Finał nie dla Hiszpanii
Za każdą postawioną złotówkę płacili bukmacherzy dwanaście, o ile jakiś szaleniec zdecydował się wytypować zwycięstwo USA. Cuda się jednak zdarzają i to właśnie Stany Zjednoczone wystąpią w finale Pucharu Konfederacji.
Kto spodziewał się frontalnych ataków Hiszpanów od początku spotkania, ten grubo się pomylił. Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęli Amerykanie, co wyraźnie zszokowało zespół z Półwyspu Iberyjskiego. Gracze Boba Bradleya posyłali w kierunku bramki Casillasa wiele strzałów, jak chociażby uderzenia Daviesa czy Donovana. Najgorsze jednak przyszło w 27. minucie. Młodziutki Jozy Altidore okazał się lepszy w siłowym pojedynku od doświadczonego Joana Capdevili (nota bene kolegi z Villarreal) i wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie.
Bramka dla USA pobudziła nieco Hiszpanów, ale do przerwy wynik się nie zmienił i wszyscy kibice przed telewizorem z pewnością ostrzyli sobie apetyty na drugą część spotkania, która zapowiadała się niezwykle emocjonująco.
Tak też się stało. Hiszpanie rzucili się na rywala, próbując jak najszybciej odrobić jednobramkową stratę. Niestety dla nich albo szwankowała skuteczność, albo na ich drodze stawał świetnie dysponowany dziś Tim Howard. Warto podkreślić też znakomitą postawę obrońców USA, szczególnie Oguchi Onyewu, którzy to wespół z bramkarzem mieli na boisku najwięcej pracy.
Kiedy podopieczni Vicente del Bosque przeprowadzali kolejną już tego wieczoru akcję, pogubili się i stracili piłkę na rzecz rywala. USA wykorzystały ten błąd w stu procentach. Zagraną w pole karne piłkę z niewiadomych względów przyjmować chciał Ramos, który nie wiedział chyba, że za plecami czai się Dempsey. Amerykanin wykorzystał błąd obrońcy Realu i wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Przy wyniku 2-0 i 15 minutach do końca Hiszpanie jeszcze raz zerwali się do ataku, ale obrona USA była dziś nie do przejścia. Próbowało wielu - Xavi, Villa, wprowadzeni Cazorla i Mata, a nawet Puyol i Piqué. Na nic zdały się jednak wysiłki Hiszpanów i sensacja stała się faktem.
W meczu o trzecie miejsce zespół del Bosque zmierzy się z przegranym meczu Brazylia - RPA. Jak pokazał dzisiejszy mecz, wcale nie jest takie pewne, że to Canarinhos będą w finale. Pamiętajmy, iż RPA to gospodarz imprezy i oprócz wielkiej motywacji będą mieli z sobą doping kilkudziesięciotysięcznej publiczności, co na pewno doda Afrykańczykom skrzydeł.
[źródło: Własne][fot: Sport.pl]
Kto spodziewał się frontalnych ataków Hiszpanów od początku spotkania, ten grubo się pomylił. Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęli Amerykanie, co wyraźnie zszokowało zespół z Półwyspu Iberyjskiego. Gracze Boba Bradleya posyłali w kierunku bramki Casillasa wiele strzałów, jak chociażby uderzenia Daviesa czy Donovana. Najgorsze jednak przyszło w 27. minucie. Młodziutki Jozy Altidore okazał się lepszy w siłowym pojedynku od doświadczonego Joana Capdevili (nota bene kolegi z Villarreal) i wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie.
Bramka dla USA pobudziła nieco Hiszpanów, ale do przerwy wynik się nie zmienił i wszyscy kibice przed telewizorem z pewnością ostrzyli sobie apetyty na drugą część spotkania, która zapowiadała się niezwykle emocjonująco.
Tak też się stało. Hiszpanie rzucili się na rywala, próbując jak najszybciej odrobić jednobramkową stratę. Niestety dla nich albo szwankowała skuteczność, albo na ich drodze stawał świetnie dysponowany dziś Tim Howard. Warto podkreślić też znakomitą postawę obrońców USA, szczególnie Oguchi Onyewu, którzy to wespół z bramkarzem mieli na boisku najwięcej pracy.
Kiedy podopieczni Vicente del Bosque przeprowadzali kolejną już tego wieczoru akcję, pogubili się i stracili piłkę na rzecz rywala. USA wykorzystały ten błąd w stu procentach. Zagraną w pole karne piłkę z niewiadomych względów przyjmować chciał Ramos, który nie wiedział chyba, że za plecami czai się Dempsey. Amerykanin wykorzystał błąd obrońcy Realu i wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Przy wyniku 2-0 i 15 minutach do końca Hiszpanie jeszcze raz zerwali się do ataku, ale obrona USA była dziś nie do przejścia. Próbowało wielu - Xavi, Villa, wprowadzeni Cazorla i Mata, a nawet Puyol i Piqué. Na nic zdały się jednak wysiłki Hiszpanów i sensacja stała się faktem.
W meczu o trzecie miejsce zespół del Bosque zmierzy się z przegranym meczu Brazylia - RPA. Jak pokazał dzisiejszy mecz, wcale nie jest takie pewne, że to Canarinhos będą w finale. Pamiętajmy, iż RPA to gospodarz imprezy i oprócz wielkiej motywacji będą mieli z sobą doping kilkudziesięciotysięcznej publiczności, co na pewno doda Afrykańczykom skrzydeł.
[źródło: Własne][fot: Sport.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (67)