Fermín López udzielił dziś wywiadu w programie "Que t'hi jugues" na antenie SER Catalunya. Wychowanek Blaugrany odniósł sie m.in. do słów Florentino Péreza, jakoby Realowi Madryt ukradziono siedem mistrzostw Hiszpanii.
SER Catalunya: Czy Hansi bardzo was pilnuje z godziną?
Fermín López: Tak, godzina jest bardzo ważna.
Bawiliście się dobrze w tym sezonie?
Tak. To był bardzo dobry sezon, bardzo się nim cieszyliśmy. Były trochę trudniejsze momenty, ale tak, bardzo dobrze się bawiliśmy i wykonaliśmy świetną pracę.
Podoba ci się, gdy mówią na ciebie "żołnierzyk Flicka"?
Tak, tak, to fajne. Podoba mi się. Zawsze staram się dawać z siebie wszystko dla drużyny, a Hansi też daje mi dużo pewności siebie, więc podoba mi się takie określenie.
Śledzisz statystyki?
Nie przepadam za tym, ale jestem świadomy statystyk, jakie zrobiłem w tym sezonie, i bardzo się cieszę, że mogę w taki sposób pomagać drużynie. To w końcu moja praca, moje atuty i muszę to robić.
Co bardziej lubisz: strzelić gola czy zaliczyć asystę?
Strzelać gole. Lubię też dawać kolegom gole, ale dla mnie samo strzelenie bramki to nieopisywalne uczucie. Uwielbiam to.
Co powiedziałby chłopak z El Campillo sprzed 10 lat, gdyby usłyszał, że za 10 lat będzie pomocnikiem z największą liczbą goli i asyst w Europie?
Pewnie powiedziałby, że ktoś zwariował, bo trudno sobie wyobrazić samo dojście do pierwszego zespołu Barcelony, będąc z El Campillo, tak małej i skromnej miejscowości. A już robienie takich statystyk i granie tylu minut w pierwszej drużynie Barçy to coś niewyobrażalnego.
Ilu mieszkańców ma El Campillo?
1800-2000 mieszkańców.
Skoro rozmawiamy o twojej miejscowości, posłuchaj tego nagrania [puszczają nagrania o rodzinie Fermína].
Moja babcia jest fundamentalnym filarem mojego życia. Daje z siebie wszystko dla mnie, zawsze się mną interesuje, ciągle do mnie dzwoni. Czasem nie odbieram, bo nie mogę, ale uwielbiam z nią rozmawiać. Zawsze daje mi rady, bardzo mnie wspiera i jest ze mnie bardzo dumna. A ja bardzo się cieszę, że jest ze mnie dumna i że może oglądać mnie w telewizji.
A jeśli chodzi o kataloński, odważyłeś się mówić nim publicznie?
Tak, bo też go lubię i wiem, że dla ludzi tutaj to bardzo ważne dla kultury. Jestem bardzo zintegrowany z katalońską kulturą od małego i lubię mówić po katalońsku, czy to w wywiadach, czy na ulicy. Jeśli ktoś mnie zatrzyma i mówi do mnie po katalońsku, odpowiadam po katalońsku i bardzo się cieszę, że mogę mówić w tym języku.
Jest jakieś słowo, które szczególnie lubisz?
Jakieś powiedzenie? Nie wiem, ale zawsze było takie "titu". Od dziecka to słyszałem i zostało mi w głowie.
Masz bardzo dobrą minę mimo kaca po świętowaniu mistrzostwa. Było ostro, co?
Trochę. Zawsze ważne jest świętowanie mistrzostwa, bo to bardzo ważne trofeum dla klubu. Zagraliśmy świetny sezon ligowy, byliśmy bardzo regularni i zdobyliśmy dwa tytuły z rzędu, co jest bardzo istotne. A w przyszłym roku chcemy więcej.
Podczas parady praktycznie się nie zatrzymywałeś. Energia, którą masz na boisku, jest taka sama poza nim?
