1/8 Champions League: Liverpool vs. Barça - Mecz o wszystko!
15 grudnia 2006 roku dowiedzieliśmy się, iż rywalem FC Barcelony w 1/8 finału Ligi Mistrzów będzie Liverpool FC. Kibice Katalończyków podzielili się na dwa obozy: jedni byli niezadowoleni z losowania, ci drudzy wręcz przeciwnie. Zdecydowanie więcej było fanów, których wylosowanie zespołu z deszczowej Anglii w ogóle nie martwiło. Słaba gra, brak skuteczności, osiągane wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań - tak grali zawodnicy Rafy Beniteza, którzy z ligowych pojedynków rzadko wychodzili zwycięsko. Od tamtego wydarzenia minęły 4 miesiące i szanse obu zespołów diametralnie się zmieniły. Po dość nieoczekiwanej wygranej na Camp Nou, to Gerrard i spółka są zdecydowanym faworytem do gry w 1/4. Rzadko zdarza się by zespół, który przegrał pierwszy mecz na swoim terenie awansował do kolejnej rundy, ale dopóki piłka w grze... Jedno jest jednak pewne. By wygrać i wywalczyć upragniony awans, Barça musi zwyciężyć rozgrywając jeden z najlepszych meczów za kadencji Franka Rijkaarda. Duma Katalonii musi zagrać tak, jak w tym sezonie jeszcze nie grała...
Twierdza Camp Nou zdobyta
W pierwszym spotkaniu obu drużyn, Liverpool zwyciężył 2:1 przerywając fantastyczną passę Barçy na własnym boisku, która w Lidze Mistrzów nie przegrała od kilkunastu spotkań. Pojedynek dobrze zaczął się dla gospodarzy, którzy po trafieniu Deco w 14 minucie wyszli na prowadzenie. Gra Katalończyków z każdą minutą wyglądała coraz lepiej, jednak w zdobywaniu kolejnych goli przeszkadzała bardzo słaba skuteczność. Jak dobrze wiadomo, niewykorzystane sytuacje się mszczą i niespełna dwa tygodnie temu mieliśmy okazję przekonać się o tym po raz kolejny. W 43 minucie gola zdobył Craig Bellamy i mieliśmy 1:1. Druga połowa była zdecydowanie słabsza w wykonaniu Mistrzów Hiszpanii, którzy nie atakowali już z taką werwą. Doskonale ułożony zespół Liverpoolu w 74 minucie, po błędzie obrońców Blaugrany, zdobył kolejnego gola i sytuacja na boisku wyglądała fatalnie. Mimo kilka usilnych prób nie udało się doprowadzić do wyrównania i twierdza Camp Nou została zdobyta przed przyjezdnych z Liverpoolu.
Welcome to hell!
Przeciwko Barcelonie wybiegnie na murawę 11 zawodników w czerwonych trykotach, ale Liverpool będzie grał w dwunastu. Na trybunach Anfield zasiądzie komplet fanów, którzy swoim głośnym dopingiem będą chcieli poprowadzić swój ukochany zespół do wielkiego tryumfu. Atmosfera na stadionie ‘The Reds' podczas każdego spotkania musi robić wrażenie nawet na tych, którzy za zespołem z Liverpoolu nigdy nie przepadali. Słynne "You'll never walk alone" śpiewane przed, podczas i po każdej batalii zapiera dech w piersiach. Katalończycy będą musieli stawić czoła nie tylko wspaniałym piłkarzom, ale i fantastycznym kibicom, którzy dla klubu i zwycięstw gotowi byliby poświęcić wszystko. Całe miasto już czuje atmosferę wielkiego widowiska, jakie niewątpliwie zostanie rozegrane na legendarnym Anfield Road. Kibice obiecują, że graczom Barcelony zgotują prawdziwe piekło, ale jeśli Barça zagra na wielkim poziomie, na który ciągle czekamy to jeszcze przed godziną 23.00 jutrzejszego wieczora ‘The Kop' zapłacze jak Stamford Bridge przed rokiem...
Tak wiele znaków zapytania...
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, iż bordowo-granatowa armia nareszcie wraca do optymalnej dyspozycji. Efektowna wygrana z Bilbao po magicznym spektaklu, czy spektakularne zwycięstwo na La Romareda musiały cieszyć. Zaczęliśmy wierzyć, iż wielki zespół, który rok i dwa lata temu niszczył rywala za rywalem powraca. Jednak sobotni mecz z Sevillą udowodnił, iż jednak nie jest tak różowo. Teraz chyba nikt nie wie, w jakiej formie jest Barça przed dzisiejszym meczem. Ale czy ktoś ma wątpliwości, iż Eto'o i spółkę stać na awans? Raczej nie.
Sobotni pojedynek Sevilli z Barceloną w meczu na szczycie na długo zapadnie w naszej pamięci. Niestety nie będzie w szufladzie razem z genialnymi meczami jak np. ten z Realem na Santiago Bernabeu z 2005 roku, gdzie Barça zwyciężyła 3:0.
Wszystko zaczęło się po myśli bordowo-granatowych, którzy objęli prowadzenie po golu Ronaldinho. Ten sam człowiek w późniejszym czasie zmarnował rzut karny, a grający w osłabieniu gospodarze ruszyli do ataku. Osłabieni to może zbyt wielkie słowo, bo brak jednego zawodnika rekompensował Bernardino González Vásquez. Rozjemca wyrzucił z boiska Giuly'ego oraz Zambrotte, czym udowodnił, że ze wzrokiem ma niemniejsze problemy od jednego z bohaterów '13 posterunku', który kilka lat temu cieszył się ogromną popularnością. W między czasie bramki dla gospodarzy zdobywali Kerzhakov oraz Daniel Alves i po bardzo niecodziennym pojedynku Blaugrana przegrała 2:1.
Ostatni weekend nie był zbyt pomyślny również dla Liverpoolu, który przegrał z Manchesterem United tracąc gola w 90 minucie meczu.
Go Samu, go!
Już niejednokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, iż Samuel Eto'o jest niesamowicie ważnym ogniwem zespołu. W meczu z Sevillą Kameruńczyk zagrał jedynie 20 minut. Niektórzy z pewnością mieli pretensje do szkoleniowca Blaugrany, który na Samu postawił dopiero w końcówce. Wszystko po to by przygotować czarnoskórego kałasznikowa na wojnę z Liverpoolem, które zdecyduje o być albo nie być Barçy w Lidze Mistrzów. FC Barcelona z Eto'o w składzie jest zupełnie inną drużyną, tak, więc Liverpool musi sobie zdawać sprawę, iż czeka ich bardzo ciężka przeprawa. Znacznie trudniejsza od tej sprzed dwóch tygodni, która była jak piękny rejs. Azulgrana zagra w silniejszym składzie na czele, którego stanie genialny Kameruńczyk - zdeterminowany jak nigdy. Możemy być pewni, że jeden z najlepszych napastników świata wystrzeli przynajmniej kilka pocisków na bramkę strzeżoną przez Pepe Reinę czy Jerzego Dudka.
Na murawę nie wybiegną Gio, Belletti oraz Santi Ezquerro, którzy nie zostali powołani na batalię z ‘The Reds'. W składzie znalazło się miejsce dla Liliana Thurama i wydaje się, iż Francuz zagra obok Carlesa Puyola od pierwszych minut. Forma Rafy Márqueza na środku obrony jest delikatnie mówiąc słaba, a jeden, mały błąd w dzisiejszym spotkaniu może okazać się śmiertelnym ciosem w samo serce. Wielu fanów zapewne zastanawia się nad taktyką, jaką obierze Frank Rijkaard. Katalończycy będą się starali jak najszybciej zdobyć gola, bardzo możliwe, iż system 3-4-3, który spisał się doskonale w spotkaniu z Zaragozą zostanie wykorzystany po raz kolejny. Ale czy i tym razem się sprawdzi?
Liczą tylko na cud
Bukmacherzy, angielscy kibice i dziennikarze uważają, iż tylko cud może sprawić, że do 1/4 awansuje obrońca tytułu. Wszelkie statystyki są zdecydowanie na niekorzyść Barcelony. Zespół przegrywający na swoim boisku w pierwszym spotkaniu ma według statystyków ledwie kilka szans na awans. Ale czy na pewno? Nie w przypadku Blaugrany. Nikt nie ukrywa, że obecny sezon do najlepszych z pewnością nie należy, ale skreślanie drużyny jeszcze przed meczem jest grubą przesadą. Tym bardziej, iż wszystko dotyczy Barçy, która potrafi zagrać na najwyższym światowym poziomie, zwyciężając w pięknym stylu, wzbudzając podziw wszystkich sympatyków futbolu na całym świecie. Impossible is nothing, teraz to Liverpool jest pod ogromną presją, a wierni Cules mogą być pewni, że podopieczni Franka Rijkaarda zrobią wszystko by dzisiejszego wieczora znów zachwycić przepiękną, efektowną i co najważniejsze skuteczną grą.
Barça you'll never walk alone!
Przed najważniejszym meczem w sezonie w zespole ze stolicy Katalonii panują bojowe nastroje. Wielkie nerwy przed wielką burzą, wojną na wspaniałym Anfield dotykają już pewnie każdego. To Liverpool jest zdecydowanym faworytem, ale możemy być pewni, że Barça nie podda się bez walki. Forma Ronniego i spółki w obecnym sezonie na pewno nie jest zadowalająca, ale nie można załamywać rąk. Podobno wiara czyni cuda... przed najważniejszym meczem w rozgrywkach podopieczni Franka Rijkaard potrzebują wielkiego wsparcia od kibiców. Katalończycy nie raz już wychodzili z wielkich opresji, i możliwe, iż dziś będzie podobnie. Kilka sezonów temu Duma Katalonii po niezapomnianym widowisku potrafiła pokonać Liverpool na Anfield 3:1, a gol który padł po 27(!) podaniach na stałe zapisał się w historii futbolu. By zwyciężyć również dzisiaj, Barça musi wznieść się na wyżyny, i zagrać tak, jak w tym sezonie jeszcze nie grała. W całej historii Ligi Mistrzów nikt nie zwyciężył dwa razy z rzędu, ale obecna Barcelona marzy by wreszcie to zmienić. Finał w Atenach marzy się piłkarzom, działaczom i kibicom Blaugrany, ale pierwszym krokiem ku niemu będzie batalia na Anfield. Obrońców tytułu stać na rozegranie wielkiego meczu ze szczęśliwym happyendem. Miejmy nadzieję, iż niebiosa strzec będą bordowo-granatowych, którzy swoją wspaniałą grą uciszą kibiców gospodarzy. To najważniejszy mecz sezonu. Mecz, od którego wszystko zależy. Drużyna, która wielokrotnie była poddawana krytyce może udowodnić, iż to były tylko słabsze momenty, ale w najważniejszej chwili nie ma miejsca na zawodność. Najwierniejsi kibice pozostaną z Barçą bez względu na wynik, ale nikt z nas nie dopuszcza myśli o odpadnięciu zespołu z Champions League. Serce bije z każdą chwilą coraz mocniej, godzina 20.45 zbliża się nieubłaganie. "Gramy o sławę, gramy o dwie korony, honor, puchary i światowe stadiony, o najwyższą pozycję, cały czas dbamy o dumę, dbamy o tradycję!" Vamos Barça!
Przewidywane składy:
Liverpool FC: Reina, Finnan, Caragher, Agger, Arbeloa, Riise, Sissoko, Xabi Alonso, Gerrard, Bellamy, Kuyt.
FC Barcelona: Victor Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Edmílson, Xavi, Iniesta, Deco, Messi, Eto'o, Ronaldinho.
Stacje transmitujące mecz:
Antena 3
ART Sport 4
B92 TV
bTV
Ciné+ Foot+ 2
CT4 Sport
DigitAlb Premium
DSF (Simulcast)
ESPN 2
eTV South Africa
HRT 2
Iran TV3
ITV 1
Kanaal Twee
Magyar 1 (M1)
Mediaset Premium 3
NED 3
Premiere Sport Portal
Pro TV
RTR Sport
RTÉ Two
Rustavi 2
Scottish TV
Sigma Sports 2
Sky Calcio 10
Sport 1 (Ukr)
Sport TV Multijogo
Sport TV2
Star Turkey
SuperSport 1 Nova
Tango TV
TSi 2
TSR 2
TV3 Norway
TV3 Slovenia
TV3+ Denmark
Ulster TV
Viasat Sport 1 (Swe)
Twierdza Camp Nou zdobyta
W pierwszym spotkaniu obu drużyn, Liverpool zwyciężył 2:1 przerywając fantastyczną passę Barçy na własnym boisku, która w Lidze Mistrzów nie przegrała od kilkunastu spotkań. Pojedynek dobrze zaczął się dla gospodarzy, którzy po trafieniu Deco w 14 minucie wyszli na prowadzenie. Gra Katalończyków z każdą minutą wyglądała coraz lepiej, jednak w zdobywaniu kolejnych goli przeszkadzała bardzo słaba skuteczność. Jak dobrze wiadomo, niewykorzystane sytuacje się mszczą i niespełna dwa tygodnie temu mieliśmy okazję przekonać się o tym po raz kolejny. W 43 minucie gola zdobył Craig Bellamy i mieliśmy 1:1. Druga połowa była zdecydowanie słabsza w wykonaniu Mistrzów Hiszpanii, którzy nie atakowali już z taką werwą. Doskonale ułożony zespół Liverpoolu w 74 minucie, po błędzie obrońców Blaugrany, zdobył kolejnego gola i sytuacja na boisku wyglądała fatalnie. Mimo kilka usilnych prób nie udało się doprowadzić do wyrównania i twierdza Camp Nou została zdobyta przed przyjezdnych z Liverpoolu.
Welcome to hell!
Przeciwko Barcelonie wybiegnie na murawę 11 zawodników w czerwonych trykotach, ale Liverpool będzie grał w dwunastu. Na trybunach Anfield zasiądzie komplet fanów, którzy swoim głośnym dopingiem będą chcieli poprowadzić swój ukochany zespół do wielkiego tryumfu. Atmosfera na stadionie ‘The Reds' podczas każdego spotkania musi robić wrażenie nawet na tych, którzy za zespołem z Liverpoolu nigdy nie przepadali. Słynne "You'll never walk alone" śpiewane przed, podczas i po każdej batalii zapiera dech w piersiach. Katalończycy będą musieli stawić czoła nie tylko wspaniałym piłkarzom, ale i fantastycznym kibicom, którzy dla klubu i zwycięstw gotowi byliby poświęcić wszystko. Całe miasto już czuje atmosferę wielkiego widowiska, jakie niewątpliwie zostanie rozegrane na legendarnym Anfield Road. Kibice obiecują, że graczom Barcelony zgotują prawdziwe piekło, ale jeśli Barça zagra na wielkim poziomie, na który ciągle czekamy to jeszcze przed godziną 23.00 jutrzejszego wieczora ‘The Kop' zapłacze jak Stamford Bridge przed rokiem...
Tak wiele znaków zapytania...
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, iż bordowo-granatowa armia nareszcie wraca do optymalnej dyspozycji. Efektowna wygrana z Bilbao po magicznym spektaklu, czy spektakularne zwycięstwo na La Romareda musiały cieszyć. Zaczęliśmy wierzyć, iż wielki zespół, który rok i dwa lata temu niszczył rywala za rywalem powraca. Jednak sobotni mecz z Sevillą udowodnił, iż jednak nie jest tak różowo. Teraz chyba nikt nie wie, w jakiej formie jest Barça przed dzisiejszym meczem. Ale czy ktoś ma wątpliwości, iż Eto'o i spółkę stać na awans? Raczej nie.
Sobotni pojedynek Sevilli z Barceloną w meczu na szczycie na długo zapadnie w naszej pamięci. Niestety nie będzie w szufladzie razem z genialnymi meczami jak np. ten z Realem na Santiago Bernabeu z 2005 roku, gdzie Barça zwyciężyła 3:0.
Wszystko zaczęło się po myśli bordowo-granatowych, którzy objęli prowadzenie po golu Ronaldinho. Ten sam człowiek w późniejszym czasie zmarnował rzut karny, a grający w osłabieniu gospodarze ruszyli do ataku. Osłabieni to może zbyt wielkie słowo, bo brak jednego zawodnika rekompensował Bernardino González Vásquez. Rozjemca wyrzucił z boiska Giuly'ego oraz Zambrotte, czym udowodnił, że ze wzrokiem ma niemniejsze problemy od jednego z bohaterów '13 posterunku', który kilka lat temu cieszył się ogromną popularnością. W między czasie bramki dla gospodarzy zdobywali Kerzhakov oraz Daniel Alves i po bardzo niecodziennym pojedynku Blaugrana przegrała 2:1.
Ostatni weekend nie był zbyt pomyślny również dla Liverpoolu, który przegrał z Manchesterem United tracąc gola w 90 minucie meczu.
Go Samu, go!
Już niejednokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, iż Samuel Eto'o jest niesamowicie ważnym ogniwem zespołu. W meczu z Sevillą Kameruńczyk zagrał jedynie 20 minut. Niektórzy z pewnością mieli pretensje do szkoleniowca Blaugrany, który na Samu postawił dopiero w końcówce. Wszystko po to by przygotować czarnoskórego kałasznikowa na wojnę z Liverpoolem, które zdecyduje o być albo nie być Barçy w Lidze Mistrzów. FC Barcelona z Eto'o w składzie jest zupełnie inną drużyną, tak, więc Liverpool musi sobie zdawać sprawę, iż czeka ich bardzo ciężka przeprawa. Znacznie trudniejsza od tej sprzed dwóch tygodni, która była jak piękny rejs. Azulgrana zagra w silniejszym składzie na czele, którego stanie genialny Kameruńczyk - zdeterminowany jak nigdy. Możemy być pewni, że jeden z najlepszych napastników świata wystrzeli przynajmniej kilka pocisków na bramkę strzeżoną przez Pepe Reinę czy Jerzego Dudka.
Na murawę nie wybiegną Gio, Belletti oraz Santi Ezquerro, którzy nie zostali powołani na batalię z ‘The Reds'. W składzie znalazło się miejsce dla Liliana Thurama i wydaje się, iż Francuz zagra obok Carlesa Puyola od pierwszych minut. Forma Rafy Márqueza na środku obrony jest delikatnie mówiąc słaba, a jeden, mały błąd w dzisiejszym spotkaniu może okazać się śmiertelnym ciosem w samo serce. Wielu fanów zapewne zastanawia się nad taktyką, jaką obierze Frank Rijkaard. Katalończycy będą się starali jak najszybciej zdobyć gola, bardzo możliwe, iż system 3-4-3, który spisał się doskonale w spotkaniu z Zaragozą zostanie wykorzystany po raz kolejny. Ale czy i tym razem się sprawdzi?
Liczą tylko na cud
Bukmacherzy, angielscy kibice i dziennikarze uważają, iż tylko cud może sprawić, że do 1/4 awansuje obrońca tytułu. Wszelkie statystyki są zdecydowanie na niekorzyść Barcelony. Zespół przegrywający na swoim boisku w pierwszym spotkaniu ma według statystyków ledwie kilka szans na awans. Ale czy na pewno? Nie w przypadku Blaugrany. Nikt nie ukrywa, że obecny sezon do najlepszych z pewnością nie należy, ale skreślanie drużyny jeszcze przed meczem jest grubą przesadą. Tym bardziej, iż wszystko dotyczy Barçy, która potrafi zagrać na najwyższym światowym poziomie, zwyciężając w pięknym stylu, wzbudzając podziw wszystkich sympatyków futbolu na całym świecie. Impossible is nothing, teraz to Liverpool jest pod ogromną presją, a wierni Cules mogą być pewni, że podopieczni Franka Rijkaarda zrobią wszystko by dzisiejszego wieczora znów zachwycić przepiękną, efektowną i co najważniejsze skuteczną grą.
Barça you'll never walk alone!
Przed najważniejszym meczem w sezonie w zespole ze stolicy Katalonii panują bojowe nastroje. Wielkie nerwy przed wielką burzą, wojną na wspaniałym Anfield dotykają już pewnie każdego. To Liverpool jest zdecydowanym faworytem, ale możemy być pewni, że Barça nie podda się bez walki. Forma Ronniego i spółki w obecnym sezonie na pewno nie jest zadowalająca, ale nie można załamywać rąk. Podobno wiara czyni cuda... przed najważniejszym meczem w rozgrywkach podopieczni Franka Rijkaard potrzebują wielkiego wsparcia od kibiców. Katalończycy nie raz już wychodzili z wielkich opresji, i możliwe, iż dziś będzie podobnie. Kilka sezonów temu Duma Katalonii po niezapomnianym widowisku potrafiła pokonać Liverpool na Anfield 3:1, a gol który padł po 27(!) podaniach na stałe zapisał się w historii futbolu. By zwyciężyć również dzisiaj, Barça musi wznieść się na wyżyny, i zagrać tak, jak w tym sezonie jeszcze nie grała. W całej historii Ligi Mistrzów nikt nie zwyciężył dwa razy z rzędu, ale obecna Barcelona marzy by wreszcie to zmienić. Finał w Atenach marzy się piłkarzom, działaczom i kibicom Blaugrany, ale pierwszym krokiem ku niemu będzie batalia na Anfield. Obrońców tytułu stać na rozegranie wielkiego meczu ze szczęśliwym happyendem. Miejmy nadzieję, iż niebiosa strzec będą bordowo-granatowych, którzy swoją wspaniałą grą uciszą kibiców gospodarzy. To najważniejszy mecz sezonu. Mecz, od którego wszystko zależy. Drużyna, która wielokrotnie była poddawana krytyce może udowodnić, iż to były tylko słabsze momenty, ale w najważniejszej chwili nie ma miejsca na zawodność. Najwierniejsi kibice pozostaną z Barçą bez względu na wynik, ale nikt z nas nie dopuszcza myśli o odpadnięciu zespołu z Champions League. Serce bije z każdą chwilą coraz mocniej, godzina 20.45 zbliża się nieubłaganie. "Gramy o sławę, gramy o dwie korony, honor, puchary i światowe stadiony, o najwyższą pozycję, cały czas dbamy o dumę, dbamy o tradycję!" Vamos Barça!
Przewidywane składy:
Liverpool FC: Reina, Finnan, Caragher, Agger, Arbeloa, Riise, Sissoko, Xabi Alonso, Gerrard, Bellamy, Kuyt.
FC Barcelona: Victor Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Edmílson, Xavi, Iniesta, Deco, Messi, Eto'o, Ronaldinho.
Stacje transmitujące mecz:
Antena 3
ART Sport 4
B92 TV
bTV
Ciné+ Foot+ 2
CT4 Sport
DigitAlb Premium
DSF (Simulcast)
ESPN 2
eTV South Africa
HRT 2
Iran TV3
ITV 1
Kanaal Twee
Magyar 1 (M1)
Mediaset Premium 3
NED 3
Premiere Sport Portal
Pro TV
RTR Sport
RTÉ Two
Rustavi 2
Scottish TV
Sigma Sports 2
Sky Calcio 10
Sport 1 (Ukr)
Sport TV Multijogo
Sport TV2
Star Turkey
SuperSport 1 Nova
Tango TV
TSi 2
TSR 2
TV3 Norway
TV3 Slovenia
TV3+ Denmark
Ulster TV
Viasat Sport 1 (Swe)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)