najlepszym zawodnikiem na świecie na swojej pozycji. Wychowanek Barçy był nieustępliwy, świetnie przewidywał rozwój boiskowych sytuacji, wygrywał pojedynki z napastnikami i wydatnie pomagał w rozegraniu. Ozdobą jego występu był zaś wślizg, którym wygarnął piłkę Alexowi Baenie w końcówce meczu. Gdy bardziej doświadczeni koledzy opuszczali boisko z kontuzjami bądź wchodzili na nie z ławki, absolwent La Masii bez wytchnienia dyrygował obroną przez pełne 90 minut. Po raz kolejny warto podkreślić, że to nie wysoko ustawiona linia defensywy jest problemem – obrona Barçy da sobie radę z jej utrzymaniem, o ile w bronienie zaangażowany będzie cały zespół.

3. Jednoosobowa armia

Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi, Lamine Yamal zaliczył wczoraj niewiele mniej udanych dryblingów niż ma lat (14 vs 19). Niemal każda akcja FC Barcelony wymagała stempla ze strony nastolatka. Mistrz Europy zaliczył 105 kontaktów z piłką i zdecydowanie nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności. To on dał sygnał do rozpoczęcia strzelania, właściwie zdobywając bramkę Markiem Bernalem. Gdy tylko Lamine pojawiał się przy piłce, był to sygnał, że za chwilę defensywa gości z Madrytu będzie w opałach.

Oczekiwania w stosunku do młodego zawodnika są monstrualne, a on i tak nierzadko jest w stanie im sprostać. Wczoraj w jego występie zabrakło właściwie jedynie zdobytej bramki – za dużo było zaś naiwnych prób sprowokowania arbitra do pokazania na jedenasty metr boiska. W każdym razie, patrząc na wychowanka Barçy nie sposób czasem nie pomyśleć o Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. To zaś bez wątpienia największy możliwy komplement, jaki może otrzymać jakikolwiek piłkarz.

Patrząc zaś na dynamikę Hiszpana w ostatnich spotkaniach oraz mając w pamięci jego zwyżkę formy w końcówce poprzedniego sezonu, wydaje się, że najlepsze może dopiero nadejść. Czekamy zatem ze zniecierpliwieniem na jeszcze więcej. Krótko mówiąc, to przez takich piłkarzy zakochaliśmy się w tym sporcie.

4. Trzeci muszkieter

Zarówno Pau Cubarsí, jak i Lamine Yamal przyzwyczaili już nas do bycia kluczowymi zawodnikami w zespole najpierw Xaviego Hernándeza, a później Hansiego Flicka. Obaj mają już trzycyfrową liczbę występów w barwach Blaugrany i często zapominamy o tym, jak młodzi są to zawodnicy. Dla skali – ich rówieśnicy dopiero przebijają się przez drużynę juniorów i zbierają pierwsze występy w rezerwach.

Wczoraj do dwóch kolegów z rocznika 2007 dołączył Marc Bernal. Kontuzja Frenkiego de Jonga oraz zawieszenie Erica Garcíi spowodowały, że niemiecki szkoleniowiec postawił właśnie na wychowanka La Masii. Powiedzieć, że nastolatek nie zawiódł zaufania mistera, to nic nie powiedzieć – Hiszpan nie tylko z nomen omen dziecinną łatwością przerywał akcje Atlético w zalążku, ale także sam po raz kolejny pokazał talent strzelecki, zdobywając dwie bramki.

To nie przypadek, że najlepsze okresy w historii klubu są związane właśnie z odważnym postawieniem na wychowanków. Do tej pory, za najlepszy rocznik w dziejach szkółki uchodzi zdecydowanie 1987 – to jego reprezentantami są Leo Messi, Gerard Piqué, Cesc Fàbregas czy Pedro. Równo dwadzieścia lat później, w La Masii objawiło się kolejne wybitne pokolenie.

5. Strzelec potrzebny na już

Wyobraźcie sobie, że macie możliwość grać w ofensywnym walcu skonstruowanym przez Hansiego Flicka. Co tydzień sytuacje kreują Wam najlepsi dryblerzy (Lamine Yamal) i podający (Pedri), zawsze walczący do końca (Raphinha). Ba, nawet obrońcy są w stanie dośrodkować „na nos”, a stoperzy przełamać jednym podaniem kilka linii rywala. Piłka krąży jak po sznurku.

W takim środowisku Ferran Torres zaliczył wczoraj czternaście kontaktów z piłką, z których dwa zamienił na celne podania, a jedno na celny strzał. Właściwie nie ma co się długo pastwić nad Hiszpanem, który nie trafił do siatki rywala od końcówki stycznia – jego liczby mówią niestety same za siebie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdyby wczoraj na boisku był Robert Lewandowski, to wepchnąłby piłkę do bramki Atlético przynajmniej raz, choćby miał to zrobić siłą woli. Jednak przecież i do gry Polaka można mieć w tym sezonie sporo zastrzeżeń – a prócz tego jego PESEL jest nie do oszukania.

Barça ma piłkarzy absolutnie światowej klasy właściwie w każdej formacji. Kręgosłup zespołu z Joanem Garcíą, Pau Cubarsím, Pedrim czy Lamine Yamalem powinien świetnie funkcjonować jeszcze przez długie lata, biorąc pod uwagę, jak młodzi są to piłkarze. Drużynie aspirującej do walki o najwyższe cele nie przystoi gonienie wyniku z ustawionym na środku ataku pomocnikiem (Dani Olmo) czy stoperem (Ronald Araujo). Biorąc pod uwagę bardzo ograniczone możliwości finansowe, to właśnie wybór kolejnej „9” może być najważniejszym zadaniem dla dyrekcji sportowej na czele z Deco. To właśnie odpowiedni napastnik może przesądzić o tym, czy Barça będzie w kolejnych latach seryjnie zdobywać trofea, czy jednak na końcu czasem „czegoś” zabraknie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (39)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze