Wymówki Mourinho
Trener Realu Madryt - José Mourinho - znany jest z umiejętności odwrócenia uwagi od meritum zagadnienia. Mówi się o nim, jako o mistrzu zdejmowania presji ze swych zawodników i ukierunkowania jej na własną osobę. Jest to o tyle irytujące, że stosowane przez niego zabiegi są wtórne, powielane i nieskuteczne, bo najnormalniej w świecie, nikogo już nie zaskakują. Dziennikarze wiedzą, czego się spodziewać, a kibiców te próby zaczynają irytować. Mam wrażenie, że nawet kibiców Los Blancos.
Oglądałem ostatnie Gran Derbi w gronie kibiców obu zespołów, ale ci odziani w białe koszulki mówili, że wstyd im za postawę José, bo dostrzegają, że ich klub wygwizdywany jest na coraz to większej liczbie stadionów, a szacunek - kibiców, piłkarzy, trenerów i działaczy pozostałych klubów - do Realu maleje z każdą wypowiedzią trenera. Pozasportowe "osiągnięcia" Mou przesłaniają rzeczywistą wartość osiąganych przez jego zespoły wyników. A trzeba przyznać, że są niemałe i godne najwyższego uznania.
Wolno mu stosować kontrowersyjne zabiegi, w celu utrudnienia gry rywalom. A to dłuższa trawa, a to przesuszona murawa, a to bagnista nawierzchnia, a to większe boisko, a to mniejsze pole gry. Jest u siebie. Tylko, czy to przystoi? A już na pewno nie przystoi trenerowi, nazywającemu siebie samego The Special One, kreującego się w mediach na guru motywacji i taktyki. Powtarzanie tych samych argumentów, na dowód faworyzowania rywali, zaczyna krępować nawet środowisko madridistas. Od szeregowego kibica po dziennikarzy związanych z klubem z Madrytu.
Odkąd pamiętam, słyszę te same argumenty: villarato, kalendarz rozgrywek, tendencyjni sędziowie. To samo w Chelsea, Interze i teraz w Madrycie. W sobotę również nie obeszło się bez kontrowersji. Rozpoczęło się od milczenia na konferencji prasowej, w akcie sprzeciwu przeciwko przeinaczaniu jego słów przez dziennikarzy, a skończyło - już tradycyjnie - na narzekaniu na sędziego, który to rzekomo, niesprawiedliwie podyktował rzut karny dla Barcelony, po faulu Raula Albiola na Davidzie Villi, a co gorsza ukarał zawodnika Realu czerwoną kartką. Mourinho nie dostrzegł jednak, że obrońca uwiesił się na szyi napastnika uniemożliwiając mu oddanie strzału.
Te żarty nie są śmieszne
Dlaczego musimy stale wysłuchiwać "żartów" Mourinho? Dlaczego trener Realu nie dostrzega własnych ułomności? Dlaczego po meczu, będącym dla wszystkich kibiców świętem, musimy wysłuchiwać, że prestiż spotkania został zdewaluowany przez zachowanie arbitrów, którzy niesłusznie ukarali Albiola, niesłusznie pokazali mu czerwoną kartkę, "zapomnieli" o ukaraniu Alvesa, w rekompensacie za błąd przy sytuacji z 52. minuty?
Real Madryt w swojej historii zwalniał lepszych trenerów, za nieumiejętność gry na porywającym poziomie, za brak sukcesów, za porażki z odwiecznym rywalem. Nawet tych, którzy odnosili spektakularne sukcesy. Co tu daleko szukać. Florentino Pérez zwolnił Vicente Del Bosque jedenaście dni po zwycięstwie w finale Ligi Mistrzów. Po tamtej - zaskakującej decyzji - prezydent Realu mówił, że taki zespół, instytucja, wygrywająca wystarczająco dużo, potrzebuje kogoś bardziej ekscytującego. No to ma - koloryt, póki co, tylko tyle!
A nieszczęściem Del Bosque, człowieka Madrytu, jest posiadanie twarzy o żałobnym wyrazie. Czy przegrywał, czy wygrywał. Stale zasmucony.
Od tamtej pory Real staczał się po równi pochyłej. A Del Bosque poprowadził reprezentację Hiszpanii do tytułu Mistrza Świata. Ale cóż, aby go docenić trzeba umieć spojrzeć głębiej niż tylko na jego twarz.
Czy Mourinho wygra z Realem tyle co Del Bosque - wątpliwe. Moim zdaniem Mou sprawia wrażenie jakby Madryt nie był dla niego, ale bardzo chciałby stać się pierwszym trenerem, który wygrał Ligę Mistrzów z trzema różnymi zespołami, z trzech różnych państw. A potem, jak już powtarza w regularnych odstępach czasu, wróci do Anglii.
Bardzo ciekaw jestem jak na to zapatrują się madridistas. Czy dla nich też, cel uświęca środki? Czy robienie z siebie błazna, pośmiewiska na poziomie ludzkim, człowieka bez honoru jest akceptowalne, o ile zdobędzie JAKIEŚ trofeum? Tak, można mi zarzucić, że jestem stronniczy, nieobiektywny - taka natura kibica. Ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że taki model nie zostałby w Dumie Katalonii zaakceptowany i nie tylko tutaj. Ostatnio Cruyff w odpowiedzi na narzekania Mourinho, powiedział, że skoro przychodzi mu stale grać z jednym zawodnikiem mniej to powinien zaczać trenować w dziewięciu. Uwaga o tyle kąśliwa, co słuszna. Czy Pepe nie zasłużył na kary indywidualne w ostatnim meczu? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Niech każdy sam przeanalizuje zachowanie, grającego bądź co bądź bardzo dobrze w tamtym meczu, obrońcy. Grającego równie dobrze, co ostro.
W rezultacie Mou pozostaje, ze swym Madrytem, osiem punktów za Barceloną, z tylko sześcioma kolejkami do końca ligowego sezonu. Sobotnia taktyka Mourinho sugerowała, ze zrezygnował z walki o La Liga, a głównym celem było zapobiegnięcie kolejnej klęsce. Jasno i dobitnie dał to do zrozumienia sadzając na ławce najlepszych rozgrywających - Kákę i Mesuta Özila - oraz napastników Adebayora i Gonzalo Higuaina. Z dwoma liniami obrońców przed bramką, Mourinho zabił ducha El Clásico i mógł to zrobić z jednego, egoistycznego, powodu. By nie stracić twarzy i by móc jak zwykle ponarzekać. Po meczu powiedział: "Faul Albiola był niczym, a został wykluczony z gry w finale Pucharu Króla."
Przed nami kolejne starcie. Z niecierpliwością czekam na konferencje prasowe, by móc posłuchać obu trenerów - jeśli Mourinho się w ogóle odezwie. Czuję jednak, że kibice Realu znowu będą chować głowy w dłoniach, słuchając lamentów trenera, ale mam nadzieję, że chociaż przysposobi swój zespół bardziej ofensywnie, bo chcę obejrzeć mecz godzien miana Derbów Europy.
[źródło: Własne]
Oglądałem ostatnie Gran Derbi w gronie kibiców obu zespołów, ale ci odziani w białe koszulki mówili, że wstyd im za postawę José, bo dostrzegają, że ich klub wygwizdywany jest na coraz to większej liczbie stadionów, a szacunek - kibiców, piłkarzy, trenerów i działaczy pozostałych klubów - do Realu maleje z każdą wypowiedzią trenera. Pozasportowe "osiągnięcia" Mou przesłaniają rzeczywistą wartość osiąganych przez jego zespoły wyników. A trzeba przyznać, że są niemałe i godne najwyższego uznania.
Wolno mu stosować kontrowersyjne zabiegi, w celu utrudnienia gry rywalom. A to dłuższa trawa, a to przesuszona murawa, a to bagnista nawierzchnia, a to większe boisko, a to mniejsze pole gry. Jest u siebie. Tylko, czy to przystoi? A już na pewno nie przystoi trenerowi, nazywającemu siebie samego The Special One, kreującego się w mediach na guru motywacji i taktyki. Powtarzanie tych samych argumentów, na dowód faworyzowania rywali, zaczyna krępować nawet środowisko madridistas. Od szeregowego kibica po dziennikarzy związanych z klubem z Madrytu.
Odkąd pamiętam, słyszę te same argumenty: villarato, kalendarz rozgrywek, tendencyjni sędziowie. To samo w Chelsea, Interze i teraz w Madrycie. W sobotę również nie obeszło się bez kontrowersji. Rozpoczęło się od milczenia na konferencji prasowej, w akcie sprzeciwu przeciwko przeinaczaniu jego słów przez dziennikarzy, a skończyło - już tradycyjnie - na narzekaniu na sędziego, który to rzekomo, niesprawiedliwie podyktował rzut karny dla Barcelony, po faulu Raula Albiola na Davidzie Villi, a co gorsza ukarał zawodnika Realu czerwoną kartką. Mourinho nie dostrzegł jednak, że obrońca uwiesił się na szyi napastnika uniemożliwiając mu oddanie strzału.
Te żarty nie są śmieszne
Dlaczego musimy stale wysłuchiwać "żartów" Mourinho? Dlaczego trener Realu nie dostrzega własnych ułomności? Dlaczego po meczu, będącym dla wszystkich kibiców świętem, musimy wysłuchiwać, że prestiż spotkania został zdewaluowany przez zachowanie arbitrów, którzy niesłusznie ukarali Albiola, niesłusznie pokazali mu czerwoną kartkę, "zapomnieli" o ukaraniu Alvesa, w rekompensacie za błąd przy sytuacji z 52. minuty?
Real Madryt w swojej historii zwalniał lepszych trenerów, za nieumiejętność gry na porywającym poziomie, za brak sukcesów, za porażki z odwiecznym rywalem. Nawet tych, którzy odnosili spektakularne sukcesy. Co tu daleko szukać. Florentino Pérez zwolnił Vicente Del Bosque jedenaście dni po zwycięstwie w finale Ligi Mistrzów. Po tamtej - zaskakującej decyzji - prezydent Realu mówił, że taki zespół, instytucja, wygrywająca wystarczająco dużo, potrzebuje kogoś bardziej ekscytującego. No to ma - koloryt, póki co, tylko tyle!
A nieszczęściem Del Bosque, człowieka Madrytu, jest posiadanie twarzy o żałobnym wyrazie. Czy przegrywał, czy wygrywał. Stale zasmucony.
Od tamtej pory Real staczał się po równi pochyłej. A Del Bosque poprowadził reprezentację Hiszpanii do tytułu Mistrza Świata. Ale cóż, aby go docenić trzeba umieć spojrzeć głębiej niż tylko na jego twarz.
Czy Mourinho wygra z Realem tyle co Del Bosque - wątpliwe. Moim zdaniem Mou sprawia wrażenie jakby Madryt nie był dla niego, ale bardzo chciałby stać się pierwszym trenerem, który wygrał Ligę Mistrzów z trzema różnymi zespołami, z trzech różnych państw. A potem, jak już powtarza w regularnych odstępach czasu, wróci do Anglii.
Bardzo ciekaw jestem jak na to zapatrują się madridistas. Czy dla nich też, cel uświęca środki? Czy robienie z siebie błazna, pośmiewiska na poziomie ludzkim, człowieka bez honoru jest akceptowalne, o ile zdobędzie JAKIEŚ trofeum? Tak, można mi zarzucić, że jestem stronniczy, nieobiektywny - taka natura kibica. Ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że taki model nie zostałby w Dumie Katalonii zaakceptowany i nie tylko tutaj. Ostatnio Cruyff w odpowiedzi na narzekania Mourinho, powiedział, że skoro przychodzi mu stale grać z jednym zawodnikiem mniej to powinien zaczać trenować w dziewięciu. Uwaga o tyle kąśliwa, co słuszna. Czy Pepe nie zasłużył na kary indywidualne w ostatnim meczu? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Niech każdy sam przeanalizuje zachowanie, grającego bądź co bądź bardzo dobrze w tamtym meczu, obrońcy. Grającego równie dobrze, co ostro.
W rezultacie Mou pozostaje, ze swym Madrytem, osiem punktów za Barceloną, z tylko sześcioma kolejkami do końca ligowego sezonu. Sobotnia taktyka Mourinho sugerowała, ze zrezygnował z walki o La Liga, a głównym celem było zapobiegnięcie kolejnej klęsce. Jasno i dobitnie dał to do zrozumienia sadzając na ławce najlepszych rozgrywających - Kákę i Mesuta Özila - oraz napastników Adebayora i Gonzalo Higuaina. Z dwoma liniami obrońców przed bramką, Mourinho zabił ducha El Clásico i mógł to zrobić z jednego, egoistycznego, powodu. By nie stracić twarzy i by móc jak zwykle ponarzekać. Po meczu powiedział: "Faul Albiola był niczym, a został wykluczony z gry w finale Pucharu Króla."
Przed nami kolejne starcie. Z niecierpliwością czekam na konferencje prasowe, by móc posłuchać obu trenerów - jeśli Mourinho się w ogóle odezwie. Czuję jednak, że kibice Realu znowu będą chować głowy w dłoniach, słuchając lamentów trenera, ale mam nadzieję, że chociaż przysposobi swój zespół bardziej ofensywnie, bo chcę obejrzeć mecz godzien miana Derbów Europy.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)