Okiem Cule: AC Milan...

pagani

17 kwietnia 2006, 12:53

Brak komentarzy
To juz za chwilę. Za moment. W najbliższy wtorek pojedynek gigantów. Barcelona kontra AC Milan. Barca, aby wyjść z tej rozgrywki zwycięsko zagrać musi lepiej niż z Chelsea. Bo teraz, przyszło jej stanąć na przeciw drużyny upokorzonej. Z Milanem wściekłym na samego siebie za zeszłoroczną Ligę Mistrzów. Liverpool odebrał im twarz. teraz, zagrają o jej odzyskanie. W drużynie z San Siro sytuacja jest co roku jednakowa. Niby zarząd każdego lata poczyna coraz to nowe transfery, jednak nie odbija się to na wyjściowym składzie drużyny. To tak, jakby co roku białą ścianę malować na biało. Niby pachnie świeżością, jednak nic się nie zmienia. Bo i zmienić się nie miało. Więc, czy Katalończycy naprawdę mają się kogo obawiać? Tak! Bo czas zdaje się o mediolańczykach zapomniał. W obronie dowodzonej przez Carlo Ancelottiego drużyny prym wiedzie 38 letni Paolo Maldini. I nic nie wskazuje na to, że taki stan rzeczy ulegnie zmianie. Bo Włoch, który zdaje się, że kopał piłkę już w czasach, gdy cały świat był jednym wielkim kontynentem, do tego nie dopuści. Przesunięty ostatnimi laty z boku na środek obrony gra tak, jak 5 lat temu. A 5 lat temu grał tak, jak 10 lat wcześniej. 356 dni z życia zwykłego człowieka zdają się być zaledwie 60 sekundami z życia Maldiniego. Do spółki z 40 letnim Costacurtą, Milan naprawdę ma kim postraszyć. I nie mówię tego z ironią, lecz z ręką na sercu. Dla tej pary, podobnie jak dla 36 letniego Cafu i 35 letniego Serghinio termin boiskowej przydatności nie mija nigdy. Czasem przed użyciem należy jednak nimi wstrząsnąć przed użyciem. Przekonało się o tym, z opłakanym skutkiem 2 tygodnie temu Olympique Lyon. Niechlubnym wyjątkiem jest tu Alessandro Nesta. Na tle kolegów jest jeszcze karmionym piersią matki dzieciaczkiem. 30 letni Włoch zachwyca swą grą fanów futbolu na całym świecie od lat. Równie długo jednak ukazuje się nam jako piłkarz bez charyzmy. By nie popaść w otchłań- przeważnie- stereotypów na temat defensywy Mediolańczyków należy dodać, że ostatnimi czasy udowadniają oni, że mecz można wygrać za pomocą charakteru (Maldini w spotkaniu z Olympique Lyon) a nie przy pomocy wyśmienitej formy...

Gdy kilka lat temu świat usłyszał o projekcie MilanLab.- specjalistycznej lecznicy sportowej, w której zawodnicy Milanu poddawani mieli zostać rozlicznym testom medycznym mający zminimalizować w sposób dotąd niespotykany ilość kontuzji, wszyscy kręcili głową z niedowierzaniem. Opublikowane jednak sprawozdanie z owoców pracy MilanLab. zapiera dech w piersiach. Możliwość odniesienia kontuzji mięśni ograniczono o kilkadziesiąt procent. W podobnym stopniu udało się poprawić wydolność piłkarzy. Na myśl od razu przychodzi Gennaro Gattuso. Urodzony- według wielu świadectw w 1978 roku- defensywny pomocnik zdaje się być dzieckiem jajogłowych z ów centrum. Stworzyli pierwszego na świecie cyborga piłkarza. Fabrycznie ukryty pod kryptonimem T- 4000 dla świata przybrał nazwisko Gattuso. Zdradziła go jego doskonałość. Pędzi po placu gry niczym pocisk, a do tego wszędzie go pełno. Sam deklaruje, ze dla swej ukochanej drużyny gotów jest "grać na każdej pozycji poza bramką". To cyborg! Tylko, co go napędza? Gdzie w jego syntetycznym ciele ukryto baterie?
Andrea Pirlo na boisku za to nie robi nic. Ile razy telewizyjny komentator wymieni jego nazwisko, po chwili musi tłumaczyć- "nie, tej piłki oczywiście nie zagrywał Pirlo, tylko jego kolega z zespołu...". Jednakże może się pochwalić ponad przeciętną skutecznością w wykonywaniu rzutów wolnych. Ustawiony niczym niegdyś w Barcelonie Pepe Guardiola, pomiędzy liniami obrony a pomocy do wykonywania stałych fragmentów zawsze jest pierwszy. Nie jest to, co prawda klasa Juninho Pernambucano, który swoją stopą mógłby rozbroić bombę atomowa, jednak należy na niego uważać. I unikać fauli w okolicach pola karnego. Okazji do faulu przysporzy Katalończykom bez wątpienia Clarence Seedorf. Czarnoskóry Holender w swym życiu pobił już kilku piłkarzy, klienta swojej restauracji a teraz chciałby pobić rekord ilości zwycięstw w Lidze Mistrzów. Jest, o co się bić. 4 zwycięstwa w tych elitarnych rozgrywkach? Będzie o czym wnukom opowiadać. Tym bardziej, iż wspomniany wcześniej MilanLab. wyposażony został w tak zwany 'pokój umysłu'. Pomieszczenie do odnowy duchowej, po pobycie w którym nikt nie chce bić żarłocznych smakoszy kuchni wszelakiej, lecz swoich boiskowych przeciwników.

W zeszłym tygodniu, prezes Angielskiego Portsmouth opowiadał dziennikarzom 'Daily Mirror'- "trzeba być chorym psychicznie, aby płacić piłkarzowi 100 tysięcy funtów tygodniowo. Zagra taki 90 minut w niedziele, potem pod poniedziałku do piątku kilka razy potrenuje, by w sobotę przyjść odebrać kosmiczną pensje. A prezesi klubów są na tyle głupi, że się na to zgadzają". Każdy głupi swój rozum ma, stąd decyzja by podobnie bajońskie pieniądze wypłacać Andrijowi Shevchenko nikogo nie dziwi. Ukrainiec jedynie w tegorocznych rozgrywkach serie A zdobył dla swojej drużyny 19 bramek. Prócz tego ma patent na punktowanie Barcy przy każdej nadarzającej się okazji. W obwodzie pozostaje ponad to Filippo Inzaghi, potrafiący skierować piłkę do siatki za pomocą każdej części swego ciała.

Analiza gry poszczególnych piłkarzy Milanu nie ma jednak sensu. Nic i tak z niech nie wyczytamy. Można próbować, ale nawet najlepszy superkomputer na tej operacji spaliłby sobie procesor. Wszystko rozbija się o wiek- tej najstarszej drużyny w europie. Piłkarskiej formy zweryfikować się nie da. Jutro, na przeciw siebie staną liczący sobie (średnio) 26 lat Barceloniści i o 8 lat starsi 'rosso-nerri'. Paradoksalnie, nic z tego nie wynika. Jak zawsze...Historia pamięta tylko zwycięzców. A Milan ma szanse zostać najstarszą drużyną, która zdobyła puchar Ligi Mistrzów. Jeśli nie wygra, będzie miał szanse spróbować tego dokonać w przeciągu kolejnych 20 lat. Tym samym składem. Barcelona tyle czasu nie ma. Zwyciężyć musi by przełamać swą klątwę. Klątwę drużyny niespełnionej. Najbardziej niedocenionej drużyny w historii. Barcelona wygrać musi. I Milan za złe tego mieć jej nie może. "Bo, to tylko interesy"- jakby powiedział 'Ojciec Chrzestny'.




REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze