Barwy koszulki
17 maja 2006 roku to data, która na trwałe zapisała się w mojej pamięci. Data o tak potężnej mocy, że na samą myśl tego dnia przenoszę się do Paryża, biegam po Polach Elizejskich z wielką bordowo-granatową flagą, krzyczę z Wieży Eiffela "siempre Barcelona!". Pamiętać gdzie był poprzedni finał Ligi Mistrzów to dla mnie zadanie do wykonania; gdzie był trzy lata temu - misja niemożliwa. Bo trzeba to przyznać, że finał LM liczy się tylko do następnego. Może pocieszam się, może to tylko usprawiedliwienie dla mojej dziurawej pamięci- ale czy ktoś z Was pamięta gdzie w 1999r. Czerwone Diabły pokonały Bayern? A Paryż pozostanie w mojej głowie na długie lata. To był wielki dzień dla mnie i dla Wszystkich fanatyków Blaugrany.
Ale ten dzień będę przez lata pamiętał jeszcze z jednego powodu. Wczesnym przedpołudniem, ubrany w najelegantszy strój, ruszyłem jako kurier, złożyć, na ręce narzeczonej brata mojego serdecznego przyjaciela, urodzinowe kwiaty i czekoladki- ot romantyczny początek wielkiego urodzinowego dnia dwojga zakochanych ludzi. Tym większe było me zdziwienie, i nie będę ukrywał, że wielkim "rispektem" obdarzyłem owego brata, kiedy to wieczorem okazało się, że romantyczne urodziny-romantycznymi urodzinami, ale finał Ligi Mistrzów jest tylko raz w roku. Mój bohater "swoje" już zrobił, teraz była pora na wieczór z kumplami w barze, przy litrach piwa i głośnych okrzykach radości i smutku.
Nie wiem ile razy zdarzyło Wam się zabrać swoją drugą, ponoć lepszą połówkę na mecz, niekoniecznie piłkarski, i w duchu przyrzekać sobie - już nigdy więcej. Sam początek operacji "idę z misiem na mecz" a Ciebie już trafia. Ty zakładasz koszulkę ukochanego klubu i jesteś już gotów, a ona, jak to w zwyczaju, siedzi w łazience- bo przecież trzeba jakoś wyglądać. Fajnie, ale tam właśnie zaczyna się rozgrzewka; weź wytłumacz kobiecie, że jak na plakacie jest napisane, że mecz jest o 17 to nie oznacza to tego, że przed tym jest wielka czarna dziura i dopiero o godzinie "W" zaczynają się te niezrozumiałe dla niej emocje. Tak drogie panie- rozgrzewka też może być ciekawa i ekscytująca. A tak jak już mowa o koszulce ukochanego klubu. Żeby wreszcie zamówić sobie najnowszą koszulkę Barçy, przez miesiąc wakacji wpisywałem polisy ubezpieczeniowe do komputera- nudno, ale skutecznie. Wreszcie nadszedł TEN dzień! Dzień, kiedy posiadając już w kieszeni zarobione złotówki, z wielką celebracją zasiadłem do komputera- mogę zamawiać! Podniecony faktem, że wkrótce wreszcie JĄ założę, ruszyłem na spotkanie z kandydatką na moją przyszłą dziewczynę. O jaki ja byłem głupi, o jaki naiwny. W tej euforii, mówię jej już po chwili, że odliczam dni, kiedy dostanę koszulkę mojej ukochanej Blaugrany. O jaki to był błąd, co ja głupi narobiłem? Mówię jej o koszulce, a kandydatka jednym pytaniem sama skreśla mi się z listy oczekujących- a w jakim kolorze ta koszulka? Tu już nie ma odwrotu. Pot mi cieknie po plecach, dłonie drżą ze zdenerwowania. Mówię sobie w duchu- nie no synek, musiałeś źle usłyszeć. Ale patrzę na tę skreśloną kandydatkę, patrzę na jej twarz i widzę w oczach to pytanie- ona rzeczywiście chce poznać kolor koszulki FC Barcelony. Próbuję być wyrozumiały, ale jak sobie pomyślę, co tu się właśnie wydarzyło, miły być nie mogę. Raz, że ja jej mówię o koszulce ukochanego klubu, a ta już kombinuje czy będzie jej pasować nowa kamizelka i czy przypadkiem nie będę się wygłupiał, bo przecież do moich zielonych oczy nie wszystko pasuję. No chyba każdy z Was mnie rozumie? Gdyby koszulka mojego czy Twojego ukochanego klubu miała kolor sraczkowaty, czy miałoby to dla nas jakiekolwiek znaczenie? A dla niej jak widać ma. Pięść się sama zaciska. Po drugie, jak już zaczynam być czepialski, to czy ja się Tobie moja droga skreślona chwaliłem koszulką trzecioligowej Floty Świnoujście, czy też może największego klubu na świecie? Od ponad stu lat mówi się głośno o tych barwach, pokazują je na okrągło w telewizji a Ty nie masz o tym bladego pojęcia? Biało-niebieskie barwy Floty to nie jest minimum jakie powinnaś znać, ale bordowo-granatowy owszem. Jeszcze może wbijesz mi nóż w plecy i powiesz, że za to wiesz, jakie barwy ma Real Madryt? Droga skreślona- ja dla Ciebie osiągam to minimum. Wiem, że w "Na dobre i na złe" jest Bruno, że to o lekarzach i że leci w niedziele. Nie oglądam, bo to nie minimum, ale coś tam wiem. A Ty mi się pytasz o kolor koszulki FC Barcelony- opcja delete.
Wracając do wyjścia na mecz. Jak idziesz na stadion- pół biedy- nie będzie miała zbytnio okazji ponarzekać ani pomęczyć, że chce coś do picia czy jedzenia. Zgłodniałaś? Kupić Ci kiełbaskę? I kłopot z głowy. Problem dopiero zaczyna się, kiedy obiecasz jej wyjście na siatkówkę czy koszykówkę; już ogromnym problemem jest jak ten mecz pokazują w telewizji. W każdej przerwie w grze, taki teraz wieśniacki zwyczaj, chcą zabawiać widza muzyczką pod nóżkę, nieletnimi tancerkami, albo konkursami, w których możesz wygrać kubek z logiem operatora sieci komórkowej. Myślę sobie, po co to wszystko? Dla kogo? No chyba właśnie dla tej, co z nią przyszedłeś, i siedzi teraz znudzona obroną strefową i pojedynczym blokiem na najlepszym atakującym ligi. To wszystko jakieś takie nudne. No, chyba, że akurat partnerka innego takiego straceńca jak Ty- trzy rzędy niżej- ma niemodną spódniczkę. Nie no, to wtedy jest ciekawie. I właśnie, kiedy przy remisie, na 3 minuty do końca meczu, Twój ulubiony zawodnik przymierza się za 3, ona koniecznie musi Ci o tym powiedzieć- ta szkocka kratka to teraz obciach, wiesz misiu? Gra toczy się dalej, odzieżowe emocje opadły, królowa się nudzi. 10 sekund do końca, przegrywamy jednym, trener bierze czas. I pach. Leci muzyczka pod nóżkę. Twoje życie właśnie wisi na włosku, gryziesz paznokcie, a tu Twoja królowa zaczyna taniec pt. "deptanie kapuchy". Pisałem wcześniej, że prawdziwą tragedią wyjścia na mecz, jest jak pokazują go w telewizji. Oto Ty sobie nie zdajesz sprawy, że teraz celem nr jeden, przez cały okres trwania meczu będzie dorwanie operatora, wkupienie się w jego łaski, i zaistnienie przez 5 sekund na wizji całego kraju. Ty rwiesz włosy, bo atak w aut, a ona jest w jej własnym realisty-show. No i weź sobie wyobraź te 10 sekund, jeden w plecy, czas dla trenera, a tu w głośnikach jakaś tandetna muzyka, i w centrum zainteresowania pana kamerzysty (niech go coś ku*** trafi, za przeproszeniem) TWOJA partnerka, tańcząca jak Cichopek na tefałenie w finale finałów. I Ty teraz zamiast wszystkimi zdolnościami paranormalnymi przekazywać swoje uwagi, co do ostatniej akcji meczu; zamiast wzrokiem paraliżować rywali, musisz podjąć teraz kluczową kwestie. Przyznać się do niej, albo jeszcze gorzej, dołączyć do błazenady, żeby później nie miała okazji Ci zarzucić, że straszny nudziarz z Ciebie; czy może udawać, że nie wiesz, kto to w ogóle jest, a wzrokiem błagalnie pytać- kto ją u licha tu wpuścił? Odpowiedź wydaje się prosta- ale tu ostrzeżenie- ona na pewno wspomniała o relacji przyjaciółce, będziesz miał pół Polski świadków, że jej nie kochasz.
Za każdym razem zakładając ową koszulkę, musi bezczelnie przypominać mi się ta skreślona twarz;, koszmar tamtej randki wciąż bezgranicznie mnie zaskakuję; zakładam i zastanawiam się czy jest gdzieś na tym świecie ta, co się sama głupotą swą nie skreśli; wiedzieć będzie, że Messi to Argentyńczyk, a Valdés i Xavi to wychowankowie, i będzie miała tapetę w bordowo-granatowym kolorze.
Cienka jednak jest granica w definicji super-dziewczyny, bohaterki każdego mężczyzny, co będzie rozumieć, że jak mecz- to ona ma siedzieć w kącie, że jak przegrana- to nie ma ochoty na wypad do jej przyjaciółki. Z tymi tapetami mocno przesadziłem, kobieta, co wie, na którym miejscu są rezerwy Barçy, i że w sparingu z Polonią Płoty Flota strzeliła osiem bramek to już jednak gruba przesada. Bo jak tu mieć swoją własną enklawę w domu, co już i tak powoli staje się więzieniem- jak oprócz tego, czy powinieneś spuszczać klapę od kibla, musisz toczyć spór czy Giuly powinien grać w pierwszym składzie, czy może jednak Eidur. Zamiast modelki z wybiegu masz w domu prywatnego Franka Rijkarda, tak jakbyś sam nie znał się lepiej niż on. Oj cienka jest ta granica i trzeba być uważnym, by nie obudzić się z ręką w nocniku.
Pamiętam słowa mojego wielkiego pisarskiego mentora, fana KS Cracovii, Jerzego Pilcha o kobiecie pięknej. Na swej długiej i krętej drodze, możemy czasem spotkać kobietę, co z przyjemnością obejrzy z Tobą mecz- kobieta to piękna. Jeśli urodziłeś się w czepku, szczęście Cię nie opuszcza, oglądasz rewanż z tą samą kobietą u boku- masz okazję być z kobietą bardzo piękna. Jednak, kiedy Twoja kobieta zasiada przy telewizorze wraz z Tobą podczas całych Mistrzostw Świata, nie opuszczając żadnego spotkania, musisz się chlopie porządnie zastanowić. Gdzieś jest jednak, wspomniana już przeze mnie granica, której, ona piękna kobieta, przekroczyć nie może. Nie może Ci zabrać ostatniego miejsca na ziemi gdzie czujesz się całkowicie władcą; w świecie, którego ona do końca zrozumieć i tak nie będzie potrafić. Zakładając koszulkę FCB określam sobie tylko jeden cel- kobieto nie skreślaj się, nie pytaj się o kolor koszulki mojego ukochanego zespołu. Resztą zajmę się sam
Ale ten dzień będę przez lata pamiętał jeszcze z jednego powodu. Wczesnym przedpołudniem, ubrany w najelegantszy strój, ruszyłem jako kurier, złożyć, na ręce narzeczonej brata mojego serdecznego przyjaciela, urodzinowe kwiaty i czekoladki- ot romantyczny początek wielkiego urodzinowego dnia dwojga zakochanych ludzi. Tym większe było me zdziwienie, i nie będę ukrywał, że wielkim "rispektem" obdarzyłem owego brata, kiedy to wieczorem okazało się, że romantyczne urodziny-romantycznymi urodzinami, ale finał Ligi Mistrzów jest tylko raz w roku. Mój bohater "swoje" już zrobił, teraz była pora na wieczór z kumplami w barze, przy litrach piwa i głośnych okrzykach radości i smutku.
Nie wiem ile razy zdarzyło Wam się zabrać swoją drugą, ponoć lepszą połówkę na mecz, niekoniecznie piłkarski, i w duchu przyrzekać sobie - już nigdy więcej. Sam początek operacji "idę z misiem na mecz" a Ciebie już trafia. Ty zakładasz koszulkę ukochanego klubu i jesteś już gotów, a ona, jak to w zwyczaju, siedzi w łazience- bo przecież trzeba jakoś wyglądać. Fajnie, ale tam właśnie zaczyna się rozgrzewka; weź wytłumacz kobiecie, że jak na plakacie jest napisane, że mecz jest o 17 to nie oznacza to tego, że przed tym jest wielka czarna dziura i dopiero o godzinie "W" zaczynają się te niezrozumiałe dla niej emocje. Tak drogie panie- rozgrzewka też może być ciekawa i ekscytująca. A tak jak już mowa o koszulce ukochanego klubu. Żeby wreszcie zamówić sobie najnowszą koszulkę Barçy, przez miesiąc wakacji wpisywałem polisy ubezpieczeniowe do komputera- nudno, ale skutecznie. Wreszcie nadszedł TEN dzień! Dzień, kiedy posiadając już w kieszeni zarobione złotówki, z wielką celebracją zasiadłem do komputera- mogę zamawiać! Podniecony faktem, że wkrótce wreszcie JĄ założę, ruszyłem na spotkanie z kandydatką na moją przyszłą dziewczynę. O jaki ja byłem głupi, o jaki naiwny. W tej euforii, mówię jej już po chwili, że odliczam dni, kiedy dostanę koszulkę mojej ukochanej Blaugrany. O jaki to był błąd, co ja głupi narobiłem? Mówię jej o koszulce, a kandydatka jednym pytaniem sama skreśla mi się z listy oczekujących- a w jakim kolorze ta koszulka? Tu już nie ma odwrotu. Pot mi cieknie po plecach, dłonie drżą ze zdenerwowania. Mówię sobie w duchu- nie no synek, musiałeś źle usłyszeć. Ale patrzę na tę skreśloną kandydatkę, patrzę na jej twarz i widzę w oczach to pytanie- ona rzeczywiście chce poznać kolor koszulki FC Barcelony. Próbuję być wyrozumiały, ale jak sobie pomyślę, co tu się właśnie wydarzyło, miły być nie mogę. Raz, że ja jej mówię o koszulce ukochanego klubu, a ta już kombinuje czy będzie jej pasować nowa kamizelka i czy przypadkiem nie będę się wygłupiał, bo przecież do moich zielonych oczy nie wszystko pasuję. No chyba każdy z Was mnie rozumie? Gdyby koszulka mojego czy Twojego ukochanego klubu miała kolor sraczkowaty, czy miałoby to dla nas jakiekolwiek znaczenie? A dla niej jak widać ma. Pięść się sama zaciska. Po drugie, jak już zaczynam być czepialski, to czy ja się Tobie moja droga skreślona chwaliłem koszulką trzecioligowej Floty Świnoujście, czy też może największego klubu na świecie? Od ponad stu lat mówi się głośno o tych barwach, pokazują je na okrągło w telewizji a Ty nie masz o tym bladego pojęcia? Biało-niebieskie barwy Floty to nie jest minimum jakie powinnaś znać, ale bordowo-granatowy owszem. Jeszcze może wbijesz mi nóż w plecy i powiesz, że za to wiesz, jakie barwy ma Real Madryt? Droga skreślona- ja dla Ciebie osiągam to minimum. Wiem, że w "Na dobre i na złe" jest Bruno, że to o lekarzach i że leci w niedziele. Nie oglądam, bo to nie minimum, ale coś tam wiem. A Ty mi się pytasz o kolor koszulki FC Barcelony- opcja delete.
Wracając do wyjścia na mecz. Jak idziesz na stadion- pół biedy- nie będzie miała zbytnio okazji ponarzekać ani pomęczyć, że chce coś do picia czy jedzenia. Zgłodniałaś? Kupić Ci kiełbaskę? I kłopot z głowy. Problem dopiero zaczyna się, kiedy obiecasz jej wyjście na siatkówkę czy koszykówkę; już ogromnym problemem jest jak ten mecz pokazują w telewizji. W każdej przerwie w grze, taki teraz wieśniacki zwyczaj, chcą zabawiać widza muzyczką pod nóżkę, nieletnimi tancerkami, albo konkursami, w których możesz wygrać kubek z logiem operatora sieci komórkowej. Myślę sobie, po co to wszystko? Dla kogo? No chyba właśnie dla tej, co z nią przyszedłeś, i siedzi teraz znudzona obroną strefową i pojedynczym blokiem na najlepszym atakującym ligi. To wszystko jakieś takie nudne. No, chyba, że akurat partnerka innego takiego straceńca jak Ty- trzy rzędy niżej- ma niemodną spódniczkę. Nie no, to wtedy jest ciekawie. I właśnie, kiedy przy remisie, na 3 minuty do końca meczu, Twój ulubiony zawodnik przymierza się za 3, ona koniecznie musi Ci o tym powiedzieć- ta szkocka kratka to teraz obciach, wiesz misiu? Gra toczy się dalej, odzieżowe emocje opadły, królowa się nudzi. 10 sekund do końca, przegrywamy jednym, trener bierze czas. I pach. Leci muzyczka pod nóżkę. Twoje życie właśnie wisi na włosku, gryziesz paznokcie, a tu Twoja królowa zaczyna taniec pt. "deptanie kapuchy". Pisałem wcześniej, że prawdziwą tragedią wyjścia na mecz, jest jak pokazują go w telewizji. Oto Ty sobie nie zdajesz sprawy, że teraz celem nr jeden, przez cały okres trwania meczu będzie dorwanie operatora, wkupienie się w jego łaski, i zaistnienie przez 5 sekund na wizji całego kraju. Ty rwiesz włosy, bo atak w aut, a ona jest w jej własnym realisty-show. No i weź sobie wyobraź te 10 sekund, jeden w plecy, czas dla trenera, a tu w głośnikach jakaś tandetna muzyka, i w centrum zainteresowania pana kamerzysty (niech go coś ku*** trafi, za przeproszeniem) TWOJA partnerka, tańcząca jak Cichopek na tefałenie w finale finałów. I Ty teraz zamiast wszystkimi zdolnościami paranormalnymi przekazywać swoje uwagi, co do ostatniej akcji meczu; zamiast wzrokiem paraliżować rywali, musisz podjąć teraz kluczową kwestie. Przyznać się do niej, albo jeszcze gorzej, dołączyć do błazenady, żeby później nie miała okazji Ci zarzucić, że straszny nudziarz z Ciebie; czy może udawać, że nie wiesz, kto to w ogóle jest, a wzrokiem błagalnie pytać- kto ją u licha tu wpuścił? Odpowiedź wydaje się prosta- ale tu ostrzeżenie- ona na pewno wspomniała o relacji przyjaciółce, będziesz miał pół Polski świadków, że jej nie kochasz.
Za każdym razem zakładając ową koszulkę, musi bezczelnie przypominać mi się ta skreślona twarz;, koszmar tamtej randki wciąż bezgranicznie mnie zaskakuję; zakładam i zastanawiam się czy jest gdzieś na tym świecie ta, co się sama głupotą swą nie skreśli; wiedzieć będzie, że Messi to Argentyńczyk, a Valdés i Xavi to wychowankowie, i będzie miała tapetę w bordowo-granatowym kolorze.
Cienka jednak jest granica w definicji super-dziewczyny, bohaterki każdego mężczyzny, co będzie rozumieć, że jak mecz- to ona ma siedzieć w kącie, że jak przegrana- to nie ma ochoty na wypad do jej przyjaciółki. Z tymi tapetami mocno przesadziłem, kobieta, co wie, na którym miejscu są rezerwy Barçy, i że w sparingu z Polonią Płoty Flota strzeliła osiem bramek to już jednak gruba przesada. Bo jak tu mieć swoją własną enklawę w domu, co już i tak powoli staje się więzieniem- jak oprócz tego, czy powinieneś spuszczać klapę od kibla, musisz toczyć spór czy Giuly powinien grać w pierwszym składzie, czy może jednak Eidur. Zamiast modelki z wybiegu masz w domu prywatnego Franka Rijkarda, tak jakbyś sam nie znał się lepiej niż on. Oj cienka jest ta granica i trzeba być uważnym, by nie obudzić się z ręką w nocniku.
Pamiętam słowa mojego wielkiego pisarskiego mentora, fana KS Cracovii, Jerzego Pilcha o kobiecie pięknej. Na swej długiej i krętej drodze, możemy czasem spotkać kobietę, co z przyjemnością obejrzy z Tobą mecz- kobieta to piękna. Jeśli urodziłeś się w czepku, szczęście Cię nie opuszcza, oglądasz rewanż z tą samą kobietą u boku- masz okazję być z kobietą bardzo piękna. Jednak, kiedy Twoja kobieta zasiada przy telewizorze wraz z Tobą podczas całych Mistrzostw Świata, nie opuszczając żadnego spotkania, musisz się chlopie porządnie zastanowić. Gdzieś jest jednak, wspomniana już przeze mnie granica, której, ona piękna kobieta, przekroczyć nie może. Nie może Ci zabrać ostatniego miejsca na ziemi gdzie czujesz się całkowicie władcą; w świecie, którego ona do końca zrozumieć i tak nie będzie potrafić. Zakładając koszulkę FCB określam sobie tylko jeden cel- kobieto nie skreślaj się, nie pytaj się o kolor koszulki mojego ukochanego zespołu. Resztą zajmę się sam
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (1)