Przegląd wydarzeń przed 31. kolejką La Liga
Sobotni wieczór nie był dla fanów Barcelony porą radosną. Piłkarze Franka Rijkaarda przegrali z kretesem pojedynek z Betisem Sewilla. Nadzwyczajna mobilizacja Andaluzyjczyków w drugiej połowie odwróciła losy meczu. Wśród kierownictwa klubu wynik wywołał wściekłość. Na konferencji prasowej 'Mister' ukorzył się przyznając, że "ta porażka była niewytłumaczalna". Xavi powiedział, że wynik w Sewilli "to wstyd". Carles Puyol stwierdził, że sympatykom Barçy należą się przeprosiny. Czarę goryczy przepełniła wygrana Realu Madryt z Sevillą.'Królewscy' znów odskoczyli na bezpieczną odległość. Na domiar złego dzień wcześniej wygrał też Villarreal i zepchnął Barçę na trzecią pozycję w tabeli.
Nowy tydzień zastał więc kibiców Blaugrana w minorowych nastrojach. Po fatalnym weekendzie podopiecznym Franka Rijkaarda zajrzało w oczy widmo gry w eliminacjach Champions League. W poniedziałek na holenderskiego trenera spadła fala krytyki o różnym natężeniu. Przykładowo, Johan Cruyff stwierdził, że nie widzi żadnych postępów w poczynaniach Katalończyków. Szczególnie dostało się graczom środka pola, którzy według Cruyffa, od dłuższego czasu są na bakier z grą pozycyjną. Z kolei Begiristain zażądał "zdecydowanej reakcji" i "czegoś więcej niż słów." Txiki szeroko rozwodził się również na temat "zwycięskiego projektu na przyszły sezon" i "drużynie mogącej wygrywać na każdym froncie". Nie wiadomo na ile morale rywali Barçy obniżyło się wobec ogłoszenia tych mocarstwowych planów.
Wtorek upłynął pod znakiem emocji związanych z nadchodzącym meczem z Schalke w 1/4 finału Ligi Mistrzów. Ciężko powiedzieć, czy mecz z Schalke był walką o "być albo nie być" Rijkaarda. W każdym razie we wtorek w dalszym ciągu z samej góry klubowej hierarchii dochodziły groźne pomruki. Ferran Soriano z kamienną twarzą oznajmił, że "władze rezerwują sobie prawo do podjęcia najlepszych dla klubu decyzji w każdym momencie". W takiej sytuacji Frank Rijkaard musiał jakoś zmobilizować drużynę. Kibice na Veltins Arena nie ujrzeli rewelacyjnej Barcelony, ale Bojan Krkic zapewnił cenne zwycięstwo. 'Mister' powinien dziękować niebiosom za to, że piłkarze w ciemnych strojach najwyraźniej zapomnieli jak wygląda gra w powietrzu. W sytuacjach podbramkowych aż raziła w oczy fatalna dyspozycja ich głów. Wydaje się, że Rijkaard zapłaciłby swoją, gdyby było inaczej.
W środę w zespole dominowały wyważone opinie na temat meczu Niemczech. Piłkarze zapewniali, że "nie mogą zawieść" i "jeszcze nic nie jest do końca rozstrzygnięte". Z nudy oklepanych frazesów wyrwały nas nieśmiałe wzmianki 'Sportu' o transferze Cesca Fabregasa. Podobno były agent piłkarza Joseba Diaz, zapewnił że, gdyby młodzianowi znudziła się gra w Londynie, Barça ma pierwszeństwo w negocjacjach. Dobre nowiny ogłosili lekarze z Camp Nou. Leczenie Messiego wkracza w ostatnią fazę, natomiast Deco i Ronaldinho pojawili się już na treningu. Szczególnie cieszył powrót Gaúcho, który od wielu dni trapiony był tajemniczą kontuzją. Na koniec dnia wszystkich Cules zaskoczyła wiadomość podana w katalońskiej TV3. Stacja obwieściła, że nowym trenerem Barçy będzie 'Pep' Guardiola. Oczywiście klub natychmiast zdementował te rewelacje.
Następnego dnia znów nadeszły ekscytujące wieści. Porozumienie z Barçą miał ponoć zawrzeć Daniel Alves. Działacze z Katalonii są już podobno "dogadani" z piłkarzem co do warunków kontraktu. Jedyną przeszkodą wydaje się być niechętny odejściu swojego asa Jose Maria del Nido. Ale przecież kilka dni wcześniej Txiki zapewniał, że zarząd zamierza zbudować drużynę jakiej świat nie widział. Tym bardziej, że, jak doniósł "Sport", klub szykuje na letnie okienko transferowe aż 100 mln euro. Czekamy więc na spełnienie obietnic. Później "na tapecie" pojawił się Roberto de Assis. Według jego słów, Gaúcho może wylądować wszędzie, nawet (o zgrozo!) w Madrycie. Jednak aktualnie najbliżej mu do Milanu, z którym ponoć de Assis jest w doskonałych stosunkach. W każdym razie postawiło to w podejrzanym świetle zagadkowy uraz napastnika z Porto Allegre. Jego temat poruszył także Rivaldo. Nasz były piłkarz solidaryzował się z Ronaldinho w jego niedoli, którą ponoć znosić muszą gwiazdy w "Dumie Katalonii". Dodał, że nocne eskapady rodaka "nie są niczym złym, jeśli tylko gra on dobrze".
Piątek rzucił światło na zamieszanie wokół innego imprezowicza rodem z Brazylii. Adriano Leite Ribeiro, bo o nim mowa, przebywa obecnie na wypożyczeniu w São Paulo, gdzie z dala od mediolańskich pokus, ma przypomnieć sobie jak gra się w piłkę. Według "Corriere dello Sport", Massimo Moratti zamierza podsunąć Laporcie ofertę wymiany 'el Imperatore' na Gaúcho. Nie wiadomo czy prezydent "Dumy Katalonii" zna polskie przysłowie o stryjku, który zamienia siekierkę na kijek. Oficjalne źródła w Barcelonie na szczęście milczą na temat tej transakcji. Adriano w piątek zareagował pozytywnie, aczkolwiek bardziej interesował go powrót na San Siro. Ronaldinho nie może zaliczyć tego dnia do udanych. Badanie rezonansem magnetycznym, potwierdziło najgorsze przypuszczenia co do jego stanu. Nowa kontuzja może kosztować go nawet 6 tygodni absencji! Także Deco dostał czerwone światło na występ z Getafe. W najbliższym spotkaniu nie zagra też Messi.
Po burzliwym tygodniu drużyna musi teraz skupić się na najbliższej potyczce z Getafe. Zwycięstwo nie będzie rzeczą prostą, albowiem niedzielny rywal niejednokrotnie już pokrzyżował nasze plany. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że tym razem zarząd nie da się 'ugłaskać' w przypadku porażki. Wygrana na Camp Nou pozwoli piłkarzom nabrać pewności siebie przed rewanżem z Schalke. O losy tego spotkania chyba mamy być spokojni, bo podobno ratusz miasta Barcelona zaczął już przygotowywać się na przyjazd kibiców Manchesteru. Jednak ostatnie poczynania Katalończyków każą podchodzić z rezerwą do takich deklaracji.
[źródło: Własne]
Nowy tydzień zastał więc kibiców Blaugrana w minorowych nastrojach. Po fatalnym weekendzie podopiecznym Franka Rijkaarda zajrzało w oczy widmo gry w eliminacjach Champions League. W poniedziałek na holenderskiego trenera spadła fala krytyki o różnym natężeniu. Przykładowo, Johan Cruyff stwierdził, że nie widzi żadnych postępów w poczynaniach Katalończyków. Szczególnie dostało się graczom środka pola, którzy według Cruyffa, od dłuższego czasu są na bakier z grą pozycyjną. Z kolei Begiristain zażądał "zdecydowanej reakcji" i "czegoś więcej niż słów." Txiki szeroko rozwodził się również na temat "zwycięskiego projektu na przyszły sezon" i "drużynie mogącej wygrywać na każdym froncie". Nie wiadomo na ile morale rywali Barçy obniżyło się wobec ogłoszenia tych mocarstwowych planów.
Wtorek upłynął pod znakiem emocji związanych z nadchodzącym meczem z Schalke w 1/4 finału Ligi Mistrzów. Ciężko powiedzieć, czy mecz z Schalke był walką o "być albo nie być" Rijkaarda. W każdym razie we wtorek w dalszym ciągu z samej góry klubowej hierarchii dochodziły groźne pomruki. Ferran Soriano z kamienną twarzą oznajmił, że "władze rezerwują sobie prawo do podjęcia najlepszych dla klubu decyzji w każdym momencie". W takiej sytuacji Frank Rijkaard musiał jakoś zmobilizować drużynę. Kibice na Veltins Arena nie ujrzeli rewelacyjnej Barcelony, ale Bojan Krkic zapewnił cenne zwycięstwo. 'Mister' powinien dziękować niebiosom za to, że piłkarze w ciemnych strojach najwyraźniej zapomnieli jak wygląda gra w powietrzu. W sytuacjach podbramkowych aż raziła w oczy fatalna dyspozycja ich głów. Wydaje się, że Rijkaard zapłaciłby swoją, gdyby było inaczej.
