Sezon dobiega końca. Pozostał jeden jedyny mecz. Ale już dzisiaj możemy określić ten czas, jako niezwykle ekscytujący, bez względu na to jak potoczą się losy finału Ligi Mistrzów. Z wielu powodów; niezapomniana manita, rekord za rekordem, trzech canteranos w walce o Złotą Piłkę, insynuacje dopingowe, choroba Abidala, obfitująca w Gran Derbi wiosna, trzecie z rzędu ligowe mistrzostwo, nadchodzący finał, czy fantastyczny pojedynek strzelecki Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego. Było o czym pisać. Dla Barcelony los przewidział arcyciekawe wydarzenia.
Messiemu nie udało się ostatecznie zdobyć trofeum
Pichichi, ale nikt chyba nie podda w wątpliwość jego geniuszu, o którym przekonywał nas podczas wszystkich rozgrywek. A jakby komuś to nie wystarczało, to może uda mi się go do tego przekonać?
Biorąc pod uwagę, jak rzadko Lionel Messi zasiada na ławce rezerwowych, to dwa ostatnie mecze musiały być dla niego katorgą. W meczu z Deportivo wyglądał - siedząc wśród zmienników - jak niespokojne dziecko w kinie, a do Málagi nawet nie poleciał.
Ma 23 lata, w tym roku zarobi około 30 mln euro. Ciągle sprawia wrażenie chłopca, drobnego cieszącego się każdym kontaktem z piłką małolata. Futbolówki trzyma się jak małe dziecko nogawki rodzica. Ale ma też boiskową odwagę, zapał, entuzjazm i pokorę. Dlatego Messi już teraz uznawany jest za jednego z największych w historii futbolu.
Ten chłopięcy entuzjazm przynosi wymierne efekty. Dał Dumie Katalonii kolejny finał Ligi Mistrzów, strzelając dwie bramki w Madrycie.
target="_blank">Pierwsza była ideałem timingu i antycypacji. target="_blank">
Druga arcydziełem; przyspieszenie, siła, równowaga, zwinność, wizja i wirtuozeria wykończenia. Stradivarius lewej stopy - jak określił Messiego - Ray Hudson z
Gol TV. W
The Wall Street Journal, tak opisywał akcję Lionela:
"Cudownie, magicznie, ah! Absolutny geniusz Messiego. Ponownie! Próbowali go podciąć, próbowali go przewrócić, i co? Nie postrzegajcie go standardowo. On wychodzi poza ramy jakiejkolwiek taktyki, on porusza się w obszarze magii, geniuszu. Możecie otoczyć go tuzinem aligatorów, a on i tak wypłynie na swojej fali."
"Myślę, że jego geniusz jest nie do opisania. Ma instynkt. Uwielbia żyć pod presją. Jest jednym z najlepszych, jacy kiedykolwiek grali w piłkę", mówił z kolei Pep Guardiola.
Te określenia padły po meczu półfinałowym Ligi Mistrzów, 27 kwietnia na Estadio Santiago Bernabéu w Madrycie. Dziewięć miesięcy wcześniej, gwiazdy z Barcelony i Madrytu wspólnie podnosiły pierwszy Puchar Świata dla Hiszpanii. Po meczach z Realem przyjaźnie podobno się skończyły. Rywalizacja "krwi" znowu się zaostrzyła. Madryt, stolica, był kiedyś źródłem dyktatury Franco, a obecnie jest siedzibą monarchii konstytucyjnej w Hiszpanii; Barcelona znajduje się w samym sercu wspólnoty autonomicznej Katalonii, z własnym językiem, kulturą i tożsamością - także piłkarską.
Jednak Messi nie urodził się w centrum tych napięć. Przyszedł do Barcelony w wieku trzynastu lat i jak mówią źródła, jego kontrakt został spisany na serwetce. Potrzebował pomocy medycznej. I jeśli ktoś uważa, że choroba może pomóc w karierze sportowej - a słychać niewybredne epitety pod adresem Messiego - to lepiej niech nie ma z nią do czynienia. Mimo kuracji hormonalnej Lionel pozostaje niskim, choć silnym mężczyzną. Jeśli w ogóle wzbudza to u niego nieśmiałość w życiu prywatnym, to na boisku czyni go to spektakularnie nieuchwytnym.
"Myśleliśmy, że był niemy", tak wspomina Messiego Gerard Piqué. "Siedział w szatni, na ławce, po prostu siedział. Nie odzywał się przez pierwszy miesiąc. Pojechaliśmy do Szwajcarii, aby wziąć udział w turnieju, a on przemówił. Był naprawdę dobry, ale był też bardzo mały i chudy. Jego nogi były jak palce. Jeden z trenerów powiedział nam: ‘Nie atakujcie go zbyt mocno, bo może mu się stać krzywda', a my odpowiedzieliśmy: ‘OK, ale nie martw się, bo i tak nie możemy go złapać."
Messi dorastał w tęsknocie za Argentyną i matką. Podobnie jak Iniesta płakał w nocy, ale w walce o zdrowie i realizację marzeń okazał hart ducha i determinację. Szybko zaadaptował się do stylu Barcelony, która domaga się talentu i kreatywności w grze, a nie tylko dobrego wyszkolenia. Stale grał w "dziada", nazywanego w Hiszpanii el rondo. Pozwoliło mu to opanować system gry znany jako tiki-taka, zbudowany wokół krótkich, rytmicznych podań przechodzących w stały ruch piłki w trójkącie. Zresztą Iniesta bardzo ładnie opisał ten schemat: "przyjmij, podaj, pokaż się."
Po wyeliminowaniu Arsenalu, w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, skrzydłowy
Kanonierów, Theo Walcott, opisywał z podziwem grę
Dumy Katalonii: "To wyglądało jakby ktoś trzymał kontroler PlayStation i przemieszczał piłkarzy po boisku."
W pierwszym meczu tegorocznego półfinału, Real Madryt musiał czuć tę samą bezradność, gdy Barça wymieniła 713 celnych podań na 788 prób, a akcja Xavi - Affelay - Messi jest dobrym tego przykładem.
"Wiedziałem, że Afellay będzie czekać do ostatniej chwili z podaniem piłki, więc biegłem", powiedział po meczu Messi.
Pobiegł sprintem w kierunku krótkiego słupka i skończył akcję strzelając bramkę. Po czym wskoczył w ramiona kolegi z drużyny i ucałował herb Barcelony, uderzając nim w pierś.
Eduardo Galeano, urugwajski pisarz, autor książki "Piłka nożna w słońcu i cieniu" mówił w jednym z iberyjskich dzienników, że nikt tak się nie cieszy grą jak Messi, że on gra dla zwykłej przyjemności, a nie ze względu na obowiązek wygrania.
Gra jak dziecko, ale poza boiskiem również zachowuje chłopięcą rezerwę. Messi rzadko jest "na tapecie". Zachowywał dystans nawet w niedzielę, kiedy Barcelona świętowała ostatni tytuł mistrza Hiszpanii, na Camp Nou. Podczas gdy confetti spadało deszczem, a koledzy z drużyny tańczyli, klaskali i rzucali w trybuny papryczki - na znak siły - Messi najczęściej chodził sam, z rękoma w kieszeniach.
Thierry Henry mówił o swym - wówczas - klubowym koledze, że ten chce się piłką tylko bawić. Messi potwierdził słowa kolegi i po meczu mówił, że gra z takim samym zapałem i radością jak wtedy, gdy kopał w Argentynie piłkę, zrobioną z kamienia, starych rajstop i puszek po coca-coli. "Dobrze się bawiłem, jako dziecko, na ulicy. Gdy przyjdzie taki dzień, kiedy przestanę się nią cieszyć, to odejdę".
Messi pozwala, aby swoisty
soundtrack jego kariery stworzony został przez komentujących jego bramki dziennikarzy. Choćby przez Raya Hudsona, prowadzącego blog
Hudsonia, że nie wspomnę o
charyzmatycznym radiowcu ze stacji RAC 1 - Joaquimie Marii Puyalu.
W słowach Hudsona, Messi ma "oczy kameleona" i "jest jak wijący się węgorz", a gra z apetytem drapieżnika, jak "łowca zombie szukający
Twinkie." Na cześć Leo powstają nawet górnolotne twory literackie, składające się z komentarzy Hudsona. Zresztą Ray Hudson jest dla mnie najlepszym komentatorem sportowym na świecie - przynajmniej spośród tych, których znam. Oglądanie meczu z jego komentarzem, to jak oglądanie widowiska przez duże W. Jak napisał jeden z forumowiczów na blogu
Hudsonia. "Chciałbym, aby Hudson skomentował moje życie". A Messiemu się udało.
Komentarze (40)