Mecz prawdy; Atletico - Barcelona
Po bataliach na europejskiej arenie wracamy do rozgrywek ligi hiszpańskiej. Tym razem Barcelona zagra na wyjeździe z Atletico i będzie to już czwarty pojedynek między tymi zespołami w sezonie 2008/09. Pierwsze starcie miało miejsce 4 października ubiegłego roku na Camp Nou, Barça rozgromiła wówczas Los Rojiblancos aż 6:1. Następnie los skojarzył obie ekipy w rozgrywkach Pucharu Króla, gdzie Duma Katalonii w obu meczach udowodniła swoją wyższość, wygrywając w Madrycie (3:1) oraz u siebie (2:1). Bilans spotkań jest więc dla nas bardzo korzystny, ale przez kilka tygodni, jakie minęły od ostatniego starcia, wiele się zmieniło. Na gorsze w obu drużynach.
Wstać po upadku
Rozpieszczani przez swoich pupilów miłośnicy FC Barcelony zaliczyli twarde lądowanie. Po derbowym meczu z Espanyolem nie mogli dojść do siebie, tym bardziej, że Real Madryt w ciągu tygodnia odrobił do lidera aż 5 punktów. Barcelona zanotowała spadek formy, we wtorek z Lyonem ugrała remis, a pierwsza połowa w jej wykonaniu była raczej słaba, co tylko podtrzymało niepokój o to, czy ta drużyna aby na dobre nie straciła formy.
Zespół Guardioli jest świetnie przygotowanym fizycznie, mentalnie oraz technicznie długodystansowcem, czy też nie? Od początku długiego, mozolnego, mistrzowskiego biegu zawodnik w bordowo-granatowym trykocie narzucił tempo, którego nie byli w stanie wytrzymać nawet najbardziej wytrwali biegacze. Długimi susami pozostawił konkurentów daleko z tyłu. Przez długi czas biegł osamotniony, a w takim stanie ciężko nadal wykręcać dobre czasy kolejno pokonywanych okrążeń. Jeżeli biegacz jest za szybki dla reszty stawki, często do pobicia rekordu potrzebuje pomocy pacemakerów, którzy przebiegną połowę dystansu zmuszając mistrza do wysiłku, a następnie schodzą z trasy. Być może nadszedł więc odpowiedni moment, aby wyzwolić w sobie dodatkową motywację.
Co w trawie piszczy...
Katalońska maszyna, którą co odważniejsi nazwali istnym perpetuum mobile, zaczęła szwankować. Do tego jej konduktorzy tacy jak Messi czy Xavi nie grają ostatnio najlepiej, a jeśli dołożymy do tego absencje czołowych graczy, można przypuszczać, że na Vicente Calderon nie będzie już tak łatwo jak ostatnio. Guardiola nie może skorzystać z usług kontuzjowanych Iniesty i Abidala oraz zawieszonych za kartki Keity i Pique. A niestety o prawdziwy ból głowy trenera Barcelony przyprawia właśnie postawa defensywy, bowiem w ostatnich 10 meczach Victor Valdés zachował czyste konto tylko raz, w dodatku niemal co mecz wyciąga piłkę z siatki czy to po błędzie swoim czy po błędach defensorów.
Co słychać w Madrycie?
W tym miejscu warto nadmienić, że zespół z Madrytu w 24 ligowych kolejkach zdobył 48 bramek, średnią strzelonych goli na mecz ma więc bardzo dobrą, co czyni tę ekipę trzecim najbardziej bramkostrzelnym zespołem La Liga. Podopiecznych Abela Resino wyprzedzają tylko FC Barcelona (71) oraz Real Madryt (55).
Dla równowagi obrona Atletico jest za to dziurawa jak szwajcarski ser. Podopieczni Abela Resino stracili więcej goli (35) niż ligowe średniaki takie jak Recreativo (34), Osasuna (30) czy Racing Santander (28). Po murowaniu bramki przez przeciwników w ostatnich spotkaniach, teraz Barcelonie powinno być więc łatwiej, zwłaszcza że nie zagrają dwaj obrońcy gospodarzy, Luis Perea i Mariano Pernia.
Ale Los Rojiblancos wciąż mają kim straszyć. Duetu napastników Aguero-Forlan nie powstydziłyby się najlepsze kluby w Europie, choć to wciąż Barça posiada niepodważalnie najlepszy atak na Starym Kontynencie. Sama trójka Henry-Eto'o-Messi zdobyła więc goli aniżeli cały zespół z Madrytu.
W Madrycie nie dzieje się najlepiej. Atletico ostatni raz na Vicente Calderon wygrało bardzo dawno, bo miało to miejsce 14 grudnia 2008 roku, kiedy pokonało Betis 2:1. Od tamtej pory piłkarze z Madrytu u siebie zanotowali trzy porażki i dwa remisy. Na wyjazdach podopiecznym Abela Resino też idzie jak po grudzie. Z ostatnich ośmiu meczów wygrali tylko trzy, co spowodowało spadek na siódmą lokatę w ligowej tabeli i chwilowe zapomnienie o miejscach premiowanych startem w eliminacjach do Ligi Mistrzów.
And the winner is...
Forma jutrzejszych rywali pozostawia wiele do życzenia. Barça musi w niedzielę poświęcić się w całości - wylać krew, pot, łzy i 'gryźć trawę'. Trzeba też będzie wytrzymać presję Madrytu, który mimo porażki z Liverpoolem gniewnie spogląda na lidera, licząc że w sobotę zmniejszy stratę do zaledwie 4 punktów. Pep Guardiola przekonuje, iż na Vicente Calderon ponownie zobaczymy ‘starą, dobrą Barcelonę', która pragnie zwyciężać i pokazać, że w Hiszpanii nie ma sobie równych. Leo Messi zapewnia z kolei, iż lider nie roztrwoni 7-punktowej przewagi. Należy mieć nadzieję, iż słowa jednego i drugiego jutro się potwierdzą.
Tak jesienią kataloński walec zmiażdżył Atletico:
Atletico - Barcelona, 1 marca godzina 19.00, Vicente Calderon.
Prawdopodobne składy:
Barcelona:
Valdés - Dani Alves, Márquez, Puyol, Sylvinho - Yaya Toure, Gudjohnsen, Xavi - Henry, Eto'o, Messi.
Atletico:
Leo Franco - Seitaridis, Heitinga, Ujfalusi, A. López - Raul García, P.Assunção, Maxi Rodriguez, Simao - Aguero, Forlan.
Wstać po upadku
Rozpieszczani przez swoich pupilów miłośnicy FC Barcelony zaliczyli twarde lądowanie. Po derbowym meczu z Espanyolem nie mogli dojść do siebie, tym bardziej, że Real Madryt w ciągu tygodnia odrobił do lidera aż 5 punktów. Barcelona zanotowała spadek formy, we wtorek z Lyonem ugrała remis, a pierwsza połowa w jej wykonaniu była raczej słaba, co tylko podtrzymało niepokój o to, czy ta drużyna aby na dobre nie straciła formy.
Zespół Guardioli jest świetnie przygotowanym fizycznie, mentalnie oraz technicznie długodystansowcem, czy też nie? Od początku długiego, mozolnego, mistrzowskiego biegu zawodnik w bordowo-granatowym trykocie narzucił tempo, którego nie byli w stanie wytrzymać nawet najbardziej wytrwali biegacze. Długimi susami pozostawił konkurentów daleko z tyłu. Przez długi czas biegł osamotniony, a w takim stanie ciężko nadal wykręcać dobre czasy kolejno pokonywanych okrążeń. Jeżeli biegacz jest za szybki dla reszty stawki, często do pobicia rekordu potrzebuje pomocy pacemakerów, którzy przebiegną połowę dystansu zmuszając mistrza do wysiłku, a następnie schodzą z trasy. Być może nadszedł więc odpowiedni moment, aby wyzwolić w sobie dodatkową motywację.
Co w trawie piszczy...
Katalońska maszyna, którą co odważniejsi nazwali istnym perpetuum mobile, zaczęła szwankować. Do tego jej konduktorzy tacy jak Messi czy Xavi nie grają ostatnio najlepiej, a jeśli dołożymy do tego absencje czołowych graczy, można przypuszczać, że na Vicente Calderon nie będzie już tak łatwo jak ostatnio. Guardiola nie może skorzystać z usług kontuzjowanych Iniesty i Abidala oraz zawieszonych za kartki Keity i Pique. A niestety o prawdziwy ból głowy trenera Barcelony przyprawia właśnie postawa defensywy, bowiem w ostatnich 10 meczach Victor Valdés zachował czyste konto tylko raz, w dodatku niemal co mecz wyciąga piłkę z siatki czy to po błędzie swoim czy po błędach defensorów.
Co słychać w Madrycie?
W tym miejscu warto nadmienić, że zespół z Madrytu w 24 ligowych kolejkach zdobył 48 bramek, średnią strzelonych goli na mecz ma więc bardzo dobrą, co czyni tę ekipę trzecim najbardziej bramkostrzelnym zespołem La Liga. Podopiecznych Abela Resino wyprzedzają tylko FC Barcelona (71) oraz Real Madryt (55).
Dla równowagi obrona Atletico jest za to dziurawa jak szwajcarski ser. Podopieczni Abela Resino stracili więcej goli (35) niż ligowe średniaki takie jak Recreativo (34), Osasuna (30) czy Racing Santander (28). Po murowaniu bramki przez przeciwników w ostatnich spotkaniach, teraz Barcelonie powinno być więc łatwiej, zwłaszcza że nie zagrają dwaj obrońcy gospodarzy, Luis Perea i Mariano Pernia.
Ale Los Rojiblancos wciąż mają kim straszyć. Duetu napastników Aguero-Forlan nie powstydziłyby się najlepsze kluby w Europie, choć to wciąż Barça posiada niepodważalnie najlepszy atak na Starym Kontynencie. Sama trójka Henry-Eto'o-Messi zdobyła więc goli aniżeli cały zespół z Madrytu.
W Madrycie nie dzieje się najlepiej. Atletico ostatni raz na Vicente Calderon wygrało bardzo dawno, bo miało to miejsce 14 grudnia 2008 roku, kiedy pokonało Betis 2:1. Od tamtej pory piłkarze z Madrytu u siebie zanotowali trzy porażki i dwa remisy. Na wyjazdach podopiecznym Abela Resino też idzie jak po grudzie. Z ostatnich ośmiu meczów wygrali tylko trzy, co spowodowało spadek na siódmą lokatę w ligowej tabeli i chwilowe zapomnienie o miejscach premiowanych startem w eliminacjach do Ligi Mistrzów.
And the winner is...
Forma jutrzejszych rywali pozostawia wiele do życzenia. Barça musi w niedzielę poświęcić się w całości - wylać krew, pot, łzy i 'gryźć trawę'. Trzeba też będzie wytrzymać presję Madrytu, który mimo porażki z Liverpoolem gniewnie spogląda na lidera, licząc że w sobotę zmniejszy stratę do zaledwie 4 punktów. Pep Guardiola przekonuje, iż na Vicente Calderon ponownie zobaczymy ‘starą, dobrą Barcelonę', która pragnie zwyciężać i pokazać, że w Hiszpanii nie ma sobie równych. Leo Messi zapewnia z kolei, iż lider nie roztrwoni 7-punktowej przewagi. Należy mieć nadzieję, iż słowa jednego i drugiego jutro się potwierdzą.
Tak jesienią kataloński walec zmiażdżył Atletico:
Atletico - Barcelona, 1 marca godzina 19.00, Vicente Calderon.
Prawdopodobne składy:
Barcelona:
Valdés - Dani Alves, Márquez, Puyol, Sylvinho - Yaya Toure, Gudjohnsen, Xavi - Henry, Eto'o, Messi.
Atletico:
Leo Franco - Seitaridis, Heitinga, Ujfalusi, A. López - Raul García, P.Assunção, Maxi Rodriguez, Simao - Aguero, Forlan.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (69)