Ronald Araujo, kapitan FC Barcelony, był wczoraj gościem programu "La Revuelta" w TVE, gdzie odpowiadał na czasem dość nietypowe pytania Davida Broncano.
27-letni urugwajski stoper chwalił się mistrzostwem Hiszpanii i Superpucharem Hiszpanii, na co prowadzący, jawny kibic Atlético, zażartował: "W Lidze Mistrzów daliśmy wam popalić". Obrońca szybko odpowiedział: "I co wam to dało? Zostaliście z niczym".
Zapewnił, że "Lamine Yamal pojedzie na mundial, ale jeśli zacznie grać od trzeciego meczu, trafi na Urugwaj...". Przy okazji podkreślił siłę swojej reprezentacji: "Kraj liczący trzy miliony mieszkańców ma cztery gwiazdki - dwie za mistrzostwa świata FIFA i dwie sprzed 1930 roku".
Przypomniał też, że "przed VAR-em można było trochę nadepnąć napastnika albo uszczypnąć, ale teraz wszystko widać". Zapytany o rzekomą bójkę w szatni Realu Madryt między jego rodakiem Federico Valverde a Aurélienem Tchouaménim odpowiedział: "Fede to wielki profesjonalista i świetny człowiek. Nie wiem, co się wydarzyło, zapytam go na zgrupowaniu reprezentacji. Czy rozmawialiśmy o tym w Barcelonie? Oczywiście, chwilę później graliśmy Klasyk. Zamieszanie u odwiecznego rywala zawsze działa na naszą korzyść".
Araujo, znany z poczucia humoru, podarował Broncano koszulkę Barcelony z numerem "1", ale z nazwiskiem Pablo Motosa - jego rywala w walce o oglądalność i prowadzącego "El Hormiguero" w Antena 3. Już bardziej serio wręczył mu też swoje koszulki Barcelony i reprezentacji Urugwaju.
Broncano z kolei podarował mu album z naklejkami Marca Cucurelli i samego Ronalda Araujo, a także dossier z różnymi fryzurami piłkarzy do naśladowania oraz 25 euro w kopercie na bilety do kina. Araujo zdradził jednak, że "tylko raz był w kinie i to jeszcze w Urugwaju".
Wyjaśnił również, że gdy kupował swój pierwszy telewizor jako zawodnik Barçy Atlètic, poprosił o "największy model" i miał wrażenie, że został oceniony przez sprzedawcę pod kątem tego, czy będzie go stać na zapłatę. Ostatecznie wydał 4 tysiące euro. "Dbam o pieniądze, choć czasem pozwalam sobie na przyjemności".
Opowiedział też o swoim dzieciństwie: "Mój ojciec pracował przy zalesianiu, mama sprzątała domy. Ja uczyłem się i grałem w piłkę w moim mieście, Riverze, do 16. roku życia. Do stolicy wyjechałem dopiero mając 17 lat. Dobrze poszło mi w Rentistas i Boston River, a potem zgłosiła się Barcelona. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. W czwartek o siódmej rano spałem jeszcze w domu, a mój agent powiedział mi, że za dwa dni lecimy do Europy. Musiałem wybrać między rezerwami Barcelony a mniejszym klubem z Primera lub Segunda División. Wybrałem Barcelonę, myśląc, że jeśli mi się nie powiedzie, nadal będę miał inne możliwości w Europie, bo gdyby nie wyszło w tej drugiej opcji, musiałbym wracać".
W klasycznych pytaniach programu dotyczących majątku powiedział: "Przedłużałem kontrakt dwa razy, ostatnio niedawno, i zostało mi jeszcze jedno przedłużenie". Warto przypomnieć, że jego umowa obowiązuje do 2031 roku. Nie podał konkretnej kwoty, ale zażartował do prowadzącego: "Mógłbym cię zatrudnić, byłoby to coś w stylu Ronald TV".
Na pytanie o życie seksualne w ostatnich 30 dniach zwrócił się do swojej żony Abigail, obecnej na widowni. "Mamy dwie małe córki, niech każdy wyciągnie własne wnioski" - powiedziała ona, a Araujo dodał: "Jedna śpi z nami, ale jest dobrze, jestem szczęśliwy".
Na koniec opowiedział o przerwie związanej ze zdrowiem psychicznym: "Miałem moment, w którym podjąłem decyzję, żeby się zatrzymać. Wcześniej tego nie dostrzegałem, wokół tego tematu wciąż istnieje tabu. Jakieś półtora roku temu czułem, że nie jestem sobą, także jako piłkarz. Tłumiłem wszystko w sobie, to się kumulowało, również pewne sprawy z dzieciństwa, aż w końcu eksplodujesz. Nie czułem się sobą i musiałem poprosić o pomoc specjalistów, którzy bardzo mi pomogli. Jestem bardzo szczęśliwy, że podjąłem tę decyzję, bo zmieniła moje życie".
Komentarze (11)