Okiem socio: 98.436 widzów

Lichy

8 marca 2006, 18:39

Brak komentarzy
Zacznijmy od najważniejszego. Barça awansowała do kolejnej rundy. Inaczej mówiąc do triumfu w Pucharze Europy pozostało nam osiągnąć odpowiednie rezultaty w pięciu meczach, a przy tym odpadł jeden z naszych najgroźniejszych przeciwników w drodze do Paryża. Wczorajszej nocy wyeliminowaliśmy Chelsea, a kiedy już mówiliśmy „arrivederci” Juventusowi prowadzonemu przez Fabio Capello, Włosi awansowali po raz kolejny rzutem na taśmę. W kolejnej rundzie nie chciałbym także trafić na Villarreal z Riquelme w składzie. Dzisiejszej nocy może odpaść Madryt. Widowiska są przepiękne, a poza tym możemy zobaczyć jak piłkarze grają, gdy są w pełni skoncentrowani. Widzieliśmy to wczoraj. Chelsea, która wygra w Premiership kontra Barça, dwa mecze, wydawać by się mogło, że to przedwczesny finał. Rijkaard wygrał bitwę taktyczną, bitwę na boisku, a także bitwę na konferencjach prasowych. No i w końcu, Mourinho pokazał kogo powinno się umieścić na teatralnej scenie. Prawie 100.000 ludzi śpiewało mu „zobacz swój teatr Mourinho, zobacz swój teatr”, co był najlepszą odpowiedzią kibiców Barçy, elegancką ironiczną i inteligentną. Wczoraj szkoleniowca Chelsea wytrąciło z równowagi sędziowanie Markusa Merka, gwiżdżącego niezwykle skrupulatnie, a także nieudana zmiana – wprowadzenie Crespo, który zatracił swoje piłkarskie umiejętności za Drogę. Ostatnia noc była jego największą przegraną.

Na boisku biegało trzech najlepszych graczy świata. Ronaldinho, Lampard i Eto'o. Pierwszy zafundował nam pokaz pięknych podań i strzelił cudowną bramkę; drugi zaistniał tylko dzięki bramce zdobytej z karnego, który był prezentem od arbitra, a Kameruńczyk (wszystkie jego strzały trafiły w słupek) był pierwszą osobą, która naciskała rywala na jego połowie, czym udało mu się zarazić resztę drużyny. To nie był zwykły mecz. Nazwanie go spektaklem to za mało. Namiętność będzie lepszą nazwą. To co działo się przez 180 minut jest już historią. Pozostał tylko wynik i drużyna, która gra dalej: Barça. Tyle pozostanie z pamięci o meczu. Są jednakże trzy rzeczy, które warto utrwalić w swojej głowie. Kontuzja Leo Messiego. Znowu naciągnięcie ścięgna. Żółta kartka dla Puyola, przez którą nie zagra w kolejnym meczu. I jeszcze jedno, tym razem ze sfery finansowo-statystycznej. Największa widownia w całym sezonie. 98.436 ludzi. Dziś brzmi to fantastycznie, ale dawniej, kiedy nie było transmisji telewizyjnych ludzi było jeszcze więcej i siedzieli wszędzie gdzie się tylko dało.

Znów zamieszanie z wejściówkami. Wiele osób nie miało biletów. W tym aspekcie zawiedliśmy. Mimo to, tym triumfem będziemy żyć przez wiele dni. W tym roku mieliśmy wiele powodów by pokonać Chelsea i zrobiliśmy to. Game Over.

[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze