Sto dni Henry'ego
Oto mija sto dni od 25 lipca, kiedy to Thierry Henry został zaprezentowany w barwach Blaugrana na Camp Nou. Przez ten czas doświadczył wszystkich aspektów życia piłkarza, od tych najgorszych, po najlepsze.
Do tych pierwszych z pewnością należy kontuzja, jakiej Thierry nabawił się jeszcze w czasie gry w Arsenalu, podczas meczu Ligi Mistrzów, przeciwko PSV. Nie pozwoliła ona Francuzowi dokończyć sezonu w londyńskim klubie, a także sprawiła, że na początku bieżącego Titi nie był w najwyższej formie.
Kupowany był z myślą o zastępstwie dla Samuela Eto'o, jednak pechowa kontuzja Kameruńczyka otworzyła przed nim drzwi do pierwszej jedenastki Barcelony.
Symbolem pierwszej części pobytu Henry'ego w stolicy Katalonii stały się słupki i poprzeczki, w które Francuz trafiał nagminnie, nie mogąc zdobyć swojego pierwszego gola w nowym klubie, czym tylko podgrzewał wokół siebie atmosferę i spekulacje. Złośliwi pytali retorycznie czy aby na pewno wciąż jest tym wspaniałym goleadorem, jakiego wszyscy zapamiętali z Londynu.
Wszystko zmieniło się od meczów z Lyonem i Levante, w których Henry zdobył odpowiednio jedną i trzy bramki, udowadniając że nie zatracił swojego instynktu strzeleckiego. Doskonale zaczęła także układać się współpraca pomiędzy nim, a inną naszą gwiazdą - Leo Messim.
Sam Henry przyznaje, że nie jest jeszcze w najwyższej formie fizycznej, jednak wykonywane przez niego odpowiednie ćwiczenia wzmacniające, do końca października pozwolą mu całkowicie zapomnieć o niedawnych urazach. A wtedy - jak sam powiedział - ujrzymy prawdziwego Henry'ego.
Rywale już mogą zacząć się bać.
[źródło: Sport]
Do tych pierwszych z pewnością należy kontuzja, jakiej Thierry nabawił się jeszcze w czasie gry w Arsenalu, podczas meczu Ligi Mistrzów, przeciwko PSV. Nie pozwoliła ona Francuzowi dokończyć sezonu w londyńskim klubie, a także sprawiła, że na początku bieżącego Titi nie był w najwyższej formie.
Kupowany był z myślą o zastępstwie dla Samuela Eto'o, jednak pechowa kontuzja Kameruńczyka otworzyła przed nim drzwi do pierwszej jedenastki Barcelony.
Symbolem pierwszej części pobytu Henry'ego w stolicy Katalonii stały się słupki i poprzeczki, w które Francuz trafiał nagminnie, nie mogąc zdobyć swojego pierwszego gola w nowym klubie, czym tylko podgrzewał wokół siebie atmosferę i spekulacje. Złośliwi pytali retorycznie czy aby na pewno wciąż jest tym wspaniałym goleadorem, jakiego wszyscy zapamiętali z Londynu.
Wszystko zmieniło się od meczów z Lyonem i Levante, w których Henry zdobył odpowiednio jedną i trzy bramki, udowadniając że nie zatracił swojego instynktu strzeleckiego. Doskonale zaczęła także układać się współpraca pomiędzy nim, a inną naszą gwiazdą - Leo Messim.
Sam Henry przyznaje, że nie jest jeszcze w najwyższej formie fizycznej, jednak wykonywane przez niego odpowiednie ćwiczenia wzmacniające, do końca października pozwolą mu całkowicie zapomnieć o niedawnych urazach. A wtedy - jak sam powiedział - ujrzymy prawdziwego Henry'ego.
Rywale już mogą zacząć się bać.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)