Powiedziałbym, że tak. Jestem bardzo energiczną osobą zarówno na boisku, jak i poza nim. Od rana mam mnóstwo energii. Koledzy na zgrupowaniach mówią mi czasem o ósmej rano: "Fer, do cholery, uspokój się trochę", bo od razu żartuję. To przychodzi mi naturalnie, a potem mówię: "No i zepsuł mi klimat".
I jesteś jedyny?
Powiedziałbym, że Cancelo też jest bardzo intensywny jak ja. Zawsze żartujemy, o każdej porze i w każdej sytuacji. Naprawdę bardzo mnie bawi.
Byłeś transferem sezonu, bo latem mogłeś odejść, ale zostałeś.
Zawsze mówiłem, że chcę być w Barcelonie. To było moje marzenie od dziecka i ani przez chwilę nie miałem wątpliwości. Jestem bardzo szczęśliwy z decyzji, którą podjąłem. Sezon poszedł bardzo dobrze i bardzo się cieszę, że jestem w Barcelonie.
Jak duży wpływ miał Hansi Flick?
Duży. W końcu to trener i przekazał mi swoje zaufanie. Dał mi w tym sezonie dużo minut, grałem ważne mecze, pomógł mi się rozwinąć. Myślę, że był bardzo ważnym elementem mojego pozostania i tego sezonu, jaki zrobiłem z drużyną.
Czy trudności, jakie miałeś jako piłkarz w akademii, ci pomogły?
Możliwe, że tak. Cierpliwość i wytrwałość musiałem mieć przez całe życie. Teraz, gdy jestem w pierwszym zespole, oczywiście nie lubię być rezerwowym, bo zawsze chcę grać, ale każda minuta w koszulce Barcelony to najlepsze chwile mojego życia.
To, że byłeś mały, ostatecznie ci pomogło?
Tak, oczywiście. Kiedy byłem mały, bardzo mnie to frustrowało, bo nie mogłem grać tak, jak chciałem. Grałem mało, nie ufano mi. Mój tata zawsze mówił mi, że muszę pracować ciężej niż inni. Uderzanie obiema nogami to coś, czego uczono mnie od dziecka, i teraz robię to w pierwszym zespole.
Nie wiadomo nawet, czy jesteś prawo-, czy lewonożny.
To mój atut i bardzo dobry do gry w piłkę. Mogę ustawiać się w obie strony, uderzać prawą i lewą nogą, z dystansu i z pola karnego, dryblować. To bardzo pomaga na boisku.
Przy tej intensywności mocno oberwałeś po tym ciosie w meczu z Atlético. Ile miałeś szwów?
W cztery dni miałem rozcięcie na czole i pod nosem. Pod nosem chyba siedem szwów, trzy od środka i cztery na zewnątrz. A na czole siedem.
I dalej grałeś.
Tak, jestem trochę głupi w takich sprawach. Z adrenaliną nic mnie nie bolało i mogłem grać dalej, ale prawda jest taka, że w przerwie już trochę piekło. Ale to była Liga Mistrzów i musieliśmy wygrać. Nie myślałem o niczym innym niż o byciu na boisku.
Poświęciłeś twarz, a i tak nie udało się awansować. Co trzeba zrobić, żeby wygrać Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie?
Liga Mistrzów to detale. Rozegraliśmy bardzo dobrą edycję. W pierwszym meczu z Atléti straciliśmy dwa gole i dostaliśmy czerwoną kartkę, więc było bardzo trudno, a mimo to mieliśmy szanse wyrównać. W rewanżu graliśmy świetny mecz, ale po moim urazie spotkanie trochę się uspokoiło i to bardziej odpowiadało im, przez co nie udało się odrobić strat. Ale jesteśmy bardzo blisko finału Ligi Mistrzów. Musimy dalej iść tą samą drogą i mieć tę samą mentalność, bo w Champions League wszystko może się wydarzyć.
