Luis Enrique Forever
Czy znacie piłkarza, który jest bardziej lub tak samo znienawidzony w stolicy Hiszpani jak Luis Figo w Barcelonie? Oczywiście, że znacie, kto by nie znał Luisa Enrique.
Co więc różni tych dwóch Luisów? Jeżeli by rzucić kibicowi Barcy hasło LE 21, to o kim by pomyślał? Zapewne o walecznym, charyzmatycznym piłkarzu, który wie, co to jest poświęcenie i oddanie dla swojego ukochanego klubu. A jeżeliby tak rzucić hasło Luis Figo? To o czym by pomyślał? Nawet nie będe próbował zgadywać, ale "zwykły sprzedawczyk" to chyba dość odpowiednie słowo.
Gdy dopiero zaczynałem kibicować Barcelonie, to oglądając mecze pierwszą osobą, która zyskała moją sympatie był właśnie bohater mojego felietonu. A co w nim takiego zobaczyłem? Zawsze uśmiechniętego zawodnika, który w każdym meczu chciał dać z siebie 110 procent swoich możliwości. Prawdziwy kapitan.
Nie dziwne więc było dla mnie, że kibice Barcy nazwali go "Lucho", bo słowo to powstało od hiszpańskiego "walczyć". Idealnie pasuje do niego. Nikt chyba tego nie zaprzeczy. Żaden fan Barcelony chyba nie będzie mu wypominał też tego, że grał on przez 5 sezonów w Realu Madryt. W ciągu tych pięciu sezonów zdobył dla Królewskich jedynie 14 bramek.
Dla porównania w Barcie nie licząc nawet tego sezonu zdobył ich aż 71 ( w siedmiu sezonach). W Realu nie był on tak szanowany jak teraz w Barcie. W pierwszym sezonie u Królewskich rozegrał tylko 1 pełny mecz. W następnych nie było dużo lepiej. W Madrycie nikt go nie lubił. Nie miał poparcia trenera ani publiczności. Nikt nie pomyślał nawet o przedłużeniu kontraktu z Luisem Enrique. Odchodząc z Realu postanowił się zemścić. I co zrobił? Wybrał Barcelone. Z początku może nie był zbyt entuzjastycznie przyjęty, ale szybko przekonano się co do jego umiejętności i charakteru. Jego pierwszym trenerem w Barcelonie był Bobby Robson, a najbliższym kolegą Abelardo, który grał z LE 21 już w Sportingi Gijon, gdzie Luis Enrique zaczynał swoją piłkarską przygodę.
Swoją karierę w reprezentacji zakończył w 2002 roku zaraz po Mundialu w Korei i Japonii. W kadrze wystąpił w 62 meczech, w których strzelił 12 bramek. Jednak spośród tych 12 bramek żadna nie została strzelona w meczu towarzyskim. Luis najbardziej przykładał się w eliminacjach do turniejów, bo strzelił tam 10 bramek z całego swojego dorobku.
Niedawno Lucho stwierdził, że po sezonie 03/04 kończy karierę argumentując to tym, że nie jest już w wielkiej formie jak jeszcze kilka lat temu i chce się poświęcić rodzinie. Cóż w takim wypadku zrobić. Pewne jest, że tego człowieka nie zapomnę nigdy. Życze mu, żeby wrócił kiedyś do swojego ukochanego klubu w roli np. trenera.
Czapki z głów panowie. Barcelonę opuszcza człowiek, który zrobił dla tego klubu tak wiele, że nie zostanie nigdy zapomniany przez miliony kibiców na całym świecie.
Co więc różni tych dwóch Luisów? Jeżeli by rzucić kibicowi Barcy hasło LE 21, to o kim by pomyślał? Zapewne o walecznym, charyzmatycznym piłkarzu, który wie, co to jest poświęcenie i oddanie dla swojego ukochanego klubu. A jeżeliby tak rzucić hasło Luis Figo? To o czym by pomyślał? Nawet nie będe próbował zgadywać, ale "zwykły sprzedawczyk" to chyba dość odpowiednie słowo.
Gdy dopiero zaczynałem kibicować Barcelonie, to oglądając mecze pierwszą osobą, która zyskała moją sympatie był właśnie bohater mojego felietonu. A co w nim takiego zobaczyłem? Zawsze uśmiechniętego zawodnika, który w każdym meczu chciał dać z siebie 110 procent swoich możliwości. Prawdziwy kapitan.
Nie dziwne więc było dla mnie, że kibice Barcy nazwali go "Lucho", bo słowo to powstało od hiszpańskiego "walczyć". Idealnie pasuje do niego. Nikt chyba tego nie zaprzeczy. Żaden fan Barcelony chyba nie będzie mu wypominał też tego, że grał on przez 5 sezonów w Realu Madryt. W ciągu tych pięciu sezonów zdobył dla Królewskich jedynie 14 bramek.
Dla porównania w Barcie nie licząc nawet tego sezonu zdobył ich aż 71 ( w siedmiu sezonach). W Realu nie był on tak szanowany jak teraz w Barcie. W pierwszym sezonie u Królewskich rozegrał tylko 1 pełny mecz. W następnych nie było dużo lepiej. W Madrycie nikt go nie lubił. Nie miał poparcia trenera ani publiczności. Nikt nie pomyślał nawet o przedłużeniu kontraktu z Luisem Enrique. Odchodząc z Realu postanowił się zemścić. I co zrobił? Wybrał Barcelone. Z początku może nie był zbyt entuzjastycznie przyjęty, ale szybko przekonano się co do jego umiejętności i charakteru. Jego pierwszym trenerem w Barcelonie był Bobby Robson, a najbliższym kolegą Abelardo, który grał z LE 21 już w Sportingi Gijon, gdzie Luis Enrique zaczynał swoją piłkarską przygodę.
Swoją karierę w reprezentacji zakończył w 2002 roku zaraz po Mundialu w Korei i Japonii. W kadrze wystąpił w 62 meczech, w których strzelił 12 bramek. Jednak spośród tych 12 bramek żadna nie została strzelona w meczu towarzyskim. Luis najbardziej przykładał się w eliminacjach do turniejów, bo strzelił tam 10 bramek z całego swojego dorobku.
Niedawno Lucho stwierdził, że po sezonie 03/04 kończy karierę argumentując to tym, że nie jest już w wielkiej formie jak jeszcze kilka lat temu i chce się poświęcić rodzinie. Cóż w takim wypadku zrobić. Pewne jest, że tego człowieka nie zapomnę nigdy. Życze mu, żeby wrócił kiedyś do swojego ukochanego klubu w roli np. trenera.
Czapki z głów panowie. Barcelonę opuszcza człowiek, który zrobił dla tego klubu tak wiele, że nie zostanie nigdy zapomniany przez miliony kibiców na całym świecie.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (4)