Joan Laporta znowu to zrobił. Wygrał swoje czwarte wybory prezydenckie i to w cuglach, pozostawiając konkurentów daleko w tyle. Niezależnie od różnych wątpliwości wobec niektórych działań Laporty, trzeba przyznać, że podsumowuje to jego ogromną popularność wśród socios. A nie wzięła się ona z niczego - wynika bowiem z faktu, że prezydent znów wyciągnął klub z wielkiego kryzysu, przyczynił się do powrotu drużyny do światowej elity i zbudowania solidnego fundamentu na przyszłość. Zwyczajnie przywrócił w Barcelonie radość, co zapowiadał przed przejęciem władzy. W tym przypadku okazał się się człowiekiem słownym.
Opinie wobec Laporty były bardzo zróżnicowane w ciągu ostatnich pięciu lat. Przychodził z celem uratowania klubu znajdującego się wręcz nad przepaścią. Barcelona miała gigantyczne problemy w zasadzie na każdej płaszczyźnie: od finansowej, przez instytucjonalną, po sportową. Laporta wydawał się najlepszym wyborem do wyjścia z kryzysu, pamiętając, jak podźwignął Blaugranę po 2003 roku, był wręcz ostatnią nadzieją na lepsze jutro.
Głosy krytyczne
Od czasu wyborów w 2021 roku te nadzieje w różnych okresach jednak blakły. Za Barceloną ciągnęły się problemy finansowe utrudniające jej działanie. Kłopoty z rejestracją piłkarzy narażały klub wręcz na śmieszność. Do tego kwestionowane był różne umowy podpisywane przez Laportę, na czele ze słynnymi „dźwigniami”. Światełko nadziei w postaci mistrzostwa Hiszpanii w okresie pracy Xaviego szybko zgasło, a władze Blaugrany znów znalazły się na celowniku. Tym bardziej, że powodów do krytyki nie brakowało.
Oprócz wymienionych kwestii negatywnie na wizerunek Laporty musiały rzutować opóźnienia w inauguracji Camp Nou, zwłaszcza że ze strony przedstawicieli klubu płynęły zapewnienia zakłamujące realny obraz sytuacji. Spontanicznie podejmowane decyzje, brak strategicznego planowania czy odejścia wartościowych pracowników przy pozostawaniu w klubie "swoich" (z niejasną rolą szwagra na czele) też wpływały negatywnie na odbiór prezydenta. A być może najmocniej zrobiło to rozstanie z Messim i brak powrotu Argentyńczyka.
Sukces sportowy dźwiga Laportę
Ostatnie notowania Laporty były już jednak bardzo wysokie. Nie ma wątpliwości, że kluczowe były w tym dwa aspekty. Pierwszym jest słabość opozycji. Wiele mówi samo to, że tylko dwóch kandydatów zdołało zebrać wymaganą liczbę podpisów. Z kolei główny przeciwnik urzędującego prezydenta Victor Font nie cieszył się zbyt dużą wiarygodnością. Aspirującemu do roli szefa Blaugrany nie pomagał brak talentu medialnego i to, że jego główne ciosy nie wzbudzały większego zainteresowania, a niektóre wręcz negatywnie wpływały na jego własny wizrunek.
Najważniejsze było jednak coś innego. Jak w przypadku każdych takich wyborów, kluczową rolę odgrywa obecna koniunktura sportowa. Wszak nawet Josep Maria Bartomeu wygrał, korzystając z sukcesów naładowanej talentem ekipy Luisa Enrique. Również Laporta zebrał owoce z triumfów zespołu. Drużyna Hansiego Flicka zdobywa trofea, ma szanse na kolejne i cieszy kibiców swoją grą. W tych warunkach Laporta po prostu nie mógł przegrać. Wszelkie wady i błędy tracą na znaczeniu, gdy drużyna staje na wysokości zadania.
Niektórzy mogliby wręcz powiedzieć, że Hansi Flick wygrał dla Laporty te wybory. Trudno jednak nie zwrócić uwagi, że prezydent też musiał podejmować odważne decyzje, jak te z dźwigniami, aby zapewnić komfort pracy trenerowi. Można krytykować ograniczanie przychodów klubów w przyszłości, ale na różnych etapach Robert Lewandowski, Jules Koundé, Raphinha czy nawet Joan García okazali się bardzo istotni w budowie zespołu. Poza tym przecież to właśnie Laporta znów wykazał się niebywałym nosem, stawiając na Flicka. Niemiecki szkoleniowiec po fatalnym okresie w reprezentacji wcale nie był oczywistym wyborem. A dla prezydenta jasnym celem było odświeżenie klubu poprzez wprowadzenie niemieckiej myśli szkoleniowej, także w zakresie treningów i ogólnej dyscypliny. Laporta znów trafił w dziesiątkę, jak wcześniej z Guardiolą. Nie można mu odbierać tych zasług związanych z zatrudnieniem Flicka, bo inny kandydat mógłby postawić na kogoś zupełnie innego.
Laporta zastał Barcelonę drewnianą, a zostawi (?) murowaną
Trudno przypadek Laporty porównywać do wymienionego wcześniej sukcesu wyborczego Bartomeu. Sytuacja zastana przez obu prezydentów była zgoła odmienna. Joan miał starzejącą się kadrę, w której było sporo flopów transferowych lub graczy po prostu niegodnych reprezentowania Barcelony. Ponadto trudno było cokolwiek w tej sytuacji zmienić, nie było zasobów, aby przeprowadzić konieczną gruntowną przebudowę.
A jednak się udało. Możemy dyskutować, na których pozycjach przydałyby się wzmocnienia, ale fundament zespołu już jest, i to wręcz na lata. O skali tych zmian świadczy to, że w obecnej kadrze pozostało trzech zawodników z sezonu 2020/2021. W dodatku drużyna jest młoda - Joan García, Eric García, Pau Cubarsí, Gerard Martin, Alejandro Balde, Marc Bernal, Marc Casadó, Pedri, Gavi, Fermín López, Lamine Yamal mają co najmniej 8-10 lat gry przed sobą. Jedenastu zawodników plus kilku będących w sile wieku i mogących występować przez parę następnych sezonów. W takiej ekipie nie potrzeba już żadnej rewolucji, tylko punktowe, rozsądne zmiany na poszczególnych pozycjach.
Dla porównania Bartomeu w perspektywie paru lat tylko osłabił potencjał zespołu, choć wydawał nieprawdopodobne pieniądze, i finalnie pozostawił po sobie zgliszcza. Laporta przeznaczył na nowych graczy około 350 milionów. To mniej niż Barça wydała tylko w sezonie 2017/2018. A obraz sytuacji i widoki na przyszłość po kadencji tych prezydentów są nieporównywalne.
Barcelona za kadencji Laporty znów znajduje się w ścisłej elicie europejskich klubów. A przypomnijmy, że w momencie przybycia prezydenta drużyna potrafiła odpadać w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Przez trzy sezony sięgnęła tylko po jedno trofeum - Puchar Króla. Na poziomie finansowym była zrujnowana, pod względem sportowym znalazła się w największym kryzysie od czasów... przed przybyciem Laporty w 2003 roku. Zarówno teraz, jak i wtedy prezydent potrafił znaleźć rozwiązanie.
Nie możemy pomijać tej globalnej perspektywy zmiany, jaka zaszła w Barcelonie na przestrzeni ostatnich lat. Nawet jeśli sytuacja finansowa nadal nie jest doskonała, a sam prezydent swoimi działaniami dostarcza, i zapewne dalej będzie dostarczał, różnych kontrowersji. Barça nie tylko znów wygrywa, ale wręcz zachwyca kibiców na całym świecie. Wróciła na stadion, który udało się w tych koszmarnie trudnych okolicznościach wybudować, generator przychodów w kolejnych latach. Już jest dobrze, nawet jeśli Barcelona w tym czy w innym meczu zawiedzie, a są perspektywy, że będzie jeszcze lepiej. Jakże to odległy scenariusz od tej masowej depresji z początku tej dekady, w której nie widać było jakichkolwiek widoków na lepszą przyszłość. Więcej na temat tej perspektywy można przeczytać w felietonie sprzed roku.
Laportę bierze się w całym pakiecie jego zalet i wad
Być może w przyszłości Barcelona doczeka się zimnego specjalisty. Wyrachowanego prezydenta, który będzie imponował spokojem, strategicznym planowaniem i rozsądnymi kalkulacjami. Na razie mamy to, co mamy - kipiącego emocjami Laportę, którego często się kocha lub nienawidzi. Który bez wątpienia nie jest postacią nieskazitelną, któremu mogliśmy i zapewne jeszcze będziemy wiele zarzucać. Odnoszę jednak wrażenie, że na te trudne czasy niezbędna była osoba o jego energii, optymizmie i odwadze. Kto wie, gdzie byłaby teraz Barça z jakimś skrupulantem u steru, czy udałoby się odmienić tę tragiczną sytuację, jaką zastał Laporta w 2021 roku.
Być może niektóre decyzje prezydenta z biegiem czasu się nie obronią i okażą się obciążeniem dla klubu w przyszłości. Na ten moment jednak trzeba powiedzieć jasno – Laporta znowu to zrobił, znowu uratował klub z kryzysu i przywrócił go do światowej elity. Jakie będzie jego ostateczne dziedzictwo, pokaże kolejna kadencja. Oby tylko presi nie spoczął na laurach i dalej z tą wyjątkową energię wyprowadzał klub na lepsze tory. Co w perspektywie globalnej robił niemal przez całe życie, niezależnie od tego, co mu zarzucimy.
Zachęcamy też do odsłuchania naszego podcastu, w którym omówimy wczorajsze wybory prezydenckie. Start już o 20:00.
Komentarze (35)