Te dwie porażki z Atlético w Pucharze i Lidze Mistrzów są takim cierniem dla szatni, która wygrała dwie ligi z rzędu i czuje, że jest tak blisko triumfu w Champions League?
Oczywiście. Nie mamy obsesji na punkcie Ligi Mistrzów, bo to bardzo trudne rozgrywki, ale sami najbardziej chcemy ją wygrać. Mamy w sobie tę małą zadrę i czujemy, że jesteśmy bardzo blisko. Brakuje nam jednego kroku i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. Obyśmy w przyszłym roku mogli ją zdobyć.
Z ostatnich ośmiu Klasyków wygraliście siedem. Czy wygrywanie finałów i Klasyków z Realem ma szczególny smak?
Dla nas, jako culés od dziecka, tak. Wielu zawodników wyszło z La Masii i dorastało z poczuciem przynależności do Barcelony. Wygrywanie lig czy superpucharów z każdym rywalem jest wyjątkowe, ale pokonywanie Realu jest bardziej szczególne, bo to nasz największy rywal i żyliśmy tym od dzieciństwa. To uczucie, które wszyscy mamy, i wygrywanie takich trofeów to spełnienie marzeń.
Śledzicie to, co dzieje się po drugiej stronie?
Tak, widzieliśmy to jak wszyscy, ale my zawsze skupiamy się na tym, co dzieje się tutaj. Każdy ma swoją wizję. Myślę, że nie jest właściwe mówienie, że Barcelona ukradła siedem lig, skoro grali tu Messi, Iniesta i Xavi. Ale nas to nie obchodzi. Idziemy własną drogą, nie interesuje nas to, co dzieje się poza Barceloną. Jesteśmy bardzo skupieni i bardzo szczęśliwi z tego, co osiągamy.
Zabolały cię słowa Florentino, że ukradziono mu siedem lig?
Nie obchodzi mnie to, bo każdy może mówić, co chce, ale uważam, że nie powinien był tego mówić. My jesteśmy bardzo skupieni na Barcelonie, która przeżywa świetny okres. Tytuły będą dalej przychodzić i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co robimy.
Dziennikarz Asa i kibic Realu Madryt Tomas Roncero powiedział, że jeśli miałby kupić kogoś z Barçy, to właśnie ciebie, bo jesteś "prototypem piłkarza Realu Madryt"...
To niemożliwe, ja jestem prototypem piłkarza Barçy. Nie ma opcji.
Z kim rywalizacja jest większa: z Espanyolem czy z Realem?
Rywalizacja jest taka sama, bo zawsze istniała, tak samo jak dla nich my jesteśmy największym rywalem. Nie podoba nam się też, że ludzie obrażają się o takie rzeczy, bo to tylko futbol. Nie okazujemy braku szacunku żadnemu zawodnikowi ani drużynie. Nie rozumiem tego, ale to normalne, że po porażce ktoś jest zły. Gdy oni będą wygrywać, też będą świętować, a my to zaakceptujemy. Takie rzeczy się zdarzają.
Znaliście wcześniej Joana Garcíę?
Osobiście nie. Ale myślę, że wszyscy widzieli to w tamtym sezonie. To bramkarz, który bardzo nam pomógł, jest na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie jest najlepszy. Jest wielu świetnych bramkarzy, ale on był tam, kiedy go potrzebowaliśmy, i dawał nam punkty.
Pobyt w Linares ci pomógł?
Tak, to część mojej osobowości. Zawsze byłem bardzo pokorną i pracowitą osobą oraz piłkarzem. Gdy trafiłem do Linares, nie byłem w najlepszym momencie. Miałem trudny okres, bo odszedłem z Barcelony i myślałem, że wszystko się kończy. Tam bardzo mi pomogli, rozegrałem świetny sezon, bardzo się cieszyłem grą i wróciłem do Barcelony jako mężczyzna.
Komentarze (5)