Prezes LaLigi Javier Tebas udzielił wywiadu dla El País. 63-latek odniósł się w nim do aktualnej sytuacji finansowej klubów, funkcjonowania zasad Fair Play oraz wyzwań stojących przed hiszpańską ligą w najbliższych latach.
El País: W raporcie finansowo-ekonomicznym LaLigi opublikowanym w marcu mówi się o "historycznym rekordzie przychodów", ale są kluby, jak Sevilla, które zanotowały 221 milionów strat w pięć sezonów. Czy ten sukces finansowy ligi maskuje coraz większe wewnętrzne różnice?
Javier Tebas: Maskuje różnicę, która z niektórymi historycznymi klubami staje się coraz większa. Na razie nie jest to alarmujące, ale istnieje. Kluby grające w europejskich rozgrywkach mają większe przychody niż te, które w nich nie występują. Liczą się prawa telewizyjne, ale też większa liczba meczów u siebie, wyższe wpływy z biletów i lepsze umowy sponsorskie. To jedna z dysfunkcji, na które zwracam uwagę. Różnice między dużymi, średnimi i małymi klubami zawsze będą, ale trzeba uważać, bo ta luka może w przyszłości wpłynąć na konkurencyjność i wyniki finansowe.
Czy jesteśmy świadkami zaniku "klasy średniej" w lidze? Widzimy kluby z dużą bazą kibiców, jak Sevilla czy Valencia, które mają problemy.
Sevilla to szczególny przypadek. Jeśli klub przez pięć sezonów z rzędu gra w Lidze Mistrzów, a potem nagle przez dwa sezony nie gra, zostaje z płacami na poziomie na poziomie 200 milionów euro i przychodami spadającymi z 210 do około 100 milionów. To ma ogromny wpływ i odczuwalne jest przez długi czas. Rozmawiałem o tym z UEFA - trzeba znaleźć rozwiązania dla takich klubów. Valencia miała podobną sytuację. Nie mówiłbym o zagrożeniu zniknięcia, ale o ryzyku utraty konkurencyjności.
Mówi pan o płacach, ale podkreśla ograniczenie wydatków na transfery jako zaletę. Czy to nie oznacza utraty konkurencyjności względem Premier League?
Nie. Trzeba patrzeć na liczby. W tym roku w półfinale Ligi Mistrzów są cztery drużyny z czterech różnych krajów, w tym jedna z Hiszpanii - i nie jest to jeden z dwóch największych klubów. W Lidze Konferencji też mamy półfinalistę. W ostatnich latach 60% europejskich trofeów zdobyły hiszpańskie drużyny. Co jest ważniejsze: zrównoważony rozwój czy nadmierne wydatki? Musimy stawiać na stabilność i konkurencyjność. W Hiszpanii 20% minut grają wychowankowie, w Premier League tylko 6%. Mamy świetny talent, a wartość kadr jest bardzo wysoka. Nie straciliśmy sportowej konkurencyjności.
Czy ten model to przyszłość, czy przejściowy etap?
To nie model ograniczeń, tylko wydawania tyle, ile się może. Dopuszczalne jest pewne zadłużenie, ale kluczowa jest stabilność klubów. To model podobny do niemieckiego. Nie możemy iść drogą strat jak Premier League.
Ale Bundesliga ma niską konkurencyjność w walce o tytuł.
Niedawno rozmawiałem w Paryżu z Ferranem Soriano, CEO City, i przypomniał, że Manchester City wygrał sześć z ostatnich ośmiu tytułów w Anglii. I wygląda na to, że wygra kolejny. Nie wiem, czy Bayern zrobił aż tyle.
Wygrał dziewięć z dziesięciu. Czy więc LaLiga wypada lepiej?
Premier League ma dużą reputację pod względem konkurencyjności, ale jeśli chodzi o mistrzostwo, my mamy większą zmienność, większą rotację zwycięzców. Inną kwestią byłaby analiza tego, że mają słynne Big Six [City, United, Liverpool, Arsenal, Chelsea, Tottenham] i że kilka klubów więcej rywalizuje o miejsca w Lidze Mistrzów. Ale my pracujemy. Ostatecznie ta konkurencyjność Premier League to mit.
W ten weekend Barcelona ma już szanse na zdobycie tytułu. Co się stało, że mistrz może być wyłoniony tak wcześnie?
Nie jest to dobre dla rozgrywek, żeby kończyły się tak wcześnie. Mierzę konkurencyjność liczbą punktów lidera: Barcelona osiągnie ponad 90 punktów. Zarówno Real Madryt, jak i Atlético nie byli na poziomie innych sezonów.
Parę lat temu w innej rozmowie mówiliśmy o konieczności modernizacji stadionu Rayo. Wszystko się pogorszyło: brak Wi-Fi, brak ciepłej wody, zły stan murawy. Gdzie zawiodła LaLiga
Wiele stadionów się poprawiło. Były i nadal są duże inwestycje w stadiony. W Walencji, Getafe, Sevilli... Ale Rayo nie położyło ani jednej cegły. Jest nowy regulamin i wiemy, jakie powinny być stadiony, a Rayo będzie musiało się dostosować. Jeśli w krótkim czasie się nie dostosuje, będzie musiało poszukać innego miejsca do gry. Rayo o tym wie i wie o tym Wspólnota Madrytu jako właściciel stadionu. To trudna decyzja, ale tak dalej być nie może i bez wątpienia jest to zaległość wobec ligi i wobec Rayo. Stadion Vallecas nie spełnia warunków dla zespołu LaLigi.
Co mówi Martín Presa?
Pracuje nad tym. Mówi o nowym stadionie, ponieważ uważa, że reforma obecnego nie zapewni liczby miejsc, które jego zdaniem powinno mieć Rayo Vallecano. Szuka działki. Ale musi się pospieszyć. W tym sezonie musi rozpocząć budowę nowego stadionu dla Rayo. LaLiga nie będzie już czekać.
FIFA naciska, aby największe ligi zmniejszyły się do 18 drużyn, by zwolnić terminy dla innych rozgrywek międzynarodowych. Nie zgadza się pan. Jak bronić modelu 20 drużyn przy przeciążonym kalendarzu?
Przemysł i liga zależą od klubów i istnieje bardzo ważna piramida ekonomiczna. Te inne turnieje korzystają z klubów, które już same w sobie mają bardzo wysoki poziom ekonomiczny. I które zarobią jeszcze więcej, grając w tych rozgrywkach - zawodnicy będą zarabiać więcej i zamiast sześciu Ferrari będą mieli osiem. Natomiast skutki odczują ligi krajowe. To nie jest to, czego chcemy dla futbolu. Są inne rozwiązania - trzeba ograniczać minuty gry, ale nie będziemy zmniejszać lig do 18 klubów.
Mecz w Miami upadł po raz czwarty z powodu "niepewności generowanej w Hiszpanii". Co zawiodło? Czy projekt gry poza Hiszpanią nadal istnieje?
Pomysł pozostaje aktualny. A jeśli nie uda się wyjazd do Stanów Zjednoczonych, ze względu na czas podróży i odpoczynek zawodników, pojedziemy do Maroka. Ale problemem nie są godziny podróży. Problem wynika z szumu, jaki powstał, mimo że FIFA już uregulowała możliwość rozgrywania meczów ligowych poza terytorium kraju do maksymalnie pięciu. Będziemy dalej pracować, aby móc pojechać do USA, kraju, w którym mamy bardzo wielu kibiców i który jest najważniejszym rynkiem w przemyśle sportowym.
Audiencia Nacional orzekła na korzyść piłkarzy w sprawie 15-sekundowego protestu na początku kolejki. Czy to znak, że LaLiga podjęła decyzję bez koniecznego konsensusu?
Moim zdaniem to był pretekst. Trzeba jasno powiedzieć, że Real Madrid był przeciwko. Wywierał naciski na rząd, sekretarza stanu, UEFA, FIFA... I wtedy do sprawy wszedł związek zawodników. Z błędnym podejściem, bo miał już dane. Kiedy gra się Superpuchar w Arabii, nie widzę, żeby aż tak protestowali.
Relacje LaLigi z federacją były w ostatnich latach otwartą wojną z Rubialesem. Dziś jest pan wiceprezesem RFEF razem z Beatriz Álvarez z LaLigi F i Davidem Aganzo z AFE. To pierwszy raz, gdy LaLiga, liga kobieca i związek piłkarzy są w kierownictwie federacji. To dobra forma zarządzania czy przesada?
Stosuje się zdrowy rozsądek. Wcześniej go brakowało. Mogę mieć różnice zdań z Rafaelem Louzánem w niektórych sprawach, ale staramy się posuwać naprzód w punktach wspólnych, które dotyczą kompetencji każdego z nas. To powiedziawszy, jestem wiceprezesem federacji, ale byłem na pierwszym spotkaniu i nie mogłem uczestniczyć w kolejnych. Nic nie znaczę, nie rządzę i nie chcę rządzić.
Kilka lat temu mówił pan, że gdy projekt Superligi umrze, odejdzie pan do domu. Czy myśli pan o następcy?
Zostaję przy tym, co powiedział ostatnio Nasser Al-Khelaifi [o porozumieniu, które miał podpisać jako przewodniczący stowarzyszenia klubów (EFC) z Realem Madryt i UEFA, aby odłożyć Superligę]: powiedział, że to porozumienie jest dobre dla futbolu, klubów, lig... Ale ja tego porozumienia nie znam! Kim jest Al-Khelaifi, żeby mówić w imieniu lig? Dlaczego nie jest ono publiczne? Największy konflikt, jaki przeżyła piłka w Europie, rozwiązywany jest przez trzy osoby i mamy wierzyć, że to dobre. To niemożliwe. Nie sądzę, żeby ten projekt był martwy. Al-Khelaifi to Superliga w zwolnionym tempie. A Florentino Pérez nadal myśli tak samo; po prostu zmienił strategię.
Czy w ligach istnieje obawa przed władzą, jaką gromadzi Al-Khelaifi?
Tak. I nie tylko w ligach. Także w UEFA i w klubach w ogóle. To inteligentny działacz, prezes beIN, który ma interesy w Hiszpanii, we Francji, z UEFA, z Ligą Mistrzów, z Euro... Mnie pyta się o możliwy konflikt interesów w federacji i nic się nie dzieje - to czym to w takim razie jest?
Komentarze (11)