W środę w zespole dominowały wyważone opinie na temat meczu Niemczech. Piłkarze zapewniali, że "nie mogą zawieść" i "jeszcze nic nie jest do końca rozstrzygnięte". Z nudy oklepanych frazesów wyrwały nas nieśmiałe wzmianki 'Sportu' o transferze Cesca Fabregasa. Podobno były agent piłkarza Joseba Diaz, zapewnił że, gdyby młodzianowi znudziła się gra w Londynie, Barça ma pierwszeństwo w negocjacjach. Dobre nowiny ogłosili lekarze z Camp Nou. Leczenie Messiego wkracza w ostatnią fazę, natomiast Deco i Ronaldinho pojawili się już na treningu. Szczególnie cieszył powrót Gaúcho, który od wielu dni trapiony był tajemniczą kontuzją. Na koniec dnia wszystkich Cules zaskoczyła wiadomość podana w katalońskiej TV3. Stacja obwieściła, że nowym trenerem Barçy będzie 'Pep' Guardiola. Oczywiście klub natychmiast zdementował te rewelacje.
Następnego dnia znów nadeszły ekscytujące wieści. Porozumienie z Barçą miał ponoć zawrzeć Daniel Alves. Działacze z Katalonii są już podobno "dogadani" z piłkarzem co do warunków kontraktu. Jedyną przeszkodą wydaje się być niechętny odejściu swojego asa Jose Maria del Nido. Ale przecież kilka dni wcześniej Txiki zapewniał, że zarząd zamierza zbudować drużynę jakiej świat nie widział. Tym bardziej, że, jak doniósł "Sport", klub szykuje na letnie okienko transferowe aż 100 mln euro. Czekamy więc na spełnienie obietnic. Później "na tapecie" pojawił się Roberto de Assis. Według jego słów, Gaúcho może wylądować wszędzie, nawet (o zgrozo!) w Madrycie. Jednak aktualnie najbliżej mu do Milanu, z którym ponoć de Assis jest w doskonałych stosunkach. W każdym razie postawiło to w podejrzanym świetle zagadkowy uraz napastnika z Porto Allegre. Jego temat poruszył także Rivaldo. Nasz były piłkarz solidaryzował się z Ronaldinho w jego niedoli, którą ponoć znosić muszą gwiazdy w "Dumie Katalonii". Dodał, że nocne eskapady rodaka "nie są niczym złym, jeśli tylko gra on dobrze".
Piątek rzucił światło na zamieszanie wokół innego imprezowicza rodem z Brazylii. Adriano Leite Ribeiro, bo o nim mowa, przebywa obecnie na wypożyczeniu w São Paulo, gdzie z dala od mediolańskich pokus, ma przypomnieć sobie jak gra się w piłkę. Według "Corriere dello Sport", Massimo Moratti zamierza podsunąć Laporcie ofertę wymiany 'el Imperatore' na Gaúcho. Nie wiadomo czy prezydent "Dumy Katalonii" zna polskie przysłowie o stryjku, który zamienia siekierkę na kijek. Oficjalne źródła w Barcelonie na szczęście milczą na temat tej transakcji. Adriano w piątek zareagował pozytywnie, aczkolwiek bardziej interesował go powrót na San Siro. Ronaldinho nie może zaliczyć tego dnia do udanych. Badanie rezonansem magnetycznym, potwierdziło najgorsze przypuszczenia co do jego stanu. Nowa kontuzja może kosztować go nawet 6 tygodni absencji! Także Deco dostał czerwone światło na występ z Getafe. W najbliższym spotkaniu nie zagra też Messi.
Po burzliwym tygodniu drużyna musi teraz skupić się na najbliższej potyczce z Getafe. Zwycięstwo nie będzie rzeczą prostą, albowiem niedzielny rywal niejednokrotnie już pokrzyżował nasze plany. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że tym razem zarząd nie da się 'ugłaskać' w przypadku porażki. Wygrana na Camp Nou pozwoli piłkarzom nabrać pewności siebie przed rewanżem z Schalke. O losy tego spotkania chyba mamy być spokojni, bo podobno ratusz miasta Barcelona zaczął już przygotowywać się na przyjazd kibiców Manchesteru. Jednak ostatnie poczynania Katalończyków każą podchodzić z rezerwą do takich deklaracji.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)