Piłkarscy bogowie

Rozwad

8 maja 2009, 14:50

133 komentarze
FC Barcelona w półfinale Ligi Mistrzów okazała się lepsza od Chelsea Londyn i dzięki temu zagra w Rzymie z Manchesterem United. Wszyscy ekscytują się wynikiem. Jednak to są czyste fakty, liczby. Przyjrzyjmy się temu spotkaniu dokładniej, od środka. Zastanówmy się jak doszło do tego, że to Barcelona gra dalej, a Chelsea poległa.

Guus Hiddink na Camp Nou nastawił drużynę ultradefensywie. Bał się podjąć rękawice i liczył na bezbramkowy remis. Chelsea grała brzydko, defensywnie, chwilami brutalnie. Skupiała się tylko i wyłącznie na niszczeniu, rozbijaniu, kopaniu. Londyńczycy grali tzw. antyfutbol, a samego Hiddinka okrzyknięto mordercą futbolu. Jednak nie ma co rozliczać Chelsea z jej gry - każdy gra tak jak potrafi i dąży do osiągnięcia korzystnego dla siebie wyniku. Po spotkaniu w stolicy Katalonii, Guss Hiddink mógł mówić o sukcesie. Udało mu się wyłączyć z gry największe gwiazdy Barcelony, a sama Barça grała bez pomysłu. Stworzyła sobie kilka sytuacji, ale nie potrafiła ich wykorzystać.

Przy wyniku 0-0, podopieczni Pepa Guardioli udali się w podróż do Londynu na mecz rewanżowy. Holenderski szkoleniowiec był święcie przekonany, że ponownie "rozpracuje" rywala. Nie spał po nocach, rozgrywał mecz w swojej głowie i wymyślił. Plan był prosty - szybko strzelić bramkę i wrócić do stylu gry prezentowanego na Camp Nou. Wszystko szło jak z płatka, Chelsea zaczęła agresywnie, a Michael Essien oddał strzał życia. I stało się! The Blues schowali się za podwójną gardą, tak szczelną, że najlepsza ofensywa świata była kompletnie bezradna. Gracze Chelsea doskonale wiedzieli co mają robić, każdy był za coś odpowiedzialny. Wręcz perfekcyjnie podwajali i potrajali krycie. Robili to tak sprawnie, że kompletnie wyłączyli z gry genialnego Messiego. Stosowali dobrze nam znany system gry Cech-Drogba, Drogba-Cech, a dodatkowo wyprowadzali groźne kontry i tylko wspaniała postawa Victora Valdésa uchroniła Katalończyków przed blamażem.

Guus Hiddink bezsprzecznie pokonał Pepa Guardiolę w walce trenerskiej. By wygrać mecz nie tylko trzeba wykorzystywać własne atuty, ale także trzeba maksymalnie zniwelować atuty rywala. Chelsea w 99,9% to się udało. Holender wiedział, co chcę osiągnąć i bez skrupułów to realizował swój plan. Barça była bezradna, nie potrafiła zagrozić bramce strzeżonej przez Cecha. Holender sprawił, że Blaugrana nie była magiczna. O ile Barça na swoim stadionie przeważała, to na Stamford Bridge londyńczycy stworzyli sobie więcej sytuacji do strzelenia bramki.

Guardiola nie umiał pomóc swojej drużynie, nie reagował i wyglądał na pogodzonego z losem. Nie przeprowadzał zmian, nie miał pomysłu na grę. Jednak czego można było się spodziewać? Barça jest krystaliczna, czysta jak łza. Nie wikła się w taktyczne gierki, piłkarskie szachy, które stosuje Hiddink. Katalończycy atakują, grają piękną, techniczną piłkę, która można przypominać zabawę. Holender niczym weteran uknuł misterny, złowieszczy plan, a Barça zupełnie jak radosne dzieci, nieświadome zagrożenia ze strony wroga, starała się bawić grą, tak jak to zwykle czyni.

Jednak...

Hiddink prawie wygrał. Czy popełnił jakikolwiek błąd? Myślę, że nie, jednak jego plan nie miał wariantu B. Był on zbyt perfekcyjny. Holender nie zostawił sobie marginesu błędu, miejsca na improwizację. Nie przypuszczał, że w Barcelonie grają geniusze, piłkarscy bogowie, którzy niezależnie od sytuacji boiskowej, niezależnie od poświęconej im uwagi, potrafią przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Oni grają ponad podziałami, ponad jakąkolwiek granicą. Guardiola w przeciwieństwie do Hiddinka ma w składzie artystów i to zadecydowało.

Czym różni się piłkarz dobry, od piłkarza genialnego, od boga? Gracze Chelsea są niezwykle solidni, mają w sobie wypracowaną perfekcję i dokładność, niezwykłe przygotowanie fizyczne i siłę. Każdy z nich tworzy wizerunek gladiatora. A gracze Barçy? Iniesta jest niski, szczupły, nie ma sylwetki atlety. Cały mecz był cieniem samego siebie. Do tego był niemiłosiernie kopany oraz szarpany przez Bosingwę i mogło się wydawać, że to kompletnie odebrało mu chęć do gry. Jednak posiada niezwykły talent, geniusz, który potrafi się ukazać w najmniej spodziewanym momencie. Geniusz, który sprawia, że jest piłkarskim bogiem. To coś, co sprawia, że jest wyjątkowy. Strzelił fantastyczną bramkę i zapewnił awans Barcelonie. Jak Hiddink mógł temu zapobiec? Nie mógł.

Każdego sympatyka futbolu to rozstrzygnięcie powinno cieszyć. Barcelona pokazała - na przestrzeni całego sezonu - że w dzisiejszym świecie jest jeszcze miejsce dla artystów, dla drużyny, która urzeczywistnia piłkarski raj. Sztuka zwyciężyła siłę, technika pokonała przygotowanie fizyczne, a piękno górowało nad brzydotą. Piłkarscy bogowie nie byli boscy, ale Iniesta w ostatniej minucie meczu obdarował nas szczyptą magii i to wystarczyło do pokonania żelaznej, bezwzględnej, atletycznej Chelsea, a to przecież była tylko szczypta umiejętności bogów z Katalonii.

[źródło: Własne]
/fot. newsday.com/
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (133)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze