Iñigo Martínez: Ta Barça wygra Ligę Mistrzów

Mateusz Doniec

31 maja 2026, 22:00

Sport

7 komentarzy

Fot. Getty Images

Iñigo Martínez udzielił wywiadu dla dziennika Sport. Były środkowy obrońca FC Barcelony opowiedział o swoim pobycie w Al-Nassr, a także skomentował poczynania swojej byłej drużyny w kończącym się sezonie.

Jordi Gil (Sport): Jak układa się życie w Arabii Saudyjskiej po pierwszym roku pobytu?

Iñigo Martínez: Staram się maksymalnie korzystać z tego etapu. To inne, wymagające doświadczenie, które rozwija mnie pod każdym względem. Kariera piłkarza jest krótka i coraz mniej czasu pozostaje mi na czerpanie z niej przyjemności.

Jaka jest twoja obecna sytuacja kontraktowa w Al-Nassr?

Podpisałem umowę na rok z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Wszystko zależało ode mnie i mojej rodziny, bo jechaliśmy do kraju, w którym wszystko jest inne. Obawialiśmy się adaptacji. Początki były trudne, ale po tym, jak minął ten rok, zdecydowaliśmy się zostać jeszcze na jeden.

Czyli kibice Barcelony mogą już pożegnać się z myślą o ponownym zobaczeniu Íñigo w koszulce Barçy?

To był bardzo szczęśliwy etap, jeden z najlepszych w mojej karierze. Cieszyłem się nim maksymalnie i jestem wdzięczny kibicom Barcelony za możliwość przeżycia czegoś tak wielkiego. Tak, ten rozdział jest już zamknięty.

Zakończysz karierę w Arabii Saudyjskiej?

Nigdy nie wiadomo. Trzeba słuchać samego siebie. Chcę zakończyć karierę w odpowiednim momencie pod każdym względem, ale wiele zależy od organizmu. Są zawodnicy, którzy chcą grać jak najdłużej, a są też tacy, którzy mówią „dość”, gdy nie mogą już więcej. Zobaczymy. Na razie chcę cieszyć się tym, co mam, a potem życie przyniesie kolejne wyzwania.

Po zakończeniu kariery zamierzasz pozostać przy futbolu?

Nawet się nad tym nie zastanawiam. Zobaczę, w jakim kierunku wszystko się potoczy. Nigdy nie można mieć całkowitej pewności.

Zgadzasz się ze słowami Lewandowskiego -"raz culé, zawsze culé"?

To możliwe. Kiedy trafiasz do tego klubu i widzisz, jakie emocje wywołuje, jak zdobywa się trofea i jak funkcjonuje ta szatnia, rozumiesz to doskonale. Barcelona była wszystkim. Codzienność była niesamowita. Nic dziwnego, że nikt nie chce odchodzić. To prawdziwa rodzina.

Byłeś jednak wyjątkiem, bo sam poprosiłeś o odejście.

To był moment, w którym trzeba było spojrzeć na inne aspekty. W Barcelonie przeszedłem drogę od sporadycznej gry do bardzo dobrego drugiego sezonu. Spełniłem oczekiwania. Nigdy wcześniej nie cieszyłem się tak zdobywaniem trofeów, ale pojawiła się oferta z Arabii i musiałem wszystko zważyć. Wiek ma znaczenie. Możesz mieć jeden świetny sezon, ale nie wiesz, co przyniesie następny. Jest ogromna konkurencja, mnóstwo meczów i stresu.

Czy Lewandowski pytał już cię o Arabię Saudyjską?

Może otrzymać jakąś ofertę, ale adaptacja tutaj nie jest łatwa. Kluby pomagają na każdym kroku, jednak trafiasz do zupełnie innego świata. Tym bardziej gdy odchodzisz z Barcelony, gdzie masz wszystko. Trzeba mieć bardzo jasno określony cel.

Mieszkacie jednak w zachodnich osiedlach, prawda?

Cristiano Ronaldo i Sadio Mané mieszkają w ogromnych rezydencjach i tam spędzają większość czasu. Reszta żyje w tzw. compounds, czyli zamkniętych osiedlach, gdzie wszystko wygląda jak w Europie. Są szkoły, baseny i wszystko, czego można potrzebować. Poza wychodzi się głównie na kolację albo do centrum handlowego.

Czy odczuwa pan rygorystyczne przepisy obowiązujące w kraju?

Bardziej dotykają kobiet. Mężczyzna powinien nosić długie spodnie, ale są miejsca, gdzie można chodzić w krótkich spodenkach, klapkach i koszulce z krótkim rękawem, a są też takie, gdzie trzeba się bardziej zakrywać.

Jak wygląda gra u boku Cristiano Ronaldo?

Przy nim doskonale rozumiesz, dlaczego osiągnął tak wiele. Jego mentalność jest niewiarygodna. Nieustannie wymaga od siebie maksimum. Mógłby już odpuścić, ale nadal jest bardzo ambitny i konkurencyjny. Trenuje tak, jakby dopiero zaczynał karierę.

W mediach pojawiły się zdjęcia twojej kłótni z trenerem Jorge Jesúsem. Chodziło o grę na lewej obronie?

Od pół roku gram już na tej pozycji. W jednym meczu trener ustawił mnie tam, żeby lepiej zabezpieczyć zespół przed kontratakami. Dwa razy zagrałem dobrze, potem trzy razy dobrze i od tamtej pory już mi nie zmieniał pozycji.

Jak oceniasz obecną Barcelonę?

W sezonie, który zapowiadał się bardzo źle, drużyna potrafiła odwrócić sytuację. Takie rzeczy robią tylko zespoły naprawdę zjednoczone. Szkoda Ligi Mistrzów, bo zdobycie takiej przewagi nad Realem Madryt to wielka rzecz. Zdobyli dwa trofea, zabrakło tylko Champions League, ale ona przyjdzie. Ten zespół ją wygra.

Dlaczego tak trudno wygrać Ligę Mistrzów?

To rozgrywki, w których wszystko bardzo szybko się zmienia. Dochodzą inne zespoły, wszyscy mają taką samą motywację i wiele zależy od konkretnego dnia. Przeciwko Atlético zrobiło się bardzo trudno i szkoda, że nie udało się przejść dalej.

Ile razy wracałeś myślami do momentu, gdy Hansi Flick zmienił cię pod koniec rewanżu z Interem w półfinale na Meazza?

Takie decyzje trener podejmuje z myślą o dobru drużyny. To było bolesne, bo finał był tak blisko. Chodziło o awans do finału, a w jednym meczu można wygrać albo przegrać. Sama obecność w finale byłaby czymś wyjątkowym. Liga Mistrzów byłaby czymś spektakularnym, ale w dogrywce nie daliśmy rady Interowi.

Jak wyglądała twoja relacja z Hansim Flickiem?

Byłem na wakacjach, kiedy przyszedł Niemiec, więc pojawiły się wątpliwości, czy będzie na mnie stawiał. Od początku powiedział jednak, że chce mnie zobaczyć. Otworzył przede mną drzwi, dał mi zaufanie, a ja odpłaciłem się dobrą grą. Mam z nim świetne relacje. Cieszę się, że dobrze mu idzie, bo to fantastyczny człowiek, który wiele mi dał. Jego przedłużenie kontraktu to bardzo dobra wiadomość.

Rozumiesz opinie, że w szatni Barcelony brakuje dziś liderów z taką pozycją jak twoja?

To bardzo młoda drużyna i z czasem ci zawodnicy zrobią kolejny krok. Takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień. Były momenty, gdy brakowało bardziej doświadczonych piłkarzy przez kontuzje lub inne problemy, ale zespół potrafił sobie poradzić. Na początku wszystko wyglądało fatalnie, a zobaczcie, jak dobrze to się skończyło.

Kto powinien być liderem tej Barcelony?

W szatni jest wielu ważnych zawodników, nawet jeśli nie zawsze to widać. Chciałbym, żeby rolę liderów przejęli tacy gracze jak Cubarsí czy Pedri. Pedri już cieszy się dużym szacunkiem, ale przydałby się też lider w defensywie, który dowodziłby od tyłu. Cubarsí może pełnić taką rolę.

Czy ta Barcelona potrzebuje wielu zmian?

Od tego są dyrektor sportowy i trener. Barcelona znajduje się w specyficznej sytuacji i każdy ruch trzeba dokładnie analizować. Wielkie nazwiska mogą przyjść z wielkim entuzjazmem, ale później muszą jeszcze wpasować się w drużynę. Na pewno klub wszystko dokładnie analizuje.

Gavi powiedział niedawno, że nie chce "gwiazdeczek" w szatni.

To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Jeśli taka gwiazda pracuje więcej niż wszyscy inni, to nie ma problemu. Jeśli nie, nie odnajdzie się w szatni Barcelony. Większość zawodników wychowała się razem. To grupa przyjaciół, nikt nie stawia się ponad innymi.

Zaskoczyło cię, jak Gerard Martín zaadaptował się do gry jako lewonożny stoper?

Gerard to zawodnik, który może nie robi wielkiego wrażenia na pierwszy rzut oka, ale zawsze spełnia swoje zadania. Grał jako boczny obrońca, może też grać na środku. Nigdy nie zabraknie mu chęci i zaangażowania. Zawsze da ci co najmniej solidne 6,5 na 10, a takich piłkarzy w Barcelonie nie ma wielu. Chce się rozwijać i cały czas się uczy.

Co sądzisz o Ericu Garcíi i jego powrocie do reprezentacji?

Bardzo się cieszę. Niesprawiedliwie zebrał mnóstwo krytyki. Tak działa futbol – często uderza się w te same osoby. To dobry zawodnik. Grał w Manchesterze City, może występować jako stoper, boczny obrońca czy defensywny pomocnik. Dlatego selekcjoner ponownie go powołał.

Jak oceniasz sytuację Araujo? Sam zrezygnowałeś z EURO 2021 ze względów mentalnych.

To bardzo trudne momenty. Kiedy głowa nie funkcjonuje właściwie, nogi również nie. Dobrze, że zdecydował się zatrzymać. Jeśli tłumisz wszystko w sobie, później może być za późno. Jeśli postanowił odpocząć, to znaczy, że był w naprawdę złym stanie. Futbol generuje ogromny stres. Czasami trzeba się zatrzymać, żeby wyjść z tego czarnego dołka. W Barcelonie presja jest ogromna.

Często używasz słowa "stres".

Oczywiście prawdziwy stres mają ludzie, którzy codziennie walczą o przetrwanie. Mówimy jednak o naszym świecie. W futbolu trzeba umieć radzić sobie z błędami i krytyką. Jeśli Araujo czuje się już lepiej, bardzo się z tego cieszę. Jest jednym z kapitanów i bardzo przeżywa wszystko, co dotyczy Barcelony.

Czy gra w obronie Barcelony jest szczególnie trudna?

Wymaga maksymalnej koncentracji przez cały czas. Wiedzą to wszyscy, którzy grali z tyłu. To szaleństwo. Jeśli wszystko działa, nie ma lepszego uczucia niż skutecznie ustawiona pułapka ofsajdowa 10 czy 15 razy w meczu. Dzięki temu odbierasz piłkę wysoko i tworzysz więcej okazji. To jednak ogromne ryzyko. Jesteś pod ciągłą obserwacją mediów. W naszej drużynie było jednak jasne, że jeśli zawodzi jeden zawodnik, zawodzi cały zespół.

Przy takiej mentalności Liga Mistrzów powinna w końcu nadejść.

Przy tej grupie i odrobinie szczęścia tak się stanie. Raczej wcześniej niż później.

Czy Anthony Gordon to profil zawodnika potrzebny Barcelonie?

Wiele zależy od tego, jakiego piłkarza szukasz. Moim zdaniem to zawodnik, który pressuje, ciężko pracuje i jest bardzo dobry technicznie. To jednak nie oznacza automatycznie sukcesu. W wielkim klubie trzeba poradzić sobie z presją i konkurencją. Na tych pozycjach jest wielu świetnych graczy.

Ferran Torres jest dobrym przykładem?

Nie jest łatwo wejść do Barcelony. Trzeba dawać liczby, odnaleźć się w zespole i zostać na dłużej. Nikt już nie wierzył w Ferrana, a on cały czas był obecny i pokazał świetny sezon.

Twoja słynna celebracja z rowerem miejskim doczekała się naśladowców.

Bardzo mi się to podoba. Byłem drugim najstarszym zawodnikiem po Lewandowskim, później dołączył jeszcze Szczęsny. Lubiłem otaczać się młodszymi chłopakami. Można się od nich wiele nauczyć, a ja starałem się pomagać im swoim doświadczeniem.

Podobno kupiłeś im nawet piłkarzyki.

Tak, wywoływały ciągłą rywalizację. To było świetne.

Czyli miałeś swój udział w budowaniu mistrzowskiej drużyny.

Starałem się uczyć od innych i pomagać innym. Trzeba tworzyć jedność, a nie sytuację, w której tylko jedna osoba trafia na okładki gazet.

A co sądzisz o rozwoju Lamine Yamala?

Jego potencjał było widać od początku. Im bardziej się rozwijał, tym większy miał wpływ na drużynę. Potrafi tworzyć przewagę, rozwiązywać mecze i sprawiać ogromne problemy obrońcom. Niewielu zawodników to potrafi. Do tego jest bardzo ambitny.

Czy trzeba go mocno kontrolować poza boiskiem?

Jest młody. Kto w jego wieku nie wychodził ze znajomymi? Kto nie wypił czasem kilku drinków? Kto nie podróżował? Trzeba spojrzeć na to z jego perspektywy. Ważne jest tylko, żeby wiedzieć, kiedy można sobie pozwolić na takie rzeczy. Nie możemy analizować pod lupą każdego ruchu tego chłopaka.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze