Nadchodzące okienko transferowe może być kluczowe dla najbliższej przyszłości FC Barcelony. Wynika to z faktu, że przed zarządem oraz dyrekcją sportową klubu do podjęcia będzie niezwykle ważna decyzja. Kto powinien być podstawową 9-tką Barçy w kolejnych sezonach? A kto rezerwową?
Na wstępie kilka słów wyjaśnienia. Ten tekst był zaplanowany z wyprzedzeniem na trwającą właśnie przerwę reprezentacyjną i powstawał podczas podroży samolotem, gdy nie miałem dostępu do Internetu. Jakim zaskoczeniem było dla mnie, gdy po wylądowaniu przeczytałem doniesienia Moisesa Llorensa dotyczące możliwej sprzedaży Ferrana Torresa.
Zatrzymując się nad tym na chwilę można jednak dojść do wniosku, że ten temat musiał się wreszcie pojawić w przestrzeni medialnej – i to prędzej niż później. Rozmawiając o obsadzie pozycji nr „9” w Barcelonie, najczęściej analizujemy ewentualny nowy kontrakt Roberta Lewandowskiego. To oczywiście zrozumiałe – Polak jest bardzo medialny, zarabia niebagatelne pieniądze, a jego aktualna umowa wygasa już za trzy miesiące. Naturalnie to właśnie jego przyszłość budzi zatem największe zainteresowanie, nie tylko w kraju nad Wisłą.
Moim zdaniem, błędem jest jednak patrzenie na kwestę obsady pozycji środkowego napastnika wyłącznie z perspektywy „co dalej z Lewandowskim?”. Uważam bowiem, że Deco i spółka mają do podjęcia być może równie ważną decyzję: co dalej z Ferranem?
Bosman na pomoc
Oczami wyobraźni już widzę, jak część z Was rozgrzewa palce, by napisać kolejną tyradę pt.„Gdzie Ferranowi do Lewandowskiego”. Już Was zatem uspokajam – to nie jest kolejny tekst o (nie)przydatności byłego zawodnika Manchesteru City. W ogóle nie mam zamiaru poruszać kwestii jego poziomu sportowego. Oderwijmy się choć na chwilę od tego budzącego emocje tematu i spójrzmy na suche fakty.
Przede wszystkim, kontrakt Ferrana – jak przypomniał wczoraj Llorens - obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku. Już samo to determinuje, że to właśnie najbliższe lato powinno być momentem, w którym zadane zostanie pytanie o jego przyszłość. Czy dyrekcja sportowa oraz Hansi Flick widzą dla niego rolę w Barcelonie? A jeśli tak, to jaką?
Ta sytuacja nie jest oczywiście niczym niecodziennym. Właściwie od czasu obowiązywania prawa Bosmana, zawsze, gdy piłkarz zbliża się do końca kontraktu, należy przeanalizować trzy podstawowe możliwości:
- Po pierwsze, można przedłużyć umowę. Weźmy jednak pod uwagę, że najczęściej takiemu działaniu towarzyszy podwyżka. Piłkarz z wygasającym kontraktem ma bowiem asa w rękawie – jeżeli klub nie zaoferuje wystarczających warunków, to związany tylko roczną umową zawodnik po najbliższym sezonie będzie mógł bez przeszkód zmienić pracodawcę. A ten wówczas z całą pewnością doceni brak konieczności zapłaty odstępnego, nagradzając swój nowy nabytek premią za podpis.
- Po drugie, zawodnika można spieniężyć. Tu jednak pojawia się kwestia zainteresowania ze strony rynku oraz wyceny umiejętności piłkarza. Może się przecież zdarzyć tak, że klub nie otrzyma żadnej satysfakcjonującej oferty.
- Po trzecie wreszcie, można… nie robić nic i czekać, jak rozwinie się sytuacja. Wówczas jednak jeszcze bardziej realne staje się ryzyko, że piłkarz wkrótce pożegna się z klubem, nie zostawiając choćby euro w kasie.
Proste, prawda? Cóż, w praktyce jednak nie do końca.
Do tanga trzeba dwojga
Przejdźmy do sedna. Mam wrażenie, że w przypadku transferów wychodzących z FC Barcelony notorycznie przekonujemy się, że to nie od Joana Laporty, Deco czy Hansiego Flicka w największym stopniu zależy, czy dany piłkarz pozostanie częścią drużyny. Najczęściej w praktyce tę decyzję podejmuje bowiem sam zawodnik. A my potem i tak o tym zapominamy, emocjonując się kolejnymi przeciekami o planach dyrekcji sportowej, jak te wczorajsze z ESPN.
Spróbujmy zatem choć raz spojrzeć na tę kwestię z innej perspektywy. Wcielmy się na chwilę w rolę piłkarza, czyli w tym przypadku Ferrana. Jakie myśli mogą mu towarzyszyć, gdy patrzy na zbliżające się okienko transferowe?
Po pierwsze, Hiszpan to rocznik 2000. Jak łatwo obliczyć, w chwili, gdy jego umowa z Barçą dobiegnie końca, będzie miał 27 lat. W istocie to zatem dla niego ostatni dzwonek, by zarobić naprawdę gwiazdorskie pieniądze. Można zatem założyć, że będzie oczekiwał, aby to właśnie najbliższy kontrakt zagwarantował mu największe zarobki w karierze.
Po drugie, Ferran do Barcelony trafiał jako niespełna 22-letni zawodnik, mający przed sobą całe piłkarskie życie. Nawet fakt, że zaledwie pół roku później Barça zakupiła Roberta Lewandowskiego nie musiał być dla niego sygnałem alarmowym – przecież Xavi widział Rekina raczej na skrzydle, a ponadto różnica wieku między Polakiem a byłym graczem Valencii jest gigantyczna. Wydawało się, że Ferran i tak znajdzie sobie miejsce na boisku, a w ostateczności może po prostu cierpliwie poczekać na swoją szansę.
Ten moment jednak właśnie się kończy. Jeżeli Hiszpan chce kiedyś być prawdziwym liderem, wokół którego budowana jest drużyna, to ten czas właśnie nadchodzi.
Baby Shark czy postrach ze Szczęk?
Zmierzam do tego, że pytanie „co dalej z Lewandowskim?” powinno brzmieć raczej: „co dalej z Lewandowskim i Ferranem?”. Żaden z nich nie funkcjonuje bowiem w próżni. Przyszłość ich obu jest w istocie bardzo mocno powiązana.
Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku Polaka pozycja negocjacyjna klubu jest dość komfortowa: jeżeli nie będzie zainteresowania dalszymi usługami Lewego, to po prostu wystarczy poczekać parę miesięcy aż jego kontrakt wygaśnie. Jeżeli Blaugrana będzie zaś chciała zatrzymać swoją 9-tkę, najpewniej strony dojdą do porozumienia bez większych przeszkód.
Jeżeli chodzi zaś o Ferrana, to z uwagi na fakt, że jego kontrakt obowiązuje o rok dłużej, to właśnie on może rozdawać karty. Deco może mu zakomunikować intencje klubu – ale to od Hiszpana ostatecznie będzie zależeć, czy przystanie na zaproponowane warunki nowego kontraktu albo na ofertę z innego zespołu. Dyrekcja sportowa nie ma żadnych środków, by zmusić piłkarza do czegokolwiek wbrew jego woli.
Pytanie zaś, czy FC Barcelona będzie mu w stanie zaoferować choć jedno z dwójki: wysokie zarobki / decydująca rola w zespole. Osobiście, biorąc pod uwagę jego dyspozycję w ostatnich miesiącach (wiem, miałem o tym nie pisać) mam co do tego spore wątpliwości.
W istocie, to sam Rekin ma zatem decydujące zdanie przy podjęciu decyzji, czy będzie chciał zapolować na większe ryby albo wypłynąć na szerokie, nieznane wody… czy też wystarczy mu wygrzewanie się na swoim dotychczasowym terytorium.
Języczkiem u wagi mogą okazać się nadchodzące mistrzostwa świata. Reprezentacja Hiszpanii jest jednym z faworytów turnieju, a Ferran może pełnić w niej istotną rolę. Niezależnie od tego, co ktoś o nim myśli, już jest w najlepszej dziesiątce strzelców La Rojy w historii. W dodatku jest jedynym zawodnikiem, który może poprawić swój rezultat - i pewnie to zrobi. A historia zna przecież sporo przypadków, w których włodarze największych klubów zakochiwali się w piłkarzach właśnie na wielkich turniejach.
Wasze zdanie
Na koniec zapomnijmy na chwilę o życzeniach zarówno Lewandowskiego, jak i Ferrana. Patrząc na tę kwestię z perspektywy zarządu, dyrekcji sportowej oraz trenera, mamy do czynienia z czterema możliwościami:
1) Klub przedłuża kontrakt z Lewandowskim oraz zostawia Ferrana na kolejny sezon (obaj zostają),
2) Klub nie przedłuża kontraktu z Lewandowskim i sprzedaje Ferrana (obaj odchodzą),
3) Klub przedłuża kontrakt z Lewandowskim oraz sprzedaje Ferrana (zostaje tylko Lewandowski),
4) Klub nie przedłuża kontraktu z Lewandowskim i zostawia Ferrana / przedłuża z nim kontrakt (zostaje tylko Ferran).
Która jest tą preferowaną przez Was?
Komentarze (86)