Na El Madrigal mimo kilku naprawdę dobrych sytuacji, Barcelonie nie udało się zdobyć ani jednej bramki. Problem niemocy strzeleckiej istnieje od kilku spotkań, bowiem w ostatnich trzech meczach Duma Katalonii tylko raz potrafiła pokonać bramkarza przeciwników. Postawa obrony zasługuje na duże słowa uznania (Valdés niepokonany od 409 minut), ale nieskuteczność napastników może spędzać sen z powiek.
Za tydzień zespół Rijkaarda będzie musiał wykazać się większą dokładnością, jeśli chce awansować do półfinału Copa del Rey. Do wyeliminowania Sevilli wystarczył jeden gol i to w dodatku w zremisowanym pierwszym meczu 1/8 finału. Teraz skromne 1:0 daje nam awans, ale nie można liczyć na to, że Villarreal położy się na boisku i będzie czekał na najniższy wymiar kary.
Prawdopodobnie wpływ na strzelecką niemoc ma nieobecność Samuela Eto'o. Messi co prawda wrócił już do składu, ale musi minąć trochę czasu zanim dojdzie do pełni formy. Teoretycznie jest goleador Henry... teoretycznie, bo Francuz w Barcelonie raczej asystuje niż strzela (choć to on jako jedyny trafił do siatki rywali w ostatnich trzech meczach).
Na El Madrigal oglądaliśmy wczoraj czterech napastników. Przed przerwą Thierry'ego i Gio, a w drugiej połowie Messiego i Bojana. Mimo że wszyscy walczyli, brakowało im wzajemnego zrozumienia i wiary w to, że mogą trafić do bramki. Czy jest to jedynie kwestia dokładności przekonamy się już w niedzielę na San Mames, gdzie Barça bierze pod uwagę tylko jeden wynik - zwycięstwo.
[źródło: Mundo Deportivo]
Barcelona bez armat
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)