Lwy i jagnięta

KeyNew

11 kwietnia 2011, 15:12

Brak komentarzy
Ponad 30 lat temu Miljan Miljanić, przebiegły trener Realu Madryt i reprezentacji Jugosławii, dokonał bardzo trafnej obserwacji, że piłkarze jesienią mogą być jak lwy, a wiosną jak jagnięta. Myśl tę odniósł do angielskich zespołów, które opierały i opierają swą grę na szybkości i przygotowaniu fizycznym. A w połączeniu z sezonem trwającym dziesięć miesięcy, bez przerwy zimowej, może to prowadzić do spadku formy czy kontuzji, w kluczowym momencie sezonu.

Po trzydziestu latach można tę obserwację rozciągnąć na całą Europę. W najbliższych dniach dojdzie do spotkań Real Madrytu i Barcelony z niespotykaną dotąd intensywnością. Polityka kadrowa, w zaistniałej sytuacji będzie miała kluczowe znaczenie, a ranga systemu rotacji rośnie. W ostatniej kolejce Real wygrał 3:0 na San Mamés, ale nadal pozostaje w tyle za Barceloną - ze stratą ośmiu punktów - po wygranej Barçy 3:1, przed własną publicznością. W lidze status quo. Cristiano Ronaldo strzelił gola numer 28, więc oczywiście, Lionel Messi strzelił ich dwa razy więcej, aby prowadzić w klasyfikacji strzelców. Jak tak dalej pójdzie, to do końca sezonu, Ronaldo i Messi będą mogli, wspólnie, poszczycić się liczbą stu bramek w sezonie - we wszystkich rozgrywkach.

Na tym etapie sezonu, przy takim kalendarzu, z takimi rywalami zagrożenie kontuzją jest olbrzymie i spędza sen z powiek zarówno Mourinho jak i Guardioli. Zresztą sytuacja w Barcelonie pokazuje, że jest się czym martwić. Widoczne są braki w podstawowym składzie. Nieobecność Puyola i Abidala odbija się na jakości gry w obronie. Nieobecność Mascherano - będącego ostatnio w znakomitej formie - na Santiago Bernabéu również będzie znaczącym osłabieniem, zwłaszcza, że Busquets, wzorem ostatnich spotkań najprawdopodobniej będzie musiał skupić się głównie na grze w linii defensywnej. O kartkę od zawieszenia jest Messi, a na domiar złego, sezon dobiegł końca dla Bojana. Następnych kilkanaście dni to będzie nie tylko walka o zwycięstwo, ale również walka o przetrwanie. Każdy mecz niesie ze sobą zagrożenie, że kluczowi piłkarze nie zagrają w najważniejszych grach sezonu. A elektryzujący całą Europę maraton zaczyna się już w najbliższą sobotę na Bernabéu. Dlatego należy docenić przewagę nad odwiecznym rywalem i rozważnie nią rozporządzać. Następnie, oba kluby spotykają się w finale Pucharu Króla i więcej niż prawdopodobne jest to, że obejrzymy dodatkową Świętą Wojnę w półfinale Ligi Mistrzów. A wszystko na przestrzeni osiemnastu dni.

Zastanawiam się czy będzie to święto, czy złośliwość harmonogramu gier? Oczywiście, kontuzje są częścią przyjętego ryzyka, podobnie jak zmęczenie, ale moim zdaniem można i powinno się je minimalizować. Wyjściem dla trenerów jest wspomniana rotacja, aby zachować siły witalne najlepszych zawodników na rzeczywiście najważniejsze mecze.

Jest to ta pora roku, kiedy oszczędzanie kluczowych piłkarzy ma sens. Pep Guardiola dobrze o tym wie i z wyjściowej jedenastki na sobotni mecz z Almeríą wykreślił Davida Villę, Pedro, Adriano i Seydou Keitę. Dał im odpocząć, pomimo że zespół musiał sobie radzić bez czterech innych graczy pierwszego składu, z powodu kontuzji lub zawieszenia. Guardiola słusznie uznał, że lider powinien sobie poradzić z "czerwoną latarnią" ligi w każdy zestawieniu. I choć przez chwilę wyglądało to jak perfidna kalkulacja to, wszyscy się chyba zgodzimy, że należy stosować takie rozwiązania. Niestety, nie zawsze i nie każdemu można okazać maksimum szacunku. Almería, pod wodzą trzeciego już w tym sezonie trenera, dzielnie się broniła. Barcelona miała 85 procent posiadania piłki, ale doznała szoku, gdy Miguel Ángel Corona zdobył bramkę na początku drugiej połowy. Jednak normalność została przywrócona po kilku minutach, gdy Villa - zastępując kontuzjowanego Bojana - został sfaulowany przez Diego Alvesa, a Messi wyrównał z rzutu karnego.

Pep stosując rotację posłał na boisko od pierwszej minuty Thiago Alcántarę, genialny talent, który może być następcą Xaviego Hernándeza. Zresztą rodowód Thiago jest nieskazitelny: syn Mazinho, zdobywcy Pucharu Świata 1994 z Brazylią i Valérii Alcântara, byłej siatkarki. I jeśli porusza się jak jego ojciec to skacze jak matka. W 54. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, mierzący 1.74 m Thiago wyskoczył wyżej niż osiem centymetrów wyższy Santiago Acasiete i strzałem głową dał prowadzenie Dumie Katalonii. Kończący dzisiaj dwadzieścia lat piłkarz, znakomitymi występami, składa podziękowania Pepowi Guardioli za okazane zaufanie. Przy okazji gry w pierwszym zespole wnosi świeżość i witalność. Jest najlepszym przykładem na to, że rozważanie prowadzona rotacja w zespole przynosi znakomite efekty. Zwłaszcza, że podstawowi piłkarze Barçy są już naprawdę zmęczeni sezonem. Nie zapominajmy, że poprzednie wakacje spędzili nie na wypoczynku, ale na grze w Mistrzostwach Świata. Chciałoby się, aby Pep jeszcze odważniej wprowadzał młodych zawodników do pierwszego zespołu. Tym bardziej, że sytuacja kadrowa jest niepewna, a sytuacja w lidze co najmniej bezpieczna.

Jeśli zatem okaże się, że w najbliższe El Clásico nie padną łupem Barçy w komplecie, a na boisku nie zobaczymy najsilniejszego składu to nie martwmy się o formę psychiczną Mistera. On najlepiej wie co robi i kim dysponuje w drodze do ostatecznego triumfu.

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze