W Barcelonie biją na alarm - przed nami kluczowa faza sezonu, a w klubie nie ma napastnika, który mógłby wziąć na plecy ciężar strzelania bramek najsilniejszym oponentom z Europy. Robert Lewandowski zbliża się do końca kariery, a Ferran Torres po prostu zawodzi, irytując kibiców kolejnymi marnowanymi sytuacjami.
26-latek miewał w klubie swoje gorsze i lepsze momenty, ale po ostatnim sezonie wydawało się, że odnajdzie się na pozycji środkowego napastnika i chociaż w pewnym stopniu zastąpi jedną z najlepszych "9" w historii. Problem w tym, że w drugiej części sezonu rekin mocno obniżył loty i ostatnimi czasy jest jednym z najsłabszych zawodników na boisku co musi niepokoić sztab szkoleniowy.
W 2026 roku Ferran ma na koncie trzy trafienia: w Superpucharze Króla z Athletikiem, w Pucharze Króla z Racingiem Santander i w LaLidze z Elche, z których ostatnie zdobył jeszcze w styczniu. Hansi Flick wbrew przewidywaniom postanowił posłać do boju Hiszpana w ostatnim starciu ligowym i musiał go później bronić przed krytyką dziennikarzy na pomeczowej konferencji prasowej.
W sytuacji, w której 26-latek zawodzi, a Raphinha dopiero wraca do formy po kontuzji Barcelonę ratuje geniusz Lamine Yamala, który zapewnił Barçy zwycięstwo w spotkaniu przeciwko Athletikowi. Przesłanie Flicka jest proste: pełne zaufanie i skupienie na celu, gole w końcu muszą przyjść. Pozostaje pytanie, czy po tylu niepowodzeniach niemiecki szkoleniowiec zdecyduje się ponownie postawić na Ferrana w Lidze Mistrzów, czy może jednak zaufa Robertowi Lewandowskiemu, który pomimo upływu lat i coraz mniejszej dynamiki wciąż jest nieporównywalnie lepszym egzekutorem. Żeby wygrywać tytuły Flick musi sprawić, żeby rekin odzyskał swoje zęby.
Komentarze (73)