Klasyk bez bramek
Te sceny to hańba dla hiszpańskiego futbolu - grzmiał Jorge Valdano, dyrektor sportowy Realu Madryt po tym, co działo się podczas bezbramkowego remisu z Barceloną. Mecz na Nou Camp stał pod znakiem skandali.
Argentyńczyk dodał, że granie na katalońskim stadionie z roku na roku staje się trudniejsze. I nie był to bynajmniej wyraz uznania dla klasy rywali.
W sobotni wieczór piłkarze Realu i Barcelony zeszli do szatni w... 70. min, gdy kibice uniemożliwili Luisowi Figo wykonanie rzutu rożnego. Odkąd Portugalczyk odszedł z Barcy, zawsze przyjmują go wrogo. Tym razem w jego kierunku pofrunęły już nie tylko pomarańcze i plastikowe pojemniki po napojach, ale i butelki po whisky rzucane przez radykalnych fanów zwanych ,,Boixos Nois`` (,,Szaleńcy``). Podczas poprzedniej wizyty na Camp Nou Figo unikał gry na skrzydłach, do której jest stworzony. Tym razem nie chciał ulec presji. A że kibice, rzucając czym popadło, nie chcieli pozwolić mu dośrodkować z rożnego, piłkarze obu drużyn opuścili boisko.
Przerwa trwała 13 minut. Mecz dokończono, ale nie był to koniec awantur. Katalończycy rozbili szyby w autokarze Realu. - Jestem zaszokowany - opowiadał reporterom Valdano, stojąc w potłuczonym szkle. - Spotkanie oglądał cały świat, wszystkie incydenty widziały miliony ludzi, którzy będą kojarzyć hiszpańską piłkę z przemocą, a nie ze wspaniałym spektaklem.
Argentyńczyk był przygnębiony, trener Vicente del Bosque - wściekły. Zirytowały go zwłaszcza głosy krytyki, że kazał Figo wykonywać rzuty rożne. - To żałosne i śmieszne - mówił. - Dwa lata temu zrezygnowałem z kornerów Luisa, bo sądziłem, że to najlepsze rozwiązanie. I wtedy też mnie krytykowano. A Figo zrobił wspaniałą robotę, biorąc pod uwagę presję, jakiej został poddany. Jego poświęcenie dla Realu można tylko podziwiać.
Niestety, fanom zapadną w pamięć raczej awantury, bowiem największy europejski szlagier stał na przeciętnym poziomie. Pierwsza połowa była przeraźliwie nudna. Pod bramkami nie działo się niemal nic. Real znów nie mógł wystawić wszystkich największych gwiazd. Tej jesieni kwintet Roberto Carlos, Zinedine Zidane, Luis Figo, Raul, Ronaldo zagrał wspólnie tylko raz. Sobota miała być przełomowa dla tego ostatniego, który w katalońskich barwach miał przed laty fenomenalny sezon. Nie nękały go jeszcze wtedy kontuzje, grał regularnie, strzelił 34 gole. W sobotnie popołudnie okazało się, że nie zagra z powodu grypy, której nabawił się podczas wielogodzinnej podróży z Korei Południowej. To właśnie sparing z czwartą drużyną mistrzostw świata natchnął kibiców Realu, że Brazylijczyk (strzelił Azjatom dwa gole) wreszcie odzyska formę, która dała mu tytuł króla strzelców mundialu. Niestety, Ronaldo nie wystąpił, podobnie jak Zidane znów cierpiący na bóle mięśni pleców (ale zagra w Lidze Mistrzów przeciwko Milanowi).
Barcelona strzeliła gola trzy minuty po przerwie. Do siatki trafił Patrick Kluivert, ale sędzia go nie uznał, twierdząc, że podający mu Thiago Motta stał na pozycji spalonej. Pomylił się. Gospodarze złapali jednak wiatr w żagle, z każdą minutą atakowali z większą furią i zepchnęli ,,Królewskich`` do obrony. Nacierali bezskutecznie, ale trener van Gaal zdawał się być zadowolony, bo do ostatnich minut zwlekał z wpuszczeniem na boisko Javiera Savioli. Kiedy wreszcie Argentyńczyka wpuścił, ściągnął jego rodaka Juana Romana Riquelme. Największy miłośnik schematów wśród trenerów nie lubi, gdy na boisku przebywają dwaj gracze zdolni do niebanalnych rozwiązań.
Van Gaal niezadowolony był dopiero po meczu. - Wynik bardzo mnie rozczarował, bo piłkarze zagrali bardzo dobrze - mówił. - Mam nadzieję, że się nie załamią remisem, bo mogę ich tylko pochwalić. Mieli mnóstwo okazji do strzelenia gola, jednego nawet strzelili i nie było powodu, by go anulować. Niestety, przerwa wybiła nas z rytmu. Sędzia nie potrafił kontrolować ani sytuacji na boisku, ani na trybunach. No i Figo niepotrzebnie prowokował tłum - stwierdził Holender.
Wtórował mu prezes Joan Gaspart, któremu zarzuca się żerowanie na nacjonalistycznych nastrojach Katalończyków. - Nie lubię, gdy goście przychodzą do mojego domu i mnie prowokują - powiedział. - A Figo z premedytacją zbyt długo przymierzał się do wykonania rzutu rożnego.
Portugalczyk proszony o komentarz gorzko się zaśmiał i spytał działacza, dlaczego ,,nie zszedł i nie spróbował kopnąć piłki w takich warunkach``. Inna sprawa, że niezdrowe emocje w kibicach wyzwalali także piłkarze, którzy brutalnie faulowali. Claude Makelele po ostrym wejściu Motty został zniesiony na noszach i nie wróci na boisko przez co najmniej cztery tygodnie.
Hiszpańska federacja zarządzi śledztwo mające ustalić szczegóły zajść na Camp Nou. Dwa lata temu, gdy Figo mógł bezpiecznie biegać tylko w środku boiska, Barcelona została ukarana 9 tys. euro grzywny.
[źródło: Gazeta Wyborcza]
Argentyńczyk dodał, że granie na katalońskim stadionie z roku na roku staje się trudniejsze. I nie był to bynajmniej wyraz uznania dla klasy rywali.
W sobotni wieczór piłkarze Realu i Barcelony zeszli do szatni w... 70. min, gdy kibice uniemożliwili Luisowi Figo wykonanie rzutu rożnego. Odkąd Portugalczyk odszedł z Barcy, zawsze przyjmują go wrogo. Tym razem w jego kierunku pofrunęły już nie tylko pomarańcze i plastikowe pojemniki po napojach, ale i butelki po whisky rzucane przez radykalnych fanów zwanych ,,Boixos Nois`` (,,Szaleńcy``). Podczas poprzedniej wizyty na Camp Nou Figo unikał gry na skrzydłach, do której jest stworzony. Tym razem nie chciał ulec presji. A że kibice, rzucając czym popadło, nie chcieli pozwolić mu dośrodkować z rożnego, piłkarze obu drużyn opuścili boisko.
Przerwa trwała 13 minut. Mecz dokończono, ale nie był to koniec awantur. Katalończycy rozbili szyby w autokarze Realu. - Jestem zaszokowany - opowiadał reporterom Valdano, stojąc w potłuczonym szkle. - Spotkanie oglądał cały świat, wszystkie incydenty widziały miliony ludzi, którzy będą kojarzyć hiszpańską piłkę z przemocą, a nie ze wspaniałym spektaklem.
Argentyńczyk był przygnębiony, trener Vicente del Bosque - wściekły. Zirytowały go zwłaszcza głosy krytyki, że kazał Figo wykonywać rzuty rożne. - To żałosne i śmieszne - mówił. - Dwa lata temu zrezygnowałem z kornerów Luisa, bo sądziłem, że to najlepsze rozwiązanie. I wtedy też mnie krytykowano. A Figo zrobił wspaniałą robotę, biorąc pod uwagę presję, jakiej został poddany. Jego poświęcenie dla Realu można tylko podziwiać.
Niestety, fanom zapadną w pamięć raczej awantury, bowiem największy europejski szlagier stał na przeciętnym poziomie. Pierwsza połowa była przeraźliwie nudna. Pod bramkami nie działo się niemal nic. Real znów nie mógł wystawić wszystkich największych gwiazd. Tej jesieni kwintet Roberto Carlos, Zinedine Zidane, Luis Figo, Raul, Ronaldo zagrał wspólnie tylko raz. Sobota miała być przełomowa dla tego ostatniego, który w katalońskich barwach miał przed laty fenomenalny sezon. Nie nękały go jeszcze wtedy kontuzje, grał regularnie, strzelił 34 gole. W sobotnie popołudnie okazało się, że nie zagra z powodu grypy, której nabawił się podczas wielogodzinnej podróży z Korei Południowej. To właśnie sparing z czwartą drużyną mistrzostw świata natchnął kibiców Realu, że Brazylijczyk (strzelił Azjatom dwa gole) wreszcie odzyska formę, która dała mu tytuł króla strzelców mundialu. Niestety, Ronaldo nie wystąpił, podobnie jak Zidane znów cierpiący na bóle mięśni pleców (ale zagra w Lidze Mistrzów przeciwko Milanowi).
Barcelona strzeliła gola trzy minuty po przerwie. Do siatki trafił Patrick Kluivert, ale sędzia go nie uznał, twierdząc, że podający mu Thiago Motta stał na pozycji spalonej. Pomylił się. Gospodarze złapali jednak wiatr w żagle, z każdą minutą atakowali z większą furią i zepchnęli ,,Królewskich`` do obrony. Nacierali bezskutecznie, ale trener van Gaal zdawał się być zadowolony, bo do ostatnich minut zwlekał z wpuszczeniem na boisko Javiera Savioli. Kiedy wreszcie Argentyńczyka wpuścił, ściągnął jego rodaka Juana Romana Riquelme. Największy miłośnik schematów wśród trenerów nie lubi, gdy na boisku przebywają dwaj gracze zdolni do niebanalnych rozwiązań.
Van Gaal niezadowolony był dopiero po meczu. - Wynik bardzo mnie rozczarował, bo piłkarze zagrali bardzo dobrze - mówił. - Mam nadzieję, że się nie załamią remisem, bo mogę ich tylko pochwalić. Mieli mnóstwo okazji do strzelenia gola, jednego nawet strzelili i nie było powodu, by go anulować. Niestety, przerwa wybiła nas z rytmu. Sędzia nie potrafił kontrolować ani sytuacji na boisku, ani na trybunach. No i Figo niepotrzebnie prowokował tłum - stwierdził Holender.
Wtórował mu prezes Joan Gaspart, któremu zarzuca się żerowanie na nacjonalistycznych nastrojach Katalończyków. - Nie lubię, gdy goście przychodzą do mojego domu i mnie prowokują - powiedział. - A Figo z premedytacją zbyt długo przymierzał się do wykonania rzutu rożnego.
Portugalczyk proszony o komentarz gorzko się zaśmiał i spytał działacza, dlaczego ,,nie zszedł i nie spróbował kopnąć piłki w takich warunkach``. Inna sprawa, że niezdrowe emocje w kibicach wyzwalali także piłkarze, którzy brutalnie faulowali. Claude Makelele po ostrym wejściu Motty został zniesiony na noszach i nie wróci na boisko przez co najmniej cztery tygodnie.
Hiszpańska federacja zarządzi śledztwo mające ustalić szczegóły zajść na Camp Nou. Dwa lata temu, gdy Figo mógł bezpiecznie biegać tylko w środku boiska, Barcelona została ukarana 9 tys. euro grzywny.
[źródło: Gazeta Wyborcza]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (1)