Frenkie de Jong udzielił obszernego wywiadu dla dziennika Sport. Poniżej prezentujemy pierwszą część rozmowy.
Sport: Holendrzy są bardzo bezpośredni. Skąd bierze się ten charakter?
Frenkie de Jong: Cóż, myślę, że to po prostu kwestia kultury. Ludzie w Holandii generalnie są szczerzy. Jeśli coś myślą, nie ukrywają tego. I wydaje mi się, że właśnie stąd to wynika.
Myślisz, że ten charakter bardziej pomógł ci czy zaszkodził w karierze?
[Zastanawia się]. Nie wiem, czy pomógł, czy zaszkodził, ale tak po prostu czuję się najbardziej komfortowo, kiedy rozmawiam. Myślę jednak, że czasami mogłem mówić trochę więcej, bo miałem taki okres, w którym praktycznie przestałem rozmawiać z prasą. A to ostatecznie nie działa dobrze, bo ludzie słyszą tylko opinię mediów albo innych osób i tak naprawdę nie wiedzą, jak ty sam myślisz.
Zwraca uwagę, że nie masz zespołu od komunikacji. Wielu piłkarzy go ma. Dlaczego zdecydowałeś się działać sam i jaki to ma wpływ?
Myślę, że ma to bardzo duży wpływ. I rozumiem, że to pomaga zawodnikom, bo wiele osób ma zespoły od komunikacji albo marketingu, które pomagają im budować wizerunek. Ale nie wiem, ja po prostu nie czuję się z tym komfortowo i wolę robić to sam.
Powiedziałeś nawet, że nie chcesz mieć przyjaciół w prasie.
Tak.
Dlaczego?
To nie jest tak, że nie chcę... Chodzi mi raczej o to, że nie lubię mieć relacji z ludźmi z prasy poza wywiadem albo bez kamer. Nie lubię rozmawiać czy pisać z dziennikarzami, bo mam poczucie, że to trochę działanie za kulisami po to, żeby później ci sprzyjali, mówiąc dobre rzeczy o tobie albo o twojej grze. A ja nie czuję się z tym komfortowo. Rozumiem też ludzi, którzy tak robią, szczególnie ze względów marketingowych albo przez osoby, które pomagają im w kontaktach z prasą. I widzę, że to działa na ich korzyść, bo wiem, jak to funkcjonuje. Są agenci albo zespoły marketingowe, które rozmawiają z dziennikarzami i sprawiają, że ci dobrze piszą o konkretnych piłkarzach, bo dostają informacje. Wiem, że to tak działa, ale mnie to nie odpowiada.
Masz poczucie, że przez prasę ludzie nie poznali prawdziwego Frenkiego?
Trochę tak. Dlatego uważam, że popełniłem błąd, przestając rozmawiać z prasą. Miałem taki okres, kiedy mocno naciskano na mnie, żebym odszedł z klubu, i doszedłem do momentu, w którym byłem bardzo wkurzony i nie chciałem już rozmawiać. Ale wtedy dzieje się właśnie to, o czym mówiłem wcześniej: ludzie słyszą tylko opinie albo rzeczy przekazywane przez prasę i gazety, a nie słyszą ciebie.
Powiedziałeś, że był moment, w którym klub chciał się ciebie pozbyć. Została po tym jakaś rana? Jak wyglądają relacje z Deco i Laportą?
Moje relacje z Deco i Laportą są bardzo dobre. Mam z nimi bardzo dobre stosunki. Ten okres miał miejsce latem 2023 roku, chyba wtedy. Barça była w trochę trudnej sytuacji finansowej i, cóż, zawsze są kluby, które dzwonią do zawodników i pytają, czy chcą odejść. A ja zawsze mówiłem, że nie. Więc nie było żadnej opcji. To, co wydarzyło się tamtego lata, polegało na tym, że mimo mojego "nie", niektóre kluby szły do klubu i oferowały za mnie pieniądze. I wewnątrz Barcelony - nie wszyscy, ale niektóre osoby - uważały, że to dobre oferty i chciały mnie sprzedać. Ale ja zawsze mówiłem jasno: chcę być tylko w Barcelonie. Jeśli Barça może walczyć o ważne rzeczy, a ja uważam, że mam poziom, by być podstawowym zawodnikiem i ważną częścią zespołu, to chcę tutaj być. Tak to widziałem tamtego lata i powiedziałem im, że chcę zostać. Dla mnie na tym wszystko się kończyło.
Ani przez chwilę nie przemknęła ci przez głowę myśl o odejściu?
Tamtego lata miałem bardzo jasno poukładane, że nie chcę odchodzić. Ale oczywiście różne rzeczy przechodzą ci przez głowę, kiedy jesteś naciskany albo sytuacja wygląda w ten sposób. Myślisz: "Może jednak powinienem odejść" albo "może dla mnie lepiej byłoby pójść do innego klubu". Jasne, czasami o tym myślisz, ale nigdy realnie nie rozważałem odejścia.
Za każdym razem, gdy pytamy piłkarzy Barcelony: "Kto jest najbardziej niedoceniany w tej kadrze?", 99% odpowiada: Frenkie. Czujesz się niedoceniany?
[Uśmiecha się]. Przez trenerów i kolegów z drużyny nie. Ale przez prasę w Hiszpanii - tak.
Naprawdę?
Tak.
Gavi powiedział dosłownie, że był "przerażony" wizją twojego odejścia. Czy Gavi może być spokojny, że Frenkie de Jong nie odejdzie tego lata z Barcelony?
Nie, nie odejdę. Ani przez chwilę nie myślałem o odejściu.
Temat zamknięty?
Tak.
Nie zostałeś powołany na mecz z Betisem, a Flick nie wyjaśnił do końca powodu. Zwróciło też uwagę, że nie było cię na pożegnaniu Lewandowskiego. Co się stało?
To były dwa mecze: Alavés i Betis. Byłem chory, w domu, w łóżku. Nie mogłem pojechać ani na stadion, ani zagrać.
Co dokładnie ci było?
Bolało mnie całe ciało: głowa, kręciło mi się przy ruszaniu... mocna grypa.
Zaskakuje też to, że wracasz po urazie mięśniowym 23 lutego, jest już maj, a od tamtej pory nie byłeś w podstawowym składzie. Jak to wyjaśniasz?
Wracam po długiej kontuzji i gram 10 minut przeciwko Espanyolowi. Potem przychodzi rewanż Ligi Mistrzów z Atlético. Robiłem wszystko, żeby wrócić jak najszybciej: podwójne treningi i tak dalej. Ale ostatecznie nie mogłem skrócić czasu, który wyznaczyli lekarze - sześć tygodni. I ostatecznie było to sześć tygodni. Rozmawiałem z lekarzami i trenerem o tym, czy mogę wyjść w podstawowym składzie przeciwko Atlético.
W pierwszym czy rewanżowym meczu?
W rewanżu. W pierwszym nie byłem jeszcze nawet powołany. Ale ostatecznie nie mogłem wyjść od początku, bo nie mogłem zagrać więcej niż 45 minut. A później już nie byłem w wyjściowym składzie, ale to była decyzja trenera. Mieliśmy też dziewięć punktów przewagi, więc nie było potrzeby ryzykować.
Istniało duże ryzyko nawrotu kontuzji przy większym obciążeniu minutowym?
Nie, teraz już nie. Wszystko z mięśniem dwugłowym i resztą jest już dobrze. Został jeden mecz, ale spokojnie mogłem zagrać w ostatnich czterech czy pięciu spotkaniach.
Miałeś rozmowy z Hansim, żeby nie ryzykować i grać mniej z myślą o mundialu?
Rozmawiałem z Hansim przed meczem z Atlético. Ale wydaje mi się, że ludzie trochę źle to zrozumieli, bo poszedł przekaz, że nie chciałem ryzykować, żeby pojechać na mundial. Oczywiście, że chcę zagrać na mundialu, bo dla piłkarza to największa rzecz. Dla mnie mundial jest najważniejszy i każdy chce na nim grać i go wygrać. Ale ja też chciałem zrobić wszystko, żeby wygrać Ligę Mistrzów i LaLigę z Barceloną. Problem polegał na tym, że byłem kontuzjowany. Wolałbym zagrać od początku w tamtym rewanżu Ligi Mistrzów, ale nie mogłem. A później trener trochę uważał ze mną. I tyle.
Myślisz, że powinieneś lepiej "sprzedawać" samego siebie, żeby ludzie lepiej cię rozumieli?
[Uśmiecha się]. Pewnie mógłbym się lepiej sprzedawać. Wiele osób mi to mówi. Ale wolę być szczery. Tam, gdzie naprawdę popełniłem błąd, to brak rozmów z prasą przez długi czas. Jest też jeszcze jedna rzecz: kiedy jesteś tu przez wiele lat, ludzie trochę się tobą męczą. Poza tym DNA i kultura klubu są mocno związane z La Masią i wychowankami, co jest bardzo ważne dla Barcelony. Myślę, że dlatego mamy też tak dobre relacje w drużynie i z kibicami. To normalne, że ludzie wolą oglądać zawodników z domu, a wszyscy inni pomocnicy, których mamy, są z La Masii, więc to normalne, że na mnie spada trochę więcej krytyki.
Czasami masz wrażenie, że jesteś w przedszkolu przy tej szatni? Jak 29-letni Holender odnajduje swoje miejsce?
Ja to uwielbiam. Naprawdę bardzo się tym cieszę. Uważam, że drużyna i grupa, którą mamy teraz, są bardzo dobre - zarówno pod względem jakości, co jest najważniejsze, jak i więzi między nami. Jest mnóstwo energii, świetnie się trenuje, nakręcamy się nawzajem… naprawdę bardzo mi się to podoba.
Który młody zawodnik najbardziej cię zaskoczył od czasu, odkąd jesteś w Barcelonie?
[Długo się zastanawia]. Jest wielu bardzo dobrych. Ale powiedziałbym chyba, że Ansu, w tamtym okresie. Bo Ansu pojawił się wtedy, gdy nie było jeszcze tylu młodych w drużynie. Było ich bardzo niewielu, a on wszedł do zespołu w wieku 16 lat. Od samego początku trenował świetnie, mimo że miał tylko 16 lat, a drużyna była pełna weteranów i wielkich nazwisk. Dlatego to on zaskoczył mnie najbardziej, bo nie byłem przyzwyczajony do oglądania tylu wychowanków wchodzących na taki poziom.
Tamten Ansu był na poziomie Lamine’a, którego zobaczyłeś na pierwszych treningach?
To inni zawodnicy, bardzo różne profile. Lamine częściej prowadzi piłkę, bardziej kreuje grę. Ansu był bardziej goleadorem. Pod polem karnym był bardzo niebezpieczny i potrafił robić różnicę.
Kibice Barcelony poznali cię przede wszystkim po tamtym meczu na Bernabéu z Ajaxem w Lidze Mistrzów. Wtedy zrobiłeś tę akcję z Modriciem, która do dziś krąży po TikToku. Co musiałeś najbardziej zmienić, żeby odnaleźć się w Barcelonie?
Myślę, że to naturalna ewolucja piłkarza. Ale nie sądzę, żebym bardzo zmienił sposób myślenia o futbolu albo przeżywania go. Zmieniają się doświadczenia, rzeczy, które przeżyłeś, zawodnicy, z którymi grasz i tak dalej. Ale moje rozumienie futbolu się nie zmieniło.
Kiedy przychodziłeś, narracja była taka: "Frenkie szybko się zaadaptuje, bo Barça gra jak Ajax". Ale tamta Barça była dużo bardziej pozycyjna, a tamten Ajax opierał się na ciągłym ruchu. Chyba zgodzisz się, że było tu spore nieporozumienie...
Tak, myślę, że ludzie pomylili się, uznając, że to ten sam futbol. W tym się mylili. To prawda, że oba zespoły chciały dominować przy piłce, dominować w meczu, atakować i strzelać gole. Ale w ramach tego było bardzo wiele różnic. W Ajaxie dużo się ruszałem, żeby odbierać piłkę, prowadzić ją do przodu i znów się przemieszczać. To była bardziej dynamiczna gra, bez tak sztywnej pozycji. A Barça, do której trafiłem, była bardziej oparta na grze pozycyjnej, z dużo bardziej określonymi pozycjami. To była największa różnica.
Teraz wyglądasz bardzo komfortowo w Barcelonie, która nie ma klasycznego pozycyjnego piwota, tylko bardziej elastyczną dwójkę piwotów. Hansi lepiej zrozumiał twój futbol niż Xavi?
Nie, myślę, że Xavi też bardzo dobrze mnie rozumiał. To prawda, że kiedy przyszedł, mieliśmy pierwsze pół roku, w którym on chciał jednych rzeczy, a ja widziałem inne. Mieliśmy różne opinie co do mojego poruszania się i zajmowania przestrzeni. Ale to było tylko przez pierwsze pół roku, kiedy przyszedł w listopadzie. Wtedy było trochę trudniej. Później, w kolejnym sezonie, kiedy wygraliśmy ligę, zmieniliśmy pewne rzeczy. Choć najpierw klub chciał mnie sprzedać i tak dalej, kiedy zamknęło się okno transferowe, zacząłem grać dużo więcej. Wtedy zaczęliśmy grać bardziej w podwójnym pivocie z Busim, mogłem się więcej ruszać, czasami budowaliśmy też z trójką z tyłu... miałem więcej swobody. I wtedy naprawdę uważam, że Xavi bardzo dobrze mnie rozumiał. Właściwie sezon po zdobyciu mistrzostwa zacząłem bardzo dobrze, myślę, że byłem wtedy na najwyższym poziomie. Ale później przyszła kontuzja kostki i to naprawdę mocno mnie zniszczyło.
Pamiętasz jakieś konkretne rozmowy z Xavim, podczas których dochodziło do tarć?
Nie, nigdy nie miałem tarć z Xavim. To były bardziej rozmowy o ruchu i pozycjach. Myślę, że przez pierwsze pół roku chciał bardziej klasycznej "szóstki" i dwóch interiores. Później trochę zmieniliśmy system: Gavi grał bardziej jako skrzydłowy schodzący do środka jako czwarty pomocnik, ja schodziłem bliżej Busiego... i to bardzo mi pomogło.
Komentarze (36)