Sensacje
"(...)Ty robisz sensacje, a ja rap w miasto puszczam(...)". Ten cytat z popularnego hip-hopowego kawałka, znanego nie tylko ortodoksyjnym ziomalom, ale również szerszej publiczności, mógłby z powodzeniem zostać mottem niniejszych rozważań. W szczególności zaś pierwsza jego część. Drugą potraktujmy bardziej metaforycznie, gdyż niewiele mam do powiedzenia na temat w miasto rapu puszczania. Z tego co pamiętam, Fenomenowi (nazwa squadu wykonującego "Sensacje" - to dla niewtajemniczonych) chodziło o medialną nagonkę przeciwko ich kulturze, muzyce, stylowi życia, ubiorowi itd. Przez większość "oficjalnego" społeczeństwa hiphpowocy są - w najlepszym wypadku - uznawani jako zło konieczne tego świata. A jeśli nawet ktoś "z zewnątrz" raczył z nimi porozmawiać, to - nawiązując do tekstu piosenki - "pytali: jak się witamy"...
"To nie żadna sensacja wyssana z brudnego palucha. Barceloński dziennik "El Mundo Deportivo", mający doskonałe kontakty w klubie, pisze o przymiarkach do zimowych transferów. Barcelona nie ma pieniędzy na wielką gwiazdę, a prezes Joan Laporta zapowiadał, że żadnych zakupów nie będzie. Ale sytuacja może je wymusić. Od dawna z angielskimi klubami flirtuje Patrick Kluivert. Jeśli odejdzie, to natychmiast trzeba będzie kupić piłkarza, który potrafi strzelać gole i ma w tym wielkie doświadczenie - piszą hiszpańscy dziennikarze. Barcelona zaczęła więc szukać "9" po całym świecie. Jednego z napastników znają dobrze, widzieli go w dwóch meczach ze swoją drużyną (4:3 wygrali Katalończycy w Krakowie, 1:0 w Barcelonie). Wtedy Maciej Żurawski jeszcze ich nie oczarował, ale nie mogli już nie zauważyć informacji, że w ubiegłym sezonie był to najskuteczniejszy strzelec Pucharu UEFA." i dalej: "W klubie jest lista kandydatów, którą otwiera Żuraw".
To ostatnie zdanie, niczym słowa "lub czasopisma" z ustawy radiowo-telewizyjnej, jasno i precyzyjnie demaskuje metody działania Przeglądu Sportowego (Tempa). Nie jest, jak widać, przypadkiem, że większość kibiców nazywa tą gazetę "Przekrętem Sportowym" lub "Przeglądem Szmatłamym". Jest powszechnie przyjętą normą społeczno-etyczną, że powierzchowne traktowanie jakiegokolwiek zagadnienia nigdy nie jest obiektywne ani sprawiedliwe. Jest wręcz krzywdzące. Nie można powiedzieć o kimś, że jest jest głupi tylko dlatego, że nie potrafi rozwiązywać równań z pochodną wewnętrzną logarytmu pod wartością bezwzględną, albo nazwać pedałem ze względu na kolor skarpetek (Pani Posłanko...). Tyle tylko, że łamanie wszelkich norm i zwyczajów jest dziś niesamowicie popularne. Dlaczego? Bo to skuteczny, choć często prymitywny sposób na zwrócenie na siebie uwagi. A co się z tym wiąże - można na tym zarobić... Niestety, tyczy się to również gazet sportowych...
Do napisania tych wypocin zainspirował mnie artykuł sprzed paru dni (ze środy; 22.10.2003) zamieszczony, a jakże, w "Przeglądzie Sportowym" (fragment wyżej). Otóz ten najstarszy polski dziennik sportowy - powołując się na "El Mundo Deportivo"; swój kataloński odpowiednik (również jeśli chodzi o wiarygodność) - ogłosił: "Szukają "dziewiątki" po całym świecie. Zajrzeli do Krakowa!". Czyżby kolejna książka w odcinkach przyciągająca czytelników do nudnych, jesienno-zimowych numerów? A może jest to coś więcej, niż tylko plotka? W końcu Maciej Żurawski, bo o nim mowa, to najlepszy - wg zdecydowanej większości kibiców - Polak trudniący się kopaniem "okrągłego, skórzanego przedmiotu pożądania, za którym regularnie ugania się 22 wysportowanych mężczyzn". (To z jakiegoś kabaretu, chodzi oczywiście o piłkarza i piłkę;-))
Jak więc jest naprawdę? Jak zatem w rzeczywistości poza-Przeglądowo-Wirtualnej wyglądają szanse na ten transfer?
Otóż wbrew temu, co pisze "PS" większych szans na transfer nie ma. Przede wszystkim owa "lista kandydatów" wcale nie pochodzi bezpośrednio z klubu. Ogłosiło ją "El Mundo", zaznaczając z góry, że nie jest zbyt prawdopodobne, że ktoś z tej listy trafi do klubu. Co więcej, na czele owego rankingu zawodników mogących już w grudniu trafić na Camp Nou wcale nie widnieje nazwisko reprezentanta Polski. Jako pierwszy wymieniony został niejaki Nigeryjczyjk Peter Ijeh (Malmö), następny był przymierzany do Barcelony już latem Brazylijczyk Luis Fabiano i dopiero za nimi Żurawski. Wątpliwą wiarygodność tej listy potwierdzają renoma i nazwiska piłkarzy umieszczonych za Polakiem: Vladimir Manchev (Lille), Nicolae Dica (Arges Pitesti) oraz Zurab Ionadze z klubu o swojsko brzmiącej nazwie (Kutaisi Torpedo). Jakie są szanse na te transfery? Niczego się nie da przewidzieć na 100%, niemniej prawdopodobieństwo sfinalizowania tych transakcji na pewno nie jest wysokie. Tak na marginesie trzeba jednak stwierdzić, iż ani Dani (już), ani Sergio Garcia (jeszcze) nie są w tym momencie napastnikiami lepszymi od byłego piłkarza Lecha. Głębszą analizę na temat szans Maćka na "podbicie Hiszpanii" chętnie przeprowadzę, ale dopiero, jak przejdzie badania lekarskie w Katalonii. Wcześniej nie ma sensu.
Przy okazji: niektóre argumenty niektórych "znawców piłki" spotkane w internecie nie wydają się nawet godne komentowania. Pisanie o Żurawskim jako o królu własnego podwórka jest po prostu śmieszne. Nie jest to napastnik tylko i wyłącznie na lige polską - to, że nie strzela w reprezentacji o niczym nie świadczy. Wszyscy pamiętają, jak robił w bambuko obronę Lazio, Parmy, Schalke, Interu... Przypadkowy napsatniczek nigdy nie zostałby najlepszym strzelcem Pucharu UEFA. I fakt, iż dużą część goli zdobył z rzutów karnych niczego tu nie zmienia. Poniżej zdrowego rozsądku są też wypowiedzi w stylu, "że skoro ostatnio Legia rozgromiła Wisłę (jako kibic krakowian nie przypomnę tutaj wyniku), to lepsi są Saganowski i Svitlica..."
Tak więc po raz kolejny krajową prasę, telewizję, internet obiegła sensacyjna informacja dotycząca wielkiego transferu polskiego piłkarza na Zachód. Skąd my to znamy? Nie dalej jak rok temu różnoracy specjaliści spod znaku "Przeglądu Sportowego"/"Tempa", "Super Expressu" czy Onet.pl prześcigiwali się w płodzeniu coraz to bardziej oderwanych od rzeczywistości spekulacji i plotek na temat transferu Kamila Kosowskiego. Z jednej strony ciężko im się dziwić, gdyż nie na codzień Polak pojawia się choćby w kręgu zainteresowań tak bogatych i wielkich klubów jak Inter czy Lazio. Wiadomo też, że po ubiegłozimowym sukcesie książki pt. "Kowal - prawdziwa historia (picia - dop. MichaU)" powieści w odcinkach stały się bardzo popularnym sposobem wypełniania stron w dziennikach. Ledwo spadł pierwszy tej jesieni deszcz ze śniegiem - i zaczęło się! Już dziś mówi się też o rzekomym zainteresowaniu Andrzejem Niedzielanem ze strony PSV czy Sebastianem Milą francuskiego Nantes. Menedżer Ireneusza Jelenia "podobno" też ma ręce pełne roboty. (Aż dziwne, że na łamach "PS" do tej pory nie wypowiadał się w jego sprawie Valdano - dop. MichaU) To obecnie jedni z najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy, można im śmiało wróżyć międzynarodową karierę. Na to potrzeba jednak czasu. Miejmy tylko nadzieję, że zawodnicy, których może to dotyczyć, to zrozumieją. Takiemu Żurawskiemu już się raczej w głowie nie przewróci. Jego komentarz na temat możliwości transferu do Barcelony był bardzo chłodny, choć nie zapomniał zaznaczyć, że drużyna z Camp Nou jest jego wymarzoną. Jest jednak świadomy faktu, iż prawdopodobnie nie odejdzie z Krakowa. Możemy się tylko modlić, aby Przegląd, Superexpress, Fakt (ten najnowszy brukowiec), Piłka Nożna i reszta BravoSportów swoimi doniesieniami nie zrobiły wody z mózgu młodym i niedoświadczonym, aczkolwiek utalentowanym polskim piłkarzom, którzy naprawdę mogą coś w przyszłości znaczyć.
Niejako odpowiedzią na utwór Fenomena może być "Ostateczny Krach Systemu Korporacji" Kultu; słuchając drugiej (chyba) zwrotki, możemy się dowiedzieć, kto i po co robi senascje. Kazik śpiewa starą, aczkolwiek nieco smutną prawdę. O co chodzi? "Najlepsze jest to co się sprzeda..."
Czerwiec 2004: "Portal Onet.pl, powołując się na anonimowego działacza FC Barcelony, donosi, że transfer Marcina Baszczyńskiego do w.w. klubu za kwotę 8 mln euro wydaje się przesądzony! Popularny "Baszczu", znany w Hiszpanii jako "Roberto Carlos prawej strony boiska" wpadł w oko trenerowi katalońskiej jedenastki jeszcze za czasów swych występów w chorzowskim Ruchu, kiedy to w rewanżowym meczu 1/512 finału Pucharu Polski z V-ligową Klapą Wąchock..." (tu bi kontinjued, probabli nekst łinter)
"To nie żadna sensacja wyssana z brudnego palucha. Barceloński dziennik "El Mundo Deportivo", mający doskonałe kontakty w klubie, pisze o przymiarkach do zimowych transferów. Barcelona nie ma pieniędzy na wielką gwiazdę, a prezes Joan Laporta zapowiadał, że żadnych zakupów nie będzie. Ale sytuacja może je wymusić. Od dawna z angielskimi klubami flirtuje Patrick Kluivert. Jeśli odejdzie, to natychmiast trzeba będzie kupić piłkarza, który potrafi strzelać gole i ma w tym wielkie doświadczenie - piszą hiszpańscy dziennikarze. Barcelona zaczęła więc szukać "9" po całym świecie. Jednego z napastników znają dobrze, widzieli go w dwóch meczach ze swoją drużyną (4:3 wygrali Katalończycy w Krakowie, 1:0 w Barcelonie). Wtedy Maciej Żurawski jeszcze ich nie oczarował, ale nie mogli już nie zauważyć informacji, że w ubiegłym sezonie był to najskuteczniejszy strzelec Pucharu UEFA." i dalej: "W klubie jest lista kandydatów, którą otwiera Żuraw".
To ostatnie zdanie, niczym słowa "lub czasopisma" z ustawy radiowo-telewizyjnej, jasno i precyzyjnie demaskuje metody działania Przeglądu Sportowego (Tempa). Nie jest, jak widać, przypadkiem, że większość kibiców nazywa tą gazetę "Przekrętem Sportowym" lub "Przeglądem Szmatłamym". Jest powszechnie przyjętą normą społeczno-etyczną, że powierzchowne traktowanie jakiegokolwiek zagadnienia nigdy nie jest obiektywne ani sprawiedliwe. Jest wręcz krzywdzące. Nie można powiedzieć o kimś, że jest jest głupi tylko dlatego, że nie potrafi rozwiązywać równań z pochodną wewnętrzną logarytmu pod wartością bezwzględną, albo nazwać pedałem ze względu na kolor skarpetek (Pani Posłanko...). Tyle tylko, że łamanie wszelkich norm i zwyczajów jest dziś niesamowicie popularne. Dlaczego? Bo to skuteczny, choć często prymitywny sposób na zwrócenie na siebie uwagi. A co się z tym wiąże - można na tym zarobić... Niestety, tyczy się to również gazet sportowych...
Do napisania tych wypocin zainspirował mnie artykuł sprzed paru dni (ze środy; 22.10.2003) zamieszczony, a jakże, w "Przeglądzie Sportowym" (fragment wyżej). Otóz ten najstarszy polski dziennik sportowy - powołując się na "El Mundo Deportivo"; swój kataloński odpowiednik (również jeśli chodzi o wiarygodność) - ogłosił: "Szukają "dziewiątki" po całym świecie. Zajrzeli do Krakowa!". Czyżby kolejna książka w odcinkach przyciągająca czytelników do nudnych, jesienno-zimowych numerów? A może jest to coś więcej, niż tylko plotka? W końcu Maciej Żurawski, bo o nim mowa, to najlepszy - wg zdecydowanej większości kibiców - Polak trudniący się kopaniem "okrągłego, skórzanego przedmiotu pożądania, za którym regularnie ugania się 22 wysportowanych mężczyzn". (To z jakiegoś kabaretu, chodzi oczywiście o piłkarza i piłkę;-))
Jak więc jest naprawdę? Jak zatem w rzeczywistości poza-Przeglądowo-Wirtualnej wyglądają szanse na ten transfer?
Otóż wbrew temu, co pisze "PS" większych szans na transfer nie ma. Przede wszystkim owa "lista kandydatów" wcale nie pochodzi bezpośrednio z klubu. Ogłosiło ją "El Mundo", zaznaczając z góry, że nie jest zbyt prawdopodobne, że ktoś z tej listy trafi do klubu. Co więcej, na czele owego rankingu zawodników mogących już w grudniu trafić na Camp Nou wcale nie widnieje nazwisko reprezentanta Polski. Jako pierwszy wymieniony został niejaki Nigeryjczyjk Peter Ijeh (Malmö), następny był przymierzany do Barcelony już latem Brazylijczyk Luis Fabiano i dopiero za nimi Żurawski. Wątpliwą wiarygodność tej listy potwierdzają renoma i nazwiska piłkarzy umieszczonych za Polakiem: Vladimir Manchev (Lille), Nicolae Dica (Arges Pitesti) oraz Zurab Ionadze z klubu o swojsko brzmiącej nazwie (Kutaisi Torpedo). Jakie są szanse na te transfery? Niczego się nie da przewidzieć na 100%, niemniej prawdopodobieństwo sfinalizowania tych transakcji na pewno nie jest wysokie. Tak na marginesie trzeba jednak stwierdzić, iż ani Dani (już), ani Sergio Garcia (jeszcze) nie są w tym momencie napastnikiami lepszymi od byłego piłkarza Lecha. Głębszą analizę na temat szans Maćka na "podbicie Hiszpanii" chętnie przeprowadzę, ale dopiero, jak przejdzie badania lekarskie w Katalonii. Wcześniej nie ma sensu.
Przy okazji: niektóre argumenty niektórych "znawców piłki" spotkane w internecie nie wydają się nawet godne komentowania. Pisanie o Żurawskim jako o królu własnego podwórka jest po prostu śmieszne. Nie jest to napastnik tylko i wyłącznie na lige polską - to, że nie strzela w reprezentacji o niczym nie świadczy. Wszyscy pamiętają, jak robił w bambuko obronę Lazio, Parmy, Schalke, Interu... Przypadkowy napsatniczek nigdy nie zostałby najlepszym strzelcem Pucharu UEFA. I fakt, iż dużą część goli zdobył z rzutów karnych niczego tu nie zmienia. Poniżej zdrowego rozsądku są też wypowiedzi w stylu, "że skoro ostatnio Legia rozgromiła Wisłę (jako kibic krakowian nie przypomnę tutaj wyniku), to lepsi są Saganowski i Svitlica..."
Tak więc po raz kolejny krajową prasę, telewizję, internet obiegła sensacyjna informacja dotycząca wielkiego transferu polskiego piłkarza na Zachód. Skąd my to znamy? Nie dalej jak rok temu różnoracy specjaliści spod znaku "Przeglądu Sportowego"/"Tempa", "Super Expressu" czy Onet.pl prześcigiwali się w płodzeniu coraz to bardziej oderwanych od rzeczywistości spekulacji i plotek na temat transferu Kamila Kosowskiego. Z jednej strony ciężko im się dziwić, gdyż nie na codzień Polak pojawia się choćby w kręgu zainteresowań tak bogatych i wielkich klubów jak Inter czy Lazio. Wiadomo też, że po ubiegłozimowym sukcesie książki pt. "Kowal - prawdziwa historia (picia - dop. MichaU)" powieści w odcinkach stały się bardzo popularnym sposobem wypełniania stron w dziennikach. Ledwo spadł pierwszy tej jesieni deszcz ze śniegiem - i zaczęło się! Już dziś mówi się też o rzekomym zainteresowaniu Andrzejem Niedzielanem ze strony PSV czy Sebastianem Milą francuskiego Nantes. Menedżer Ireneusza Jelenia "podobno" też ma ręce pełne roboty. (Aż dziwne, że na łamach "PS" do tej pory nie wypowiadał się w jego sprawie Valdano - dop. MichaU) To obecnie jedni z najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy, można im śmiało wróżyć międzynarodową karierę. Na to potrzeba jednak czasu. Miejmy tylko nadzieję, że zawodnicy, których może to dotyczyć, to zrozumieją. Takiemu Żurawskiemu już się raczej w głowie nie przewróci. Jego komentarz na temat możliwości transferu do Barcelony był bardzo chłodny, choć nie zapomniał zaznaczyć, że drużyna z Camp Nou jest jego wymarzoną. Jest jednak świadomy faktu, iż prawdopodobnie nie odejdzie z Krakowa. Możemy się tylko modlić, aby Przegląd, Superexpress, Fakt (ten najnowszy brukowiec), Piłka Nożna i reszta BravoSportów swoimi doniesieniami nie zrobiły wody z mózgu młodym i niedoświadczonym, aczkolwiek utalentowanym polskim piłkarzom, którzy naprawdę mogą coś w przyszłości znaczyć.
Niejako odpowiedzią na utwór Fenomena może być "Ostateczny Krach Systemu Korporacji" Kultu; słuchając drugiej (chyba) zwrotki, możemy się dowiedzieć, kto i po co robi senascje. Kazik śpiewa starą, aczkolwiek nieco smutną prawdę. O co chodzi? "Najlepsze jest to co się sprzeda..."
Czerwiec 2004: "Portal Onet.pl, powołując się na anonimowego działacza FC Barcelony, donosi, że transfer Marcina Baszczyńskiego do w.w. klubu za kwotę 8 mln euro wydaje się przesądzony! Popularny "Baszczu", znany w Hiszpanii jako "Roberto Carlos prawej strony boiska" wpadł w oko trenerowi katalońskiej jedenastki jeszcze za czasów swych występów w chorzowskim Ruchu, kiedy to w rewanżowym meczu 1/512 finału Pucharu Polski z V-ligową Klapą Wąchock..." (tu bi kontinjued, probabli nekst łinter)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)