W meczu 37. kolejki Ligi BBVA FC Barcelona pokonała w derbach stolicy Katalonii Espanyol 4:0. Był to ostatni mecz Pepa Guardioli u siebie w roli szkoleniowca Barçy, dlatego też o prezent postarali się i piłkarze, i kibice.
Odkąd Pep ogłosił swoją decyzję o opuszczeniu klubu (piątek 27 kwietnia), wszyscy zastanawiali się nad formą pożegnania wspaniałego trenera rodem z Santpedor. Chociaż formalnie 41-latek piastuje swoje stanowisko do końca czerwca, jednym z ostatnich dni w jego pracy będzie 25 maja i finałowe starcie w Pucharze Króla z Athletikiem Bilbao. Dziś natomiast Pep po raz ostatni prowadził swoją drużynę w meczu na własnym stadionie. Pożegnanie wypadło wspaniale.
Zgodnie z oczekiwaniami od początku spotkania inicjatywę przejęła Barça. Już od pierwszego gwizdka Fernando Teixeiry Vitienesa rozpoczęła się ostra walka o każdy metr boiska, czego dowodem statystyka: po pięciu minutach gry goście mieli na koncie już pięć fauli. Początkowe minuty to nieśmiałe próby Barcelony, gaszone w środku pola przez graczy Espanyolu.
W 11. minucie przed polem karnym Los Pericos faulowany był Leo Messi. Najlepszy piłkarz świata ustawił sobie piłkę i uderzeniem z rzutu wolnego dał swojej drużynie prowadzenie. Piłka poszybowała nad murem i po odbiciu od głowy jednego z zawodników gości wpadła w okolice okienka bramki strzeżonej przez Cristiana Álvareza. Goście starali się szybko odpowiedzieć, ale uderzenie Verdú z rzutu wolnego minęło bramkę Pinto.
Realizatorzy skupili swoją uwagę nie tylko na meczu, ale również na postaci numer jeden tego dnia w Barcelonie, którą niewątpliwie był Pep Guardiola. Być może z nerwów, być może też z nudy Mister spoglądał na grę swoich zawodników i… obgryzał paznokcie. Obok niego skupiony siedział Tito Vilanova, obecny asystent, który w przyszłym sezonie samodzielnie obejmie stery Barçy.
W 27. minucie świetne podanie z głębi pola otrzymał Keita. Malijczyk próbował mijać bramkarza Espanyolu, ale Cristian nie dał się zaskoczyć i wyłuskał piłkę piłkarzowi Barcelony spod nóg. Chwilę później ładnym, technicznym strzałem z 20 metrów popisał się Andrés Iniesta, ale na posterunku ponownie był 27-letni golkiper przyjezdnych. Jeszcze przed przerwą swoje szanse mieli Iniesta i Messi, ale w ich uderzeniach zabrakło precyzji.
Po przerwie Barcelona nie spuściła z tonu i dalej atakowała ze sporym animuszem. W 53. minucie sprzed pola karnego gości uderzał Iniesta, ale futbolówka po jego strzale nie zdążała w światło bramki. Nieco później w szesnastce Barcelony upadł Baena, domagając się rzutu karnego. Jak pokazały telewizyjne powtórki, w starciu z Montoyą zawodnik Espanyolu chciał najzwyczajniej w świecie wyłudzić rzut karny i dobrze, że sędzia nie dał się nabrać na ten teatr.
W 64. minucie ręką we własnym polu karnym zagrał Dídac. Teixeira Vitienes wskazał na jedenasty metr, z którego Messi pewnie pokonał Cristiana. W kolejnych dwóch okazjach szansę na gola miał Espanyol. Najpierw z prawej strony boiska uderzał Forlín, ale Pinto nie dał się zaskoczyć i wybił piłkę na róg. Chwilę później Weiss starł się przed polem karnym z Pinto. Rezerwowy bramkarz Barcelony popełnił fatalny błąd i minął się z piłką, co natychmiast próbował wykorzystać słowacki piłkarz, ale na linii bramkowej kapitalnie ustawił się Mascherano, który wybił futbolówkę i tym samym zapobiegł utracie gola.
Minutę później było już 3:0. Fantastyczne podanie Adriano z głębi pola wykorzystał Leo Messi. Geniusz z Rosario minął w pełnym biegu Víctora Sáncheza i mocnym strzałem w długi róg po raz trzeci zmusił Cristiana do kapitulacji. Hat-trick nie był jednak wystarczającym prezentem dla odchodzącego Pepa Guardioli i Messi postarał się o jeszcze jednego gola. W 78. minucie w polu karnym gości Forlín faulował Busquetsa. Sędzia ponownie podyktował rzut karny, który na bramkę zamieniła Atomowa Pchła. Po tym golu miała miejsce piękna chwila: wszyscy piłkarze podbiegli do linii bocznej i uścisnęli Pepa Guardiolę w symbolicznym geście podziękowania za jego wielką pracę.
Licznik Messiego wcale nie musiał zakończyć się dzisiaj na czwórce. W 89. minucie Argentyńczyk mógł strzelić piątego gola, ale spróbował chyba zbyt efektownie pokonać Cristiana, w wyniku czego piłka poszybowała obok bramki. Kibice pod koniec meczu i po jego zakończeniu długo skandowali „Guardiola! Guardiola!” oraz “O le le, O la la, Ser del Barça es, el millor que hi ha”. Po meczu piłkarze podrzucili kilkakrotnie Pepa, a bohater tego wieczoru przemówił do zgromadzonej na trybunach publiczności.
Messi sprawił fantastyczny prezent Guardioli, strzelając cztery bramki. Dwie, trzy, cztery – to bilans goli niespełna 25-latka w spotkaniach ligowych po porażce z Realem. Dziewięć goli w trzech meczach! Jeśli zostanie zachowana pewna prawidłowość, to w ostatnim meczu ligowego sezonu Leo zdobędzie aż… pięć goli. Jest to oczywiście pobożne życzenie, niemniej jednak obecna jego dyspozycja czyni taki scenariusz całkiem realnym. Leo jest zdecydowanym liderem klasyfikacji Pichichi oraz Złotego Buta. Strzelił w lidze już 50 goli! 50 trafień! Niewyobrażalna liczba, która pokazuje, że Argentyńczyk to piłkarz nie z tego świata.
Dziękujemy Ci, Pep! Kochamy Cię! I wierzymy, że wrócisz jeszcze kiedyś na ławkę trenerską Barcelony i znowu przeżyjemy razem cudowne chwile.
Barcelona: Pinto, Montoya, Puyol, Mascherano, Adriano, Keita, Sergio B., Thiago, Iniesta, Messi, Pedro.
Rezerwowi: Valdés, Piqué, Alves, Cesc, Afellay, Bartra, Tello.
Espanyol: Cristian, Raúl R., Forlín, Héctor, Dídac, Javi López, Víctor Sánchez, Baena, Verdú, Weiss, Álvaro Vázquez.
Komentarze (1246)