'G...' jest kluczem do sukcesu

pagani

8 kwietnia 2006, 16:14

Brak komentarzy
Ponoć słowa świata nie zmienią. Jednak jedno po cichutku, powolutku wybija ziemię z orbity. Wyraz, który jest si, trendy, jazzy tak bardzo, że niedługo zacznie się go używać jako komplementu. Wyraz, na dźwięk którego szampan będzie się lał z nieba a wszystkie drzwi staną otworem. Może w 2012 roku, gdy spotkamy się we Wrocławiu podczas meczu Polska - Anglia rozgrywanego w ramach Mistrzostw Europy powitamy się tym słowem? Przysięgać podczas ślubu na nie zapewne nie będziemy nigdy, chociaż kto wie...

"Grasz jak g..." - mówi trener Fabio Capello do Zlatana Ibrahimovića podczas ostatniego ligowego spotkania Juventusu Turyn. Gdyby szwedzki napastnik był Roberto Carlosem zapewne odpowiedziałby swemu szkoleniowcowi: "ty i twój pomocnik jesteście g...". Modę zapoczątkował Luis Aragonés, który to podczas zgrupowania kadry Hiszpanii motywował swojego podopiecznego - Jose Antonio Reyesa słowami "jesteś lepszy, niż to czarne g... (Henry)". Od francuskiego kanoniera, Reyes lepszy zapewne jeszcze nie jest, ale od pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej Marka Zoro na pewno. Tak, tego samego Zoro, który ostatnio 'pieszczotliwie' nazywany był przez Ultrasów Interu Mediolan "czarnym g...". 'Imperator' Adriano spośród wszystkich g... jakie w życiu usłyszał (Brazylijczyk przeważnie odpowiada tym samym...) zapewne najbardziej zapamięta to ostatnie, które usłyszał na mediolańskim lotnisku, zaraz po powrocie swojej drużyny z Villarreal, gdzie Inter ostatecznie pogrzebał swe szanse na zdobycie tegorocznej Ligi Mistrzów. Zwycięstwo, w które nie wierzył nawet prezydent włoskiego klubu. No cóż, "g... się zdarza" można by rzec, w ślad za piłkarzem wrocławskiego Śląska, któremu to przyszło skomentować dla lokalnej prasy samobójczego gola zdobytego przez kolegę z drużyny. Nie dziwi więc fakt, że jeden z natchnionych tym językiem fanów polskiego futbolu na jednym z for internetowych stwierdził "ten kraj to jedno wielki g..." w odniesieniu do rozporządzenia PZPN, na mocy którego miastu Wrocław odebrano prawo udziału w przygotowaniach do Euro 2012. Luis Figo żaląc się na Cules Barçy oburzonych jego przenosinami z Katalonii do stołecznego Realu wykrzykuje "traktują mnie jak g...". Dopiero później w jego stronę z trybuny Camp Nou poleciała świńska głowa. Ach - żal, że te czasy nie wrócą. Wtedy miałbym o czym pisać. A tak, przez ostatni tydzień w Barcelonie nie działo się nic. A właściwie, używając piłkarskie żargonu "g... się działo". Chociaż, na dobrą sprawę i z takiego szamba da się jakiś pozytyw wyciągnąć. Nie, nie mówię o tym słowie na literkę 'g', które podbija serca ludzkości. Ibrahimović, Eto'o, Zora, Adriano, Figo- łączy ich piłkarski geniusz i umiejętność biegłego posługiwania się pewnym, niepachnącym fiołkami, słowem. Więc może w tym tkwi klucz do piłkarskiego sukcesu? System szkolenia młodzieży w Polsce kuleje. Właściwie nie kuleje, lecz znajduje się pod respiratorem, z którego nikt go odłączyć nie potrafi. A wystarczy młodych adeptów piłki na dobry początek nauczyć używać słowa "g...". 11 takich chłopaków i Polska wygra Puchar Świata. Chyba trzeba spróbować...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze