3, 2, 1, 0... Falstart!
Nieprzypadkowo tytuł osadzony został w iście sprinterskim tonie, a więc jakże odmiennym od tempa "grande" Barçy na starcie nowego - już 2007 roku. Pozostając jednak w klimacie bliskim Irenie Szewińskiej wypada nam mieć nie taką znowuż płonną nadzieję, że to tylko przedbiegi w wykonaniu dumy naszej, naszej Dumy Katalonii. Oczywiście łatwo w tym miejscu polemizować, ba, polemika jest nawet wskazana ale chyba każdy zgodzić się musi, iż 4 zwycięstwa w 9 meczach, przy 3 remisach i 2 porażkach w przeciągu miesiąca, to jak na drużynę pokroju F.C. Barcelony wynik co najmniej marny. Podobno nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej, tylko czy oby na pewno powinniśmy równać w dół? Dlatego właśnie popularny "fall start" idealnie obrazuje zaistniałą sytuację, prosto i dobitnie określa formę naszych pupili, pozostawiając jednak szeroko otwartą furtkę, bo przecież od fall startu do dyskwalifikacji jest niemal równie daleko co do upragnionej mety. Zanim jednak przekroczymy próg owej furtki zastanówmy się nad przyczynami "kryzysu"
Kontuzje, kontuzje, kontuzje... solą futbolu? Raczej zmorą siejącą ferment niepokoju od zawsze i prawdopodobnie już na zawsze. Urazy przytrafiają się w każdej drużynie, dopadają piłkarzy mniej lub bardziej istotnych w koncepcji trenerów ale żeby od razu dwóch, trzech, pięciu? Za bardziej pechową można uznać jedynie Valencię, jednak czy znajdziemy desperata, który odważy się na porównanie absencji Eto'o do nieobecności jakiegoś podrzędnego grajka? A przecież prócz Czarnej Perły przymusowy urlop, destrukcyjny raczej niż odprężający i przyjemny, dopadł również Leo Messiego. Brak dwóch, jakże kluczowych ogniw, nie mógł odbić się bez echa na dyspozycji zespołu. Momentami brakowało również Zambrotty, Thurama, Márqueza, Deco, Savioli czy Ronaldinho. Niewątpliwie kontuzje skradły nam kilka cennych punktów.
W tym miejscu należy zastanowić się nad ławką rezerwowych, czy raczej jej długością. I bynajmniej nie chodzi o długość siedzisk, a nawet ich liczbę, a o potencjał zawodników wspomniane siedziska zajmujących. Czy Gudjohnsen jest godnym następcą kameruńskiego snajpera, czy Oleguer naprawdę nadaje się do czegoś więcej niż tylko wygłaszania skrajnie radykalnych, politycznych poglądów, no i kto to jest Motta? Ale to materiał do prześledzenia i zażyłej dyskusji w oddzielnym felietonie. Tymczasem zimowe okienko transferowe zostało przez szefostwo Barçy zignorowane celowo, a czy efekty tego posunięcia celująco doprowadzą nas do celu? Oby...
Do celu doprowadzić nas powinien Frank Rijkard, To on tu dowodzi, to on odbudował potęgę Dumy Katalonii, to pod jego batutą Barça przypomniała sobie o magii, estetyce i pięknie, które od zawsze w niej drzemały. Futbol nieziemski, cudowny, niebanalny i nieosiągalny, bez schematów i zbędnej kalkulacji. Czyżby wyczerpał się holenderski monopol na sukces? Nowatorskie pomysły na ustawienie drużyny, nowatorskie pomysły na meczowe zmiany i nowe efekty wymysłów Franklina - zatracona finezja, utracone punkty. Mylić się jest rzeczą ludzką! Dajmy na to, taki przykładowy kibic Realu zakochując się w "Królewskich" popełnił katastrofalny błąd, prawdopodobnie największy w życiu, ale sęk w tym by w porę się zreflektować i choć fanom "Galacticos" raczej się to nie uda, zapewne umrą bez poczucia klęski, trafią do piekła by smażąc się i pokutując, dociekać swej winy, to Ryjek musi ponownie zrozumieć ducha drużyny z Camp Nou, musie przypomnieć sobie o tym, o czym doskonale pamiętał, powrócić do przeszłości. Jeśli nie, diabeł już dorzuca do pieca!
Było o trenerze, pora na metody treningowe. Tylko czy w przypadku Barçy można użyć tak wzniosłych, patetycznych wręcz słów? Niejaki Galleone - swego czasu "coach" Udinese doniósł światu o nieróbstwie katalońskiej ekipy. "Oni nie robią praktycznie nic!" - grzmiał Włoch, żałował jedynie, że brak mu dowodów na potwierdzenie rzekomo podejrzanego faktu. Niesmak jest, prawdopodobnie na długo pozostanie, a gdyby tak prawda wyszła na jaw... choćby źdźbło tejże prawdy niesmak spotęguje. Pytanie tylko: Czy piłkarze Barçy są już idealni, treningu nie potrzebują bo lepsi już być nie mogą? A co z frazesem, że trening czyni mistrza?
No tak, mistrza już mamy... jednak czekamy na obronę tytułów i tytuły kolejne! Wiele byśmy dali, prawdopodobnie wszystko by za pewien czas móc wykrzyczeć: "3, 2, 1, 0... Campeone!!!" i zapomnieć o noworocznym fall starcie. By tak się stało wiele kryteriów musi zostać spełnionych. Kilka z nich opisałem, kilka pominąłem... Visca el Barça!
Kontuzje, kontuzje, kontuzje... solą futbolu? Raczej zmorą siejącą ferment niepokoju od zawsze i prawdopodobnie już na zawsze. Urazy przytrafiają się w każdej drużynie, dopadają piłkarzy mniej lub bardziej istotnych w koncepcji trenerów ale żeby od razu dwóch, trzech, pięciu? Za bardziej pechową można uznać jedynie Valencię, jednak czy znajdziemy desperata, który odważy się na porównanie absencji Eto'o do nieobecności jakiegoś podrzędnego grajka? A przecież prócz Czarnej Perły przymusowy urlop, destrukcyjny raczej niż odprężający i przyjemny, dopadł również Leo Messiego. Brak dwóch, jakże kluczowych ogniw, nie mógł odbić się bez echa na dyspozycji zespołu. Momentami brakowało również Zambrotty, Thurama, Márqueza, Deco, Savioli czy Ronaldinho. Niewątpliwie kontuzje skradły nam kilka cennych punktów.
W tym miejscu należy zastanowić się nad ławką rezerwowych, czy raczej jej długością. I bynajmniej nie chodzi o długość siedzisk, a nawet ich liczbę, a o potencjał zawodników wspomniane siedziska zajmujących. Czy Gudjohnsen jest godnym następcą kameruńskiego snajpera, czy Oleguer naprawdę nadaje się do czegoś więcej niż tylko wygłaszania skrajnie radykalnych, politycznych poglądów, no i kto to jest Motta? Ale to materiał do prześledzenia i zażyłej dyskusji w oddzielnym felietonie. Tymczasem zimowe okienko transferowe zostało przez szefostwo Barçy zignorowane celowo, a czy efekty tego posunięcia celująco doprowadzą nas do celu? Oby...
Do celu doprowadzić nas powinien Frank Rijkard, To on tu dowodzi, to on odbudował potęgę Dumy Katalonii, to pod jego batutą Barça przypomniała sobie o magii, estetyce i pięknie, które od zawsze w niej drzemały. Futbol nieziemski, cudowny, niebanalny i nieosiągalny, bez schematów i zbędnej kalkulacji. Czyżby wyczerpał się holenderski monopol na sukces? Nowatorskie pomysły na ustawienie drużyny, nowatorskie pomysły na meczowe zmiany i nowe efekty wymysłów Franklina - zatracona finezja, utracone punkty. Mylić się jest rzeczą ludzką! Dajmy na to, taki przykładowy kibic Realu zakochując się w "Królewskich" popełnił katastrofalny błąd, prawdopodobnie największy w życiu, ale sęk w tym by w porę się zreflektować i choć fanom "Galacticos" raczej się to nie uda, zapewne umrą bez poczucia klęski, trafią do piekła by smażąc się i pokutując, dociekać swej winy, to Ryjek musi ponownie zrozumieć ducha drużyny z Camp Nou, musie przypomnieć sobie o tym, o czym doskonale pamiętał, powrócić do przeszłości. Jeśli nie, diabeł już dorzuca do pieca!
Było o trenerze, pora na metody treningowe. Tylko czy w przypadku Barçy można użyć tak wzniosłych, patetycznych wręcz słów? Niejaki Galleone - swego czasu "coach" Udinese doniósł światu o nieróbstwie katalońskiej ekipy. "Oni nie robią praktycznie nic!" - grzmiał Włoch, żałował jedynie, że brak mu dowodów na potwierdzenie rzekomo podejrzanego faktu. Niesmak jest, prawdopodobnie na długo pozostanie, a gdyby tak prawda wyszła na jaw... choćby źdźbło tejże prawdy niesmak spotęguje. Pytanie tylko: Czy piłkarze Barçy są już idealni, treningu nie potrzebują bo lepsi już być nie mogą? A co z frazesem, że trening czyni mistrza?
No tak, mistrza już mamy... jednak czekamy na obronę tytułów i tytuły kolejne! Wiele byśmy dali, prawdopodobnie wszystko by za pewien czas móc wykrzyczeć: "3, 2, 1, 0... Campeone!!!" i zapomnieć o noworocznym fall starcie. By tak się stało wiele kryteriów musi zostać spełnionych. Kilka z nich opisałem, kilka pominąłem... Visca el Barça!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)