Podsumowanie sobotnich spotkań PD
Dzisiaj rozegrano dwa spotkania w ramach 23 kolejki Primera Divsion, spotkania zapowiadające się dość ciekawie, jednak zbyt wielkich emocji, nie przyniosły. Real po raz kolejny udowodnił, że wiele im brakuje do wysokiej formy z przed kilku lat.
Białe chusteczki na pożegnanie "Galacticos"
Na godzinę 20.00 zaplanowano hit z dzisiejszych spotkań, otóż Real Madryt mierzył się z Realem Betis, ekipa ze stolicy walczy o wysokie miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów, jednak rożnie wiedzie się im na hiszpańskich boiskach. Obecnie Real plasuje się na trzeciej pozycji, ale miejsce w tabeli w ogóle nie odzwierciedla ich postawy na boisku. A teraz do rzeczy, od początku spotkania było widać niemoc strzelecką u obu drużyn. Real stwarzał sobie sytuacje, lecz skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Rud Van Nisterlooy wczoraj chyba urządził sobie jakieś przyjęcie, bo jego celność była bardzo daleka od ideału. Pierwsze 45 minut zakończyło się bez bramkowym remisem, a mecz był nudny, ale pozostawało wierzyć, że w szatni piłkarze wyregulują swoje celowniki i dzisiaj ujrzymy choćby jednego gola. Wydawało się, że na drugie 45 minut piłkarze wyszli zmotywowani, ale niestety tylko się wydawało, nadal gra była nudna, a o niewykorzystanych sytuacjach już lepiej nie wspominać, jednak w 63 minucie coś ruszyło i bardzo nie wiele brakowałoby było 1-0 dla "Blancos" jednak z piątego metra, Van Nisterlooy uderzył nad bramką (dziś chyba standardowo), kilka chwil później, bliscy zdobycia gola byli goście, ale jak nie Casillas to słupek ratował dziś "Królewskich". Po chwili emocji znów nadeszła seria niewykorzystanych sytuacji, próbowali jedni i drudzy, ale nikomu nie wychodziło, spotkanie niczym nie przypominało ładnego widowiska, styl był wręcz żenujący. Na domiar złego w 95 minucie Beckham dostał czerwoną kartkę, a kibice zgromadzeni na Santiago Bernabeu byli zdruzgotani, a swoich pupili pożegnali głośnymi gwizdami i białymi chusteczkami...
Zaragoza nie zwalnia tempa
W drugim dzisiejszym spotkaniu, Zaragoza gościła na własnym stadionie "Żółtą Łódź Podwodną". Zespół z La Romareda w tym sezonie imponuje formą i zajmuje wysoką szóstą lokatę w tabeli LaLiga. Za to Villarreal złapał ostatnio zadyszkę i ich forma jest daleko od tej, co prezentowali jeszcze nie tak dawno. Mecz rozpoczął się wyrównaną walką w środku pola, żadna z drużyn nie mogła sforsować obrony rywala. Tak upłynęło kilkanaście pierwszych minut, aż nadeszła 32 minuta, w której to minucie niezawodny Diego Milito wpakował piłkę do siatki, i tym samym dał powód do radości faną zespołu. Do końca pierwszej połowy nie ujrzeliśmy już bramek. Po zmianie stron nadal było widać, ze Villarreal sobie nie radzi, a i Zaragoza zwolniła tempo. Tak upłynęło kolejne 45 minut i Pan w "czerni" zagwizdał po raz odstani w tym spotkaniu, z którego zwycięsko wyszła Zaragoza.
[źródło: własne]
Białe chusteczki na pożegnanie "Galacticos"
Na godzinę 20.00 zaplanowano hit z dzisiejszych spotkań, otóż Real Madryt mierzył się z Realem Betis, ekipa ze stolicy walczy o wysokie miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów, jednak rożnie wiedzie się im na hiszpańskich boiskach. Obecnie Real plasuje się na trzeciej pozycji, ale miejsce w tabeli w ogóle nie odzwierciedla ich postawy na boisku. A teraz do rzeczy, od początku spotkania było widać niemoc strzelecką u obu drużyn. Real stwarzał sobie sytuacje, lecz skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Rud Van Nisterlooy wczoraj chyba urządził sobie jakieś przyjęcie, bo jego celność była bardzo daleka od ideału. Pierwsze 45 minut zakończyło się bez bramkowym remisem, a mecz był nudny, ale pozostawało wierzyć, że w szatni piłkarze wyregulują swoje celowniki i dzisiaj ujrzymy choćby jednego gola. Wydawało się, że na drugie 45 minut piłkarze wyszli zmotywowani, ale niestety tylko się wydawało, nadal gra była nudna, a o niewykorzystanych sytuacjach już lepiej nie wspominać, jednak w 63 minucie coś ruszyło i bardzo nie wiele brakowałoby było 1-0 dla "Blancos" jednak z piątego metra, Van Nisterlooy uderzył nad bramką (dziś chyba standardowo), kilka chwil później, bliscy zdobycia gola byli goście, ale jak nie Casillas to słupek ratował dziś "Królewskich". Po chwili emocji znów nadeszła seria niewykorzystanych sytuacji, próbowali jedni i drudzy, ale nikomu nie wychodziło, spotkanie niczym nie przypominało ładnego widowiska, styl był wręcz żenujący. Na domiar złego w 95 minucie Beckham dostał czerwoną kartkę, a kibice zgromadzeni na Santiago Bernabeu byli zdruzgotani, a swoich pupili pożegnali głośnymi gwizdami i białymi chusteczkami...
Zaragoza nie zwalnia tempa
W drugim dzisiejszym spotkaniu, Zaragoza gościła na własnym stadionie "Żółtą Łódź Podwodną". Zespół z La Romareda w tym sezonie imponuje formą i zajmuje wysoką szóstą lokatę w tabeli LaLiga. Za to Villarreal złapał ostatnio zadyszkę i ich forma jest daleko od tej, co prezentowali jeszcze nie tak dawno. Mecz rozpoczął się wyrównaną walką w środku pola, żadna z drużyn nie mogła sforsować obrony rywala. Tak upłynęło kilkanaście pierwszych minut, aż nadeszła 32 minuta, w której to minucie niezawodny Diego Milito wpakował piłkę do siatki, i tym samym dał powód do radości faną zespołu. Do końca pierwszej połowy nie ujrzeliśmy już bramek. Po zmianie stron nadal było widać, ze Villarreal sobie nie radzi, a i Zaragoza zwolniła tempo. Tak upłynęło kolejne 45 minut i Pan w "czerni" zagwizdał po raz odstani w tym spotkaniu, z którego zwycięsko wyszła Zaragoza.
[źródło: własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)