Kiedy kilka dni temu oglądałem spotkanie Argentyna – Chile, czułem się dokładnie tak, jakbym oglądał każdy inny mecz, w którym Barça nie uczestniczy. Zawsze czekam na magię, która jednak nie przychodzi. Kiedy czekałem na kolejną bramkę dla Albicelestes, jej piłkarze wymieniali najwyżej dwa podania z rzędu. „Podaj!” – krzyczałem przed telewizorem. „Podaj do Messiego!”. To był jednak mecz długich podań, często zresztą niedokładnych. I chociaż Argentyna wygrała 4:1, nie zmienia to faktu, że gra wyglądała niczym w lidze angielskiej. Było wiele długich podań, a przy tym masa błędów. Wydawało się, że obie drużyny boją się piłki. A może jestem przyzwyczajony do innego rodzaju piłki nożnej?
W każdym razie, argentyński dziennikarz Martín Mazur napisał artykuł, w którym przedstawił swoją opinię, że Barcelona czyni nas bardziej wymagającymi.
Nauczyliśmy się podziwiać FC Barcelonę. Czekamy na jej mecz prawie tak bardzo jak na spotkanie naszego zespołu. Chwalimy ten zespół, mówiąc o zawodnikach, o La Masíi, o ich styl gry, filozofii futbolu. Barça weszła do naszego życia tak samo łatwo i na luzie jak w maju 2011 roku, kiedy w finale Ligi Mistrzów przejechali się po Manchesterze United. Albo jak wtedy, gdy zaaplikowali Realowi José Mourinho pięć bramek, nie tracąc żadnej.
Nawet nie zauważamy, jak Xavi pojawia się w naszym salonie, a Iniesta na podwórku. Ten zespół z nami żyje, jest z nami w każdej chwili naszego życia. Nasze zainteresowanie Barceloną rośnie wraz z każdą chwilą.
Mówimy za pośrednictwem Facebooka: „lubię to”, ponieważ nie możemy powiedzieć: „kocham to”. Nie możemy powiedzieć, że zakochaliśmy się w Barcelonie. To miłość do piłki nożnej, która przekształciła się w miłość do Barçy. Bo miłość do piłki nożnej i do FC Barcelony to jedna i ta sama sprawa.
Mówimy, że Barcelona to jedna z najlepszych drużyn w historii futbolu, bo zwyczajnie boimy się przyznać, że to NAJLEPSZA ekipa w dziejach. Byliśmy zadowoleni, kiedy klub zdecydował się otworzyć w szkółkę piłkarską w Argentynie. Proszę, przyjmijcie nasze talenty i zróbcie z nich nowych Messich. Ale my już nie wiemy, jak to zrobić. Nie w Argentynie, ale również nie w Meksyku, Brazylii czy Wenezueli. Gramy tutaj w nieco inną grę.
W Meksyku na przykład, koszulki Barcelony są tak popularne jak trykoty innych zespołów. W innych krajach jednak widujemy je na ulicy, jakby były najbardziej powszechną rzeczą na świecie. Widzimy je na plażach na całym świecie: w Mar del Plata, Dakarze czy Phuket. Widzimy koszulki nie tylko bordowo-granatowe, ale również pomarańczowe, zielone czy żółte – całą paletę barw FC Barcelony. Wszyscy właściciele tych koszulek to Barça, klub, który osiągnął wszystko.
Ale wiecie co? Być może nadszedł czas, by znienawidzić FC Barcelonę. Tak, zdaję sobie sprawę, że być może to niezbyt popularne posunięcie, ale nie mogę zrobić nic innego wobec zespołu, który stał się dla nas karą. Moglibyśmy się zastanowić: czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy nie ulegli „efektowi Barcelony”?
Piszę to, ponieważ istnieje również druga strona tego pięknego medalu, która sprawia, że cierpimy. Messi w kadrze Argentyny to nie ten sam piłkarz co w swoim klubie. Aby być najlepszym, potrzebuje reszty drużyny. Kiedy mu nie idzie, staje się sfrustrowany, a wraz z nim jego fani: cierpią z nim albo przez niego. Tak samo czują kibice Barcelony.
Ale „efekt Barçy” nie kończy się na Messim; przeciwnie, to dopiero początek. Podczas mundialu w RPA Hiszpania została mocno skrytykowana, ponieważ nie grała jak Barcelona. Iniesta i spółka ucierpieli już w pierwszym meczu, przegrywając 0:1 ze Szwajcarią. Ten brak odpowiedniej prędkości, zademonstrowany w pierwszym spotkaniu, towarzyszył Hiszpanom do końca rozgrywek. Hiszpania nie grała jak Barcelona i fakt ten został zapomniany tylko dlatego, że ekipa z Półwyspu Iberyjskiego sięgnęła po Puchar Świata.
Pójdźmy dalej. Dani Alves na przykład: kim on jest? Prawym obrońcą? A może skrzydłowym? A może małym samolotem? Trzeba powiedzieć, że również on staje się zdesperowany, kiedy gra dla Brazylii. W kadrze piłka nie znajduje go tak łatwo jak w Barcelonie. W reprezentacji nie pokazuje ani wysokiego pressingu, ani tak dokładnych podań.
Tak więc uczestnicy barcelońskiego modelu popadają w pewną dysfunkcję, kiedy są rozdzieleni. Kiedy wracają na Camp Nou, proces leczenia tego zjawiska przebiega automatycznie. Ile razy myśleliśmy, że Messi, wracając ze zgrupowania kadry, przywiezie pewnego wirusa i zarazi nim najlepszy system operacyjny świata? Myśleliśmy wtedy: „Barcelona nie będzie już taka sama jak dawniej”. Ale ona jest taka jak dawniej, gra tak, jakby nic się nie stało, z podniesioną głową i piłką przyklejoną do stopy.
Pep Guardiola nie chce opuścić tej drużyny, bo wie, że może spaść ze szczytu. Może wygrać jeszcze wiele, wiele tytułów, ale jego nowa drużyna zawsze będzie porównywana do obecnej Barcelony. A ta Barça eksportuje właśnie swoje know-how. W AS Romie znalazł się ex-Barcelonista, Luis Enrique. Rzymski kierunek obrał również były napastnik klubu ze stolicy Katalonii, Bojan Krkić. OK, zróbmy replikę Barcelony. Ale Roma jej nie zrobi. Nikt nie jest w stanie tego dokonać.
Możemy dalej analizować zawodników, którzy nie są tymi samymi piłkarzami w swoich reprezentacjach. Ich wielka moc objawia się tylko w koszulce Barçy, tylko w jednym miejscu we wszechświecie. To miejsce to Barcelona. Reszta świata jest niczym czarna dziura, która sama się pożera. Barça jest jak Wielki Wybuch. Nawet nie zdążymy połapać się w ich grze, a oni już zmienią jej styl. Jesteśmy lata świetlne za Barceloną, chociaż czujemy, że dzieli nas od nich tak niewiele.
Łapiemy się na tym, że każdy chce obecnie naśladować styl FC Barcelony, jednak z mizernymi skutkami. Pep Guardiola formułuję tę grę na nowo, wciąż wprowadza innowacje. Marzy o grze formacją 3-4-3 i co? I wprowadza swój plan w życie. Jeśli chodzi o ducha innowacji, to Pepa porównać możemy do świętej pamięci Steve’a Jobsa. To Pep podejmuje decyzje, a świat wciąż jest za nim. Chce go złapać, chce skopiować jego styl, ale wciąż bezskutecznie. Być może w przyszłym sezonie zobaczymy Javiera Mascherano w roli napastnika, a Leo Messiego grającego na środku obrony. A później zobaczymy ich grających w narodowej kadrze. I znów nie będzie to to samo co w Barcelonie. I znów zacznie się gadanie…
A niech cię, Barcelono. Atakują nas, nie pozwalając być zadowolonym z czegoś, co wcześniej sprawiało nam radość. Każą nam uwierzyć, że futbol to prosta gra, a zawodnicy są nieziemscy. I nawet najtwardsza obrona może zostać z łatwością przełamana.
A niech cię, Barcelono. Chciałbym nigdy nie widzieć tego stylu gry. Potem jednak myślę, że to coś niemożliwego do spełnienia. Nigdy nie będziemy Barçą.
A niech cię, Barcelono. Tak bardzo cię kocham… Tak bardzo cię nienawidzę za ból, który w ten sposób mi sprawiasz.
Komentarze (62)