Trochę pokory, Madrycie

IceMan

16 lutego 2012, 18:57

Mundo Deportivo/własne

343 komentarze

Dziesięć punktów przewagi nad Barceloną w ligowej tabeli wywołało prawdziwą euforię wśród fanów Realu Madryt i zwolenników Jose Mourinho. W Internecie aż roi się od poniżających wpisów kibiców Blancos, jednak Culés nie powinni się tym przejmować.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W Madrycie cieszą się z przewagi, bo w ostatnich latach w klubowej gablocie jest więcej kurzu, aniżeli pucharów. Real ma przewagę w lidze, Barcelona 13 (słownie: trzynaście) trofeów w erze Pepa. Liczba, o której zespół ze stolicy może na razie tylko pomarzyć. Wicemistrz Hiszpanii od momentu przyjścia na Camp Nou Pepa Guardioli wywalczył tylko jedno trofeum, w dodatku po dogrywce - Puchar Króla.

Oczywiście fani Realu mogą się bronić argumentami o sukcesach jeszcze przed przyjściem Mistera, jednak na arenie europejskiej Real zdobył ostatnie trofeum... 10 lat temu. W 2002 roku Blancos wygrali Ligę Mistrzów. Jakby tego było mało, od momentu objęcia posady szkoleniowca w Barcelonie przez Guardiolę, Real jest systematycznie karcony przez Katalończyków, zwłaszcza na własnym boisku.

Widowiskowy styl, ta piękna, wspaniała, zapierająca dech w piersiach gra zdobywają serca największych gwiazd w historii futbolu, od Pele i Maradony przez Cruyffa po Beckenbauera czy Di Stefano.

Dream Team Guardioli przez wielu ekspertów uznawany jest już dziś za najlepszy w historii futbolu. Obroną tego twierdzenia są wyniki i sukcesy osiągane przez Messiego i spółkę. Statystyka 13 na 16 możliwych tytułów - brzmi niebywale. O dotychczasowych osiągnięciach drużyny Pep stale przypomina i ciężko się temu dziwić. Uwielbia wracać do momentów chwały, w których wszyscy Culés byli dumni ze swojego zespołu. Pewien Portugalczyk stwierdził kiedyś, że Barça powinna się wstydzić za styl w jakim zdobywała Ligę Mistrzów w 2009 roku, chodziło oczywiście o kontrowersyjny mecz rewanżowany z Chelsea sędziowany przez Toma Henninga Øvrebø. Cóż można rzec o logice Mou ponad to, że chyba zapomniał wół jak cielęciem był... Dokładnie rok później, Barça odpadła w półfinale Ligi Mistrzów z Interem Mediolan w nie mniej kontrowersyjnych okolicznościach. Mourinho świadomie pozuje na jedyną osobę na świecie, która nie wie nic o bramce Milito ze spalonego czy prawidłowym trafieniu Bojana w rewanżu. Podobne wspomnienia można przytoczyć ze zwycięskiej kampanii FC Porto z 2004 roku, gdy kontrowersje towarzyszyły niejednemu meczowi fazy pucharowej z udziałem portugalskiego klubu.

Spektakularna przewaga punktowa w lidze sprawia, iż w Madrycie już w lutym marzą o szpalerze na Camp Nou. W mediach trwa debata czy, Los Blancos stać na to by już na Camp Nou zapewnić sobie zdobycie mistrzowskiego tytułu, co pozwoliłoby świętować na terenie odwiecznego rywala. Real jest bardzo pewny siebie, a to bywa zgubne. Futbol jest nieprzewidywalny. Wszystkim, którzy w kółko mówią o przewadze w lidze radzimy spojrzeć w niedaleką przeszłość. Real z ostatnich 14 klasyków wygrał... jeden! Gdybyśmy pod uwagę brali tylko rozstrzygnięcia po 90 minutach statystyka ta maleje wręcz do zera.

Do zwycięstw Barcelony z Realem zdążyliśmy się przyzwyczaić, a wygrane takie, jak 2-6 czy 5-0 pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Madryt może się cieszyć z przewagi w La Liga, niczym więcej poszczycić się nie może. Może i w lidze jesteśmy teraz za ich plecami, ale w ostatnich latach osiągnęliśmy coś, o czym oni póki co mogą tylko marzyć. Multum sukcesów.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (343)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze