A Real jest lepszy

Lichy

29 sierpnia 2006, 23:06

Brak komentarzy
Drogi czytelniku, jeśli jesteś kibicem Barcelony, to śmiało możesz opuścić ten akapit. Jeśli jesteś natomiast obrońcą czci i dobrego imienia Realu Madryt zanim przystąpisz do lektury chciej zadać sobie jedno pytanie. Czy jeśli ktoś przedstawi mi szereg argumentów nie do końca po mojej myśli, to będzie mi się chciało go słuchać? Jeśli odpowiedź brzmi "nie" to jest dla ciebie jedna rada znana ze strony http://www.zanimnapiszesz.prv.pl/. Krótko i kulturalnie mówiąc...Wypad!

Rzymski mędrzec Cyceron powiedział kiedyś "Nie znać historii to być zawsze dzieckiem". W tych słowach jest wiele prawdy i można odnieść je praktycznie do każdej dziedziny życia. Nikt nie będzie się kłócił, jeśli powiem, że dotyczy to relacji międzypaństwowych, społecznych, ale...a jeśli powiem, że dotyczy to piłki?

Ale do rzeczy. Bohaterem niniejszego felietony będzie człowiek o dość przydługim nazwisku: Don Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo zwany krócej, generałem Franco. Drogi czytający, nikt nie będzie cię katował szczegółowym opisem jak ów hiszpański dyktator doszedł do władzy, ponieważ nie jest chyba ci to potrzebne do szczęścia. Starczy jeśli będziesz wiedział, że w Hiszpanii wybuchała wojna domowa, Franco stał na czele najsilniejszych wojsk i sam ogłosił się szefem państwa. Przejdźmy jednak do tematu głównego, czyli piłki nożnej i Barcelony.

Przykład 1. Podkradanie
Di Stefano nie był znany w Hiszpanii, ale do czasu. W 1953r. wystąpił w meczu Bogotá Millionarios z Realem i zwrócił na siebie uwagę działaczy Barcelony. Pepe Samitier zawarł porozumienie z zawodnikiem i jego klubem. FIFA już zgodziła się na jego transfer, wszystko było dogadane, ale transakcji sprzeciwił się RFEF. W tym samym czasie negocjacje z River Plate i Bogotą prowadził Real. Di Stefano przyleciał do Barcelony, ale nie mógł podpisać umowy. I wtedy do akcji wkroczyła osoba trzecia, która namówiła Argentyńczyka do gry w Blancos. Legenda mówi, że o decyzji zadecydował przyłożony do głowy pistolet. Może to prawda, a może nie. Może jednak Di Stefano zdawał sobie sprawę, że albo Los Merengues, albo wraca do Ameryki. Barcelona złożyła odwołanie. Uwzględniono je i stwierdzono, że Di Stefano przez dwa lata będzie grał dla Realu, a przez kolejne dwa dla Barcelony. W pierwszych Gran Derbach nowy nabytek Królewskich zagrał tak fatalnie, że działacze Barcelony zrzekli się wszelkich praw do niego. Kolejne mecze były jednak popisem człowieka o trzech narodowościach (reprezentował Kolumbię, Argentynę i Hiszpanię). Może więc, musiał tak zagrać. A może Barcelona musiała zrezygnować. Tego nie dowiemy się nigdy. Ale takich piłkarzy jak Di Stefano było więcej. Za przykład niech posłuży Evaristo, który przeszedł z Barcelony do Realu w momencie, gdy nie dostał hiszpańskiego obywatelstwa. Dla tych, którzy nie znają tego zawodnika- strzelał 0,8 bramek na mecz, choć był pomocnikiem. A więc Dream Team budowany na krzywdzie innych. Ktoś chce jeszcze mówić o Lidze Mistrzów wygrywanej n-razy z rzędu przez Real? W tym wypadku lepiej zamilcz człowieku. Jeszcze jedno w tej kwestii, kibice Barcelony, cieszmy się że kilkanaście lat później Franco spóźnił się z podobną akcją podczas transferu Cruyffa.

Przykład 2. Ustawianie
13 mistrzostw Hiszpanii, 5 Pucharów Hiszpanii, 6 Pucharów Europy. Imponujący dorobek. Trofea Realu z ery Franco. Tak właściwie należałoby doliczyć do tego jeszcze kilka kolejnych pucharów zdobytych po śmierci generała, bowiem wysocy urzędnicy państwowi nie odeszli wraz z nim, ale darujmy to sobie. Dlaczego ta wyliczanka? Bowiem do wszystkiego poza odpowiednikiem Ligi Mistrzów są pewne wątpliwości. Nie mówię, że Real to Juve, a Franco to Moggi, który kupował mecze. Tu było jeszcze gorzej. Co pewien czas gdy jakaś drużyna grała dobrze, ale przegrała z Królewskimi mówiło się, że o wyniku zadecydowali arbitrzy lub żołnierze, którzy wkraczali do szatni rywala i składali propozycję nie do odrzucenia. Dowodów nie ma, ale zdarzało się to na tyle często (zwłaszcza w przypadku klubów z Baskonii i Katalonii), że z olbrzymim prawdopodobieństwem można uznać, że miały miejsce przypadki ustawiania meczy poprzez grożenie zawodnikom śmiercią. Nigdy nie chodziło chyba o cały sezon, bowiem mielibyśmy długą serię mistrzostw zdobywanych z rzędu. Liczyły się zwykle pojedyncze mecze. Czemu? Po to by zademonstrować wszystkim, że ci którzy grają "dla mnie" są lepsi niż "wasi" (którzy przy okazji są przeciwko mnie).

Przykład 3. Morderstwa
Przykład 2. wydaje ci się naciągany? Nie wierzysz w przemoc i brutalne metody Franco z powyższego punktu? Niestety taka jest prawda, generał wszystkich swoich przeciwników, jeśli tylko mógł, likwidował. Josep Suñol należał do lewicowej organizacji Esquerra Republicana de Catalunya. W pewnym momencie postanowił, że nie będzie się w niej udzielał tak aktywnie, jak poprzednio i zostanie prezydentem Barçy. Jak pomyślał, tak też uczynił. Poprawił sytuację finansową w klubie i generalnie mówiąc był bardzo dobrym działaczem. 06.08.1936, czyli w momencie kiedy w Hiszpanii trwała jeszcze wojna domowa musiał udać się do Madrytu z powodów politycznych. Kiedy wjechał na obszar, który kontrolowała Armia Narodowa (w Sierra de Guadarrama), został rozstrzelany przez żołnierzy Franco, który wcześniej ogłosił się szefem rządu. Przypomnijmy, że nie odbył się żaden proces, skazujący Suñola na śmierć. Cios ten został zadany był z powodów politycznych, ale uderzył w Barçę bardzo mocno. Podobnie rzecz ma się z kibicami. Oni również cierpieli prześladowania. Od 1900 roku w Barcelonie istniał inny klub piłkarski - Espanyol. Już sama nazwa mówi za siebie. Azulgranę wspierali zwolennicy wolnej Katalonii, a Los Pericos ludzie po których stronie stał Franco. Tak to jego poplecznicy niejednokrotnie podburzali kibiców i wywoływali bitwy między nimi. Dla co gorliwszych (dziwna rzecz, że nie spotkało to chyba żadnego zwolennika biało-niebieskich) kara byłą jedna - wysiedlenie.

Przykład 4. Wojna domowa
I znów będzie wiało grozą. 16.08.1938, Hitler właśnie zaprzątał sobie głowę myślami jak podbić Europę, podczas gdy włoscy, niemieccy i hiszpańscy lotnicy na pokładzie bombowców pojawili się nad Barceloną na wysokości 16.000 stóp. Bomby zrzucono "po cichu", nie było żadnego ostrzegawcze sygnału. "Kierowca autobusu wyleciał ze swojego siedzenia, ponieważ nie udało mu się uniknąć spadającej bomby. Ręce jego trupa pozostały zaciśnięte na kierownicy" - oto jeden z opisów z zagranicznej prasy. Cel był jasny - zastraszyć lewicowy rząd, a mieszkańców Barcelony pogrążyć w łzach. Zniszczeniu uległo wszystko - łącznie ze stadionem i klubowym muzeum. Dawne trofea odeszły bezpowrotnie, co jednak jest małym piwem przy śniadaniu wobec ludzkich tragedii. Koszta podniesienia się z upadku ponieść musieli wszyscy - także Barça. Samo zrzucenie bomby wywołało olbrzymie straty finansowe. Poza tym ludzie nie mieli czasu na rozrywkę, chodzenie na mecze, kibicowanie, ponieważ musieli pogodzić się z własnymi tragediami, odejściem bliskich. Trzeba był pracować z zdwojoną siła, aby doprowadzić swoje życie i miasto do ludzkiego stanu. A nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że strata kibiców jest najgorszym nieszczęściem, jakie może spotkać jakikolwiek klub sportowy. Tym bardziej, jeśli klub jest własnością swoich kibiców, a taka sytuacja ma przecież miejsce w Azulgranie, aż po dziś dzień. Jeszcze jeden rezultat wojny domowej - piłkarze, którzy ze strachu nie wrócili do Hiszpanii. Wśród nich byli także gracze Barçy.

Przykład 5. Ingerencja
Club de Futbol Barcelona - trochę dziwnie to brzmi. Taki oto wynalazek wprowadził Franco w 1939r. w ramach "ujednolicania" Hiszpanii. Władze klubowe zostały zmuszone do zmiany nazwy. Herb, na którym do tej pory widniało 5żółtych i 4 czerwone pasy oznaczające Katalonię od tego momentu wyglądał inaczej. Poza zmianą napisu z FCB na CFB (później C de FB) zmniejszono liczbę pasów do 3 żółtych i 2czerwonych (na katalońskiej fladze - Senyerze zaszedł analogiczny przypadek). Gdyby w tej sprawie miał zapaść wyrok Franco nie dostałby żadnej kary ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Czymże bowiem jest ingerowanie w nazwy instytucji, w wygląd klubowego herbu, czyli pokazywanie "kto tu tak naprawdę rządzi"?

No dobrze, ale ktoś zapyta: "Dlaczego?". Otóż jest to bardzo złożona kwestia. Już za Mussoliniego piłka nożna stała się środkiem służącym do prowadzenia polityki. A Benito był przecież bliskim przyjacielem Franco. Podobnie było z władcami z Ameryki Południowej, którzy chcąc zaskarbić sobie wdzięczność ludu dawali im w zamian futbol. Oni również byli bliskimi przyjaciółmi generała. Jak przekłada się polityka na piłkę? Sprawa ta nie jest bardzo trudna do wyjaśnienia. Wyobraźmy sobie stadion pełen ludzi. Nagle ktoś krzyczy "Niech żyje Katalonia". Obok krzyczącego stoi ktoś inny i on powtarza "Niech żyje Katalonia". Obok niego następny, itd., itd., itd...Już krzyczy cały stadion. Kończy się mecz. Ludzie wychodzą ze stadionu i spotykają przedstawicieli organizacji która chce, aby Katalonia była osobnym państwem. Kibice i członkowie partii idą razem, jest ich coraz więcej, z czasem tworzą pokaźną armię. I silną, bo nie ma przecież bardziej walecznego żołnierza niż ten, który walczy o swoje dobro. Chcesz się zmierzyć z taką armią? Ja bym wolał tego uniknąć. Franco też wolał. Ale się nie dało. Dlatego spróbował podjąć wyzwanie i wspierał Real. Co by nie mówić był to bardzo mądry ruch z jego strony, gdyż kierując nienawiść na Blancos odciągał kibiców od wspierania organizacji nacjonalistycznych. Niestety obok współistniały też egzekucje, wysiedlenia co niestety także oddziaływało na piłkę.

Jeszcze jedna kwestia, żeby zachować prawdę historyczną. Bardzo rzadko coś jest czarno-białe. Franco potrafił zrobić coś, co nie udało się od czasów napoleońskich - zaprowadzić trwał (40letni) porządek w kraju. Choć był przyjacielem Mussoliniego Hiszpania nie wzięła udziału w II wojnie światowej. Co więcej stała się przystania dla uciekających przed holocaustem Żydów. Ale w historii FC Barcelony Franco zapisał się fatalnie, a to przecież o nią głównie się nam rozchodzi.

Nie szanujesz Milanu za "czarnego totka"? Może nie lubisz Juve za Calciopoli? A może cuchną ci pieniądze Chelsea? W takim razie zrozumiesz czemu trofea, które są wywalczone dzięki krzywdzie innych nie maja większego znaczenia. Bo liczy się cos więcej...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze