Błędy Franka
W niedzielę 23 grudnia 2007 roku Cules Barcelony przeżyli wielką tragedię - tak należy ocenić przegraną na własnym stadionie z odwiecznym rywalem Realem Madryt.
Królewscy byli zdecydowanie lepiej przygotowani do tego spotkania. Spotkanie śledziło kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie podzielonych na dwie grupy: Blanco którzy na nasze nieszczęście triumfowali oraz barwy Blaugrana pochłonięte w rozpaczy i analizie błędów jakie zostały popełnione tego wieczoru.
Coraz głośniej i częściej słychać, że dni Franka Rijkaarda w mieście Gaudiego są już policzone. Nie należę o osób które podejmują pochopne decyzję, ale jestem jednak racjonalistą. Barça to już nie ten sam zespół co w sezonie 2005/06, który zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach ponad stuletniego klubu. Trumf w Lidze Mistrzów i obrona tytułu w La Liga świadczyły o klasie "Dream Teamu 2" jak nazwano ekipę Mistera. Dziś jedynie wspominamy tamte spotkania i żałujemy, że oglądamy teraz zupełnie inną drużynę. Skład nie przeszedł żadnej rewolucji, a w zasadzie został jeszcze wzmocniony, więc w czym tkwi problem? Postaram się odpowiedzieć na to ambitne pytanie.
1. Przygotowanie kondycyjne - w dzisiejszej piłce jest to czynnik najważniejszy. Bardziej istotny niż technika. Mając zespół perfekcyjnie przygotowany pod względem kondycyjno-motorycznym, jesteśmy w stanie zniwelować braki techniczne i nie pozwolić przeciwnikowi na swobodną grę. Tak swoje zespoły przygotowuje np. Rafa Benitez, Jose Mourinho, Fabio Capello. Ich podopieczni "gryzą trawę" przez pełne 90 minut, a pressing zaczyna się już od pola karnego przeciwnika.
FC Barcelona nie gra w ten sposób. Zespół wyczekuje przeciwnika na swojej połowie i dopiero wtedy stara się odebrać piłkę. Czy to tylko wynik taktyki Mistera? Często myślę, że nasi idole nie mają sił na pełne spotkanie. Co raz częściej głęboko cofnięta linia defensywna nie jest w stanie zatrzymać ataków przeciwnika co przekłada się na co raz większą ilość straconych bramek. Brakuje tej iskry, która narzucała tempo nie do wytrzymania dla przeciwników - tak jak to zrobił Real. Jak stwierdził mój kolega - miałem wrażenie że Real grał w 12 - ponieważ tak sprawnie organizowali akcję w ofensywie i destrukcji. Agresja - taki pojęcie jest chyba bardzo rzadko używane w szatni zespołu z Camp Nou.
"Jeśli jesteś słaby fizycznie - to jesteś słaby psychicznie" - słowa Łukasz Kadziewicza idealnie pasują do podkreślenia tego elementu w dzisiejszym sporcie zawodowym.
Plaga kontuzji i to dość poważnych która "przyszła" razem z Holenderskim trenerem - też stawia pod znakiem zapytania fachowość specjalistów od fizjoterapii w Dumie Katalonii.
Gabri, Belletti, Edmílson, Eto'o(dwa razy), Xavi, Puyol, Márquez, Messi to najbardziej pamiętne kontuzje z ostatnich lat. Wnioski nie zostały wyciągnięte skoro ten problem nadal się pojawia w takiej ilości.
Reasumując, problem słabego przygotowania fizycznego sprawia, że mecze Barcelony są rozgrywane w wolnym tempie i nie potrafimy zaskoczyć rywala. Kontuzje również odciskają swoje piętno na grze zespołu. Agresja i pressing pojawia się sporadycznie, a jeśli już jest trwa zbyt krótko. To jest problem Rijkaarda, który trwa już kolejny rok. Nikt nie chce go rozwiązywać w sposób który wpłynie na poprawienie tego stanu. Do lekarzy Blaugrany można mieć kolejne zastrzeżenia. Nie szukając długo w pamięci - pierwszy z brzegu zarzut - jak można dopuścić do gry w klubie zawodnika który ma dyskopatię oraz nie do końca wyleczone kolano? A jednak można - o kim mowa? O letnim nabytku klubu Thierry'm Henry. Ale o nim będzie mową jeszcze później.
2. Taktyka - w Polsce mówimy, że nasi rodacy grający w piłkę nie mają zbyt dużego pojęcia o tym elemencie gry. W ostatnim meczu potwierdziło się moje wcześniejsze spostrzeżenie, że gracze Barçy również mają z tym ogromne problemy. Szczególnie widoczne jest to w newralgicznej środkowej strefie boiska. Blaugrana od zawsze gra trójką pomocników. Mister zawsze wystawia dwóch ofensywnych zawodników i jednego "od czarnej roboty". Deco i Xavi konstruują akcje, nadają rytm grze, a Yaya Toure pracuje w odbiorze piłki - tak to wszystko wygląda na papierze. Każdego chyba doświadczyło już życie, że praktyka i teoria chodzą różnymi drogami. Pivot, czyli gracz z Wybrzeża Kości Słoniowej który został sprowadzony po to by walczyć w środku pola, odbierać piłkę i... nic poza tym. Jednak były gracz AS Monaco coraz częściej zapędza się pod pole karne rywali! Próbuje strzelać, rozgrywać - przez co nie nadąża za akcjami rywali. Dobitny przykład to w meczy Gran Derbi okres pomiędzy 50 a 70 minutą. Real wyprowadzał środkiem kontrę za kontrą ponieważ Toure zostawał pod polem karnym Królewskich, gdzie był bezproduktywny - absurd. Nie po to go sprowadzano na Camp Nou.
Rozgrywając atak pozycyjny Deco gra bliżej lewej strony boiska, Xavi natomiast woli prawe sektory. Przez co tworzy się ogromna luka za plecami Eto'o w środku. Obszar przed polem karnym rywali jest pusty i nie ma nikogo, kto przejąłby wybitą piłkę czy rykoszet. Każdy ma za daleko do tej strefy, a tak przecież nie przystoi robić takich błędów jednej z najlepszych drużyn świata. Gra skrzydłami to mocna strona Barçy, ale kto poza Eto'o czeka na zagrania ze skrzydeł? Nikt. Ponieważ wszyscy myślą że Messi, Iniesta czy Ronaldinho sami przedryblują trzech, czterech rywali - kolejny absurd. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłaby gra z dwoma defensorami. Yaya Toure i Xavi wsparci jednym zdecydowanie ofensywnym Deco. Xavi ma predyspozycje aby grać jak kiedyś Pep Guardiola - regulować z przed linii obronnej poczynania partnerów. Na dzień dzisejszy, najlepiej robi to Andrea Pirlo z AC Milan. Nie pcha się na siłę na 20 metr przed bramkę przeciwników. Precyzyjne zagrywa piłki z połowy boiska.. a przecież Xavi też to potrafi robić. Deco grając jako ofensywny gracz - grał tak już w FC Porto może wykorzystać swój silny strzał z dystansu, prostopadłe podanie, zmysł do gry kombinacyjnej.
Wydaje mi się, że zmiana ustawienia linii pomocy może być lekiem na rany. Frank Rijaard jednak nie lubi zmieniać taktyki, bo od lat gramy tak samo. Rywale nawet nie muszą oglądać spotkań Barçy bo i tak wiadomo jak zagrają. To się przekłada na problem z ograniem nawet "średniaków ligowych". Dlatego wyniki Barçy są coraz słabsze. Jose Mourinho, który jest typowany na nowego trenera z pewnością wprowadziłby takie rozwiązanie taktyczne.
Przez pięć sezonów Mister tylko raz zmienił ustawienie drużyny, kiedy to w pamiętnym meczu o Copa del Rey z Realem Saragossa, zagraliśmy ustawieniem 3-4-3. Spowodowało to całkowite zaskoczenie przeciwnika. A dziś, toporna gra która już nikogo nie zaskakuje i trwa od finału Ligi Mistrzów w maju 2005 roku - jak długo jeszcze? Pytanie do Rijkaarda ale i do Laporty, bo to w jego rękach leży decyzja o zmianie bądź zachowaniu trenera na pozycji.
3. Transfery - Brawo za wzmocnienie defensywy. Latem zakupiono Milito, Abidala, Toure, którzy okazali się bardzo wartościowymi zawodnikami. Natomiast po co nam Henry? Francuz który ma perypetie zdrowotne (o których już wspominałem) a także prawie cały miniony rok był na L4. Wegner zrobił świetny interes. Pozbył się przygasającej gwiazdy za 24 miliony euro. Gracz ten strzelił na razie 5 goli i ... oczywiście siedzi na ławce lub w gabinetach lekarskich.
Jego wkład w dokonania zespołu jest znikomy. Także pod względem marketingowym okazał się niewypałem. Po początkowym entuzjazmie, sprzedaż koszulek ex-gwiazdy Arsenalu stopniowo spada co nie pozwoli zmniejszyć wydatków płacowych dla Henry'ego. A są one niemały, ponieważ Francuz jest tuż po Ronaldinho najlepiej opłacanym graczem Blaugrany. W dodatku może tylko pomarzyć o wygryzieniu Samuela Eto'o ze szpicy ataku, więc zakup kompletnie mijający się z celem. Z dawnej chluby i chwały pozostało tylko znane nazwisko.
Ale taki los nie dotyka tylko piłkarza z numerem 14 na koszulce. Podobnie wypalonymi gwiazdami są już Ronaldinho Gaúcho, Gianluca Zambrotta. W ich miejsce potrzebni są nowi i młodsi gracze. Świeża krew dobrze wpłynie na rywalizacje w zespole. Dość bycia w składzie za dawne zasługi. Era każdego piłkarza ma swój początek ale i swój koniec. Swoje "pięć minut" mieli Kubala, Cruyff, Maradona, Romario, Laudrup, Stoiczkow czy Rivaldo. Teraz nadszedł czas na kogoś kto zastąpi Ronaldinho. Naturalnym następcą jest Messi i być może czas kupić kogoś nowego do wsparcia wychowanka Barçy.
4. Styl - od dziesiątków lat Barça gra bardzo ofensywnie i przede wszystkim efektownie. Za wszelką cenę dąży do atakowania bramki rywali, ale czy to jest metoda skuteczna i przynosi wymierne efekty? Dziś gramy pięknie ale o zdobyciu tytułów możemy marzyć. A w sezonie 2005/06 graliśmy zdecydowanie inaczej. Proszę przeanalizować wyniki ze spotkań Ligi Mistrzów z Benficą, Chelsea, Milanem i Arsenalem. To przykład jak należy skutecznie atakować i bronić, a efekt końcowy każdy zna. Kolejne mistrzostwo oraz drugi w historii klubu triumf w Lidze Mistrzów, dlatego dziwi mnie tak ofensywne nastawianie zespołu od tej pory przez Holendra. Nie wiem, czy nie widzi, czy nie chce widzieć, że odsłanianie się powoduje tracenie bramek, a siła ataku oparta tylko na Ronnim prowadzi do zguby. Wydaje mi się, że warto brać przykład z AC Milanu - klubu który ma najwięcej międzynarodowych tytułów w światowej piłce. Grać twardo w obronie, zdyscyplinowanie, z nutką szaleństwa w linii ataku. Lepiej wygrać mecz 1-0 i dopisać kolejne punktu i tytułu niż przegrać 4-5 i zostać pokonanym ze srebrnym medalem w ręku. Historia pamięta tylko zwycięzców, a my potrzebujemy tytułów, których jak na tak klasowy zespół mamy całkiem mało. Dlatego Cules zaakceptują bardziej ostrożne, defensywne nastawienie drużyny, jeśli tylko mistrzostwo i puchar mistrzów wrócą do stolicy Katalonii.
Jak widać zostało popełnionych wiele błędów i spadają one na głowę Franka Rijkaarda, który jest odpowiedzialny za wyniki drużyny. Powoli widać, że obie strony są już sobą zmęczone. Holender nie będzie drugim sir Alexem Fergusonem i nie będzie pracował w Blaugranie dwie dekady. Pora zacząć rozglądać się za nowym trenerem, który latem przejmie zespół i wprowadzi nowe standardy, nową myśl i nowego ducha.
Nawet zdobycie tytułów nie powinno spowodować zatrzymania Mistera w mieście Gaudiego. Podobnie jak w przypadku Ronaldinho Gaúcho, Rijkaard zapisał już swoją kartę w historii klubu, ale pióro trzeba przekazać już komuś innemu. Komu to pytanie pozostawiam otwarte - każdy ma swoje typy.
Królewscy byli zdecydowanie lepiej przygotowani do tego spotkania. Spotkanie śledziło kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie podzielonych na dwie grupy: Blanco którzy na nasze nieszczęście triumfowali oraz barwy Blaugrana pochłonięte w rozpaczy i analizie błędów jakie zostały popełnione tego wieczoru.
Coraz głośniej i częściej słychać, że dni Franka Rijkaarda w mieście Gaudiego są już policzone. Nie należę o osób które podejmują pochopne decyzję, ale jestem jednak racjonalistą. Barça to już nie ten sam zespół co w sezonie 2005/06, który zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach ponad stuletniego klubu. Trumf w Lidze Mistrzów i obrona tytułu w La Liga świadczyły o klasie "Dream Teamu 2" jak nazwano ekipę Mistera. Dziś jedynie wspominamy tamte spotkania i żałujemy, że oglądamy teraz zupełnie inną drużynę. Skład nie przeszedł żadnej rewolucji, a w zasadzie został jeszcze wzmocniony, więc w czym tkwi problem? Postaram się odpowiedzieć na to ambitne pytanie.
1. Przygotowanie kondycyjne - w dzisiejszej piłce jest to czynnik najważniejszy. Bardziej istotny niż technika. Mając zespół perfekcyjnie przygotowany pod względem kondycyjno-motorycznym, jesteśmy w stanie zniwelować braki techniczne i nie pozwolić przeciwnikowi na swobodną grę. Tak swoje zespoły przygotowuje np. Rafa Benitez, Jose Mourinho, Fabio Capello. Ich podopieczni "gryzą trawę" przez pełne 90 minut, a pressing zaczyna się już od pola karnego przeciwnika.
FC Barcelona nie gra w ten sposób. Zespół wyczekuje przeciwnika na swojej połowie i dopiero wtedy stara się odebrać piłkę. Czy to tylko wynik taktyki Mistera? Często myślę, że nasi idole nie mają sił na pełne spotkanie. Co raz częściej głęboko cofnięta linia defensywna nie jest w stanie zatrzymać ataków przeciwnika co przekłada się na co raz większą ilość straconych bramek. Brakuje tej iskry, która narzucała tempo nie do wytrzymania dla przeciwników - tak jak to zrobił Real. Jak stwierdził mój kolega - miałem wrażenie że Real grał w 12 - ponieważ tak sprawnie organizowali akcję w ofensywie i destrukcji. Agresja - taki pojęcie jest chyba bardzo rzadko używane w szatni zespołu z Camp Nou.
"Jeśli jesteś słaby fizycznie - to jesteś słaby psychicznie" - słowa Łukasz Kadziewicza idealnie pasują do podkreślenia tego elementu w dzisiejszym sporcie zawodowym.
Plaga kontuzji i to dość poważnych która "przyszła" razem z Holenderskim trenerem - też stawia pod znakiem zapytania fachowość specjalistów od fizjoterapii w Dumie Katalonii.
Gabri, Belletti, Edmílson, Eto'o(dwa razy), Xavi, Puyol, Márquez, Messi to najbardziej pamiętne kontuzje z ostatnich lat. Wnioski nie zostały wyciągnięte skoro ten problem nadal się pojawia w takiej ilości.
Reasumując, problem słabego przygotowania fizycznego sprawia, że mecze Barcelony są rozgrywane w wolnym tempie i nie potrafimy zaskoczyć rywala. Kontuzje również odciskają swoje piętno na grze zespołu. Agresja i pressing pojawia się sporadycznie, a jeśli już jest trwa zbyt krótko. To jest problem Rijkaarda, który trwa już kolejny rok. Nikt nie chce go rozwiązywać w sposób który wpłynie na poprawienie tego stanu. Do lekarzy Blaugrany można mieć kolejne zastrzeżenia. Nie szukając długo w pamięci - pierwszy z brzegu zarzut - jak można dopuścić do gry w klubie zawodnika który ma dyskopatię oraz nie do końca wyleczone kolano? A jednak można - o kim mowa? O letnim nabytku klubu Thierry'm Henry. Ale o nim będzie mową jeszcze później.
2. Taktyka - w Polsce mówimy, że nasi rodacy grający w piłkę nie mają zbyt dużego pojęcia o tym elemencie gry. W ostatnim meczu potwierdziło się moje wcześniejsze spostrzeżenie, że gracze Barçy również mają z tym ogromne problemy. Szczególnie widoczne jest to w newralgicznej środkowej strefie boiska. Blaugrana od zawsze gra trójką pomocników. Mister zawsze wystawia dwóch ofensywnych zawodników i jednego "od czarnej roboty". Deco i Xavi konstruują akcje, nadają rytm grze, a Yaya Toure pracuje w odbiorze piłki - tak to wszystko wygląda na papierze. Każdego chyba doświadczyło już życie, że praktyka i teoria chodzą różnymi drogami. Pivot, czyli gracz z Wybrzeża Kości Słoniowej który został sprowadzony po to by walczyć w środku pola, odbierać piłkę i... nic poza tym. Jednak były gracz AS Monaco coraz częściej zapędza się pod pole karne rywali! Próbuje strzelać, rozgrywać - przez co nie nadąża za akcjami rywali. Dobitny przykład to w meczy Gran Derbi okres pomiędzy 50 a 70 minutą. Real wyprowadzał środkiem kontrę za kontrą ponieważ Toure zostawał pod polem karnym Królewskich, gdzie był bezproduktywny - absurd. Nie po to go sprowadzano na Camp Nou.
Rozgrywając atak pozycyjny Deco gra bliżej lewej strony boiska, Xavi natomiast woli prawe sektory. Przez co tworzy się ogromna luka za plecami Eto'o w środku. Obszar przed polem karnym rywali jest pusty i nie ma nikogo, kto przejąłby wybitą piłkę czy rykoszet. Każdy ma za daleko do tej strefy, a tak przecież nie przystoi robić takich błędów jednej z najlepszych drużyn świata. Gra skrzydłami to mocna strona Barçy, ale kto poza Eto'o czeka na zagrania ze skrzydeł? Nikt. Ponieważ wszyscy myślą że Messi, Iniesta czy Ronaldinho sami przedryblują trzech, czterech rywali - kolejny absurd. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłaby gra z dwoma defensorami. Yaya Toure i Xavi wsparci jednym zdecydowanie ofensywnym Deco. Xavi ma predyspozycje aby grać jak kiedyś Pep Guardiola - regulować z przed linii obronnej poczynania partnerów. Na dzień dzisejszy, najlepiej robi to Andrea Pirlo z AC Milan. Nie pcha się na siłę na 20 metr przed bramkę przeciwników. Precyzyjne zagrywa piłki z połowy boiska.. a przecież Xavi też to potrafi robić. Deco grając jako ofensywny gracz - grał tak już w FC Porto może wykorzystać swój silny strzał z dystansu, prostopadłe podanie, zmysł do gry kombinacyjnej.
Wydaje mi się, że zmiana ustawienia linii pomocy może być lekiem na rany. Frank Rijaard jednak nie lubi zmieniać taktyki, bo od lat gramy tak samo. Rywale nawet nie muszą oglądać spotkań Barçy bo i tak wiadomo jak zagrają. To się przekłada na problem z ograniem nawet "średniaków ligowych". Dlatego wyniki Barçy są coraz słabsze. Jose Mourinho, który jest typowany na nowego trenera z pewnością wprowadziłby takie rozwiązanie taktyczne.
Przez pięć sezonów Mister tylko raz zmienił ustawienie drużyny, kiedy to w pamiętnym meczu o Copa del Rey z Realem Saragossa, zagraliśmy ustawieniem 3-4-3. Spowodowało to całkowite zaskoczenie przeciwnika. A dziś, toporna gra która już nikogo nie zaskakuje i trwa od finału Ligi Mistrzów w maju 2005 roku - jak długo jeszcze? Pytanie do Rijkaarda ale i do Laporty, bo to w jego rękach leży decyzja o zmianie bądź zachowaniu trenera na pozycji.
3. Transfery - Brawo za wzmocnienie defensywy. Latem zakupiono Milito, Abidala, Toure, którzy okazali się bardzo wartościowymi zawodnikami. Natomiast po co nam Henry? Francuz który ma perypetie zdrowotne (o których już wspominałem) a także prawie cały miniony rok był na L4. Wegner zrobił świetny interes. Pozbył się przygasającej gwiazdy za 24 miliony euro. Gracz ten strzelił na razie 5 goli i ... oczywiście siedzi na ławce lub w gabinetach lekarskich.
Jego wkład w dokonania zespołu jest znikomy. Także pod względem marketingowym okazał się niewypałem. Po początkowym entuzjazmie, sprzedaż koszulek ex-gwiazdy Arsenalu stopniowo spada co nie pozwoli zmniejszyć wydatków płacowych dla Henry'ego. A są one niemały, ponieważ Francuz jest tuż po Ronaldinho najlepiej opłacanym graczem Blaugrany. W dodatku może tylko pomarzyć o wygryzieniu Samuela Eto'o ze szpicy ataku, więc zakup kompletnie mijający się z celem. Z dawnej chluby i chwały pozostało tylko znane nazwisko.
Ale taki los nie dotyka tylko piłkarza z numerem 14 na koszulce. Podobnie wypalonymi gwiazdami są już Ronaldinho Gaúcho, Gianluca Zambrotta. W ich miejsce potrzebni są nowi i młodsi gracze. Świeża krew dobrze wpłynie na rywalizacje w zespole. Dość bycia w składzie za dawne zasługi. Era każdego piłkarza ma swój początek ale i swój koniec. Swoje "pięć minut" mieli Kubala, Cruyff, Maradona, Romario, Laudrup, Stoiczkow czy Rivaldo. Teraz nadszedł czas na kogoś kto zastąpi Ronaldinho. Naturalnym następcą jest Messi i być może czas kupić kogoś nowego do wsparcia wychowanka Barçy.
4. Styl - od dziesiątków lat Barça gra bardzo ofensywnie i przede wszystkim efektownie. Za wszelką cenę dąży do atakowania bramki rywali, ale czy to jest metoda skuteczna i przynosi wymierne efekty? Dziś gramy pięknie ale o zdobyciu tytułów możemy marzyć. A w sezonie 2005/06 graliśmy zdecydowanie inaczej. Proszę przeanalizować wyniki ze spotkań Ligi Mistrzów z Benficą, Chelsea, Milanem i Arsenalem. To przykład jak należy skutecznie atakować i bronić, a efekt końcowy każdy zna. Kolejne mistrzostwo oraz drugi w historii klubu triumf w Lidze Mistrzów, dlatego dziwi mnie tak ofensywne nastawianie zespołu od tej pory przez Holendra. Nie wiem, czy nie widzi, czy nie chce widzieć, że odsłanianie się powoduje tracenie bramek, a siła ataku oparta tylko na Ronnim prowadzi do zguby. Wydaje mi się, że warto brać przykład z AC Milanu - klubu który ma najwięcej międzynarodowych tytułów w światowej piłce. Grać twardo w obronie, zdyscyplinowanie, z nutką szaleństwa w linii ataku. Lepiej wygrać mecz 1-0 i dopisać kolejne punktu i tytułu niż przegrać 4-5 i zostać pokonanym ze srebrnym medalem w ręku. Historia pamięta tylko zwycięzców, a my potrzebujemy tytułów, których jak na tak klasowy zespół mamy całkiem mało. Dlatego Cules zaakceptują bardziej ostrożne, defensywne nastawienie drużyny, jeśli tylko mistrzostwo i puchar mistrzów wrócą do stolicy Katalonii.
Jak widać zostało popełnionych wiele błędów i spadają one na głowę Franka Rijkaarda, który jest odpowiedzialny za wyniki drużyny. Powoli widać, że obie strony są już sobą zmęczone. Holender nie będzie drugim sir Alexem Fergusonem i nie będzie pracował w Blaugranie dwie dekady. Pora zacząć rozglądać się za nowym trenerem, który latem przejmie zespół i wprowadzi nowe standardy, nową myśl i nowego ducha.
Nawet zdobycie tytułów nie powinno spowodować zatrzymania Mistera w mieście Gaudiego. Podobnie jak w przypadku Ronaldinho Gaúcho, Rijkaard zapisał już swoją kartę w historii klubu, ale pióro trzeba przekazać już komuś innemu. Komu to pytanie pozostawiam otwarte - każdy ma swoje typy.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)